Życie to tylko chwila. Wątła i krucha, jak każdy z nas. Jak nasze ulotne “dziś” czy równie mgielne “teraz”. Niczym babiego lata nić, filigranowa i zwiewna jednocześnie.

Zaraz, zaraz. Ktoś woła, że to niepraktyczna konstatacja? Przeciwnie, skoro pozwala nam ustalić, w jaki sposób powinniśmy oceniać bliźnich oraz ich postępowanie. Oceniać należycie – w znaczeniu, że właściwie. Bo dlatego właśnie, że życie to tylko chwila, ludzi i ich czyny należy wartościować w oparciu i na podstawie tego, co czynią z chwilami należącymi do nich, zarazem analizując, jak bardzo ingerują w chwile należące do nas. Czy ja przemawiam dostatecznie wyraźnie? Ok.

 

O uzurpacji

Z wrzosowisk wieje piaskiem. Drobinki drażnią czoło niczym igły i wysuszają policzki. W oczach tylko pieprz. Na wprost czernieje jezioro. Mija popołudnie i wieczór, wiatr ustaje, ciepła noc przykrywa okolicę pledem wspomnień. Śni mi się pożar na nieczynnym czołgowisku: kolumny czarno siwych dymów, wspiąwszy się wysoko ponad szczyty sosen, wzlatują radośnie ku chmurom, swobodne i wolne, a niżej ogień szerzy się i rozlewa, odsłaniając kształty spłoszonych koni i czesząc płomieniste, rubinowe grzywy, migoczące niezliczonymi odcieniami szkarłatu, żółci, purpury, bieli i fioletu. Tabun odpływa wraz z mrokiem, pożar urywa się niczym nożem cięty, zaś nieliczne ogniki latarń widoczne po drugiej stronie jeziora mrugają obojętnie – i gasną.

Do życia wraca dzień. Ze snu budzi się świat. Ludzie ponownie zatapiają w codzienności. Państwa i korporacje kontynuują swoje oszalałe gry. Do mnie wraca zaś to samo pytanie: kto dziś wie, gdzie kończy się władza z woli ludu nadana możnym tego świata, a gdzie zaczyna uzurpacja i nadużycia z nią związane? Powtórzmy sobie: Big Business, Big Tech, Big Pharma oraz Big Media, wspólnie oraz w porozumieniu, powiesili przyzwoitość na haku, a teraz zmawiają się, czy chlastać powieszoną nożem z góry w dół, czy może pruć z dołu w górę. Żeby przyzwoitości nie patroszyć, mowy nie ma i już nie będzie, to chyba oczywiste?

 

Logika to potęga

A propos nieprzyzwoitości, a przy okazji w podzięce panu Gwiazdowskiemu, konkretnie za te dwa zdania: “Prawo kobiety do dokonania aborcji nie jest kwintesencją wolności w jej klasycznym rozumieniu. Wolność miała wtedy, jak zdejmowała majtki”.

Brawo. Boć uczy nas postępowa i nowoczesna lewica, że od kobiet, które zdejmowały majtki, zachwycone tym czymś męskim, czy tam co tam przyciągało je do wybranych mężczyzn, od kobiet tych nie wolno wymagać heroizmu. Nie wolno, ponieważ taka kobieta jedna z drugą czują się bezgranicznie zniewolone konsekwencjami swoich wyborów. Czytaj: ciążą. Prawo powinno kobietom tym umożliwiać skuteczną obronę przed konsekwencjami podjętych decyzji. Innymi słowy, odpowiedzialność to sprawa zbyt poważna, żeby zostawiać ją damom. Czy jeszcze inaczej: odpowiedzialność to sprawa zbyt ciężka, by zrzucać ją kobietom na głowy, no jasne. Ale.

Ale, dla odmiany, żądać heroizmu od Polaków, którzy w okupowanej Polsce nie pomagali Żydom, należy z całą mocą. A jeśli tacy Polacy nie żyją, należy co najmniej piętnować ich potomków. Logika, panie i panowie, to potęga. A już logika lewacka to w ogóle narody klękajcie.

