Dwo­je pro­mi­nent­nych Kana­dyj­czy­ków wywo­dzą­cych się z lud­no­ści rdzen­nej zawdzię­cza swój życio­wy suk­ces szko­łom rezy­denc­kim. Są to dra­ma­turg Tom­son High­way nale­żą­cy do ple­mie­nia Cree i zmar­ła wódz Inu­vik Dene, Cece Hodg­son-McCau­ley. Ponad­to kil­ka­dzie­siąt osób napi­sa­ło listy do eme­ry­to­wa­nej sena­tor Lynn Bey­ak, w któ­rych zna­la­zły się opi­sy pozy­tyw­nych doświad­czeń zwią­za­nych ze szko­ła­mi z internatem.

W 2015 roku Tom­son High­way w roz­mo­wie z Huf­fing­ton Post opo­wia­dał o dzie­wię­ciu latach, któ­re spę­dził w Guy Hill Resi­den­tial Scho­ol pro­wa­dzo­nej przez misjo­na­rzy obla­tów. Mówił, że były to naj­szczę­śliw­sze lata jego życia. High­way, uro­dzo­ny w pół­noc­nej Mani­to­bie, został wysła­ny do szko­ły, gdy miał sześć lat. Do domu wra­cał na dwa mie­sią­ce wakacji.

High­way powie­dział wte­dy, że o szko­łach rezy­denc­kich mówi się same złe rze­czy, a nikt nie jest zain­te­re­so­wa­ny, by usły­szeć coś pozy­tyw­ne­go. Par­la­men­tar­na komi­sja ds. praw­dy i pojed­na­nia zebra­ła 7000 nega­tyw­nym histo­rii – High­way uwa­ża, że moż­na by zebrać tyle samo pozy­tyw­nych. Na tym jed­nak niko­mu nie zale­ża­ło. Dra­ma­turg zauwa­żył, że wła­śnie w szko­le nauczył się angiel­skie­go. Pod­kre­ślił, że wie­le jest osób takich jak on – szczę­śli­wych, któ­re odnio­sły suk­ces w życiu, a to wła­śnie dzię­ki temu, cze­go się nauczy­li w szko­le rezydenckiej.

Cece Hodg­son-McCau­ley, pierw­sza kobie­ta-wódz wśród 23 wodzów z Tery­to­riów Pół­noc­no-Zachod­nich, w 2012 roku napi­sa­ła tekst o “dru­giej stro­nie szkół rezy­denc­kich”. Gdy jej mat­ka zmar­ła, Hodg­son-McCau­ley mia­ła sześć lat, a jej brat dwa i pół. Ojciec był tra­pe­rem i nie miał wybo­ru. Wysłał dzie­ci do szko­ły w Fort Pro­vi­den­ce, pro­wa­dzo­nej przez sio­stry zakonne.

Hodg­son-McCau­ley spę­dzi­ła w szko­le 10 lat. Wspo­mi­na­ła, że sio­stry wie­le ją nauczy­ły. Pamię­ta jed­ną, któ­ra była bar­dzo suro­wa, i dru­gą, któ­ra kaza­ła dzie­ciom za dużo się modlić. Ale w każ­dej spo­łecz­no­ści zda­rza­ją się takie oso­by. Hodg­son-McCau­ley pod­kre­śla, że czas spę­dzo­ny w szko­le był dobry. “Dzie­ci dosta­wa­ły trzy posił­ki dzien­nie, był czas na rekre­ację, pik­ni­ki w lecie, budo­wę zjeż­dżal­ni i san­ki w zimie. Uczy­ły­śmy się szy­cia, ozda­bia­nia moka­sy­nów i wyko­ny­wa­nia tra­dy­cyj­nych ozdób, goto­wa­nia, pie­cze­nia i sprzą­ta­nia. Chłop­cy gra­li w hoke­ja i w bejs­bol. India­nie gra­li prze­ciw­ko Mety­som i było z tego dużo zaba­wy”. Hodg­son-McCau­ley twier­dzi­ła, że były to naj­lep­sze lata jej życia i to samo mówi jej rodzi­na. “Dla wie­lu bied­nych dzie­ci szko­ła była jedy­nym miej­scem, w któ­rym mogły zjeść trzy razy dziennie”.

Była wódz zmar­ła w wie­ku 95 lat w 2018 roku na nowo­twór. Uwa­ża­ła, że nie­któ­rzy kła­ma­li na temat szkół rezy­denc­kich dla pie­nię­dzy. Mówi­ła też, że kon­tak­to­wa­ły się z nią oso­by, któ­re bały się mówić praw­dę o szko­łach, bo była to praw­da nie­wy­god­na, o pozy­tyw­nym doświad­cze­niu szkoły.

Eme­ry­to­wa­na już sena­tor Lynn Bey­ak posta­no­wi­ła zapy­tać Kana­dyj­czy­ków o ich doświad­cze­nia ze szko­ła­mi rezy­denc­ki­mi. W 2017 roku opu­bli­ko­wa­ła na swo­jej stro­nie inter­ne­to­wej 104 rela­cje. Pięć z nich zosta­ło uzna­nych za rasi­stow­skie i te naj­bar­dziej przy­ku­ły uwa­gę mediów. W wie­lu z pozo­sta­łych 99 zna­la­zły się pozy­tyw­ne opi­nie o szkołach:

“Jako brat sio­stry zakon­nej, któ­ra pra­co­wa­ła w szko­le, i bra­ta­nek jezu­ity, któ­ry też pra­co­wał w jed­nej ze szkół, nie wie­rzę w to, że wszy­scy ludzie, któ­rzy je pro­wa­dzi­li, byli tak źli, jak się ich przed­sta­wia. Zgod­nie z zasa­da­mi życia spo­łecz­ne­go panu­ją­cy­mi w tam­tym cza­sie postę­po­wa­li dobrze i robi­li wszyst­ko, by pomóc dzieciom”.

“Pra­co­wa­łem z ple­mie­niem Chi­pe­wy­an jako pra­cow­nik Kościo­ła Kato­lic­kie­go w latach 1991–2001 i sły­sza­łem wie­le pozy­tyw­nych opi­nii lud­no­ści rdzen­nej o szko­le rezy­denc­kiej w Fort Reso­lu­tion. Jed­na kobie­ta, wódz, mówi­ła, że nie mogła się docze­kać powro­tu do szko­ły: tam byli­śmy czy­ści i mie­li­śmy dobre jedze­nie.… Szko­ły powin­ny być oce­nia­ne w kon­tek­ście sytu­acji eko­no­micz­nej tam­tych czasów.”

“Spę­dzi­łem ponad dzie­sięć lat w rezer­wa­tach na pół­no­cy. Pamię­tam, jako nauczy­ciel, jak czę­sto musie­li­śmy prze­ko­ny­wać rodzi­ców, by zatrzy­ma­li dzie­ci w domu, a nie wysy­ła­li ich do szkół rezy­denc­kich. Jeśli szko­ły rezy­denc­kie były­by takie złe, jak to się przed­sta­wia, to dla­cze­go rodzi­ce mie­li­by chcieć tak chęt­nie wysy­łać tam swo­je dzie­ci? Widzia­łem, jak wie­le dobra ema­no­wa­ło z tych szkół. Przy­zna­ję, że popeł­nia­no tam błę­dy, ale więk­szość osób mia­ło tam dobre inten­cje i pra­co­wa­ło dając z sie­bie wszystko”.

“Byłam na wysta­wie First Nations Art Exhi­bi­tion w Fort McMur­ray i spo­tka­łam tam artyst­kę wywo­dzą­ca się z lud­no­ści rdzen­nej, któ­ra mówi­ła o wdzięcz­no­ści dla księ­ży i sióstr zakon­nych ze szko­ły. To było dla niej miej­sce schro­nie­nia. Jej rodzi­ce nie mie­li cza­su by się nią zaj­mo­wać, musia­ła trosz­czyć się sama o sie­bie, więc sie­dzia­ła na scho­dach szko­ły, mając nadzie­ję, że ktoś jej pomoże”.

“Jestem “pro­duk­tem szkół kato­lic­kich” i jak­kol­wiek nie­któ­rzy absol­wen­ci szko­ły mogą teraz mówić, że sio­stry zakon­ne były rasist­ka­mi i trak­to­wa­ły ich nie­spra­wie­dli­wie, to ja tego nie doświad­czy­łem. Owszem, sio­stry były sta­now­cze, ale zasa­dy uprzej­mo­ści i sza­cun­ku dla innych, któ­re nam wpo­iły, sta­ły się dla mnie pod­sta­wą i od ponad 40 lat towa­rzy­szą mi w biznesie”.

“Kuzyn­ka mojej mamy była w szko­le rezy­denc­kiej i gdy ktoś ją pyta o doświad­cze­nia ze szko­ły, ona zawsze wyra­ża się pozy­tyw­nie. Mówi, że szko­ła rezy­denc­ka była dla niej szan­są na dobrą edu­ka­cję. Gdy rząd fede­ral­ny wypła­cał odszko­do­wa­nia oso­bom, któ­re prze­szły przez te szko­ły, ona odmó­wi­ła przy­ję­cia pieniędzy”.

Bey­ak zosta­ła wyrzu­co­na z senac­kiej komi­sji ds. lud­no­ści rdzen­nej w kwiet­niu 2017 roku za to, że mówi­ła o dobrych stro­nach sys­te­mu szkół rezydenckich.

Sys­tem szkół rezy­denc­kich – uwa­ża­ny obec­nie za pro­dukt ery rasi­zmu i pater­na­li­zmu – był zało­żo­ny przez rząd świec­ki i też przez ten rząd nie­do­fi­nan­so­wa­ny. W 1907 roku inspek­tor medycz­ny depr­ta­men­tu ds. Indian, dr Peter H. Bry­ce, prze­pro­wa­dził inspek­cje w 35 szko­łach. Napi­sał raport z reko­men­da­cja­mi, któ­re nie zosta­ły prze­ka­za­ne rzą­do­wi, ponie­waż były zbyt kło­po­tli­we. Docze­ka­ły się publi­ka­cji dopie­ro w 1922 roku w książ­ce ” The Sto­ry of a Natio­nal Cri­me”. Bry­ce pisał o fatal­nych warun­kach sani­tar­nych i przyj­mo­wa­niu uczniów, któ­rzy cho­ro­wa­li już na cho­ro­by zakaź­ne. To wyglą­da­ło jak­by ktoś umyśl­nie two­rzył warun­ki do wybu­chu epi­de­mii, piał Bryce.

Na począt­ku XX wie­ku śmier­tel­ność wśród dzie­ci w Kana­dzie była bar­dzo wyso­ka. W przy­pad­ku dzie­ci do 5 roku życia w 1900 roku wyno­si­ła 296 75 na 1000 naro­dzin. Bry­ce stwier­dził, że w szko­łach było jesz­cze gorzej, a nad­mier­na śmier­tel­ność była zwią­za­na z cho­ro­ba­mi zakaź­ny­mi, szcze­gól­nie z gruź­li­cą, któ­ry­mi ucznio­wie zara­ża­li się w domach rodzin­nych. Histo­rycz­nie lud­ność rdzen­na obar­czo­na była więk­szą zapa­dal­no­ścią na cho­ro­by zakaź­ne, m.in. na gry­pę, odrę i ospę.