W zeszłym tygodniu dla odmiany i oderwania się od wszelkich politycznych tematów, oraz dla zrównoważenia przytłoczenia obecną sytuacją wirusową jakiegoś tam kowida, przypomniałam jak wielkie były żniwa zaraz ludzkości, na przykładzie hiszpańskich konkwistadorów podbijających Karaiby (Kuba, Santo Domingo, Bahamas), Meksyk i Peru. Hernan (Ferdynand) Cortes podbił królestwo Majów zakładając Meksyk, a Francisco Pizzaro podbił imperium Inków i założył miasto Lima, współczesną stolicę Peru. Konkwista to hiszpańskie i portugalskie wyprawy zbrojne, podejmowane, po odkryciu przez Krzysztofa Kolumba Ameryki w 1492 roku. W październiku tego roku statek „Santa Maria” zacumował u wybrzeży nowego lądu, na wyspie San Salwador. Wydarzenie to oficjalnie uznawane jest za odkrycie Ameryki. Dopiero po latach okazało się już znacznie wcześniej Wikingowie przez Grenlandię dopłynęli do wybrzeży Kanady. Szacuje się, że było to około roku 1000, czyli 500 lat przed odkryciem Ameryki przez Kolumba. Posiadłości osad Wikingów pozostały w kanadyjskiej antlantyckiej prowincji Nowa Fundlandia. Osady Wikingów zostały opuszczone, najprawdopodobniej z powodu oziębienia klimatu, co utrudniło, bądź nawet uniemożliwiało przepływ łodzi Wikingów z Grenlandii. Siedliska Wikingów w Nowej Fundlandii w L’Anse aux Meadows zostało opuszczone.  Miejsce to zostało potwierdzone jako miejsce pobytu Wikingów. Obecnie jest to UNESCO World Heritage Site.  Warto pojechać i zobaczyć – to przecież w naszej Kanadzie. Daleko, bo prawie 2 tysiące kilometrów na północny wschód. Ale cóż to dla nas Ontaryjczyków! Wielokrotnie przemierzających dłuższe dystanse na południe do Karolin (Północnej i Południowej), do Georgii, na Florydę, czy do Arizony, albo Teksasu. Także wzdłuż Kanady na zachód (moja ulubiona trasa), z Ontario do Wiktorii w Kolumbii Brytyjskiej jest prawie 3 tysiące kilometrów.

        Już teraz zaplanujcie te wojaże, bo lato się zbliża, bo już tuż po lada moment nadchodzącej wiośnie, a restrykcje w podróżowaniu za granicę zapewne zostaną. Zróbmy z tego dobry rok na zwiedzanie Kanady. Zakładam oczywiście, że ‘stay at home order’, czyli nakaz pozostawania w domu, i nie podróżowania do innych prowincji zostanie zniesiony. Podboje od końca XV wieku nowych terytoriów związany był z terrorem stosowanym przez konkwistadorów wobec ludności tubylczej. Celem było uzyskanie złota.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

        Niezamierzoną bronią okazała się zawleczona do Ameryki ospa prawdziwa ‘variola vera’ (u nas zwana czarną). Choroba ta doprowadziła do wytępienia wielu plemion oraz zniszczenia cywilizacji Azteków i Inków. Szacuje się, że nawet 95% plemion wymarło. Kolumb powrócił do Barcelony ze swojej pierwszej wyprawy odkrywającej Amerykę 15 marca 1493 roku.  Do dzisiaj centralnym punktem Barcelony jest kolumna Krzysztofa Kolumba. Jest to dla wszystkich odwiedzających Barcelonę punkt orientacyjny (wysoki na 60 m). Kolumna Kolumba w Barcelonie to tak jak Kolumna Zygmunta w Warszawie, czy pomnik Mickiewicza w Krakowie. Symbol miasta.

