Myślą wyłącznie niektórzy. Dosłownie jednostki. Dla większości zwyczajność ta pozostaje jednakowoż nie do ogarnięcia.

Dlaczego nie? Dlatego może, że większość oburza się niebezpiecznie już w konfrontacji z rubaszną obserwacją, że oni tylko myślą, że myślą, a zamiast tego co najwyżej wymyślają – w znaczeniu urągania. Aż strzelać gotowi w odpowiedzi, tak bywają wzburzeni. Dla odmiany, najsprytniejsi w te klocki szukają odpowiedzi na pytanie, co to w ogóle znaczy, myśleć. Postawa spotykana dziś nieczęsto, choć logiczna poznawczo do tak zwanego bólu. No ale kto przejmuje się dziś logiką? Może Hartman Jan, że tak bezczelnie zapytam? Czy tam inna jakaś Tokarczuk Olga? Bo przecież Gretkowską Manuelę chyba pożegnaliśmy na zawsze? To znaczy wyjechała i teraz myśli jej świat podziwia hen, daleko? Coraz dalej stąd? Oby.

 

NIEGORSZOŚĆ

Ale zostawmy zoologiczne kółko graniaste diabłu samemu. Niech zabawiają się razem, na zdrowie. Co im będziemy żałować. Nas większe ambicje pociągają, my zajmiemy się dziś, proszę to sobie tylko wyobrazić, niejakim Heideggerem Martinem. Był taki filozof (1889-1976), mądry okrutnie – powiadają, że jego głowa urodziła sporo z najważniejszych myśli filozoficznych XX wieku – któremu najbardziej przeszkadzało autorskie spostrzeżenie, że ludzie jeszcze nie myślą (co konkretnie co ujął słowami: „Najbardziej daje do myślenia to, że jeszcze nie myślimy”).

Czyli, przepraszam, że co? Że dziś filozofia? A co innego nad filozofię, ratuje człowieka współczesnego przed uwiądem poznawczym, człowieka sklejonego z postępem bardziej niż deska z deską najnowocześniejszym w świecie klejem montażowym? Przecież nie znajomość zwyczajów szczeżui bladej. Czy specjalizacja w geologii. Czy tam inne jakieś coś, niechby i sondowanie jądra ziemskiego globu. Więc.

Więc filozofia będzie, to znaczy będzie o filozofii, ale będzie też wprowadzenie. Zajawka. Prolegomena epoki zagłady. Kronika czasu zarazy. Oto Paweł Reszka i jego „Stan krytyczny”. Z podtytułem: „Za kulisami walki z zarazą”. Materiał książkowy, stylizowany na reportaż. Rzecz napisana w mocny sposób. Tak mocny, powiedziałbym, że aż z narzucającą się nieodparcie sugestią, że autor celowo przerysował to i owo. Proszę spojrzeć na lekarza ze szpitala zakaźnego: „Musisz to opisać. Ludzie myślą, że jest tak, jak opowiada minister w telewizji”. A jak jest, pyta na to Reszka, jak wspiera was państwo, usiłuje wyciągnąć odpowiedź z lekarza. „Państwo? Nie ma żadnego państwa” – słyszy i sam milknie. Tak umierają złudzenia: zwykle bardzo gorzko.

 

NIEADEKWATNOŚĆ

Tymczasem telewizja nadwiślańska pokazuje, że kondycja pandemiczna Hiszpanów wygląda dużo dramatyczniej niż dola Polaków. Że jeszcze gorzej jest w wielkiej Brytanii. I że gdzie indziej to już w ogóle popioły, smród zwłok rozkładających się na ulicach miast, miasteczek i wiosek, a nawet tych ułożonych po okolicznych wzgórzach, stertami. Natomiast między ujściem Świny a szczytem Rozsypańca radzimy sobie i będziemy. Słowo harcerza. To jest, premiera. Co prawda tego nam brakuje, i tamtego, a tego co prawda zaraz zabraknie, co prawda ludzie umierają, reanimowani w karetkach oczekujących w kolejkach na podjazdach do szpitalnych oddziałów ratunkowych, niemniej generalnie radzimy sobie. Normalnie alegria.

