O przyszłości polonijnego szkolnictwa rozmawiamy z Iwoną Malinowską, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego w Kanadzie.

Goniec: Pod znakiem zapytania stoi działalność szkół polonijnych. W tym roku mają one tutaj działać tylko w trybie zdalnym, dzieci nie będą chodzić do szkoły, dlaczego?

        Dlaczego polskie szkoły sobotnie nie będą otwarte w tym roku?

Iwona Malinowska: Tak to wygląda w tym roku; myśleliśmy wiosną, że to się skończy latem, teraz mamy wątpliwości czy to się w ogóle skończy w tym roku szkolnym. Sytuacja jest bardzo skomplikowana z wielu powodów.

Rzeczywiście, nie zaczynamy zajęć szkolnych w szkołach polonijnych stacjonarnie. Zaczynamy on-line, większość szkół zacznie 19 września. Jest wiele powodów dlaczego jest teraz taki chaos.

Niektórzy nauczyciele chcą wrócić do budynku i uczyć stacjonarnie.

Niektórzy nauczyciele boją się wrócić, bo to wiadomo, jest i wiek i wiele innych czynników, które wpływają na to, że nie mają jeszcze odwagi.

Jest wielu nauczycieli, którzy chcą  uczyć on-line, inni natomiast nie chcą, bo to jest bardzo trudna praca, szczególnie z młodszymi dziećmi.

Rodzice – niektórzy chcą zapisać dzieci, niektórzy nie chcą zapisać dzieci, bo nie chcą uczyć on-line, gdyż część pracy spada również na nich.

Dlatego ta sprawa jest w tej chwili tak bardzo skomplikowana i nie jesteśmy, jak gdyby taką jednością, która będzie walczyć o cokolwiek, dlatego że mamy różne zdania, różne podejście i różne podejście nawet do samego koronawirusa.

Mimo to, nie chciałabym, żeby była jakaś panika, że szkoły w Polonii zanikają; w tej chwili nie jest to potrzebne. Nam potrzebna jest wiara w to, że będzie lepiej, że to jest tylko przejściowe i że w następnym roku szkolnym zaczniemy już normalnie. Bardzo ważne w tej chwili jest nasze podejście do tego.

Wiosną tego roku miałam już przeczucie że tak może być i razem z Zarządem Głównym Związku Nauczycielstwa Polskiego i z oddziałami Związku Nauczycielstwa Polskiego postanowiliśmy, że trzeba zrobić wszystko, żeby w Mississaudze powstała szkoła całotygodniowa z językiem polskim; szkoła kanadyjska z językiem polskim w wymiarze 25% lekcji wykładowych. Zadanie to może nawet mniej dla nas, nauczycieli, bo my mamy mniej do powiedzenia w tej sprawie, ale zadaniem rodziców jest podpisać petycję, którą Związek Nauczycielstwa Polskiego przygotował; petycję, która mówi, że chcemy założyć szkołę kanadyjską z językiem polskim. Mamy w tej chwili 500 podpisów. Im więcej, tym lepiej, więc zachęcam do podpisania, dlatego że taka szkoła, musi powstać. Będą różne sytuacje, takie jak ta, i wtedy co?

Szkoły polonijne w tej chwili istnieją, będą istniały, ale innym wymiarze, będzie mniej dzieci.

        – Pani Iwono, no właśnie, a ile to jest dzieci, o jakich liczbach uczniów mówimy, ile jest szkół polonijnych na naszym terenie, tych właśnie w kuratoriach katolickich, na terenie aglomeracji torontońskiej i ile jest w Ontario? Jakie to są liczby?

– Większość szkół, to są szkoły, które są w Ontario, ale ja, jako prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego patrzę na Kanadę, całościowo tak jak mówię, mamy ponad 50 szkół w Kanadzie, większość w Ontario. Mamy ponad 5000 uczniów.

Ten rok jest zupełnie inny, dlatego że są szkoły, które nie mogą się otworzyć z różnych przyczyn, głównie z tego powodu, że nie otrzymały pozwolenia z wydziału oświaty w danym mieście. Ale też zmienia się w tym roku zupełnie liczba uczniów, dlatego że nie wszyscy rodzice zapisują dzieci do szkół on-line.

Jeżeli ta sytuacja się zmieni, wrócimy do budynków, wtedy na pewno wszystko wróci do tego samego stanu, jaki był do tej pory. Ale, tak jak mówię, skupiamy się w tej chwili na tym żeby cokolwiek zrobić w tym roku. Więc nie rezygnujmy z on-line, bo tracimy te dzieci.

        – A czy nauczanie w trybie on-line jest dostępne na wszystkich poziomach? Również przedszkolaki mogą się tak uczyć?

– Są wydziały oświaty, które początkowo nie zgadzały się na to, żeby to były zajęcia dla klas młodszych, ale w tej chwili słyszymy że, już bardziej przychylnie patrzą na to, żeby nawet maluchy miały te zajęcia. One będą dosyć trudne, bo trudno nauczyć czytać i pisać dziecka, które jeszcze nie umie – nauczyć tego on-line – ale samo to, że my zapisujemy dzieci do naszych szkół w tej chwili na to on-line świadczy o tym, że dalej jest zainteresowanie językiem polskim.

My nie możemy odpuścić i pokazać, że właściwie to nam nie zależy.

Włóżmy ekstra wysiłek w to, żeby pokazać, że mamy bardzo dużo uczniów, tak jak do tej pory.

Bo widzę, co się dzieje w tej chwili, rodzice rezygnują, ponieważ jest to on-line. Ja to rozumiem. Mamy dużo innych obowiązków i spadło na nas dodatkowo jeszcze kilka. Ale jednocześnie też pokazujemy, w ten sposób, że to nie jest dla nas takie ważne, że tak właściwie nie musimy mieć tych szkół polonijnych.

Jeżeli my będziemy w tej chwili rezygnować z tego, to wydział oświaty stwierdzi, że nie ma takiej konieczności, dlatego bardzo zachęcam żebyście państwo zapisywali nawet jeśli będzie to w trybie on-line.

Tak, jak mówiłam, niektóre szkoły pozwalają na to nawet maluchom, a większość szkół ma normalne klasy od 0 do 12, natomiast   musimy zrobić wszystko, co możemy, żeby zapisać się, zarejestrować, być na tej liście. Jak to później będzie w trakcie wyglądało, czy państwo będą uczestniczyć cały czas, może to jest mniej ważne. Najważniejsze jest to żebyśmy pokazali, że my dalej potrzebujemy, aby te szkoły istniały. Jeżeli jest presja od rodziców, szczególnie – mniej od nas nauczycieli – bo nas nie słuchają. My jesteśmy osobami zatrudnionymi przez wydziały oświaty, ale to państwo decydują o tym, czy te szkoły będą istniały poprzez zapisywanie swoich dzieci.

Jeżeli wszyscy zaczniemy pokazywać, że nam bardzo zależy i brać czynny udział nawet w tym trudnym roku szkolnym, to nam to dobrze wpłynie na przyszłość, dlatego że,  martwię się o przyszłość – oczywiście, tak jak wszyscy nauczyciele – ale chcę państwa zapewnić, że dopóki są tu nauczyciele polonijni, dopóki są rodzice, którzy będą chcieli zapisywać dzieci do szkół, w jakiejkolwiek formie, to ten język polski nie zaginie, a naszym celem jest w tej chwili, żeby założyć szkołę całodzienną, całotygodniową tak, jak jest w Edmonton.

W Edmonton jest to jedyna szkoła w Kanadzie, która w tej chwili zaczyna zajęcia stacjonarne. Tylko dlatego, że jest całotygodniowa.

        – A co z takimi tymczasowymi rozwiązaniami, jak może nauka w jakichś wynajętych salach katechetycznych, tutaj jesteśmy w Centrum Jana Pawła II, tutaj jest szkoła Montessori, która ma zajęcia czy takie zajęcia na zasadzie konsultacji, jakichś spotkań, żeby dzieci jednak miały możliwość  zobaczyć się z kolegami?

– Jest taka propozycja, jest kilka szkół, które się tego podjęły, są szkoły w Montrealu, są w Edmonton. U nas też w Ontario próbują niektóre szkoły wykorzystać salki kościelne, wykorzystać domy polskie, ale jest obawa, każdy niby chce, ale jednocześnie się boi, bo któż poniesie odpowiedzialność, jeśli będzie wybuch tej epidemii w naszym środowisku? Jeżeli chodzi o wydział oświaty, to wydziały oświaty nie chcą pokrywać kosztów utrzymania takich sal, dlatego że nie chcą w tej chwili przejąć odpowiedzialności za to, co się będzie działo. Zdrowotnej przede wszystkim.

Tak że to, czy te zajęcia rzeczywiście będą prowadzone, to trudno powiedzieć.

Jeżeli natomiast wydział oświaty, na przykład Ontario, bo jesteśmy w systemie kanadyjskich szkół, nie pokryje opłaty nauczycieli to też nauczyciele dodatkowo nie będą – być może niektórzy chętnie przyjdą – ale większość prawdopodobnie nie będzie się chciała tego podjąć.

Tak jak mówię, to jest temat bardzo skomplikowany; w każdym mieście będzie inaczej rozwiązany, w każdej prowincji będzie inaczej rozwiązany, ale na pewno są to sytuacje i są to miejsca,  które się w tej chwili bierze pod uwagę.

        – Tutaj system szkolny jest bardzo zdecentralizowany mamy do czynienia z kuratoriami szkół publicznych; mamy do czynienia z kuratoriami szkół katolickich, czyli system szkolnictwa polskiego jest w szkolnictwie katolickim i ono jest też podzielone terytorialnie, czyli różnie, różne kuratoria mogą podejmować decyzje w sprawie polskich szkół; gdzie więc ta polska szkoła, o której Pani mówi miałaby mieć miejsce, w którym kuratorium?

– Na pewno w katolickim, my w tej chwili prowadzimy już rozmowy, trudne rozmowy, dlatego że tam nie ma osób chętnych do rozmawiania w tej chwili o szkołach etnicznych. To nie dotyczy tylko języka polskiego, to dotyczy wszystkich szkół sobotnich, etnicznych, nie ma chętnych, żeby rozmawiali z nami, ale zdecydowanie, musi powstać taka szkoła w Mississaudze i to gdzieś blisko szkoły, która ma najwięcej uczniów w tej chwili.

Jeżeli w szkole Kopernika mamy 500 uczniów każdego roku, to jest miejsce, gdzie powinniśmy szukać przyszłej szkoły całotygodniowej, ale tak jak mówiłam wcześniej, to wszystko nie zależy od nas.

Jeżeli my, mając te petycje od rodziców idziemy do wydziału oświaty, i przekonamy ich, że taka szkoła jest potrzebna, bo rodzice wyrazili to zapotrzebowanie, to wtedy oni decydują, czy szkoła powstanie i to oni decydują, gdzie to będzie funkcjonować.

Mam nadzieję, że nie będą mieli nic przeciwko temu, żeby z innych rejonów przyjeżdżały nasze dzieci, dlatego że jest zainteresowanie nie tylko rodziców z Mississaugi, ale również pytają z Toronto czy z Oakville.

        – Chciałem zapytać czy to wystarczy? Podpisywanie petycji, czy może ci rodzice – Pani mówi 500 dzieci co roku – czyli to są tysiące rodziców różnych roczników; więc czy nie należałoby zorganizować akcji lobbyingowej – dzwonić do różnych polityków, dzwonić do ludzi, którzy są odpowiedzialni za szkolnictwo tutaj w naszym regionie, żeby to miało rzeczywiście masowy charakter, bo często petycja to jest taki sposób na „rozgrzeszenie się” i pozbycie problemu; podpisałem petycję zrobiłem co mogłem, ale chyba trzeba jeszcze coś więcej?

– Dobrze że pan o tym wspomina, bo rzeczywiście tak chcemy ruszyć, ale w związku z tym nawet przed chwilą miałam kilka telefonów od rodziców, co jeszcze możemy zrobić, więc petycja jest najważniejszą sprawą; to nie jest tylko to, że podpisaliśmy, od tego zaczynamy. Swego czasu, kiedy była tutaj minister edukacji z Polski, Zalewska, byłam z panią minister w tym właśnie wydziale oświaty, rozmawiałyśmy z panią dyrektor na ten temat, jakie warunki musimy spełnić.

Ten proces, od czego zacząć, gdzie dalej iść, ja ten proces znam i próbujemy to zrobić, czyli zaczynamy od petycji podpisanej przede wszystkim przez rodziców, niekoniecznie przez tych, którzy popierają inicjatywę, bo nam rodzice są potrzebni, którzy wyślą te dzieci do szkoły.

Podpisujemy więc petycję. W momencie, kiedy jest petycja, idziemy do wydziału oświaty, tam przedstawiam sprawę i w momencie kiedy ten wydział oświaty wie, że jest taka sytuacja, że jest takie oczekiwanie, ruszamy całą siłą właśnie poprzez MP czy inne osoby, które mogą nam w jakikolwiek sposób pomóc czy przez telefony rodziców ruszamy wtedy na wydział oświaty, by nałożyć nacisk, żeby przed rozpatrzeniem budżetu na następny rok  rozpatrzyli naszą sprawę i zatwierdzili powstanie przyszłej szkoły. Ale to musi się zdarzyć wszystko do grudnia, kiedy jest podpisywany budżet na następny rok. Tak że proszę cierpliwie czekać, my w tej chwili już  rozmawiamy, z wydziałem oświaty próbujemy się z nimi umówić, na razie nie bardzo chcą, bo mają bardzo dużo spraw na głowie, ale tylko w momencie jak uzgodnimy że jest spotkanie, jakiekolwiek wstępne sprawy ustalimy, wtedy na tej stronie gdzie jest petycja zrobimy update i wtedy będziemy się zwracać do wszystkich, których możemy tylko prosić o pomoc. To będzie rola dla rodziców, których prosimy o to, żeby też rozmawiać z ludźmi, którzy mogą nam pomóc i nie ma siły żebyśmy tego nie zrobili.

My to na 100% zrobimy, tylko od nas to zależy, od wspólnej naszej działalności.

        – Bo przecież państwo jesteście przygotowani, żeby taką szkołę prowadzić; przecież i panie nauczycielki czy nauczyciele w szkołach polonijnych to jest potencjał, są programy praktycznie wszystko jest do odpalenia na klik.

– To tak nie wygląda; to tak się wydaje z boku. Chciałabym tutaj wyjaśnić, że to nie my decydujemy. To jest nadal szkoła kanadyjska, to niekoniecznie musi być dyrektor szkoły Polak czy Polka, to zdecyduje wydział oświaty.

Wydział oświaty, kiedy podejmuje decyzję że taka  szkoła powstanie z językiem polskim, zatrudni nauczycieli. To jest ich program, my tylko mamy swój program dotyczący tych 25% lekcji wykładowych, które będą w języku polskim i w tym nauczyciele polonijni będą zatrudniani, ale polonijni nauczyciele będą również pracować z kanadyjskimi nauczycielami, którzy będą uczyć pozostałych przedmiotów, więc nie mówmy, że to będzie polska szkoła, bo to nadal będzie kanadyjska szkoła z językiem polskim, tak jak jest szkoła z językiem włoskim, francuskim, czy ukraińskim.

Dlaczego my nie możemy mieć takiej szkoły, swojej własnej szkoły, jeżeli Edmonton mogło to zrobić, to my tym bardziej powinniśmy.

Jesteśmy tutaj silną Polonią, naprawdę mamy dużo przedstawicieli, mamy swoich przedstawicieli w rządzie, więc tutaj nacisk na wydział oświaty będzie bardzo duży, ale najpierw podpiszmy petycję i ja ze swojej strony razem z kilkoma rodzicami w tej chwili próbuję wszystko zrobić, żeby doszło do spotkania w wydziale oświaty, bo to jest nasz pierwszy krok. A pozostałe kroki będziemy robić razem.

        – Pani Iwono, czas jest do grudnia? Tak?

– Zatwierdzenie budżetu powinno być w grudniu więc my musimy zrobić to do końca października.

        – A teraz trzeba zapisywać dzieci do szkoły polskiej nawet w tym trybie on-line, tak?

– Dokładnie, nauczanie on-line nie jest łatwe ani dla nauczycieli, ani dla rodziców, ani dla dzieci, ale to jest jedyna forma w tej chwili, jaka jest dostępna.

        – Czy nie można tej decyzji zmienić?

– Nie można jej zmienić, dlatego że to nie dotyczy tylko grupy etnicznej polskiej. To jest decyzja, która dotyczy wszystkich szkół, które są etniczne w Kanadzie. To, że my podpiszemy petycję i pójdziemy to tylko pokażemy, że jest taka potrzeba, aczkolwiek  jest wielu rodziców, którzy nadal nie chcą wysyłać swoich dzieci, to też musimy wziąć pod uwagę.

A czy możemy wpłynąć na decyzję wydziału oświaty, żeby otworzyli budynki; nie myślę, jest to odgórna sprawa rządowa, dlatego że w całej Kanadzie we wszystkich prowincjach wszystkie szkoły polonijne zaczynają on-line oprócz tej jednej w Edmonton, i marzę o takiej szkole właśnie tutaj w Mississaudze.

        – Pani Iwono, marzymy o tym razem, bardzo dziękuję i  miejmy nadzieję, że wkrótce będziemy na otwarciu takiej szkoły z kamerą.

– Na pewno, razem damy radę!