 

Skrajna mniejszość

Co podejrzewano, a co w skali planety zweryfikowano na przełomie drugiej i trzeciej dekady XXI wieku, totalitaryzm nie wymaga opresji czy angażowania siły militarnej. Wcale, a wcale. Pod jednym wszakże warunkiem: że zniewalani albo pozostaną obojętni na wprowadzaną tyranię, albo wręcz przekona się ich do tyranii, przekonując, że to żadna tyrania, przeciwnie, że otwiera się przed nimi perspektywa wolności, z jakiej dotąd nie mieli szans skorzystać.

Dlaczego wspomnianego wyżej procesu nie widać powszechnie? Między innymi dlatego, że ludzie myślący na tle populacji znajdują się w mniejszości. I znacznie gorzej jeszcze się staje, albowiem widząc i myśląc, spora część wspomnianej mniejszości preferuje stoicyzm i pragmatyzm, to jest wybiera role ludzkich treserów, nadzorców i pastuchów – wybierając tym samym bezbrzeżny cynizm. W sumie dziwić się trudno: zaangażowanie w wymienionych rolach wydaje się rozwiązaniem praktyczniejszym więc lepszym, niż faktyczna degradacja do pozycji cielaków w stadzie. Czy tam do innych baranów.

Pozostali mogliby co prawda nadchodzące zmiany powstrzymać. To znaczy w teorii. Tymczasem nie wiedząc co czynią, za wprowadzanie zamordyzmu sami pośrednio odpowiadają. Jak to ktoś ujął: “To nie wróży dobrze tym z nas, którzy chcą walczyć o naszą wspólną wolność. Jesteśmy w skrajnej mniejszości”.

Jesteśmy w mniejszości, szanowna Pani, czy tam Panie szanowny, nie pamiętam autora i nie cytuję dosłownie, jesteśmy w mniejszości za sprawą powszechnego systemu edukacji. Albowiem “system” uczy nas czytać i pisać, nie ucząc zupełnie myśleć. Uważam to za okrucieństwo, ponieważ czytanie i pisanie wyjałowione z myślenia oznacza tresurę, nie wychowanie. Oddanie ogółu pod nadzór pastuchów oznacza, a nie naukę.

 

Pryskanie odwłokiem

Teraz coś a propos pastuchów. Tomasz Raczek: “Polacy są tolerancyjni, aczkolwiek jednocześnie mają ogromne skłonności do hipokryzji. Spowodowane jest to przez Kościół, który jawnie akceptuje to, że co innego się mówi, a co innego robi. Mamy to w siebie bardzo głęboko wdrukowane”.

Proszę, można być łopatą i umieć mówić. Czy tam łomem. Przepraszam, co tam mówić. Dziurawym wiadrem, kowadłem, łomem i łopatą można być jednocześnie, a mimo to przemawiać z pozycji autorytetu. “Hipokryzja bardzo głęboko wdrukowana”? Aż strach się bać, co Raczek Tomasz wdrukowane ma w sobie. I jak głęboko. Czy tam co mu gdzieś tam głęboko wdrukował inny ktoś. Tym bardziej bać się strach, co Raczek swoimi recenzjami wdrukowuje innym. Nawet nie spróbuję sprawdzać. Nie trzeba jeść ptasich odchodów z patelni, by z miejsca zauważyć, że to nie placki ziemniaczane.

Tyle powiem: jednostka ze mnie spokojna. Niespotykanie spokojna. Jednostka, czy tam człowiek. Powiedziałbym: człowiek ze mnie nadspokojny ponadprzeciętnie. Co przejawia się między innymi tym, że sprzeczam się niechętnie. W każdym razie chętnie niespecjalnie, a to, ponieważ nawet w sporze z głupotą, staram się wymieniać z interlokutorem myśli. W efekcie po tego rodzaju pogwarkach nader często zostaję z pustą głową. A książki są, jak wiadomo, drogie. Jednakowoż, gdy wkurzy mnie człowiek złej woli, muszę odwarknąć. Czy lepiej: odwarknąć i ukąsić. Wtedy bowiem władzę absolutną przejmują nade mną emocje, one mną rządzą, a nieodmiennie silniejsze są ode mnie. Dlatego staram się emocjom nie ulegać.

Z drugiej strony, nie powinienem narzekać. W każdym razie nieczęsto. To przyjemność, obserwować pląsy głupca, próbującego odtańczyć kazaczoka z walcem wiedeńskim – równocześnie. Raz próbuje nieszczęśnik, drugi raz próbuje i trzeci, zaś skonfrontowany z normalnością i dociśnięty do ściany, jedyne co potrafi, to pryskać odwłokiem. Bo jak raz zagotowała mu się zawartość sempiterny. Pan mnie słyszy, panie Raczek?

 

Prawdziwy krzyś

Raczek nie słyszy, opowiem zatem o jednym z większych drapieżników naszych lasów, łąk, a nawet pól i sadów. Jest taki, mianowicie krzyś prawdziwy europejski. Inna szkoła opisuje go słowami: tlenowiec, zwierzę, wielokomórkowy tkankowiec, kręgowiec wewnętrznie kostnoszkieletowy, stałocieplny ssak łożyskowy, rybożerny lew, czasami rozumny.

Krzyś prawdziwy europejski do miast zapuszcza się niechętnie, za to wsie i przysiółki odwiedza częściej, a to w poszukiwaniu jajek na zdrową jajecznicę i sera białego do zdrowych pierogów. Tereny podmokłe wywołują u krzysia irytację, rutynowo transponującą w nienawiść do komarów i innych takich tam podobnych robali, zatem, o ile dać krzysiowi wybór, preferuje tereny suche i tam też można krzysia spotkać najczęściej.

Uwaga: mimo imposybilizmu w zachowaniach społecznych (sugerujących wręcz dyssocjalność), krzyś bywa przyjacielski. Z gruntu. Nad gruntem zdarza mu się drapieżność. Wielkością można go porównać do szafy trzydrzwiowej z pawlaczem, oczywiście uwzględniając wydatny brzuch, płaską podeszwę i brak pompona na czapce porą zimową (wiosną i jesienią brak antenki na berecie). Inną cechą charakteryzującą krzysia są pędzelki czarnych włosków w nosie i uszach oraz siwa broda z takąż czupryną, wiosną liniejące i zamieniające w plackowate łysiny. Z kolei umieszczone tuż pod otworami nosowymi szczeciniaste wibrysy, umożliwiają krzysiowi ocenę kierunku ku aksjologii, a w połączeniu z nerwami czuciowymi ułatwiają też lokalizowanie potencjalnej zdobyczy.

Krzyś ma doskonały wzrok i równie znakomity słuch. Poluje, poruszając się z niesamowitą prędkością, niestety na bardzo krótkim dystansie, liczonym dosłownie w centymetrach. Albowiem męczy się wyjątkowo szybko. Czy tam brzuch krzysia go męczy. Krzyś w zasadzie wędruje równie niechętnie co biega, zwykle przemieszczając się tempem spacerowym. Do tego wspina się źle, ubierając do niczego. Przyzwoicie natomiast pokonuje przeszkody wodne. Normalnie jak jakiś Rosomak (w wodzie: 10 km/h do przodu, 3 km/h wstecz). Jednak najwięcej czasu krzyś spędza odpoczywając i czytając mądre książki.

Omawiane zwierzę w warunkach niewoli odżywia się głownie makaronem i inną mąką z kluskami. Plus chlebem z masłem, musztardą i cukrem. Pije wodę w ilościach ponadprzeciętnych, niemal tyle samo w przeliczeniu na kilogram ciała, co wypić daje radę przeciętna polska krowa. Czy tam polski słoń. To jest, chciałem powiedzieć, polski koń. Uwielbia też tokaj Aszu. Nie koń, krzysiu. Przeraźliwie przy tym ciamka, ów napitek smakując.

