Powiedzieć dzisiaj, że świat robi się coraz bardziej niebezpieczny to banał – to „widać, słychać i czuć”. Chociażby w tym dymie pożarów lasów z USA, gdzie podobno sieją pożarowy zamęt  ludzie z antify.

Oczywiście są to żołnierze czyjejś armii, no ale im – jak to zawsze młodzieży  wydaje się, że robią coś ważnego i oryginalnego dla siebie. Wiem jak to jest po sobie.

Wybory na prezydenta USA w listopadzie mogą stanowić swego rodzaju cezurę, po której spragnieni nowego porządku świata macherzy przystąpią ostrzej do działania.

Przedstawię więc Państwu moją teorię spiskową, bo skoro tak sobie dywagujemy na podstawie tego, co czuć, bez wglądu  do informacji poufnych, to mnie jawi się to jako początek wielkiej wojny amerykańsko-chińskiej, na razie „hybrydowej”.

Nie daje mi tylko spokoju to, dlaczego domniemana pandemia objawia się tak słabo i przestaje mieć urok grozy, jaki miała na początku, kiedy to po pustych ulicach śmigał wiatr, a ludzie przerażeni leczyli strach na fejsbuku;  dzisiaj wydaje się, że nie dajemy się już tak nastraszyć  groźnym koronawirusem.

Czyżby była  to ściema?

A jeśli ściema to czyja i po co, bo przecież nie robi się takich rzeczy dla fanu, trzeba mieć jakiś scenariusz .

Moja teoria spiskowa jest taka, że koronawirus być może jest efektem laboratoryjnej kombinacji (trudno powiedzieć czyjej); być może był on pierwotnie wymierzony w Chińczyków, ale został przez nich wykorzystany.

Jak?

Po pierwsze, do pokazania możliwości mobilizacyjnych własnego społeczeństwa; pokazania, że na wypadek wojny chińskie społeczeństwo jest silne, zwarte, gotowe i zdolne do drastycznych działań, bo przecież takim drastycznym posunięciem było przeprowadzanie całkowitego lockdownu, plombowanie mieszkań i tym podobne.

Chińczycy pokazali, że działają sprawnie i na dużą skalę, a ludzie słuchają i podporządkowują się władzy;  można więc im to zaliczyć jako szeroko zaplanowane ćwiczenia z obrony cywilnej.

Po drugie, Chińczycy „oddali nam”, wirusa; oddali tym sensie, że przestraszyli nas przy pomocy swojej agentury.

Przejawem tępoty byłoby zakładać, że Chiny nie mają rozbudowanej agentury w Europie czy w Stanach Zjednoczonych; wszak na  chińskim kontakcie pozostaje wielu przemysłowców, intelektualistów, dziennikarzy no i  olbrzymia rzesza chińskiej diaspory. Możliwości działania Pekinu są bardzo szerokie. I w momencie kiedy Chiny wyszły z kwarantanny  chińska piąta kolumna zaordynowała nam zamykanie gospodarki i paraliż systemowy .

Ktoś powie, że to nie leżało w chińskim interesie, bo przecież zmniejszyło się zapotrzebowanie na chiński eksport i produkcję; że doprowadziło to do spowolnienia gospodarek, które są głównym odbiorcą chińskich towarów…

A właśnie może o to chodzi; Chiny spodziewały się, że w taki czy inny sposób Stany Zjednoczone rozdzielą gospodarkę świata na dwa bloki i postanowiły uczynić manewr wyprzedzający; już chyba w maju prezydent Xi zapowiedział, że w obliczu destabilizacji gospodarki światowej i nowej wrogości wobec Chin w Stanach Zjednoczonych, gróźb anulowania amerykańskiego długu wobec Chin, wyłączenia chińskich banków z dolarowego obiegu Swift, czy sankcji wobec firm prowadzących interesy w Chinach, Chińska Partia Komunistyczna wprowadzi program „dwóch obiegów”; jednego eksportowego, od którego gospodarka ChRL do tej pory była całkowicie uzależniona, a drugiego uruchomienia popytu krajowego, wewnętrznego, który przedstawia olbrzymie możliwości, bo wciąż w Chinach jedynie (i aż) 450 mln ludzi klasyfikowanych jest jako klasa średnia, ale liczba ta cały czas rośnie, no i może jeszcze wzrosnąć podwójnie; jest więc olbrzymi potencjał.

Chiny mają w konflikcie z USA przewagę potencjału konsumpcyjnego, potencjału produkcyjnego, potencjału technologicznego – są w stanie zorganizować sprawnie swą własną autarkiczną przestrzeń gospodarczą, podobnie jak miało to miejsce w USA na przełomie wieków XIX i XX.

Takiej sprawności trudno się dopatrzyć po naszej, zachodniej stronie, tym bardziej, że Stanom Zjednoczonym zafundowano chaos i trudno powiedzieć czy stoją za nim li tylko ogłupieni amerykańscy misjonarze politycznej poprawności i nowego porządku świata, czy też idą oni ręka w rękę z chińską agenturą, która po prostu osłabia swojego głównego przeciwnika nie pozwalając mu na militaryzację społeczeństwa, a także ograniczając możliwości repatriacji produkcji i rozwinięcie jej do poziomu umożliwiającego konkurencję z Chinami.

Kohezja społeczna jest jednym z wyznaczników strategicznej siły danego kraju; Chiny pokazały jak wielka jest dynamika i zdolność organizacji chińskiego narodu, podczas gdy społeczeństwo amerykańskie pogrąża się w chaosie sporów rasowych mogących stanowić grunt do wojny domowej i zachwiania administracji przyspieszając upadek obecnego hegemona.

Piąta kolumna chińska to nie tylko intelektualiści-marksiści, ale również ci, którzy kontrolują wysoko zaawansowane technologie, sztuczną inteligencję, kopalnictwo danych, którzy organizację chińską kochają, jako przykład rządzenia bez zbędnego balastu i kosztów instytucji demokratycznych; przykład, jak kierować społeczeństwem w nowych czasach, absolutnej świadomości sytuacyjnej, dominacji sieci i zaniku prywatności oraz osobistych wolności.

Chiny tłumaczą tym elitom, że wolność nigdy nie przysługiwała wszystkim i do wolności trzeba starannie wybierać, bo inaczej system nie jest stabilny.

Czyż nie jest to ładna teoria spiskowa?

Andrzej Kumor