Od pew­ne­go cza­su media infor­mu­ją nas o nacią­ga­ją­cych wyda­rze­niach, któ­re zmie­nią świat na inny, nowy, na taki, jakie­go jesz­cze nie znamy.

Oso­bi­ście uwa­żam, że „epo­ko­we” zmia­ny już się zaczę­ły i za kil­ka miej­scy zmia­ny przy­śpie­szą swój bieg. Sama for­ma wyda­rzeń epo­ko­wych nie jest wyraź­nie pre­cy­zo­wa­na i jak zwy­kle będzie prze­bie­ga­ła wie­lo­to­ro­wo. Jed­nym z kie­run­ków, w któ­rym będą podą­ża­ły te zmia­ny będzie odcho­dze­nie od globalizacji.

 

Przez ostat­nie trzy­dzie­ści lat wszy­scy byli­śmy głę­bo­ko zanu­rze­ni w „zglo­ba­li­zo­wa­nym” świe­cie. Trze­ba powie­dzieć, że świa­to­wa glo­ba­li­za­cja zosta­ła stwo­rzo­na przez ame­ry­kań­skie eli­ty finan­so­we w celu osią­ga­nia z tego pro­jek­tu zysków. Pro­ces „glo­ba­li­zo­wa­nia” w Euro­pie nastą­pił po upad­ku socja­li­zmu w Euro­pie Wschod­niej i roz­pa­dzie ZSRR. Eli­ty finan­so­we i prze­my­sło­we z Euro­py Zachod­niej sko­pio­wa­ły pomysł ame­ry­kań­skich elit finan­so­wych i roz­sze­rzy­ły pro­ces „glo­ba­li­zo­wa­nia” na posze­rzo­ną Unię Euro­pej­ską. Przy­pusz­czam, że bez upad­ku socja­li­zmu i roz­wią­za­nia się ZSRR ani pro­ces świa­to­wej, ani euro­pej­skiej glo­ba­li­za­cji nie prze­bie­gał­by tak gład­ko. Jeże­li w ogó­le był­by moż­li­wy do przeprowadzenia.

Dwa­dzie­ścia lat temu, moż­na było przed­sta­wić „świa­to­wą glo­ba­li­za­cję” za pomo­cą nastę­pu­ją­ce­go obraz­ka. Gospo­dar­ka Sta­nów Zjed­no­czo­nych, naj­więk­sza, naj­sil­niej­sza i naj­bar­dziej nowo­cze­sna, poru­sza­ła się po torach jak loko­mo­ty­wa, do któ­rej były pod­cze­pio­ne, jak wago­ni­ki, gospo­dar­ki innych państw na świecie.

Dzie­sięć, pięt­na­ście lat temu w skła­dzie pocią­gu poja­wi­ła się dru­ga loko­mo­ty­wa, gospo­dar­ka nie­miec­ka. Począt­ko­wo dużo mniej­sza i słab­sza, ale rosną­ca szyb­ko po włą­cze­niu do Unii Euro­pej­skiej byłych państw socja­li­stycz­nych. To było tak jak gdy­by w ame­ry­kań­skim pocią­gu ufor­mo­wał się skład dru­gie­go, mniej­sze­go pocią­gu, zło­żo­ny z państw wcho­dzą­cych w skład Unii Europejskiej.

Kil­ka lat temu sta­ło się coś, przed czym eko­no­mi­ści prze­strze­ga­li od lat. Wago­nik, nazwij­my go „Chi­ny”, roz­rósł się do roz­mia­rów porów­ny­wal­nych z roz­mia­ra­mi głów­nej loko­mo­ty­wy, prze­sko­czył na rów­no­le­gły tor, i zaczął poru­szać się samodzielnie.

Wzrost roz­mia­rów chiń­skiej gospo­dar­ki trwał lata­mi. Był moż­li­wy dzię­ki ogrom­ne­mu trans­fe­ro­wi ame­ry­kań­skich tech­no­lo­gii oraz udo­stęp­nie­niu Peki­no­wi nie­ogra­ni­czo­ne­go dostę­pu do ame­ry­kań­skie­go ryn­ku. Śla­dem Ame­ry­ka­nów poszły kolej­ne pań­stwa, udo­stęp­nia­jąc Chi­nom swo­je ryn­ki zby­tu i jed­no­cze­śnie rezy­gnu­jąc z wła­snej produkcji.

Wraz z fan­ta­stycz­nym wzro­stem gospo­dar­ki rosła woj­sko­wa potę­ga Chin oraz ich zna­cze­nie poli­tycz­ne w świe­cie. Zaczę­ła nastę­po­wać nie­ocze­ki­wa­na zamia­na ról. To Chi­ny zaczę­ły sta­wać się głów­nym bene­fi­cjen­tem glo­ba­li­za­cji. Sta­ło się oczy­wi­ste, że wcze­śniej czy póź­niej doj­dzie do tar­cia mię­dzy twór­cą glo­ba­li­za­cji, Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi i Chi­na­mi. W daw­nych cza­sach „osła­bia­ne” pozy­cji hege­mo­na był­by wystar­cza­ją­cym powo­dem do roz­po­czę­cia kolej­nej woj­ny na wiel­ką ska­lę. Dzi­siaj zgro­ma­dzo­ne arse­na­ły bro­ni jądro­wej nie pozwa­la­ją na takie „roz­wią­za­nie”.

Powsta­je pyta­nie, dla­cze­go Sta­ny Zjed­no­czo­ne nie pró­bo­wa­ły blo­ko­wać rosną­cej kon­ku­ren­cji chiń­skiej dla wła­snej gospo­dar­ki. Oczy­wi­ście mam na myśli meto­dy poko­jo­we. Wytłu­ma­cze­niem mogą być ogrom­ne zyski osią­ga­ne przez ame­ry­kań­skie eli­ty finan­so­we, któ­re zain­we­sto­wa­ły ogrom­ne fun­du­sze w chiń­ski prze­mysł. „Prze­cią­ga­ły” odej­ście od glo­ba­li­za­cji, ponie­waż cią­gle jest to dla nich źró­dło lukra­tyw­nych zysków.

Fakt, że pro­fi­ty z glo­ba­li­za­cji pozwa­la­ły na zabez­pie­cze­niu miesz­kań­com Sta­nów Zjed­no­czo­nych stan­dar­du życia na bar­dzo wyso­kim pozio­mie, osła­biał nie­po­kój powo­do­wa­ny utra­tą znacz­nej czę­ści wła­snych zakła­dów przemysłowych.

Sytu­acja zaczę­ła się zmie­niać czte­ry lata temu. Od począt­ku swo­jej kaden­cji Donald Trump czy­nił sta­ra­nia, aby powstrzy­mać, czy spo­wol­nić wago­nik „Chi­ny”.  Jego kolej­ne dzia­ła­nia moż­na okre­ślić, jako wpy­cha­nie kija w szpry­chy roz­pę­dzo­ne­go wago­nu. Pomi­mo usil­nych sta­rań nie uda­ło mu się ani wyko­le­ić wago­ni­ka, ani go zatrzy­mać. Tyl­ko spo­wol­nił jego bieg, ale nie oby­ło się to bez uszczerb­ku dla samej lokomotywy.

Teo­re­tycz­nie, hamo­wa­nia roz­pę­dzo­nych Chin moż­na doko­nać za pomo­cą odcię­cia ich pro­duk­tów od ryn­ków USA i Unii Euro­pej­skiej. Jak poka­za­ły ostat­nie mie­sią­ce, kie­dy „pan­de­mia” pra­wie zatrzy­ma­ła chiń­ską gospo­dar­kę na dwa mie­sią­ce, jest to tyl­ko roz­wią­za­nie teo­re­tycz­ne. Uza­leż­nie­nie osią­gnę­ło tak wyso­ki poziom, że aktu­al­nie żaden rząd nie może pozwo­lić sobie na odcię­cie swo­je­go pań­stwa o chiń­skich pro­duk­tów czy pro­du­ko­wa­nych tam pod­ze­spo­łów. Moż­na tę zależ­ność wytłu­ma­czyć na pod­sta­wie ana­li­zy nastę­pu­ją­cych wskaź­ni­ków. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych licz­ba pra­cow­ni­ków w prze­my­śle wytwór­czym wyno­si mniej niż 20 pro­cent. W Unii Euro­pej­skiej ten odse­tek wyno­si ok. 30 pro­cent. W Chi­nach, licz­ba pra­cow­ni­ków w prze­my­śle pro­duk­cyj­nym wyno­si pra­wie 50 pro­cent. Żeby zro­zu­mieć zna­cze­nie tych wskaź­ni­ków przy­po­mnę licz­bę lud­no­ści w Chi­nach, USA i Unii Euro­pej­skiej.  W roku 2020 lud­ność Chin wynie­sie ponad 1,42 mld, Unii Euro­pej­skiej 0,5 mld a USA tyl­ko 0,3 mld.

Pozy­cję roz­wi­nię­tych państw na świe­cie pogar­sza fakt, że kolej­ne pań­stwa o ogrom­nych zaso­bach ludz­kich zaczy­na­ją wcho­dzić na dro­gę roz­wo­ju, któ­rą nie­daw­no prze­szły Chi­ny. Mam na myśli takie pań­stwa jak Indie, Wiet­nam i Malezję.

Jesz­cze rok temu przy­pusz­cza­łem, że Chi­nom i Sta­nom uda się osią­gnąć kom­pro­mis i przy­wró­cić pier­wot­ną współ­za­leż­ność han­dlo­wą. Dzi­siaj widzę to ina­czej. Przez ostat­nie kil­ka mie­się­cy Pekin rady­kal­nie zmie­nił tak­ty­kę w słow­nych utarcz­kach z USA. Moż­na ją opi­sać powie­dze­niem, ząb za ząb, oka za oko. Nawet Rosja nie odpo­wia­da­ła tak ostro Waszyng­to­no­wi na kolej­no nakła­da­ne sank­cje, ogra­ni­cza­jąc się głów­nie do zapo­wie­dzi dzia­łań odwetowych.

Takie zacho­wa­nie Peki­nu poka­zu­je, że już nie tyl­ko będzie bro­nił swo­jej wyso­kiej pozy­cji gospo­dar­czej, ale jest na pro­stej dro­dze do umiej­sco­wie­nia się na pozy­cji mocarstwa.

Nigdy wcze­śniej takie „epo­ko­we” wyda­rze­nia nie zacho­dzi­ły w spo­sób „aksa­mit­ny”. Okres do wybo­rów pre­zy­denc­kich w Sta­nach Zjed­no­czo­nych będzie okre­sem spo­koj­niej­szym. Po wybo­rach nie­za­leż­nie od tego, kto zosta­nie pre­zy­den­tem, Waszyng­ton będzie miał do wybo­ru zaak­cep­to­wa­nie dąże­nia Chin do zaję­cia pozy­cji mocar­stwa lub kon­ty­nu­ację „wal­ki” o utrzy­ma­nie wła­snej pozy­cji świa­to­we­go hegemona.

Moż­na zło­żyć, że na naszych oczach będzie zacho­dził pro­ces, któ­ry moż­na nazwać odej­ściem od świa­to­wej glo­ba­li­za­cji. Ten pro­ces już jest nazy­wa­ny deglo­ba­li­za­cją, cho­ciaż ter­min ten nie defi­niu­je spo­so­bu, w jaki będą prze­bie­ga­ły te prze­mia­ny. Będzie to pro­ces dłu­go­trwa­ły, wie­lo­to­ro­wy i nie dla wszyst­kich przy­jem­ny, ponie­waż nie da się szyb­ko i w spo­sób łagod­ny prze­pro­wa­dzić redy­stry­bu­cji zakła­dów prze­my­sło­wych na obsza­rze nasze­go świa­ta. Z dru­giej stro­ny, nie moż­na sobie wyobra­zić nasze­go życia, gdy­by z ryn­ku rap­tow­nie znik­nę­ły chiń­skie towary.

Celem pro­jek­tu glo­ba­li­za­cji było uzy­ska­nie pro­fi­tów. Źle prze­pro­wa­dzo­na deglo­ba­li­za­cja może spo­wo­do­wać utra­tę pro­fi­tów nie tyl­ko dla świa­to­wych elit finan­so­wych, ale rów­nież dla rzą­dów państw. Naj­bar­dziej mogą ucier­pieć miesz­kań­cy Ame­ry­ki Pół­noc­nej i Euro­py, któ­rzy uzy­ski­wa­li naj­wyż­sze pro­fi­ty z globalizacji.

Przy­pusz­czam, że w pierw­szej eta­pie zakła­dy prze­my­sło­we z Chin będą prze­no­szo­ne do Wiet­na­mu czy Male­zji. Następ­nie roz­wi­nię­te pań­stwa będą pró­bo­wa­ły odtwa­rzać wła­sną pro­duk­cję sprzę­tu medycz­ne­go i leków. Już w tym momen­cie zaczną się trud­no­ści. Ani w Euro­pie Zachod­niej, ani w Ame­ry­ce Pół­noc­nej nie ma „wol­nej”, wykwa­li­fi­ko­wa­nej kla­sy robot­ni­czej, któ­rą moż­na by zatrud­niać w odbu­do­wy­wa­nych zakła­dach prze­my­sło­wych i fabry­kach. Nadzie­ja, że taką pra­cę mogą pod­jąć oso­by obec­nie pra­cu­ją­ce w restau­ra­cjach, hote­lach, ośrod­kach wypo­czyn­ko­wych, han­dlu, lub urzę­dach jest wiel­ką naiwnością.

Odbu­do­wa wła­snej kla­sy robot­ni­czej będzie wyma­ga­ła przy­naj­mniej jed­ne­go poko­le­nia. Brak wła­snych robot­ni­ków oraz kadry kie­row­ni­czej nie jest jedy­nym utrud­nie­niem. W pań­stwach mniej roz­wi­nię­tych pro­ces odbu­do­wy czy budo­wy wła­sne­go prze­my­słu będzie bar­dzo kosztowny.

Pie­nią­dze prze­zna­cza­ne na budo­wę wła­sne­go prze­my­słu były jed­ną z przy­czy­ną tego, że w Pol­sce, Buł­ga­rii czy Rumu­nii socja­lizm był „sier­mięż­ny”. W NRD, Cze­cho­sło­wa­cji czy na Węgrzech socja­lizm „spraw­dzał” się lepiej, ponie­waż pań­stwa te były już w dużej mie­rze uprze­my­sło­wio­ne przed wpro­wa­dza­niem sys­te­mu socja­li­stycz­ne­go. Rzą­dy tych państw mogły prze­zna­czać znacz­nie więk­sze pie­nią­dze na kon­sump­cję ludności.

Poja­wia­ją się przy­pusz­cze­nia na temat moż­li­wo­ści prze­nie­sie­nia do Pol­ski prze­my­słu obec­nie ulo­ko­wa­ne­go w Azji. War­to przy­po­mnieć nasze obec­ne realia. Ponad 50 pro­cent nasze­go prze­my­słu jest w rękach zachod­nie­go kapi­ta­łu. To powo­du­je, że rok w rok, legal­nie z Pol­ski wypro­wa­dza­ne są ogrom­ne zyski osią­ga­ne przez ten kapi­tał. Inny­mi sło­wy, my już jeste­śmy począt­ko­wym ogni­wem w łań­cu­chu dostaw dla zachod­nio-euro­pej­skie­go prze­my­słu. Ani pol­skie­go rzą­du, ani pol­skie­go kapi­ta­łu nie będzie stać na budo­wę nowych zakła­dów lub odbu­do­wę wcze­śniej zamknię­tych. Pol­ska nie szła chiń­ską dro­gą. Nie odkła­da zaro­bio­nych pie­nię­dzy i nie wymu­sza­ła udo­stęp­nie­nia nam tech­no­lo­gii sto­so­wa­nych w przed­się­bior­stwach zbu­do­wa­nych przez zagra­nicz­ny kapi­tał. Jeże­li zakła­dy prze­my­sło­we zosta­ną do nas prze­nie­sio­ne, to odbę­dzie się to za pie­nią­dze zachod­nie­go kapi­ta­łu, któ­ry będzie głów­nym bene­fi­cjen­tem całe­go przedsięwzięcia.

Pod­su­mo­wu­jąc, deglo­ba­li­za­cja to kij, któ­ry ma dwa koń­ce. Wymu­sze­nie na Chi­nach zmniej­sze­nie pro­duk­cji i dostaw towa­rów na świa­to­we ryn­ki zmniej­szy ich docho­dy i je osła­bi, jako naj­groź­niej­sze­go kon­ku­ren­ta dla świa­ta zachod­nie­go. Kon­se­kwen­cją będą zmniej­szo­ne zaku­py przez Chi­ny w pań­stwach roz­wi­nię­tych. Idąc dalej, zmniej­szy się nasz eks­port, więc i pro­duk­cja w naszych zakła­dach prze­my­sło­wych. A to zmniej­szy ilość pie­nię­dzy w naszych kieszeniach.

Miko­łaj Kisielewicz