By the way, „alegria”, po portugalsku i hiszpańsku „radość”, to najsłynniejsze bodaj widowisko „Cirque du Soleil”, rodem sprzed przeszło ćwierćwiecza. Obszerne fragmenty widziałem w TV parę lat temu, teraz obraz trafił do Internetu. Akrobaci, żonglerzy, kobieta-guma, siłacz i klowni, i tak dalej, i tak dalej. W rzeczy samej: cyrk. I żadnych śpiewających żab. Słowo daję, ani jednej. Czy tam niedźwiedzi pląsających walca. Generalnie: hipnotyzujący spektakl, który oglądać się daje bez znużenia. Hipnotyzujący niemal w takim samym stopniu, co widok morskich grzywaczy, nieregularny odgłos załamujących się z łoskotem fal oraz szum wody, agresywnie wdzierającej się na nadbrzeżny piasek – albowiem jak raz spoglądam na ołowiane Morze Bałtyckie z balkonu hotelu „Wodnik” w Ustroniu Morskim. Z tej wysokości – trzy piętra plus wysoki jak na warunki polskie, nadbrzeżny klif – z tej wysokości pojedyncze sylwetki ludzkie spacerujące wzdłuż brzegu przypominają mrówki, zagubione w świecie, bez kontaktu z mrówczą wspólnotą.

 

NIEBYCIE

„Wodnik” to dobrze ponad pół setki pokoi. Do tego pracownicy restauracji, obsługa zaplecza SPA, do tego obsada całodobowej recepcji. I dziewięciu gości, w tym cztery starsze pary niemieckich emerytów plus ja, spod flagi biało-czerwonej. Nawiasem mówiąc, chyba żadne inne polskie miasteczko nie nosi miana aż tak nieadekwatnego, jak Ustronie Morskie. W każdym razie na pewno nie między kwietniem a październikiem. Między październikiem a kwietniem – i owszem.

Wróćmy jednakowoż do Heideggera i jego spostrzeżenia, iż: „Najbardziej daje do myślenia to, że jeszcze nie myślimy”. Bo cóż takiego nawet tak mądry człowiek jak Heidegger mógł wiedzieć o nauce? O technice? O prawach przyrody? O ludzkiej naturze? Co wiedzieć mógł o człowieku filozof, sam przekonujący bliźnich, że filozofia nie jest w stanie właściwie (poprawnie, zgodnie ze stanem faktycznym) nazwać zjawisk i opisać rzeczy? Że nie umie dotrzeć, korzystając ze słów, to jest za pomocą języka, do istoty badanego? Otóż tyle wiedział, ile patrząc, dostrzegł: myślenie to nie tyle wiedza, to jak działa to czy tamto, jak skonstruować rakietę, jak zbudować most. To pozory wiedzy. Inaczej: to śmietnik, jakim nasze łepetyny wypełnia codzienność. Myślenie natomiast to coś znacznie więcej. To próba udzielenia odpowiedzi na pytanie, po co żyjemy, najkrócej ujmując tę kwestię. Szerzej: odpowiedź na pytania, po co człowiekowi rakieta, piramida, przekop Mierzei Wiślanej, dochód gwarantowany czy prawa człowieka. I czymże jest samo to pytanie: „po co”? Owóż pytanie „po co” jest wykładnią wołania o wskazanie sensu i celu ludzkiej egzystencji.

 

NIEGRZMIENIE

Przykładowo: wizytacje Księżyca człowiekowi po co? Czy tam wizyty? Jaki znajdujemy sens w sekwencjonowaniu DNA? W jakim celu budujemy parowozy? Czy tam, w jakim celu je budowaliśmy? Żeby przemieszczać siebie i ładunek? E, tam. To tylko technikalia. Przemieszczamy, siebie i ładunki, po coś. Nauka, technika, plus cała inna reszta, coraz bardziej nowoczesna i coraz mocniej postępowa, to tylko kalkulacje i kombinowanie, uważał Heidegger, nie mylić z kombinatoryką. Tak naprawdę liczy się cel, a to znaczy, że nie można podróżować bez jego wcześniejszego zdefiniowania, rozważenia i wskazania, ponieważ podróżowanie bez celu to żadne podróżowanie, to nawet nie jest włóczęga w poznawczych łachmanach. To niebycie, otulone szeleszczącym opakowaniem z cynfolii bezmyślności.

A propos cynfolii. Nasz pan premier (czy tam premier, nasz pan) zaprezentował „nowe informacje dotyczące walki z pandemią”. Wspomniał o dążeniu do ograniczenia liczby zgonów oraz działaniach, zapewniających ochronę „najbardziej narażonych na utratę zdrowia lub życia”. Czyli udrażniamy, testujemy, szafa gra i błyszczy, a lada dzień zacznie huczeć i grzmieć, kto wie. Morawiecki Mateusz nie byłby też Mateuszem Morawieckim premierem, gdyby nie nadmienił, że należy: „Utrzymywać gospodarkę w reżimie sanitarnym, ale na obrotach”. To już znacznie konkretniej wypowiedziałyby się na ten temat moje oba kalosze. Wyjąwszy to ostatnie, o prymacie gospodarki obracającej się w reżimie sanitarnym. Tego nie powiedziałby nawet mój lewy kalosz, nawet będąc dziurawym.

Mało tego, boć minister od naszego zdrowia okazuje się nie lepszy.

 

NIEDOSTATECZNOŚĆ

Właściwie okazuje się dużo gorszy. Mianowicie anonsuje „osiemdziesiąt tysięcy dawek” leku pod tytułem remdesivir – dwadzieścia tysięcy dawek w październiku, pozostała część zamówienia w dostawach regularnych do marca przyszłego roku. W matematyce słabeusz ze mnie jak demokrata z Zandberga Adriana, niemniej 80.000 dawek podzielić przez 5 miesięcy daję radę uchwycić: wychodzi 16.000 dawek miesięcznie. Jak długo powinna trwać kuracja w przypadku stosowania tego leku? Zajrzyjmy do specyfikacji. Producent rekomenduje kurację pięciodniową, to jest przyjęcie we wlewie dożylnym sześciu fiolek leku, ewentualnie kurację dziesięciodniową, przeznaczoną dla ciężej chorych (jedenaście dawek). Szesnaście tysięcy na jedenaście to ile? Ile? I czy muszę pytać, co z pozostałymi chorymi? Nie muszę, bo to jaśniejsze od sukcesów rządu dobrej zamiany: pozostałym będzie musiał wystarczyć respirator. Oczywiście o ile nieszczęśliwy pacjent zostanie szczęśliwie dowieziony do szpitala na czas, a wolnemu respiratorowi towarzyszyć będą wolni od zajęć specjaliści. Co doprawdy trudno sobie wyobrazić, i co, jak wiemy, wcale nie jest już takie pewne. Zagadka brzmi: ile osób musi umierać dziennie, żeby rząd przyznał wreszcie, że stracił panowanie nad sytuacją?

Podsumowując: co to znaczy myśleć i w jakim celu właściwie znaleźliśmy się na ziemskim łez padole? Po co i dokąd podróżujemy, przechadzając się wzdłuż, wszerz i w poprzek najlepszego z możliwych światów? Odpowiedzieć to znaczy dowiedzieć się – i wiedzieć. Z kolei wiedzieć, to umieć przedrzeć się od myślenia do mądrości. Mądrości niekłamanej, będącej prawdziwą wiedzą na temat rzeczywistości. Wcześniej mamy tylko postęp i nowoczesność. Czyli kalkulacje i kombinowanie. Patrz Martin Heidegger.

 

***

Ot, i cała filozofia. Prawda, że to proste? Nie, nieprawda. Przeciwnie, to nieproste. Wszelako spróbuj, człecze, żyć bez tak rozumianej filozofii, a zginiesz. Innej drogi spróbujesz, ratunku nie doczekasz. Nawet nie wiedziałbyś, że upadasz. Że szorujesz twarzą po dnach rozmaitych karmideł medialnych. Czy tam po innych medialnych rynsztokach, po których włóczą cię: oszukując, okradając i tresując do posłuszeństwa. I że nie wiedziałbyś, to może nawet dobrze?

Ale o to ostatnie musimy zapytać już całkiem innego filozofa. Ale to już może innym razem, przy innej okazji.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl