Setne urodziny płk. Marcelego Ostrowskiego

1543

GONIEC:  Witam Panie Pułkowniku, czegóż można życzyć w tak niesamowicie uroczysty dzień, czego by Pan życzył sobie dla Polski?

Płk Marceli Ostrowski: Starałem się dać przykład.

– Polska potrzebuje ludzi takich, jak Pan!

– Starałem się spełnić mój obowiązek, jak każdy Polak spełni swój obowiązek, to nie ma problemu, nie wolno się tylko zastanawiać, a człowiek ma obowiązek do Polski przez całe życie, nie tylko kiedy ma 18 czy 21 lat i idzie do wojska; trzeba pamiętać o tym przez całe życie, żyć po prostu dla Polski.

– Panie Pułkowniku, dziękuję bardzo, gratuluję, wielki to honor, że mogę tutaj być dzisiaj i celebrować razem z Panem Pana bohaterskie życie.

– Dziękuję bardzo, ale każdy z nas zrobiłby to samo, gdyby był na moim miejscu.

– Ale Pan poszedł na ochotnika!

– Tak, ale jak są wici, to trzeba się ruszyć, nie wolno siedzieć za kominkiem i grzać się. To tylko Zagłoba grzał sobie kości, a Wołodyjowski walczył z szabelką.

– Ta spuścizna tej walecznej I Rzeczpospolitej to jest to, jak Pan był wychowany, to są te książki, które Pan czytał w domu?

– A czytał pan moją książkę „Wyżej niż piniory”. Ja tam starałem się mniej więcej tak przybliżyć, za dużo nie mówiłem, bo to ludzi nudzi.

– Wie Pan, rosną nowi ludzie, nowi Polacy, nowe pokolenia i oni potrzebują to wiedzieć.

– Ale kiedy to pisałem to raczej odczułem, że jednak większość tym się nie interesuje; „a tam gada sobie coś”.

– Proszę tak nie mówić, w dzisiejszych czasach, w Polsce jest wielu ludzi, którzy bardzo chętnie, by słuchali Pana opowieści.

– Mówię tutaj, raczej więcej zagranicą, bo jest mniej oddanych ludzi zagranicę, ale jak są oddani, to są oddani na 100%, choć przykre, że zapominają swojego języka.

– No właśnie, Pan się w Polsce nie urodził, a całe życie mówi po polsku…

– I wstydzą się tego, że są Polakami, to mnie bardzo, bardzo razi.

– Panie pułkowniku może dzięki ludziom właśnie takim, jak Pan nie będą się wstydzić. Bo nie mamy się absolutnie czego wstydzić, jako Polacy.

– Nie, my powinniśmy się szczycić naszą historią. To jest fantastyczna historia, nie ma co się wstydzić, przeciwnie, trzeba się tym chlubić.

– Dziękuję bardzo i 200 lat Panie Pułkowniku!

– Ja żałuję, że nie mogę poczęstować niczym, a dzisiaj dostałem promocję na pułkownika z podpułkownika.

– Gratuluję promocji!

– Tak że to jest okazja, żeby postawić drinka wszystkim, a ja tego nie mogę dzisiaj zrobić, muszę zaczekać aż będzie okazja i ten wirus przejdzie.

– Dziękuję bardzo, 200 lat!

•••

Konsul generalny w Toronto Krzysztof Grzelczyk:

– Najlepsze życzenia wielu lat życia w dobrym zdrowiu, co widać daje sobie Pan świetnie radę, ale też chcemy Panu podziękować za to wszystko, co Pan zrobił. Ja po prostu nie mogę wyjść z podziwu, jak dwudziestoletni chłopak urodzony poza Polska decyduje się na tak odważny krok; to, co Pan zrobił, to jest naprawdę przykład dla wszystkich Polaków – za to dziękujemy! I jeszcze raz dużo zdrowia – Panowie, 200 lat!

Płk Ostrowski: Ku wiecznej chwale dla Polski

•••

        Przedstawiciele klubu motocyklowego „Biały Orzeł” również podarowali pułkownikowi Ostrowskiemu upominki;

Płk Ostrowski: W imieniu całego lotnictwa serdecznie dziękuję, nigdy nie spodziewałem się takiej nadzwyczajnej niespodzianki; wiem, że Polacy szanują swoich wojskowych i wojsko, ale to jest więcej niż sobie wyobrażałem. Serdecznie dziękuję i jak to mówią, ku większej chwale dla Polski.

I to najważniejsze, żeby nie wstydzić się, bo wielu na emigracji wstydzi się tego, że są Polakami, a powinni szczycić się tym, tak jak wy, dajecie przykład.

        – My się szczycimy, my jesteśmy Polakami z krwi i kości; to dzięki Panu możemy dzisiaj nosić nasze orły na kurtkach.

Płk. Ostrowski: – Jako mały chłopiec miałem szczęście poznać w domu późniejszego prezydenta Polski na Zachodzie, Raczkiewicza; ja byłem bardzo związany z polskością, nasz dom zawsze był pełen rodaków;  mój pierwszy nauczyciel – to ojciec go sprowadził z Polski. To od rodziców zależy, jak są wychowane dzieci, choć niektórzy się buntują…

Nie bardzo słyszę, straciłem słuch w czasie latania, w czasie wojny…

•••

GONIEC: Panie Konsulu czyj to był pomysł?

Krzysztof Grzelczyk: – Tak wyszło, zastanawialiśmy się co zrobić,  wiedziałem o tym, że jest taki wspaniały klub polskich motocyklistów w Mississaudze, spotykamy się od czasu do czasu, między innymi na dorocznej pielgrzymce w Niagara-on-the-Lake, ale też przy innych okazjach i siłą rzeczy coś takiego do głowy wpadło, a skądinąd wiem, że pan pułkownik, nasz Jubilat w czasie wojny, kiedy był w Anglii też jeździł motocyklem w wolnych chwilach, tak że myślę że w ten sposób też mu przypomnieliśmy o dobrych młodych latach.

notował ak



1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here