Nie­mo­ral­ność, amo­ral­ność, wyob­co­wa­nie, nihi­lizm, absurd, sata­nizm i demonizm…

Wywiad ze Sta­ni­sła­wem Baruą, auto­rem obra­zu fil­mo­we­go i tele­wi­zyj­ne­go (direc­tor of pho­to­gra­phy), któ­ry pra­co­wał przy fil­mach rekla­mo­wych, doku­men­tal­nych, i fabu­la­ry­zo­wa­nych seria­lach doku­men­tal­nych (docu-dra­mas) a tak­że krót­kich fil­mach fabu­lar­nych; Sta­ni­sław Barua jest absol­wen­tem Łódz­kiej Szko­ły Fil­mo­wej. Polak i Kenij­czyk, wła­da bie­gle m.in. języ­kiem swa­hi­li i polskim.

Andrzej Kumor: Stasz­ku bar­dzo się cie­szę że znów może­my roz­ma­wiać, a tym razem o rze­czach, na któ­rych się znasz naj­bar­dziej, czy­li o Two­im zawo­dzie, o fil­mie; o tym prze­ka­zie, któ­ry jest prze­cież tak waż­ny, bo kształ­tu­je, jak myśli­my, jak myślą nasze dzie­ci. To   two­rzy obraz świa­ta, któ­ry wyda­je się nam, że jest rze­czy­wi­sty. Dla­te­go chcia­łem zapy­tać, czy nie czu­jesz w tym fałszu?

  Szcze­rze powiem, że od pew­ne­go cza­su prze­sta­łam oglą­dać fil­my fabu­lar­ne. Prze­sta­li­śmy oglą­dać seria­le i tym podob­ne rze­czy. Co się dzie­je w prze­my­śle fil­mo­wym, któ­ry prze­cież tutaj, w Toron­to, jest pro­mi­nent­ny. Mówi­ło się, że Toron­to to dru­gie Hol­ly­wo­od niemalże?

Sta­ni­sław Barua – Nie dzi­wię się, że w zasa­dzie prze­sta­łeś już spo­ro cza­su temu oglą­dać fil­my i seria­le tele­wi­zyj­ne. Ja czę­sto wła­snym zna­jo­mym i kole­gom daję ostrze­że­nie, żeby wła­śnie jak naj­mniej oglą­da­li, a prze­cież pra­cu­ję w tym zawodzie.

        To jest może dosyć szo­ku­ją­ce i może takie przy­kre, ale jest spo­ro ku temu powo­dów, dobrze że zauwa­ży­łeś, że w tej chwi­li Toron­to jest takim new­ral­gicz­nym punk­tem cen­tral­nym pro­duk­cji fil­mo­wej i tele­wi­zyj­nej. Już od pew­ne­go cza­su Toron­to jest naj­waż­niej­szym na świe­cie punk­tem pro­duk­cji fil­mów i seria­li tele­wi­zyj­nych. Nawet nie Nowy Jork czy Los Ange­les w tej chwi­li i nawet nie Van­co­uver na zacho­dzie Kana­dy. Wła­śnie Toron­to jest w cen­trum. Toron­to sta­je się taką for­pocz­tą wszyst­kich naj­bar­dziej rewo­lu­cyj­nych ide­olo­gii i zacho­wań któ­re są pro­mo­wa­ne na całym świecie.

– No wła­śnie bo  prze­cież mamy wol­ny rynek, czy­li jeże­li ktoś robi film, to chce go sprze­dać, chce jak naj­wię­cej zaro­bić, chce żeby jak naj­wię­cej ludzi ten film zoba­czy­ło, czy­li powi­nien potwier­dzać te war­to­ści, któ­ry­mi żyją ludzie; powi­nien odno­sić się do tych pro­ble­mów, któ­re ludzie mają na co dzień; nie powin­ny to być fil­my ode­rwa­ne od rze­czy­wi­sto­ści dnia codzien­ne­go, a one chy­ba coraz bar­dziej są?

        – To jest podej­ście raczej laika, bo wła­śnie wszyst­ko jest ukar­to­wa­ne z góry i nie jest to zro­bio­ne „pod widza”, tyl­ko pod tych, któ­rzy pro­du­ku­ją dany materiał.

– Tych, co dają pieniądze?

        – Przede wszyst­kim tych, co dają pie­nią­dze, ale też ludzi, któ­rzy sto­ją za dawa­niem pieniędzy.

– Wła­śnie jako laik, myślę że dają, bo chcą zaro­bić i się nie inte­re­su­ją, o czym będzie film. 

        — To nie jest tak dla­te­go, że ci co dają pie­nią­dze to nie są ludzie, któ­rzy potrze­bu­ją zaro­bić, to są miliar­de­rzy, któ­rzy już mają tyle tych pie­nię­dzy, że im cho­dzi o zupeł­nie coś innego.

        Ludzie mówią o filan­tro­pii, że  jest jakiś boga­ty mece­nas sztu­ki i on bar­dzo chce, żeby jakiś uta­len­to­wa­ny reży­ser, czy uta­len­to­wa­na pani aktor­ka wybi­li się w tym czy innym fil­mie i on przez to będzie miał ran­gę społeczną.

        Tu w żaden spo­sób nie cho­dzi o to, tu cho­dzi o zupeł­nie coś inne­go. I to „coś” to jest po pro­stu degra­do­wa­nie ludzi. Dąże­nie do tego, żeby nie tyl­ko z doro­słych, ale teraz już przede wszyst­kim mło­dzież i dzie­ci przy­zwy­cza­ić do wszel­kie­go rodza­ju depra­wa­cji, cho­dzi o to, żeby tak znor­ma­li­zo­wać to, co jest nie­nor­mal­ne, co zawsze było nie­mo­ral­ne, nie­nor­mal­ne, obsce­nicz­ne, wul­gar­ne; to, co nawet nie aż tak daw­no temu było po pro­stu rynsz­to­kiem, teraz jest to poda­ne na pie­de­sta­le, jest to prze­ka­za­ne z wiwa­tem i okla­ska­mi. Cho­dzi o czy­nie­nie z cze­goś co jest czymś kosz­mar­nym, robie­nie z tego sztuki .

– No ale po co? Ja tak z takie­go chło­pię­ce­go zacie­ka­wie­nia szu­kam w tym jakie­goś dna?

        – Świet­ne pyta­nie. Cho­dzi o to, że ludzie, któ­rzy dają te pie­nią­dze i któ­rzy sto­ją za tym wszystkim…

– Po co ludziom robić rynsz­tok w głowach?

        – Po to, żeby ludzi zupeł­nie zmie­nić, żeby zetrzeć z czło­wie­ka tak napraw­dę jego czło­wie­czeń­stwo, nadać mu nowe zro­zu­mie­nie kim jest czło­wiek, czym żyje, po co żyje, po to, żeby tym czło­wie­kiem odpo­wied­nio kierować.

– Czy­li naj­pierw trze­ba wyma­zać „sta­re­go czło­wie­ka”, to co robi­ły wszyst­kie totalitaryzmy?

        – Dokład­nie, zli­kwi­do­wać czło­wie­czeń­stwo takie, jakie do tej pory każ­dy czło­wiek nor­mal­ny znał i na tym zbu­do­wać zupeł­nie coś inne­go. A to, co jest tym czymś innym jest dopraw­dy zastraszające.

– Mówisz de fac­to o tota­li­ta­ry­zmie, dla­te­go że to robił bol­sze­wizm; budo­wał czło­wie­ka sowiec­kie­go, radziec­kie­go, któ­ry był wyzby­ty z tych sta­rych war­to­ści; to samo robił hitle­ryzm, któ­ry budo­wał nowe­go super­ma­na, nadczłowieka?

        – Nie dziw się Andrze­ju, dla­te­go że cała ta ide­olo­gia, któ­ra kie­ru­je się tym, czym jest film, to jest ide­olo­gia neo­mark­si­stow­ska, to jest neo­mark­sizm w tak zwa­nym wyda­niu społeczno-kulturowym.

– Mamy do czy­nie­nia z czymś, co daw­niej było sztu­ką; mówi­ło się „sztu­ka fil­mo­wa”, sztu­ka kre­owa­nia obra­zu, a dzi­siaj to coś jest po pro­stu takim pro­pa­gan­do­wym młot­kiem, narzę­dziem roz­bi­ja­nia sta­re­go czło­wie­ka, sta­re­go, tra­dy­cyj­ne­go wycho­wa­nia, tra­dy­cyj­nych wartości?

        – Zobacz, Toron­to, jest to mia­sto ponad 5 mln ludzi, mia­sto, któ­re epa­tu­je niby bogactwem…

– Róż­no­rod­no­ścią i tolerancją…

        – Róż­no­rod­ność i tole­ran­cja, jak naj­bar­dziej, mul­ti­kul­ti i to ta z naj­wyż­szej pół­ki, ale zauważ też, choć może trud­no wła­śnie to zauwa­żyć, jeśli nie pra­cu­je się w tym zawo­dzie, że wśród naj­bar­dziej uta­len­to­wa­nych i naj­czę­ściej pra­cu­ją­cych ope­ra­to­rów obra­zu, reży­se­rów sce­na­riu­sza, pisa­rzy i wszel­kich innych pra­cow­ni­ków sztu­ki fil­mo­wej nie ma, i to stwier­dzam z przy­kro­ścią, w zasa­dzie żad­nych prak­ty­ku­ją­cych chrześcijan.

– Pomi­mo tego, że w tym mie­ście chrze­ści­jań­stwo mimo wszyst­ko jest naj­więk­szym wyzna­niem, w ogó­le na świe­cie jest to naj­więk­sze wyznanie…

        — Tak, ale przy­znaj­my, że to są już sta­ty­sty­ki, któ­re nic nie mają wspól­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią życia ludzi

        Też jest to spra­wą nie­chlub­ną, ale praw­dzi­wą, że w moim zawo­dzie tak napraw­dę bar­dzo rzad­ko spo­ty­ka się kogoś, kto po pierw­sze, wie­rzy w Boga, po dru­gie, jest auten­tycz­nie chrze­ści­ja­ni­nem, a po trze­cie kato­li­kiem, któ­ry nie wypie­ra się tego, że jest katolikiem.

        Muszę z przy­kro­ścią stwier­dzić, że nie spo­tka­łem się ani z reży­se­rem ani z producentem …

– Dla­cze­go tak jest czy to jest kwe­stia seko­wa­nia, czy dobo­ru ludzi do produkcji?

        – To jest nie­ste­ty zle­pek wszyst­kie­go tego o czym mówisz; z jed­nej stro­ny jest bez­wstyd­ne i bez­względ­ne odpy­cha­nie chrze­ści­jan, zwłasz­cza kato­li­ków z pozy­cji, gdzie czło­wiek wie­rzą­cy ma coś do powie­dze­nia, będzie miał coś do powie­dze­nia, a po dru­gie jest ogrom­na samo­cen­zu­ra; żeby w ogó­le mieć pra­cę w tym zawo­dzie trze­ba być ogrom­nie ostroż­nym, bo wszyst­kie insty­tu­cje zwią­za­ne z tym prze­my­słem są bez­par­do­no­wo antykatolickie.

        To zna­czy  fun­du­sze, któ­re dają pie­nią­dze na pro­duk­cję, związ­ki zawo­do­we, któ­re panu­ją nad tym, jak wyglą­da pra­ca, któ­re usta­la­ją hie­rar­chię pra­cow­ni­ków na pla­nie fil­mo­wym; oni wszy­scy kie­ru­ją się war­to­ścia­mi anty­chrze­ści­jań­ski­mi, gdy cho­dzi o naj­bar­dziej pod­sta­wo­we spra­wy moral­ne. Tak że w tej chwi­li, kie­dy ja dosta­ję od związ­ku co tydzień zawia­do­mie­nie czy listę pro­duk­cji fil­mo­wych i tele­wi­zyj­nych tak zwa­ne­go głów­ne­go nur­tu; w zasa­dzie to nie jest zwią­zek to jest tak zwa­na gil­dia, któ­ry zaj­mu­je się pra­cą eki­py fil­mo­wej, zwłasz­cza, jeśli cho­dzi o ope­ra­to­rów kame­ry, ope­ra­to­rów obra­zu, to jest to insty­tu­cja, któ­ra już zupeł­nie odbie­ga od war­to­ści chrześcijańskich.

        Podam tyl­ko przy­kład, że już „na dzień dobry”, kie­dy dosta­ję taki e‑mail, to nie jest on adre­so­wa­ny per „pan” czy „pani”, tyl­ko to jest już teraz w zasa­dzie od jakie­goś roku czy może 2 lat  per „brat”, „sio­stra” i „krew­ny”, bo to jest po pro­stu jed­no z tych nowych nazew­nictw wzię­tych żyw­cem z ide­olo­gii woju­ją­cych homoseksualistów.

– Mnie się to koja­rzy z masonerią.

        – LGBTQ i tak dalej.

– Czy­li Ty mówisz, że Kościół kato­lic­ki jest koja­rzo­ne z tym ancien regi­mem, któ­ry trze­ba zwal­czyć, znisz­czyć i repre­zen­tu­je te sta­re war­to­ści, dla­te­go trze­ba go seko­wać i obezwładniać?

        – Bez prze­rwy idzie prze­kaz, że Kościół, a zwłasz­cza kato­li­cy, to są ludzie nie­to­le­ran­cyj­ni, któ­rzy rzą­dzą się nie­na­wi­ścią, któ­rzy są przy­czy­ną wszel­kie­go zła w spo­łe­czeń­stwie, ale przede wszyst­kim kie­ru­ją się rasi­zmem, przede wszyst­kim kie­ru­ją się prze­mo­cą wobec homo­sek­su­ali­stów, poda­wa­ne są już takie brednie…

– No wła­śnie, bo to jest o tyle cie­ka­we, że Kościół kato­lic­ki, w ogó­le chrze­ści­jań­stwo jest prze­sła­niem miło­ści do bliźniego.

        – Dokład­nie, ale zauważ, że w momen­cie kie­dy czło­wiek zaczy­na uży­wać sło­wa „tole­ran­cja” to jest to przy­kryw­ka, żeby nie uży­wać sło­wa „miłość”.

        W momen­cie, kie­dy ma się do czy­nie­nia z miło­ścią, to trak­tu­je się czło­wie­ka z odpo­wied­nim sza­cun­kiem, a w momen­cie kie­dy prze­sta­je się w ogó­le myśleć kate­go­ria­mi miło­ści i miło­sier­dzia, i praw­dy, to zaczy­na się mówić wła­śnie tyl­ko o tole­ran­cji, a wte­dy tole­ran­cja to jest po pro­stu taka nalep­ka, pod któ­rą kry­ją się wszyst­kie żądze, ape­ty­ty i jakie­kol­wiek wymy­sły na jakie czło­wie­ka stać.

– I te wymy­sły są lan­so­wa­ne w prze­my­śle fil­mo­wym, mię­dzy inny­mi po to, żeby przy­go­to­wać grunt, tak? Jeste­śmy na eta­pie roz­wa­la­nia wszyst­kie­go, tak jak chcie­li anar­chi­ści; potrzeb­ny jest cha­os, potrzeb­na jest dekon­struk­cja, żeby na gru­zach sta­re­go porząd­ku stwo­rzyć nowy wspa­nia­ły, lep­szy świat, świe­tli­ste mia­sto na wzgórzu?

        – To jest po pro­stu Geo­r­ge Orwell już w tej chwi­li, jest to tzw. Mini­ster­stwo Praw­dy, to jest po pro­stu, zupeł­ny odjazd.

– Widzi­my, co się dzie­je w Kana­dzie, że sze­rzy się nie­na­wiść pod pre­tek­stem wal­ki z nienawiścią.

        – I pod pre­tek­stem spra­wie­dli­wo­ści. Dla­te­go tak trud­no zna­leźć w ogó­le kogo­kol­wiek, kto jest prak­ty­ku­ją­cym kato­li­kiem i pra­cu­je w tym zawo­dzie, jest wie­le powo­dów, dla­cze­go nie spo­ty­ka się w zasa­dzie reży­se­ra kato­li­ka, nie spo­ty­ka się pro­du­cen­ta kato­li­ka, bar­dzo rzad­ko też spo­ty­ka się kogo­kol­wiek na pla­nie fil­mo­wym kto w ogó­le ma jakiś respekt wobec reli­gii katolickiej.

        Jeże­li już — a wia­do­mo, że cho­ciaż Toron­to jest ogrom­ną archi­die­ce­zją to zna­czy tutaj miesz­ka bar­dzo dużo kato­li­ków, ale jest to spo­łecz­ność „mul­ti­kul­tu­ro­wa”, czy­li zrów­nu­je się wszyst­kie reli­gie i w zasa­dzie panu­je syn­kre­tyzm reli­gij­ny, któ­ry bar­dzo łatwo prze­ista­cza się w nihi­lizm; to zna­czy nic nie ma tak napraw­dę war­to­ści, nie ma tak napraw­dę jakiej­kol­wiek praw­dy, czy świę­to­ści, bo ten ma taką, a tam­ta ma taką, a ktoś inny nie ma żad­nej, a ktoś inny przed­sta­wia coś co jest po pro­stu zupeł­nie do góry noga­mi i ma się to trak­to­wać wszyst­ko jako równorzędne.

– Temu  słu­ży wycho­wa­nie; w szko­łach publicz­nych jest  dzień dla kato­li­ków, i jest dla wyzna­nia sata­ni­zmu wica i tym podob­nych rze­czy, wszyst­ko na jed­na­ko­wym pozio­mie; ale chciał­bym zapy­tać, co robić w takim wypad­ku, bo jest nas jed­nak tro­chę ludzi, kato­li­ków, czy zbyt łatwo nie odda­je­my pola, akcep­tu­je­my tę sytu­ację bycia wypartym?

        – Zno­wu jako może ktoś, kto jest laikiem i patrzy na realia pra­cy fil­mo­wej tro­chę z boku może powie­dzieć, no tak, prze­cież co to jest, że dany ope­ra­tor czy dany reży­ser po pro­stu nie powie, słu­chaj, ja jestem kato­li­kiem i co mi zrobisz?

        Więc, co ci zro­bią; nie będziesz już pra­co­wał, stra­cisz pra­cę i jeże­li czło­wiek się kie­ru­je wła­śnie tyl­ko tym, że pra­ca jest naj­waż­niej­sza, albo że zaro­bek jest tym wszyst­kim dla cze­go żyje, jeże­li zda­je sobie spra­wę, jeże­li napraw­dę zda­je sobie spra­wę z tego, że powie­dze­nie „nie” temu czy tam­te­mu rów­na się nie tyl­ko utra­cie pra­cy w zawo­dzie, ale też jest zapro­sze­niem, żeby być zli­kwi­do­wa­nym spo­łecz­nie przez tych, któ­rzy zaj­mu­ją się tym zawodem.

        Chcę ci poka­zać, jak wyglą­da obec­ny stan nagra­dza­nych fil­mów w Kana­dzie, fil­mów któ­re zosta­ły nagro­dzo­ne przez Kana­dyj­ską Aka­de­mię Sztu­ki Fil­mo­wej i Tele­wi­zyj­nej. Tak się skła­da, że ja jestem juro­rem tej aka­de­mii cho­ciaż od lat zre­zy­gno­wa­łem z bra­nia udzia­łu w tych wybo­rach. Kim są ci głów­ni spon­so­rzy poli­tycz­ni i finan­so­wi, więc jest rząd fede­ral­ny, rząd pro­win­cji Onta­rio przede wszyst­kim też rząd pro­win­cji Quebec, ale jed­ną z głów­nych poza­rzą­do­wych insty­tu­cji jest Net­flix. Net­flix ma ogrom­ny wpływ na to jakie fil­my kana­dyj­skie są nagradzane.

        Poza tym jest Kana­dyj­ski Fun­dusz Medial­ny, w któ­rym zasia­da­ją ludzie powią­za­ni nie tyl­ko z naj­bar­dziej wpły­wo­wy­mi media­mi, ale  z rzą­dem, taki­mi insty­tu­cja­mi jak CBC czy CTV. Kana­dyj­scy pro­du­cen­ci i nadaw­cy tele­wi­zyj­ni nie mogą być juro­ra­mi bez­in­te­re­sow­ny­mi, ale  są też takie molo­chy jak na przy­kład War­ner Media, gdzie kró­lu­je HBO, albo CNN,  jest też w tym Car­to­on Network  – to są spon­so­rzy, któ­rzy mają bez­po­śred­ni wpływ na to, jakie fil­my będą oce­nia­ne jako naj­lep­sze pod każ­dym względem.

        W zasa­dzie, jeśli cho­dzi o walo­ry arty­stycz­ne, tak napraw­dę nie mówi się już o nich, dla­te­go że to już jest teraz tema­ty­ka, gdzie trze­ba by było napraw­dę mówić o tym czym jest sztu­ka, a to  jest naj­chęt­niej pomi­ja­ne. Naj­bar­dziej mówi się o tech­no­lo­gii, o tech­ni­ce, mówi się o spra­wach, któ­re są dru­go­rzęd­ne czy trzeciorzędne.

– Czy­li doży­li­śmy takich cza­sów, kie­dy jak kie­dyś w bol­sze­wi­zmie sztu­ka ma słu­żyć rewolucji?

         – Dokład­nie tak i ona to robi pierw­szo­rzęd­nie. Ludzie myślą sobie, no ja nie oglą­dam nic takie­go nie­bez­piecz­ne­go, prze­cież ja sobie tyl­ko oglą­dam fil­my doku­men­tal­ne, a to są fil­my zaj­mu­ją­ce się prawdą…

        Ja przez ostat­nie 15 lat spo­ro pra­co­wa­łem wła­śnie przy fil­mach doku­men­tal­nych, ale też przy fil­mach tele­wi­zyj­nych,  seria­lach fabu­lar­nych. Mówiąc o fil­mach doku­men­tal­nych, one są zdo­mi­no­wa­ne przez świat neo­mark­si­stow­ski. Przy fil­mie doku­men­tal­nym w zasa­dzie tutaj nie pra­cu­ją żad­ni arty­ści, pra­cu­ją wyłącz­nie dzien­ni­ka­rze i to dzien­ni­ka­rze nie przy­go­to­wa­ni przez szko­ły, któ­re trak­to­wa­ły kie­dyś dzien­ni­kar­stwo jako docie­ra­nie do praw­dy i prze­ka­zy­wa­nie praw­dy obiek­tyw­nie na tyle, na ile w fil­mie da się to zro­bić, nie, to w zasa­dzie w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści to są ludzie, któ­rzy są spre­pa­ro­wa­ni, że tak powiem nie­ład­nie przez CBC, czy­li przez lewicę.

        Film doku­men­tal­ny przed­sta­wia obec­nie czło­wie­ka jako zara­zę, czło­wie­ka jako gada, czło­wie­ka jako zwie­rzę, czło­wie­ka, któ­ry w naj­lep­szym wypad­ku szu­ka cze­goś obiek­tyw­ne­go, ale tak napraw­dę to czło­wiek jest wła­śnie pro­ble­mem, któ­re­go trze­ba się pozbyć.

– Czy­li to wszyst­ko są takie eks­plo­ra­cje  strasz­nych stron społeczeństwa…

        – Nie tyl­ko to,  bo w zasa­dzie film jest też po to, żeby poka­zać czło­wie­ko­wi, gdzie błą­dzi, cze­go powi­nien się wystrze­gać, nauczać wła­śnie, czym jest dobro, czym jest zło, poka­zać mu, że jeże­li idzie  w zło, to tak może się skoń­czyć, tak to wyglą­da, ale tutaj nie o to chodzi.

        Tutaj cho­dzi o to, żeby prze­wró­cić war­to­ści dobra i zła do góry noga­mi; choć­by fil­my o tak zwa­nej spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej, gdzie nie ma ani spra­wie­dli­wo­ści ani spo­łe­czeń­stwa, ani nic z tym związanego.

        Fil­my, któ­re w ostat­nim cza­sie zosta­ły nomi­no­wa­ne i nagro­dzo­ne to są takie fil­my jak (…)  „Meat the futu­re”, gdzie nie cho­dzi o to, żeby poznać przy­szłość tyl­ko o mię­so w przy­szło­ści ale to taka gra słów, She Walks with Apes”, „Być czar­nym w Toron­to”, a film, któ­ry został nagro­dzo­ny to „Hoc­key Mom”.

        To jest albo baga­te­li­zo­wa­nie pro­ble­mów życia, z jaki­mi bory­ka się nor­mal­ny czło­wiek w Kana­dzie; w ogó­le zauważ, nie ma przy tym zupeł­nie poję­cia ani rodzi­ny, ani mał­żeń­stwa, ani dzie­ciń­stwa, ojco­stwa, macie­rzyń­stwa, nie ma w tym w ogó­le jakie­goś oglą­du kul­tu­ry, ani tych punk­tów kul­tu­ry, któ­re są tak napraw­dę tym, co daje czło­wie­ko­wi jakąś nadzie­ję, czy jakąś naukę auten­tycz­ną,  o tym kim czło­wiek jest, tyl­ko wpro­wa­dza­ne są lek­cje, tzw. lek­cje ide­olo­gicz­ne, a to o rasi­zmie; jest taki natłok wła­śnie tema­tów rasi­zmu, femi­ni­zmu i tema­tów homo­sek­su­ali­zmu, że nie spo­sób od tego uciec.

        Na przy­kład, tzw. pro­gra­my Life­sty­le and Reali­ties — to jest, jak bol­sze­wic­ka „Praw­da” i „Izwie­stia”;  nie ma w tym ani krzty jakiej­kol­wiek rzeczywistości.

        – Czy to ma poka­zy­wać ludziom, jak mają żyć, do cze­go mają aspirować?

        – Tak, bo jest tutaj poka­zy­wa­ny obse­syj­ny nar­cyzm, bez­wstyd­ne jakieś wła­śnie poję­cia femi­ni­stycz­ne, rasi­stow­skie, tych tytu­łów jest napraw­dę spo­ro i to tyl­ko tak, jak mówi­łem cho­dzi o te fil­my nominowane. (…)

        Bez­par­do­no­wa pro­mo­cja dewia­cji sek­su­al­nych, o tym to już moż­na by było roz­ma­wiać godzi­na­mi. Bo pra­ca w  fil­mie i tele­wi­zji w tej chwi­li wyma­ga nie­by­wa­łe­go odda­nia się modli­twie i skon­cen­tro­wa­nia się na tym, czym jest oso­bi­sta wiara.

– Żeby się nie dać wciągnąć?

        – Bo wcho­dzi się po pro­stu w bagno.

– Stasz­ku, nie­daw­no wykła­da­łeś, uczyłeś?

        – Tak jed­ną z tych rze­czy, któ­re dały mi ogrom­ną przy­jem­ność i któ­re uwa­żam za coś nie­by­wa­le potrzeb­ne­go był udział w obo­zie fil­mo­wym dla mło­dzie­ży, to zna­czy, ja nie­ste­ty bra­łem udział zdal­nie, bo nie mogłem poje­chać tam, gdzie to się odby­wa­ło, do Jack­so­nvil­le na Flo­ry­dzie. Pro­wa­dzi to i zało­ży­cie­lem tego obo­zu jest kato­lik, aktor, ojciec, czło­wiek napraw­dę nie­by­wa­ły,  zało­żył to wraz z  kole­gą, któ­ry jest reży­se­rem, któ­ry naj­pierw miesz­kał i pra­co­wał dłu­gie lata w Nowym Jor­ku, też kato­lik, któ­ry z tych samych w zasa­dzie powo­dów zre­zy­gno­wał z miesz­ka­nia w Nowym Jorku…

– Czy­li moż­na sta­rać się coś odwo­jo­wać, moż­na gdzieś wkła­dać nogę w drzwi?

        – Moż­na, ale nie wszę­dzie. Brian Shields jest tym czło­wie­kiem, któ­ry zało­żył ten obóz. On pro­wa­dzi fir­mę pod nazwą Lumen Enter­ta­in­ment, a ten obóz jest pod nazwą Lumen Film Camp; jest Richard Mau­ro któ­ry jest tym reży­se­rem z Nowe­go Jor­ku, jest też  Stan Wil­liams,  on jesz­cze pra­cu­je w Hol­ly­wo­od czy dla Hol­ly­wo­od —  on jest spe­cja­li­stą od sce­na­riu­szy, on jest takim leka­rzem sce­na­riu­szy, kie­dy pro­duk­cja ma jakieś kło­po­ty z fil­ma­mi nie wie­dzą, jak z tego kło­po­tu wybrnąć, to on daje pora­dy. No i od kil­ku lat ja dołą­czy­łem o tych zacnych ludzi.

        Mam ogrom­ny podziw dla nich dla­te­go że robią coś, cze­go nie ma. Jest to obóz dla mło­dzie­ży, jakieś 18 do 20 mło­dych chłop­ców i dziew­czyn i jest nie tyle  naj­waż­niej­sze to, żeby prze­ka­zać, nauczyć ich pro­fe­sji, a robią to — że tak powiem nie­zgrab­nie o sobie — eks­per­ci, czy­li ludzie, któ­rzy w swo­ich zawo­dach pra­cu­ją już od paru ład­nych dekad, ale naj­waż­niej­sza dla nich i dla mnie jest wia­ra. Cała pod­sta­wa tego cze­go ci mło­dzi ludzie się uczą jest opar­ta na wie­rze kato­lic­kiej. Z tego też wzglę­du cała ta mło­dzież, któ­ra tam przy­cho­dzi, to są kato­li­cy. Każ­de­go dnia jest Msza świę­ta, każ­de­go dnia wspól­nie czy na pla­nie fil­mo­wym jest Anioł Pań­ski, każ­de­go dnia wszy­scy mło­dzi ludzie wraz z instruk­to­ra­mi mają przy­naj­mniej  dzie­siąt­kę różań­ca, każ­de­go wie­czo­ra są modli­twy wie­czor­ne. Więc moż­na pra­co­wać i bazo­wać na tym co jest naj­waż­niej­sze, bo ci mło­dzi ludzie opusz­cza­ją każ­de­go roku ten obóz, bez­sprzecz­nie zda­ją sobie spra­wę z war­to­ści tych pro­fe­sjo­nal­nych prze­ka­zów, któ­re dosta­li od nas plus od innych ludzi, fil­mow­ców, takich jak szwen­kie­rzy czy elek­try­cy, któ­rzy przy­cho­dzą ze sprzę­tem i poka­zu­ją pro­fe­sjo­nal­ny sprzęt fil­mo­wy, ale naj­waż­niej­sze jest to, że oni otrzy­mu­ją naukę tego, co jest naj­bar­dziej potrzeb­ne dla kogoś kto pra­cu­je w dzie­dzi­nie pięk­na, praw­dy, marzeń w pro­ce­sie budo­wa­nia prze­ka­zu nie tyl­ko dla kato­li­ków. Jest to dar, któ­rym mogą się póź­niej dzie­lić na każ­dym pla­nie fil­mo­wym, nie przez jakąś gło­śną ewan­ge­li­za­cję, ale daje im to spo­sób bycia na pla­nie, przez któ­ry odważ­nie mogą gło­sić swo­ją wia­rę nawet kosz­tem tego, że stra­cą pracę.

- Czy­li moż­na być kontrrewolucjonistą?

        – Trze­ba być kontr­re­wo­lu­cjo­ni­stą, dla­te­go że w zasa­dzie mój zawód jest już w 90%…

– Bo zda­rza­ją się takie fil­my, jak Unplanned?

        – Zda­rza­ją się takie fir­my, jak Unplan­ned, zda­rza­ją się takie fil­my jak Pas­sion of the Christ są ludzie jak Jim Cavie­zel są ludzie, jak Mel Gib­son, są inni ludzie.

        Ja jesz­cze przy­to­czę tutaj nazwi­sko moje­go kole­gi z Kra­ko­wa, Mir­ka Krzysz­kow­skie­go, któ­ry jest pre­ze­sem fun­da­cji Wia­ra i Praw­da, z któ­rym nakrę­ci­łem jego film, bo to film w jego reży­se­rii, w dużej mie­rze jego pro­duk­cji, jego reali­za­cji, jego mon­ta­żu,  bo jest bar­dzo zdol­nym czło­wie­kiem, ale są ludzie, też w Polsce.

– Ja bym pod­su­mo­wał naszą roz­mo­wę w ten spo­sób, że wła­śnie war­to być kontr­re­wo­lu­cjo­ni­stom, war­to żyć według zasad, któ­re się wyzna­je, nawet jeśli prze­gra­my, nawet jeśli nie odnie­sie­my suk­ce­su mate­rial­ne­go, war­to temu poświę­cić życie, bo war­to żyć dla wartości.

        – Ma innej dro­gi. Wiesz Andrze­ju, że ludzie, któ­rzy myślą ina­czej; wystar­czy spoj­rzeć na to jak się mają moi kole­dzy ope­ra­to­rzy obra­zu, jak się mają ich rodzi­ny, jak się mają ich mał­żeń­stwa, jeże­li kie­ru­ją się tym, co prze­ka­zu­ją nam wła­śnie te tak zwa­ne wła­dze, któ­re jak gdy­by są nad nami, jeśli cho­dzi o ten przemysł.

        Jeże­li czło­wiek się godzi na to, że wła­śnie będzie fil­mow­cem amo­ral­nym, no to wte­dy tak, będzie bar­dzo dużo pra­co­wał, ale będzie sie­bie nisz­czył, będzie nisz­czył swo­je dzie­ci, będzie nisz­czył cudze dzie­ci, nisz­czył wszel­kie poję­cie mał­żeń­stwa, wszel­kie poję­cie tego co jest dobre.

        Nie trze­ba dale­ko szu­kać, wystar­czy że jeże­li dzwo­ni pro­du­cent i jedy­ne pyta­nie do ope­ra­to­ra brzmi czy jesteś dostęp­ny czy masz czas na to żebyś przy­szedł nakrę­cił cokol­wiek, jeże­li fil­mo­wiec nie pyta się o czym to jest, jaki jest prze­kaz, jeże­li nie ma w ogó­le zro­zu­mie­nia, że moż­na bar­dzo łatwo gor­szyć ludzi, gor­szyć dzie­ci, likwi­do­wać w ogó­le poję­cie czło­wie­czeń­stwa, zezwie­rzę­cać po pro­stu ludzi i robić to napraw­dę z pre­me­dy­ta­cją, bo jesz­cze raz pod­kre­ślam, krę­ce­nie fil­mów nie odby­wa się przy­pad­ko­wo, na każ­dym pla­nie fil­mo­wym naj­mniej­szy dro­biazg naj­mniej­szy detal jest i widocz­ny i przygotowany.

        Dla­te­go też z bólem patrzy się nie raz jak się widzi obraz fil­mo­wy czy tele­wi­zyj­ny i natręt­nie, nachal­nie widzi się albo krzyż na ścia­nie, albo jakiś krzyż na wiel­kim łań­cu­chu u ban­dy­ty albo —  ja tutaj aż spi­sa­łem dokład­nie — jest sce­na gdzie jest para kobiet upra­wia­ją­ca nie­rząd, gdzie w tle na ścia­nie wisi wiel­ki krzyż.

        Tych prze­ka­zów jest masa, wła­śnie takich, gdzie pro­fa­nu­je się wia­rę, pro­fa­nu­je się Boga, pro­fa­nu­je się cokol­wiek, co ma coś wspól­ne­go z wia­rą chrześcijańską.

        Nigdy nie widzia­łem, żeby tak samo dzia­ło się, na przy­kład, z jaki­miś sym­bo­la­mi innej wia­ry, nie widzia­łem, żeby gdzieś w tle był jakiś znak maho­me­tań­ski, nie widzia­łem, żeby gdzie­kol­wiek był jakiś znak juda­izmu, nie widzia­łem, żeby gdzieś były jakieś ele­men­ty zwią­za­ne z hin­du­izmem czy z jaki­mi­kol­wiek inny­mi reli­gia­mi, bud­dy­zmem na przy­kład; zawsze, gdy poka­zy­wa­ny jest jaki­kol­wiek nie­rząd, jakie­kol­wiek bestial­stwo, jaka­kol­wiek wymyśl­na prze­moc, wkła­da się wte­dy sym­bo­le naszej wia­ry. Dla­cze­go wid­nie­je albo iko­na, albo krzyż, albo utoż­sa­mia się zło­czyń­cę, na przy­kład z sio­strą zakon­ną, albo z księ­dzem, dla­cze­go nigdy nie mam na przy­kład jakie­goś ima­ma, czy rabi­na, czy kogo­kol­wiek z innych religii.

        Na tym ma pole­gać tolerancja?!

        Na tym ma pole­gać różnorodność?!

        Jeże­li chce­my mieć róż­no­rod­ność pole­ga­ją­cą na tym, że przed­sta­wia się ludzi o innych bar­wach skó­ry i mówi się, że to jest róż­no­rod­ność, a trak­tu­je się ich po pro­stu, jak bydło, to zna­czy w tym sen­sie, że owszem mają inny kolor skó­ry, ale zacho­wu­ją się dokład­nie, jak pierw­szej maści mark­si­ści, a jeże­li czło­wiek ma jakieś inne poglą­dy, to te poglą­dy są dep­ta­ne, a robi się to napraw­dę bezpardonowo.

        Wymie­ni­łem kil­ka fil­mów, ale nawet nie dosze­dłem do pro­gra­mów dla dzie­ci i mło­dzie­ży, gdzie jest nie­nor­mal­ność, szy­der­stwo. To są pro­gra­my dla dzie­ci, nawet nie dla nasto­lat­ków, tyl­ko kie­ro­wa­ne do przed­szko­la­ków, nie ma po pro­stu żad­nych hamul­ców, żeby poka­zy­wać albo dziw­ność, albo wła­śnie robić fety­szy­za­cję  narzą­dów płcio­wych, albo poda­wać za nor­mal­ne jakieś aber­ra­cje sek­su­al­ne. Po pro­stu dopro­wa­dza się do tego w tej chwi­li że dzie­ci i mło­dzież są tak sek­su­ali­zo­wa­ne wła­śnie przez fil­my pro­du­ko­wa­ne tutaj, w Toronto.

– Dla dzie­ci młodzieży?

        – Dla dzie­ci i mło­dzie­ży. Nawet patrząc na fil­my, któ­re są nomi­no­wa­ny do nagród, jak Hotel Tran­sy­lva­nia dla dzie­ci What Lyci­dias Bene­ath, Hot­flush, wypie­ki, to jest pro­gram dla dzie­ci True and the Rain­bow King­dom, już nie mówię o na przy­kład takich pro­gra­mach, jak Cre­eped Out albo Uto­pia Falls, gdzie pro­mu­je się otwar­cie dla nasto­lat­ków Black Lives Mat­ter, Riot Girls, gdzie w zasa­dzie jest wszyst­ko; jest homo­sek­su­alizm, jest  wszel­kie­go rodza­ju gwałt; jest zupeł­ny  brak poję­cia jakiej­kol­wiek nor­mal­no­ści, trans­sek­su­alizm, dziw­ność, uto­pia, perwersja.