Krzyś prawdziwy europejski podlega ochronie od samego początku, to jest od 1961 roku, a mimo to w Polsce żyje tylko jeden przedstawiciel tego gatunku. Co prawda od 1984 roku prowadzone są próby powiększenia populacji: dzięki Bożej woli i genetyce, do 2020 roku pojawiły się na świecie dwa modele typu 1.0: “Joanna 1985” oraz “Łukasz 1991”. Z kolei pierwszy ze wspomnianych wyżej modeli przyczynił się do powołania dwóch wersji krzysia 2.0, nazywanymi odpowiednio “Wanda 2015” i “Tymoteusz 2016”. Nad modelem “Łukasz 1991” trwają prace, choć sam model póki co (i niestety) trwa w uporze doprawdy niezrozumiałym.

Może warto dodać na koniec, że los niemal 60-letniego krzysia wydaje się przesądzony, niemniej Instytut Krzysiologii Polskiej Akademii Nauk Wszelakich nie traci nadziei. Niewykluczone, że już niedługo oryginalny krzyś doczeka swojego klonu. Czy tam klona.

…No, sam nie wiem. Dopiero by się działo.

 

Zagrożenia

Dokąd doprowadzą nas “rozwój” i “nowoczesność”? W swej drugiej encyklice (“Spe salvi facti sumus”, co należy tłumaczyć: “W nadziei już jesteśmy zbawieni”) Benedykt XVI odpowiada, iż w dzisiejszych czasach postęp daje człowiekowi olbrzymie możliwości czynienia dobra, zarazem jednak otwiera “przepastne możliwości zła”, wykorzystywane teraz w stopniu jeszcze do wczoraj niewyobrażalnym. “Jeśli wraz z postępem technicznym nie dokonuje się postęp w formacji etycznej człowieka, we wzrastaniu człowieka wewnętrznego” – pisze papież – “wówczas nie jest on postępem, ale zagrożeniem dla człowieka i dla świata”. Brytyjski polityk James Brace ujął to samo nieco inaczej: “Wiedzę nagromadzono, ulepszono metody i narzędzia badań, osiągnięto władztwo nad siłami natury, lecz umysłowe władze jednostki pozostały w zastoju, nie są szersze w swoim locie, niż były tysiące lat temu”.

Dobrze powiedziane, choć może zbyt eufemistycznie. Po mojemu żyjemy bowiem w “raju”, jaki złoczyńcy i zbrodniarze gotują ludziom ubezwłasnowolnionym mentalnie, niejako przy okazji planując piekło ostatnim niepokornym. “Największe zagrożenie dla wolności człowieka jest wówczas, kiedy się go zniewala i znieprawia, jednocześnie wmawiając, że się go czyni wolnym!” – wołał do nas Jan Paweł II, dodając, że: “Nie można stwarzać fikcji wolności. To jest największe niebezpieczeństwo i temu trzeba się przeciwstawić”.

Proszę powyższe przypomnieć sobie i utrwalić, a następnie proszę nieść w świat, stosownie meblując łepetyny ludziom okradanym, oszukiwanym i tresowanym do posłuszeństwa. Już czas, a czego nie rozpoznając, zamykamy samych siebie w dantejskim przedpieklu wraz z duszami ludzi, nie opowiadających się po stronie dobra za życia. Proszę przypomnieć sobie “Boską komedię”. Poemat Dantego, jak pamiętamy dość trudny w lekturze, pozostaje jednakowoż kwintesencją średniowiecznej myśli filozoficznej, teologicznej i historycznej.

***

Ho-ho, tak-tak, zaprawdę powiadam nam, jeszcze trochę gnuśności, jeszcze odrobinę milczenia czy bierności ze strony ludzi przyzwoitych, na co dzień konfrontowanych ze złem, i nie pozostanie w nas nic wartościowego. Qui tacet, consentire videtur. He who is silent, is taken to agree. Kto milczy, zgadza się i akceptuje.

Podsumowując: jako wspólnota, mieliśmy kiedyś potrzeby i aspiracje. Dziś mamy potrzeby oraz interesy, a co gorsze, już nie tworzymy wspólnoty. Gdyby to samo spróbować powiedzieć Tolkienem, przyszłość wybrzmiałaby naprawdę złowrogo, do tego w dwóch zaledwie słowach: cień nadchodzi.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl