Wstałem. Ablucji łazienkowych zażyłem. Obudziłem komputer. Przeciągnął się, dyskiem zgrzytnął, błysnął monitorem. Ruszył opornie.

Kawa do kubka, dalej czajnik, kran, woda. Standard poranny. I mniej więcej wtedy usłyszałem Hołdysa Zbigniewa. No nie mogłem ot tak, cisnąc czajnikiem o zlew, rzucić się głośniki wyłączać. Nim czajnik odstawiłem, parę zdań z ust Hołdysowi wypaść zdążyło. I porobiło się.

Tak ładnie dzień się zaczynał, a tu cały poranek w kubeł. Co najmniej do pierwszych wiadomości. Żadne mycia, żadne tam piany, szorowania. Nic, apteczny spirytus też nie pomógłby. I żeby jeszcze w głowie zostało jakieś mądre. Ale to przecież ten stary dziad Hołdys, jak sam o sobie mówi. Słyszał kto, by człowiek niemądry coś mądrego powiedział? Chyba, że coś mądrego czyta i powtarza. Więc.

ROZMIAR MAŁPI

Więc nie, Hołdys Zbigniew nie czytał. Nie powtarzał po mądrym kimś. Sam z siebie mówił. Niestety, Hołdys to do siebie ma, że nawet jak wpierw pomyśli, nim powie, to ani mądre, ani pożyteczne zeń nie wychodzi. No, zresztą nie przesadzajmy, pewnie coś pożytecznego i baran z siebie wydala, może nawet codziennie, ale kto by chciał takie baranie coś oglądać. Chyba weterynarz i za duże pieniądze.

Więc cisza. To znaczy Hołdys mówi o przyzwoitości, a ludziom przyzwoitym przyzwoitość każe w odpowiedzi milczeć. Takie przełożenie. Dokładnie o takich znakomitościach co Hołdys, francuski naukowiec z początku XX stulecia, Gustaw Le Bon, mawiał, że: “Mają mózgi swymi rozmiarami bliższe mózgom małp niż mężczyzn”. Czy jakoś podobnie.

Proszę nie utyskiwać, nie gniewać się i nie złościć, że nie przytaczam literalnie com od Hołdysa usłyszał. Nie wolno przesadzać z życzliwością. Przesadna życzliwość wobec głupstwa upokarza życzliwego, nobilitując głupca. Niechże się stary dziad ze swoimi głupstwami nosi sam, skoro mu z nimi dobrze. I tą konkluzją zamknę wątek.

PRZYTUL JACKA

Z kolei Poniedziałek Jacek rozjarzył się pretensjami do ministra od kultury. Że tam tuż obok, tam tuż za miedzą, działania ministra niemieckiego, podejmowane w czasach zarazy, pozwalają artystom niemieckim trudną sytuację przeżyć, a to dzięki finansowaniu ze strony państwa, natomiast nasz minister tylko udaje, że daje.

Mało tego, rzecze Poniedziałek, że Gliński udaje, że daje, to kiedy już daje, daje nie tym, którym dawać powinien. Ho-ho, tak-tak. Poniedziałek: “Z fundamentalistycznym zapałem sypie grubą kasę do wora tego toruńskiego gangstera w koloratce i przyznaje dotacje najbardziej skrajnym wydawnictwom kato-nacjonalistycznym, często prowadzonym przez parafie i zakony, których publikacji nikt prawie nie czyta. I pozwala wymrzeć, upaść wielu sprawdzonym, kompetentnym, od lat obecnym w życiu intelektualnym tytułom, których jedynym grzechem jest humanizm i brak ideologicznych uprzedzeń”.

Och, ach, sprytnie nęci Poniedziałek. Subtelnie jakże odsłania miejsca, które go bolą. Czy tam pieką. Czy swędzą. Ktoś ma ochotę dotknąć? Pogłaskać? Artystę Jacka przytulić, powiedzmy, w całości?

WYJCE WYJĄ

Przepraszam za onomatopeję: fuj, fuj. Nie dotykajmy, w żadnym razie nie dotykajmy, przenigdy, Poniedziałkowych miejsc bolących. Po co nam dodatkowe ryzyko? Zauważmy tylko, czym różni się “gangster w koloratce” od artysty Poniedziałka w opuszczonych slipach i co Poniedziałka artystę razi – otóż najsłynniejszy światowy redemptorysta ma najwyraźniej twarde cojones, natomiast Poniedziałekowi Jackowi nad slipami dyndają wyłącznie złudzenia. Najwyraźniej humanizm, tym bardziej taki tęczowy, nie ma wzięcia. W przeciwnym razie dałby sobie radę bez interwencji państwa, nieprawdaż? Na całe szczęście Poniedziałek Jacek wzięcie ma. Nad innymi zapłacze, ale sobie poradzi sam.

W ogóle dziwić się, uważam, że wyjce wyją, to jak uprzedzać, że po zmierzchu przychodzi noc, a ryba pływa. Można, tylko czasu szkoda.

Co poza tym? Poza tym wszystko w porządku, można otwierać żłobki i przedszkola. Tu i tam protestowali tacy i owacy, ale co tam owacy tacy wiedzą. Do roboty marsz i nie pyskować. Potem samorząd miasta Łodzi zrobił swoje i wyszło szydło z worka. Czy tam wymykło. Czy tam wymskło, nieważne, w każdym razie worek objawił, że 14% pracowników przedszkoli miało kontakt z niejakim Sars-Cov-2. Trach. No to placówki pozamykali i zaczęli odkażać na nowo. Stoliki, krzesełka, umywalki, klocki. Jakby odkażanie miało pomóc i samo przez się wskazywać, kto koronawirusa w sobie nosi, a kto nie.

ZAMIANA NA SZAJS

Mało tego. Najwyraźniej w Szczecinie obstalowali nieco większy worek, to i szydło wyszło im większe. Czy tam wymykło. Czy wymskło. Mianowicie pani nauczycielka, która pracowała z dziećmi, a mówi się o przepisowej dwunastce, okazała się nosicielką koronawirusem. Nie wiedziała, że jest zarażona. Nikt jej nie badał przed dopuszczeniem do pracy, to skąd miała wiedzieć? Więc.

Więc nie wiedziała, pracowała jak kazali, a my też nie dowiemy się, czy pani nauczycielka zaraziła dzieci, czy dzieci panią nauczycielkę. Nie dowiemy się również, kogo z kolei pani nauczycielka zaraziła i kogo pozarażali zarażeni oraz z jakimi ewentualnymi konsekwencjami dla zarażonych, Dajmy na to: dla babć i dziadków wspomnianej dwunastki dzieciaków. Tego nie wiadomo i wiadomo nie będzie. Taki mamy, prawda, klimat, klimat dobrej zamiany. Na szajs.

No dobrze, ale kto poniesie odpowiedzialność za narażanie ludzi na niebezpieczeństwo utraty zdrowia bądź życia? Są na to kodeksach rozmaitych, rozmaite i wielce przydatne paragrafy.

Więc?

Więc, konsekwencje? Ha, ha, ha. Inny przykład: “Masowe testowanie na Śląsku pomogło opanować sytuację”. A masowe testowanie gdzie indziej nie pomogłoby? Nie, nie, gdzie indziej nie ma takiej potrzeby. Do roboty marsz. Ktoś wie, czemu władza traktuje ludzi jak nierozumne bydło? Ja wiem: tak traktuje, jak sobie wychowała.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl