Małe dzieci jedzą to co lubią i najczęściej kierują się w jedzeniu intuicją. Proponuję czytelnikom tego teksty zrobić mały eksperymenty domowym sposobem. Proponuję pójść do sklepu i kupić na przykład 2 piersi kurze na opakowaniu z napisem “halal”. Mięso z napisem “halal” jest tylko trochę droższe od mięsa bez napisu “halal”. Proponuję w tym samym momencie również kupić 2 kurze piersi bez napisu “halal”. Później proponuję położyć w lodówce obok siebie pierś kurzą tą z napisem “halal” i obok pierś kurzą tą bez napisu “halal”. I proszę zamknąc lodówkę, czekać i się przyglądać obu kawałkom mięsa i zobaczyć, które zepsuje się pierwsze (będzie oślizłe) i jak szybko.

Inny eksperyment wymaga, żeby mieć w domu dzieci,  takie powiedzmy w wieku do lat 8. Chodzi o to by dziecko kierowało się instynktem, a nie kalkulacją. Proszę wziąć, rozbić młotkiem te dwie kurze piersi i położyć na patelnię i je usmażyć. Następnie położyć koło siebie na talerzu i zawołać dziecko i niech wybierze samo sobie kawałek mięsa  do jedzenia. Jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko po samym widoku i zapachu pozna mięso “halal” jako to lepsze, smaczniejsze, czy po prostu zdrowsze.

Przez tysiące lat rozwoju człowieka zabijał on zwierzęta poprzez podrzynanie im gardeł, w taki sposób by pracujące jeszcze serce wypompowało z ciała krew.

Człowiek zauważył że mięso pozbawione krwi można dłużej przechowywać na przykład poprzez suszenie go. Mięso pozbawione krwi nie psuło się tak szybko i było po prostu zdrowsze. Tak było przez tysiące lat historii człowieka.

Zmiana dotycząca sposobu zabijania zwierząt nastąpiła dopiero w momencie, kiedy do domów i sklepów zawitały lodówki. Wówczas to rzeźnie mogły zacząć oszczędzać na kosztach uboju i na masową skalę wprowadzić inny sposób uśmiercania krów, byków, świń, itd. Zaczęto to robić za pomocą na początku ostrego młotka na dłuższej rączce, a następnie za pomocą swego rodzaju pistoletu z bolcem na sprężone powietrze, który przystawia się do głowy zwierzęcia.

W tym nowszym zabijaniu chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo rzeźników, a w konsekwencji o szybkość i koszt. To, że ta metoda zabijania powodowała, że krew pozostawała w ciele zwierzęcia, i że mięso łatwiej i szybciej się psuło i było mniej smaczne, nie miało tutaj znaczenia dla rzeźni.

Przy zabijaniu starą metodą zawsze istniało ryzyko, że rzeźnik zostanie poturbowany przez zranione zwierzę. Takie wypadki zdarzają się ciągle. Dam przykład. Mój kolega, kierowca ciężarówki wiózł byka do rzeźni. Jakoś tak się stało, że byk był źle uwiązany, mój kolega chciał go ponownie przywiązać, miał w ręku sznur, byk ruszył lekko głową wówczas, kiedy palec mojego kolegi trafił między sznur i burtę ciężarówki, i już było po palcu….

Myślę że w związku z tym, że zabijanie zwierząt metodą tradycyjną poprzez podrzynanie gardła zabierało i czas i było niebezpieczne, a w konsekwencji kosztowne, to właśnie rzeźnie przyczyniły się do tego, by wmówić ludziom, że jest to jakiś lepszy, bardziej humanitarny sposób zabijania. Później od rzeźni tę ideę na uśmiercanie zwierząt za pomocą pneumatycznych pistoletów przejęli ekolodzy.

Oglądam od czasu do czasu programy o gotowaniu, czytam i przeglądam pisma z sekcją o zdrowym żywieniu od lat. I od lat nie mogę trafić tam na artykuły mówiące o tym jaka jest różnica między przygotowaniem potrawy z mięsa “halal”, czyli zwierzęcia zabitego metodą tradycyjną, przez poderżnięcie mi gardła, a metodą powszechnie dzisiaj używaną w rzeźniach, tą bardziej “humanitarną”.

A przecież każdy szanujący się kucharz w restauracji wie jaka jest różnica w smaku między potrawą przygotowaną z mięsa “halal”, a tą przygotowaną nie z mięsa “halal”. W każdej droższej, szanującej się restauracji, i jestem o tym święcie przekonany, bo w paru takich miejscach pracowałem, kupują właśnie mięso oznaczone, jako “halal” i/lub “kosher”, jeśli chcą utrzymać standard smakowy swoich potraw.

Oczywiście, nie mówią o tym swoim klientom, ale tak jest. Zresztą nie tylko z dobrymi restauracjami tak jest. Od czasu do czasu kupuję sobie tak zwane “chicken nuggets” w sieci McDonald’sa i po smaku tych “chicken nuggets” oraz po tym, jak długo mogą one stać w lodówce odnoszę wrażenie, że to mięso z kurczaków, którego sieć McDonalda używa w produkcji jest z kurczaków zabijanych metodą przez obcinanie głowy; jest to mięso “halal”, lub “kosher”. To dlatego zapewne dzieci tak lubią wracać do McDonalda, bo w większości domów rodzice bezwiednie kupują i używają mięsa kurczaków zabijanych prądem, w których ciałach pozostała krew.

Oficjalnie więc całe rzesze ekologów, miłośników zwierząt biegają po miastach i wsiach, by wmówić chłopom, że to co robią jest niehumanitarne, by “umilać” w ten sposób i tak ich ciężkie życie, ale z drugiej strony, toczy się zupełnie inna walka, ma miejsce brutalna konkurencja o zdobycie klienta. W tej walce nikt nie mówi prawdy, ale dla tych klientów, których “stać” zakupuje się to  zdrowsze, smaczniejsze mięso… bo chodzi o to, żeby klient wrócił, żeby zapamiętał, że ta potrawa mięsna była smaczniejsza i że on w domu, z jakiegoś powodu, przy najlepszych chęciach nie umie jej tak przyrządzić…

Mówienie prawdy jest niebezpieczne.

Pamiętam, w restauracji, w której pracowałem w samym centrum biznesowym Toronto mieliśmy mieć pokaz win z Południowej Afryki. Przychodzę tego dnia rano do pracy, a tu mamy powybijane szyby. Paradoksalne było to, że to wybicie okien stało się na kilka miesięcy przed przejęciem władzy w Południowej Afryce przez Nelsona Mandelę…

W Polsce, w jakiś dla mnie niezrozumiały zupełnie sposób doszło do przegłosowania ustawy  “Piątka dla Zwierząt” (formalnie: “Ustawa o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz niektórych innych ustaw”).

Przygotowanie i tryb jej głosowania “może świadczyć” o tym, jak bardzo w Polsce politycy oderwani są od życia. I nie mówię tu tylko o podstawach wiedzy o zdrowym żywieniu. Oficjalne statystyki podają, że 58% mięsa kurzego i 30% wołowiny eksportowanej z Polski to jest właśnie mięso “halal”, lub “kosher”. Podaje się, że 80% do 90% mięsa baraniego eksportowanego z Polski to właśnie mięso “halal”.

Według Rzeczpospolitej, wartość eksportu mięsa drobiowego z uboju rytualnego to ok. 6,9 mld zł (58 proc. z 11,1 mld zł wypracowanych w 2019 r.). Tyle możemy stracić na zakazie uboju – podaje “Rzeczpospolita”.

Te statystyki , nie biorą jednak pod uwagę tego, że Polska z kraju eksportującego mięso “halal”, stanie się w wyniku wprowadzenia tej ustawy w życie, krajem importujący mięso “halal”. A więc straty spowodowane ustawą “Piątka dla Zwierząt” należy liczyć podwójnie. W tych statystykach nie jest uwzględniane mięso zakupywane już w Polsce przez te lepsze hotele lub restauracje, lub przez te kobiety, które wiedzą, jak smacznie gotować w domu.

Nie chcę tu pisać o tym prostym fakcie, że setki polityków jest kompletnie oderwanych od rzeczywistości życia na wsi, od chowu bydła, czy w końcu nie chciało im się po prostu przeczytać statystyk dotyczących eksportu mięsa z Polski…

Niedawno obiegła Polskę sprawa podsłuchów w restauracji “Sowa & Przyjaciele”. Restauracja ta słynęła z podawania smacznych dań i zasłynęła tym, że gościli się w niej politycy, posłowie, i biznesmeni z tak zwanej górnej półki. Artykułom, taśmom, wypowiedziom dziennikarzy i ekspertów na temat tej restauracji, jej jadłospisie nie było końca. Nigdzie jednak nie usłyszałem wypowiedzi na temat tego, co było tajemnicą tego, że politycy uważali, że jest tam bardzo smaczne jedzenie?

Według mnie tajemnicą tej restauracji jest prosta. Jedzenie z mięsa zwierzęcego było przygotowane nie z mięsa mrożonego (schłodzonego, ale nie z mrożonego) oraz było ono przygotowane z mięsa tak zwanego “halal”, czyli z mięsa zwierzęcia, które miało poderżnięte gardło, tak by spłynęła z niego krew. Dotyczyło to zapewne również dań przygotowanych z wieprzowiny, gdzie też kucharz zamawiał wieprzowinę z rzeźni z żądaniem, by świnia była zabita po “staroświecku”. Jeśli chodzi o dania rybne w tym i o słynne “ośmiorniczki”, to też nie były one przygotowane z mrożonek. Tajemnica dobrych restauracji jest prosta i polega na tym, by mięsa czy to zwierzęce, czy rybne były świeże, a jeśli chodzi o mięsa zwierzęce, by były one “halal”.

Gdyby więc nasi dbający o zdrowie ekolodzy i politycy naprawdę chcieli zadbać o zdrowie milionów Polaków; o to by ci nie chorowali na choroby serca, choroby krążenia, choroby oczu, zaniki pamięci, to powinni przegłosować inną odwrotną ustawę, ustawę zabraniającą uboju w polskich rzeżniach zwierząt inna metodą niż właśnie metoda “halal”!

Ta ustawa “Piątka dla Zwierząt” jest pozbawiona tak elementarnej mądrości, że albo mamy do czynienia ze zbiorowym szaleństwem polskich polityków, albo ta ustawa ma “drugie dno”?

Kiedy by się zastanowić nad tym, co wolno polskiemu chłopu po wprowadzeniu w życie “Piątki dla Zwierząt”, to okazałoby się, że żaden polski chłop nie może zabić żadnego swojego zwierzęcia. Wszystkie hodowane przez siebie zwierzęta musi oddać bezpośrednio do rzeźni, lub ewentualnie do synagogi lub do meczetu. Polskiemu chłopu nie wolno nic.

Za zabicie lub nieprawidłowe hodowanie zwierząt może pójść do więzienia. Mało tego, ta ustawa wprowadza praktycznie zapis o obowiązku donosicielstwa na tych, którzy nie stosują się do jej zasad. Ponadto każdy, kto ma w domu jakieś zwierzęta, może być zadenuncjowany przez sąsiadów – “ekologów”.

Bycie tak zwanym Tajnym Współpracownikiem było niemoralne, natomiast bycie ekologiem-donosicielem jest już wysoce pożądane. Jesteśmy świadkami przywrócenia do życia zasady “jeden szeryf na jednego mieszkańca”.

Jeśliby się zastanowić, to zapisy ustawy “Piątki dla Zwierząt” mają jedynie sens w przypadku istnienia wojny biologicznej. Ale takiej wojny przecież nie ma. Wirusy COVID nie są roznoszone przez zwierzęta. Stwierdzonych było tylko kilka przypadków zachorowania zwierząt na COVID, wówczas kiedy  miliony stwierdzono miliony zachorowań na tego wirusa wśród ludzi na świecie.

Tego samego dnia, kiedy głosowano w sejmie ustawę o zwierzętach, ratyfikowano w sejmie ustawę o eksterytorialności stacjonowania wojsk amerykańskich na terytorium Polski. Nie przegłosowano też głosowaniu tego samego dnia trzeciej ustawy, w wyniku której miano wyłączyć spod kary urzędników państwowych, którzy działali w ramach ochrony przed pandemią. Dziwny zbieg okoliczności? Czyżby wąski krąg szefów PiS i PO był poinformowany o tym, o czym nie wiedzą setki innych posłów i senatorów? Czyżby chodziło tu o eskalację wojny, o wojnę z Iranem i ewentualność jej eskalacji w postaci wojny biologicznej?

Sam dziwoląg ustawy o sposobie uśmiercania zwierząt powoduje że człowiek zadaje sobie pytania w kontekście teorii spiskowych.

Janusz Niemczyk