Uboczne skutki koronawirusa to pozarastani ludzie. Jak hipisi w zeszłym wieku, tylko tacy starszawi. Nawet jak nie zaokrągleni, to sprężysty krok gumowej sylwetki gdzieś się po drodze zatracił. Nawet ci, którzy są dalej szczupli chodzą tak jakoś dziwnie na sztywnych nogach. Ale zarośnięci do są – nie ma co. Tak po prawdzie, to najczęstsze narzekanie w moich rozmowach telefonicznych w czasie zarazy to o brak fyzjera. Jedna narzeka na odrosty, druga na pierze na głowie, a trzeci na to, że go kochanka okrutnie opitoliła – choć zarzekała się, że umie. A zrobiła to tak okrutnie, że żona od razu skapowała, bo nawet fryzjer beztalencie, by go nie powycinał w łyse placki na głowie i ząbkowe schody. Tłumaczył się biedny żonie i długo i głupio – jak to zwykle w takich przypadkach. Nieśmiało zasugerowałam, że dla świętego spokoju powinien rzucić w trąbę kochankę. Po co mu kochanka co strzyc nie umie?  I jeszcze mówi, że umie. To znaczy, że cała ona taka zakłamana. Niby wie i umie, ale jak przyjdzie co do czego to, ani nie wie, ani nie umie. Lepiej taką sobie odpuścić. Przyznał mi rację, ale nie wiem, co tam dalej będzie, bo to trochę potrwa zanim mu się te wystrzyżone placki i schody na głupim łbie zarosną. A tu ta żona, co na niego spojrzy, to jej się przypomni. No sytuacja nie do pozazdroszczenia. Więc i mnie by się przydała fryzjerka. Koleżanka mnie namawia, aby iść z nią do znajomej. Ale to zawsze jest ryzyko uwiązania. Kto przez to przeszedł, ten wie, że od takiego domowego fryzjera to się trudno potem uwolnić. Bo co? Powiesz, że ostatnie obcięcie to nie tylko nierówne z każdego ucha, ale i jakieś takie wczorajsze? I potem będziesz się głupio tłumaczyć i czuć źle, jak pójdziesz do kogoś innego? Raczej więc poczekam, aby pójść incognito, bez zobowiązań. Tak swoją drogą, to jak ci ludzie w usługach dają sobie radę? Przecież takie dystansowanie klientów i ciągłe dezynfekowanie kosztuje. A ich biznesy nie są milionowe. Słyszałam, że w Kolumbii Brytyjskiej (zachodnia prowincja nad Pacyfikiem) fryzjerki po ponownym otwarcie salonów dopisują  jako osobny wydatek koszta pandemii. A te koszta to także straty i pożyczki zaciągnięte na przetrwanie biznesu. A niech tam, z chęcią pokryję te koszta, żeby tylko już można było pójść do fryzjera!

W prowincji Ontario będzie można pójść do fryzjera już od 12-go czerwca, ale ja mieszkam w stolicy Ontario Toronto, w którym dalej fryzjera nie będzie. Pewnie po ostatnich dwutysięcznych marszach w obronie uciskanych liczba zachorowań wzrośnie. I jak to jest? Do kościoła pomodlić się i szukać nadziei zabronione, ale na wielotysięczne demonstracje w centrum miasta wolno? Nie martwcie się – nie poszłam. Zresztą i tak byłaby wykluczona. A teraz czekam z niecierpliwością na otwarcie tego fryzjera, bo tutaj żadnej namiastki nie ma. Jeszcze troche i będę topielicą o długich włosach, czyli powrót pełną parą do młodych lat. Już wiem – to jakiś podstarzały hipis, obecnie bogaty i u władzy  zafundował nam podróż w czasie.  Tylko ‘ to se ne wrati’. A w międzyczasie, ach! fryzjera daj mi luby,  zamiast tych wszystkich nieludzko zarośniętych.