        Załoga z powracającego z odkryć nowej ziemi statku Kolumba przywiozła trochę złota, różne rośliny, ale także gościa niezamierzonego: kiłę (syfilis). Mówimy o czasie kiedy w Europie toczyły się wieloletnie wojny. To czas, kiedy wojny toczono przede wszystkim przy wykorzystaniu wojska. Wielkie armie przemieszczały się po terenie Italii, Francji i półwyspu iberyjskiego. A z żołnierzami to wiadomo. Syfilis zaczął szerzyć się po bezwstydnej Europie pomimo granic państwowych. Tak jak i teraz tak i wtedy. Choroby nic sobie nie robią z politycznych i społecznych granic. A żołnierze (najczęściej najemni) po kolejnych bataliach wracali do swoich rodzimych krajów. Często z nową chorobą, krętkiem bladym (pasożytniczą bakterią spiralną).

        Tak jak Indianie z Ameryki byli zupełnie nieodporni na czarną ospę, tak Europejczycy byli zupełnie nieodporni na tę chorobę. Niektóre źródła twierdzą, że syfilis istniał w Europie od wieków, ale jego zmutowana postać przywieziona z Ameryki zaatakowała Europę bez skrupułów. Czy była to zemsta za zawleczenie śmierci spowodowanej ospą do Ameryki? Ponoć południowoamerykańscy nosiciele syfilisu, przechodzili chorobę w sposób łagodny. Natomiast u zarażonych Europejczyków syfilis miał przebieg gwałtowny i zazwyczaj śmiertelny. Szybko zaczęto łączyć kolejność prowadzącą do wybuchu epidemii ‘gryzącej choroby’. Pobyt załóg statków w dalekich, nieznanych krajach, ich romanse i pobyty w burdelach po ich powrocie (mieli pieniądze na dziewczynki), kontakty żołnierzy wojen francusko-włoskich u tych pań, rozpasanie obyczajów we Francji i miastach włoskich, państwach Niemiec,  i królestwach Hiszpanii. Postrzegano ten cykl jako kolejne etapy. Jak zwykle na kogoś trzeba było zwalić.

        I tak łacińska nazwa syfilisu ‘morbus gallicus’ to choroba francuska. We Francji nazywano ją zaś chorobą neapolitańską, w Portugali – kastylijską, a w Rosji – polską (jakżesz by inaczej!). W Persji – turecką. Ponoć od tego skąd tę chorobę przywleczono. W Polsce była to choroba francuska, nazywana także ‘francą’. Do dziś pamiętam opowieści sąsiadek w saloniku mojej mamy, kiedy to przy herbatce opowiadały, że taki to a taki, nabawił się choroby francuskiej. Jak pytałam co to jest ta choroba francuska, to mnie zbesztano, z przykazem żeby siedzieć cicho, bo ryby i dzieci głosu nie mają.  Również pamiętam, że jednym z najgorszych epitetów jakimi można było kogoś obrzucić, to nazwać go francą. No może też cholerą. Tak więc wyzywanie kogoś epitetami biorącymi etymologię od choroby jest  przyjęte. Cóż za różnorodność i bogactwo języka, w porównaniu z dzisiejszymi dziewojami wrzeszczącymi tylko jedno ‘wyp…lać’.

        No, cóż za komunizmu nawet język nam schamiał, a niektórzy jeszcze z tego nie wyszli. A może by tak dla odmiany nazwać kogoś, kogo nie lubimy ‘covidem’, bo nazwać go ‘grypką’ byłoby za delikatnie. A więc rozmowa może się toczyć tak:

– Zadzwonił do mnie rano covid

– A może tylko grypka w przebraniu?

– Żeby tylko się znów jakaś franca nie odezwała.

        I już wszystko jasne. Taka nowomowa, podobna do tej nowomowy z książki Georga Orwella ‘1984’. Trzeba podesłać pani Lampert, żeby nauczyła bardziej niż ‘wyp…lać’ bagatego języka swoje podopieczne ze strajku.

        A na razie proponuję, aby covid został w naszym języku nie tylko jako zaraźliwa choroba, ale i jako określenie bardzo upier…wej osoby.

Alicja Farmus

Toronto, 8-my marca, 2021