Pole­cam kil­ka moich zale­głych prze­my­śleń na temat Bia­ło­ru­si. Opi­nie tu wyra­żo­ne są moimi opi­nia­mi i nie wyra­ża­ją sta­no­wisk Polish Ame­ri­can Stra­te­gic Ini­tia­ti­ve i Polish Ame­ri­can Con­gress of Southern Cali­for­nia, orga­ni­za­cji, któ­rym obec­nie przewodzę.

        Widzę, że mój ostat­ni wpis na Face­bo­ok na temat Bia­ło­ru­si i piąt­ki Pola­ków, oby­wa­te­li bia­ło­ru­skich, któ­rym gro­żą na Bia­ło­ru­si wie­lo­let­nie wyro­ki wię­zie­nia podzia­łał na wie­lu jak kij wsa­dzo­ny w mro­wi­sko. W odpo­wie­dzi otrzy­ma­łem od Pań­stwa oko­ło 300 róż­no­ra­kich pol­sko-języcz­nych i rosyj­sko-języcz­nych ema­ili, wpi­sów i tele­fo­nów. Część respon­den­tów odsą­dzi­ła mnie od wszel­kiej czci i wia­ry za oka­zy­wa­nie moral­ne­go wspar­cia zatrzy­ma­nej piąt­ce Pola­ków, trak­to­wa­nej przez wie­lu dys­ku­tan­tów jako agen­tów glo­ba­li­zmu, oraz sowi­cie opła­co­nych najem­ni­ków nie­uda­nej kolo­ro­wej rewo­lu­cji. Zosta­łem posą­dzo­ny rów­nież o całą gamę „myślo-zbrod­ni”, zaczy­na­jąc od rze­ko­me­go wspar­cia udzie­la­ne­go glo­ba­li­stom dążą­cym do prze­ję­cia i ogra­bie­nia Bia­ło­ru­si, a koń­cząc na suge­stiach jako­bym dążył do wywo­ła­nia woj­ny z Rosją i Białorusią.

        Zga­dzam się z odczu­ciem więk­szo­ści, że ambi­cje i zaku­sy glo­ba­li­stów, spod zna­ku Wiel­kie­go Rese­tu, sta­no­wią ogrom­ne zagro­że­nie dla przy­szło­ści nas wszyst­kich i dla przy­szło­ści naszej cywilizacji.

reklama

        Zga­dzam się z opi­nia­mi, że roz­ma­ite nie­przy­ja­zne Bia­ło­ru­si i Pol­sce siły chcą prze­jąć i ogra­bić Bia­ło­ruś z pomo­cą kolej­nej kolo­ro­wej rewo­lu­cji, i że Mate­usz Mora­wiec­ki nie jest poli­ty­kiem suwe­ren­nym, a Andże­li­ka Borys i Andrzej Poczo­but są od lat postrze­ga­ni przez wie­le śro­do­wisk jako przy­czy­na poli­tycz­nych podzia­łów wśród Pola­ków na Białorusi.

        Ta ostat­nia kwe­stia wyda­je się być jed­nak kwe­stią abso­lut­nie mar­gi­nal­ną i nie­istot­ną, gdy patrzy­my na szer­szy kon­tekst współ­cze­snej bia­ło­ru­skiej sce­ny politycznej.

        Cie­szą mnie i jed­no­cze­śnie mar­twią Pań­stwa reak­cje, bo nie­któ­re z nich są, bez wąt­pie­nia, ponad­prze­cięt­nie emo­cjo­nal­nie i poli­tycz­nie rozkalibrowane.

        Lep­sze to chy­ba jed­nak i tak, niż jak­że czę­sty, kom­plet­ny brak zain­te­re­so­wa­nia i poczu­cia odpo­wie­dzial­no­ści za spra­wy wykra­cza­ją­ce poza nasz inte­res oso­bi­sty i wła­sną wygo­dę, któ­ry domi­nu­je w naszych zacho­wa­niach. Ska­la i ampli­tu­da Pań­stwa reak­cji dowo­dzi, że potrzeb­na jest rze­czy­wi­sta, mery­to­rycz­na, wie­lo­gło­so­wa, pol­sko-bia­ło­ru­ska dys­ku­sja na temat naszych wza­jem­nych rela­cji nie­ko­niecz­nie wyłącz­nie tych na pozio­mie pań­stwo­wo-rzą­do­wym, lecz tak­że tych bar­dziej ogól­nych i bez­po­śred­nich budu­ją­cych wza­jem­ne zaufanie.

        Czy nam się to podo­ba, czy nie, Kreml trzy­ma obec­nie moc­no rękę na bia­ło­ru­skim pul­sie i decy­du­je o szyb­ko­ści zacho­dzą­cych tam wyda­rzeń. Rosja, będąc pań­stwem w dużej mie­rze — wbrew panu­ją­cym opi­niom — racjo­nal­nym i świa­do­mym swych celów i siły, jest w sta­nie dzia­łać aser­tyw­nie i sku­tecz­nie bro­nić swych stra­te­gicz­nych inte­re­sów. Domnie­mam, że Kreml mając bez­względ­ną tak­tycz­no-mili­tar­ną prze­wa­gę na tym tere­nie, do prze­ję­cia Bia­ło­ru­si przez glo­ba­li­stów nie dopuści.

        Łuka­szen­ko pro­wa­dził przez dłu­gi okres poli­ty­kę zagra­nicz­ną umoż­li­wia­ją­cą utrzy­ma­nie względ­nej poli­tycz­nej nie­za­leż­no­ści Bia­ło­ru­si. Nie dopu­ścił przy tym do wyprze­da­ży i ogra­bie­nia kra­ju, ani przez glo­ba­li­stycz­ny zachód, ani przez klep­to­kra­tycz­ny wschód. Trzy­mał jed­nych i dru­gich na dystans.

        Nie pod­dał się rów­nież w ostat­nim cza­sie „covi­do­wym” dyk­ta­tom i szan­ta­żom sił nazy­wa­nych barw­nie w języ­ku rosyj­skim „mież­du­na­rod­nym zaku­li­siem”. Tak, czy ina­czej, dobre cza­sy tej wewnętrz­nej i zewnętrz­nej sta­bi­li­za­cji już się, zarów­no dla nie­go, jak i dla Bia­ło­ru­si, nie­odwo­łal­nie skoń­czy­ły. Łuka­szen­ko zna­lazł się w poli­tycz­nym potrzasku.

        Duża część bia­ło­ru­skie­go spo­łe­czeń­stwa, choć z pew­no­ścią nie całość, chce, jak świad­czą o tym ostat­nie doświad­cze­nia wybor­cze, zmian na szczy­cie wła­dzy, oraz szyb­kich kom­plek­so­wych reform poli­tycz­no-spo­łecz­no-gospo­dar­czych. Odsu­nię­cie Łuka­szen­ki od wła­dzy jest postrze­ga­ne oczy­wi­ście jako waru­nek koniecz­ny na dro­dze do ich reali­za­cji. Cywi­li­za­cyj­ny roz­jazd aspi­ra­cji zeu­ro­pe­izo­wa­ne­go spo­łe­czeń­stwa napę­dza­ne­go w dużym stop­niu wzor­ca­mi zachod­nio­eu­ro­pej­skiej kul­tu­ry maso­wej i rzą­dzą­cej nim od lat komu­ni­stycz­nej wła­dzy spra­wia, że kom­pro­mis mię­dzy tymi siła­mi jest w chwi­li obec­nej mało praw­do­po­dob­ny, a siło­we roz­wią­za­nia władz nie mogą napraw­dę efek­tyw­nie i trwa­le, ze wzglę­du na ska­lę pro­te­stów, roz­wią­zać nabrzmia­łych napięć spo­łecz­no-poli­tycz­nych. Kon­flik­tu tego nie moż­na obec­nie wyeli­mi­no­wać, a nawet zna­czą­co deeska­lo­wać rów­nież z racji bra­ku ist­nie­nia po obu stro­nach koniecz­nej woli poli­tycz­nej. Pre­sja glo­ba­li­stycz­nej finan­sje­ry i mocar­stwo­wo-oli­gar­chicz­nej Rosji oraz real­na groź­bą utra­ty wła­dzy w kra­ju w wyni­ku kolo­ro­wej lub rze­czy­wi­stej rewo­lu­cji, zmu­si­ły Łuka­szen­kę do opo­wie­dze­nia się w koń­cu za jed­nej ze stron. Nie mając wiel­kie­go wybo­ru, Łuka­szen­ko wybrał opcję dla sie­bie naj­pew­niej­szą, choć tak napraw­dę ilu­zo­rycz­ną, i pod­dał się kon­tro­li Krem­la. Bia­ło­ruś sta­ła się rosyj­skim „pro­tek­to­ra­tem”.

        Dni Łuka­szen­ko są już jed­nak, w mojej opi­nii, mimo wszyst­ko, poli­czo­ne. Nawet dla Krem­la Łuka­szen­ko jest już tyl­ko posta­cią przej­ścio­wą, tole­ro­wa­ną tyl­ko cza­so­wo. Nad­cho­dzą­ce zmia­ny poli­tycz­ne na Bia­ło­ru­si, nad­zo­ro­wa­ne przez Kreml, są już tyl­ko kwe­stią cza­su, a ich efek­tem może być trwa­ły rosyjsko/białoruski kom­pro­mis poli­tycz­ny, któ­ry utrzy­ma Bia­ło­ruś w rosyj­skiej stre­fie wpły­wów za cenę prag­ma­tycz­ne­go, poli­tycz­ne­go polu­zo­wa­nia bia­ło­ru­skie­go sys­te­mu kon­tro­li i opre­sji politycznej.

        Obec­ny roz­wój wypad­ków i zwrot Bia­ło­ru­si w stro­nę Rosji jest zde­cy­do­wa­nie sprzecz­ny nie tyl­ko ze stra­te­gicz­ny­mi inte­re­sa­mi Pol­ski — rozu­mia­nej jako pod­miot poważ­niej­szy od obec­nie ist­nie­ją­ce­go two­ru  poli­tycz­ne­go nazy­wa­ne­go przez wie­lu zło­śli­wie POPIS-em, Poli­nem lub Judeo-Polo­nią, ale rów­nież sprzecz­ny z aspi­ra­cja­mi same­go, nasta­wio­ne­go w dużej czę­ści anty­ro­syj­sko, spo­łe­czeń­stwa białoruskiego.

        W naszym pol­skim, dobrze poję­tym inte­re­sie, jest two­rze­nie poli­tycz­nych warun­ków umoż­li­wia­ją­cych współ­pra­cę z Bia­ło­ru­sią. Współ­pra­ca ta musi być opar­ta na zasa­dach uwzględ­nia­ją­cych aspi­ra­cje, potrze­by i inte­re­sy spo­łe­czeń­stwa białoruskiego.

        Klu­czem do sytu­acji są tu więc nie przy­szłe kon­tak­ty w ramach pol­skich orga­ni­za­cji, lecz kon­tak­ty pol­sko-bia­ło­ru­skie. Jak tego doko­nać w sytu­acji głę­bo­kich podzia­łów spo­łecz­nych i poli­tycz­nych ist­nie­ją­cych na Bia­ło­ru­si oraz rosną­cych tam z dnia na dzień wpły­wów Rosji?  Oczy­wi­ste wyda­je się, że Pol­ska nie powin­na w żaden spo­sób anta­go­ni­zo­wać Rosji rozu­mie­jąc rze­czy­wi­stą dys­pro­por­cję sił mię­dzy Pol­ską a Fede­ra­cją Rosyj­ską i moż­li­wo­ścią ich rze­czy­wi­ste­go użycia.

        Bia­ło­ru­sko-rosyj­ski atak pro­pa­gan­do­wy na Pol­skę i na Armię Kra­jo­wą oskar­ża­ją­cy piąt­kę zatrzy­ma­nych Pola­ków, oby­wa­te­li Bia­ło­ru­si o reha­bi­li­ta­cję i pro­pa­go­wa­nie nazi­zmu jest celo­wą pro­wo­ka­cją i eska­la­cją napięć, obli­czo­ną zarów­no na potrze­by poli­tycz­ne­go ryn­ku wewnętrz­ne­go, posłu­gu­ją­ce­go się kon­flik­tem zastęp­czym jako narzę­dziem odwra­ca­nia uwa­gi spo­łe­czeń­stwa od rze­czy bar­dziej z punk­tu widze­nia władz istot­nych, jak rów­nież na potrze­by pro­pa­gan­do­we anty­pol­skich cen­trów o zasię­gu ogólnoświatowym.

        Ata­ki te dosko­na­le wpi­su­ją się w anty­pol­ską poli­ty­kę histo­rycz­ną i idą w parze, wbrew fak­tom i wbrew praw­dzie histo­rycz­nej z pro­pa­gan­do­wy­mi opo­wie­ścia­mi o „pol­skich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych, ” o Jedwab­nem, czy o 200 tysią­cach Żydów rze­ko­mo wymor­do­wa­nych przez Pola­ków w cza­sie 2‑giej woj­ny światowej.

        Nar­ra­cja ta jest roz­po­wszech­nia­na w prze­strze­ni mię­dzy­na­ro­do­wej przez Żydów, Niem­ców i Rosjan i kon­tro­lo­wa­ne przez nich medial­ne kame­ry pogło­so­we, w celu utrwa­la­nia w prze­strze­ni publicz­nej, obra­zu Pol­ski jako kra­ju sprzy­mie­rzo­ne­go z III Rze­szą, pań­stwa i naro­du mor­der­ców odpo­wie­dzial­nych za eks­ter­mi­na­cję Żydów, i za akty ludo­bój­stwa doko­ny­wa­ne na innych mniej­szo­ściach naro­do­wych. Celem tej akcji jest dłu­go­pla­no­wa deli­gi­ty­mi­za­cja naszej pań­stwo­wo­ści. Unia Euro­pej­ska wspie­ra tą nar­ra­cję trak­tu­jąc Pol­skę jako kraj sta­no­wią­cy rze­czy­wi­stą prze­szko­dę na dro­dze do urze­czy­wist­nie­nia pla­nów euro­pej­skiej „inte­gra­cji”, czy­taj pod­po­rząd­ko­wa­nia Euro­py nie­miec­kiej dominacji.

        Myślę, że nale­ży z tego typu anty­pol­ską mię­dzy­na­ro­do­wą agen­dą i słu­żą­cą jej nar­ra­cją zde­cy­do­wa­nie i bez­kom­pro­mi­so­wo walczyć.

        Ata­ko­wa­nie w tym momen­cie i w obec­nym kon­tek­ście poli­tycz­nym Andże­li­ki Borys i Andrze­ja Poczo­bu­ta, oraz zgo­da na ich praw­ne „uni­ce­stwie­nie” przez bia­ło­ru­skich komu­ni­stów, były­by w moim odczu­ciu, nie­wy­ba­czal­nym moral­nym i poli­tycz­nym błę­dem. Nie może­my pozwo­lić na to, bez wzglę­du na nasz sto­su­nek do przy­pi­sy­wa­nych im poglą­dów, aby piąt­ka Pola­ków zosta­ła ska­za­na za pro­pa­gan­do­wą, absur­dal­ną fik­cję rze­ko­mej afir­ma­cji nie­miec­kie­go nazi­zmu. Taki wyrok utoż­sa­mia­ją­cy Armię Kra­jo­wą z nazi­zmem stał­by się w prze­strze­ni mię­dzy­na­ro­do­wej kolej­nym wyro­kiem wyda­nym prze­ciw­ko Pol­sce i nam wszyst­kim. Zna­cze­nie tego fak­tu i jego poli­tycz­nych mię­dzy­na­ro­do­wych kon­se­kwen­cji jest nie­ste­ty przez więk­szość nas, Pola­ków zupeł­nie nie rozumiana.

        Dzia­łal­ność Andże­li­ki Borys i Andrze­ja Poczo­bu­ta – agen­tu­ral­na, czy nie — jest z punk­tu widze­nia obec­nej sytu­acji na Bia­ło­ru­si fak­tem bar­dzo mało zna­czą­cym. Andże­li­ka Borys i Andrzej Poczo­but nie tyl­ko nie orga­ni­zo­wa­li maso­wych opo­zy­cyj­nych pro­te­stów i mar­szów, ale nawet w nich nie uczest­ni­czy­li. Ich wpływ na ogól­ną sytu­ację poli­tycz­ną nie tyl­ko w ska­li kra­ju, ale nawet wśród Pola­ków na Bia­ło­ru­si był abso­lut­nie zni­ko­my, jeże­li nie zerowy.

        Nie ata­ku­ję, ani nie afir­mu­ję doko­nań czy zanie­dbań Alek­san­dra Łuka­szen­ki. Mam do nie­go sto­su­nek wyso­ce neu­tral­ny i prag­ma­tycz­ny. Postrze­gam go jako kom­pe­tent­ne­go, spraw­ne­go i cynicz­ne­go poli­ty­ka, ale pamię­tam rów­nież jego poli­tycz­ne ofia­ry i 40 tysię­cy osób aresz­to­wa­nych w ostat­nim cza­sie na Bia­ło­ru­si. Wiem, że era Łuka­szen­ki już się koń­czy; jego czas nie­ubła­ga­nie dobie­ga koń­ca. Chce tego zna­czą­ca część bia­ło­ru­skie­go spo­łe­czeń­stwa. Łuka­szen­ko jest poza tym już tyl­ko nie­su­we­ren­ną figu­rą w grze kon­tro­lo­wa­nej przez Rosjan.

        Chcąc współ­pra­cy z Bia­ło­ru­sią musi­my pamię­tać, że Łuka­szen­ko nie jest wiecz­ny, a Bia­ło­ruś jest więk­sza i bar­dziej trwa­ła niż obec­ny tam sys­tem wewnętrz­ne­go zarzą­dza­nia oraz zewnętrz­ne­go, krem­low­skie­go nad­zo­ru. Pol­ska poli­ty­ka wschod­nia wyma­ga w tym kon­tek­ście rze­tel­nej i natych­mia­sto­wej reka­li­bra­cji  opar­tej na mery­to­rycz­nej poli­tycz­nej oce­nie ist­nie­ją­ce­go roz­kła­du sił. Nowe podej­ście musi być prag­ma­tycz­ne i nie może być ste­ro­wa­ne i moty­wo­wa­ne zewnątrz. Przy­szłość Pol­ski i Bia­ło­ru­si upa­tru­ję we wza­jem­nej bli­skiej poli­tycz­nej i eko­no­micz­nej współ­pra­cy zacho­wu­ją­cej pod­mio­to­wą nie­za­leż­ność obu stron, tak jak to bywa­ło za cza­sów Unii Pol­sko-Litew­skiej. Aby sta­ło się to moż­li­we naro­dy pol­ski i bia­ło­ru­ski muszą jed­nak naj­pierw odzy­skać swo­ja pod­mio­to­wość i wyzwo­lić się od ist­nie­ją­cych w oby­dwu kra­jach sys­te­mo­wych, anty­na­ro­do­wych ograniczeń.

Edward Woj­ciech Jeśman