        Jeśli cho­dzi o fil­my  kie­ro­wa­ne dla mło­dzie­ży to już jest wszel­kiej maści nie­mo­ral­ność amo­ral­ność, wyob­co­wa­nie,  nihi­lizm, absurd, sata­nizm i demonizm.

         Bo to już nie cho­dzi o to, że przed­sta­wia­ne są ele­men­ty zła, by czło­wie­ka czy  mło­dą oso­bę, dziec­ko, trzy­na­sto­lat­ka ostrzec przed tym, tyl­ko poda­wa­ne jest to w for­mie cze­goś atrak­cyj­ne­go, cze­goś co może mło­de­go czło­wie­ka uwol­nić, oswo­bo­dzić go z naka­zów, przy­ka­zań, z opie­ki tego, co daje nam, powin­no nam dawać jakieś życie rodzin­ne, rodzi­ce, ale z dru­giej stro­ny, to co daje nam poczu­cie wstydu.

        Po pro­stu, nor­ma­li­zu­je się brak wsty­du. Bo już w zasa­dzie, jak wie­my, wśród doro­słych, ta nor­ma­li­za­cja poszła bar­dzo ale to bar­dzo dale­ko i w tej chwi­li już doro­słym daje się spo­kój, ale tutaj wzię­to się za młodzież .

        Tytu­ły są Nar­co­Le­ap, My Trans Jour­ney Canada’s Drag Race, Toge­ther­ness, Late Daters takie kpi­ny po prostu

        Jeśli cho­dzi o kome­die, to już jest tyl­ko mul­ti­kul­ti i ate­izm i to jest kwin­te­sen­cja glo­ba­li­zmu i neo­mark­si­zmu — to jest kome­dia kana­dyj­ska w tej chwili.

        Trze­ba wie­dzieć o tym, że jest inne spoj­rze­nie, ale ono kosz­tu­je. W momen­cie kie­dy ty dekla­ru­jesz się za czło­wie­ka, któ­ry nie zga­dza się z tym prze­ka­zem, jaki nakła­da na cie­bie film i tele­wi­zja w momen­cie kie­dy wyłą­czasz Net­flix — a tak powin­ni zro­bić ludzie, któ­rzy, gdy­by  zro­zu­mie­li kto pro­wa­dzi Net­flix i jakie ma zamia­ry Net­flix — to nie jest coś, co wie­le osób powie, dla­te­go że my pra­cu­jąc w tym zawo­dzie, nie mamy wie­lu opcji pro­duk­cyj­nych, tutaj z przy­kro­ścią stwier­dzam, że w zasa­dzie Kościół kato­lic­ki już bar­dzo daw­no prze­stał być mece­na­sem sztuki.

        Każ­dy prak­ty­ku­ją­cy kato­lik ubo­le­wa nad tym, że w tej chwi­li, żeby nawet mieć naj­mniej­sze wspar­cie do pro­duk­cji fil­mo­wej, czy tele­wi­zyj­nej czy takiej de fac­to nie­pod­le­głej, nie­ste­ty nie moż­na liczyć na Kościół kato­lic­ki i to jest bar­dzo przy­kre, bar­dzo bole­sne stwier­dze­nie, choć­by nawet pra­ca moich zna­jo­mych, któ­rzy pro­wa­dzą obóz kato­lic­ki dla mło­dzie­ży, czy choć­by fun­da­cja Wia­ra i Praw­da; jakie ogrom­ne kło­po­ty są, żeby stwo­rzyć naj­mniej­szą pro­duk­cję, a są ludzie, któ­rzy mają i zdol­no­ści i ludzie któ­rzy mają przy­go­to­wa­nie i wie­le lat sta­żu pra­cy i w momen­cie kie­dy chce­my się zwró­cić o pomoc nie po to, żeby to była jakaś daro­wi­zna czy jakieś żąda­nie finan­so­we takie, jak bar­dzo czę­sto i bar­dzo bez­wstyd­nie robi to arty­sta lewac­ki, bo żąda od rzą­du, żeby mu dać pra­cę nawet w cza­sie tych lock­dow­nów więk­szość arty­stów czu­je się, jak gdy­by im się nale­ża­ło wspar­cie od rzą­du, czy­li od cie­bie, od moich wszyst­kich zna­jo­mych, i tak dalej, ale to nie o to cho­dzi, tyl­ko stwier­dzam z przy­kro­ścią, że nawet w takiej archi­die­ce­zji, jak Toron­to gdzie jest to die­ce­zja napraw­dę zamoż­na, nie ma abso­lut­nie żad­ne­go wsparcia.

        Te kil­ka małych pro­duk­cji, w któ­rych uczest­ni­czy­łem tutaj, gdzie doko­op­to­wa­li­śmy gru­pę kato­li­ków, żeby coś zro­bić, no to było bez wspar­cia nasze­go kocha­ne­go Kościo­ła, ale tutaj trze­ba zauwa­żyć, że sam Kościół w Kana­dzie zmie­nił się już od tak daw­na, że nie spo­sób jest w tej chwi­li mieć nale­ży­te wspar­cie, dla­te­go szu­ka­my go nie­raz bar­dzo dale­ko albo po pro­stu za gra­ni­cą, a tutaj też cho­dzi o to, żeby nie ucie­kać zawsze z miej­sca na miej­sce, gdy sytu­acja jest pod­bram­ko­wa stąd takie zapro­sze­nie do oso­bi­stej modli­twy i do oso­bi­ste­go zasta­no­wie­nia się dla może słu­cha­ją­cych mnie gdzieś takich ope­ra­to­rów obra­zu czy innych fil­mow­ców, kato­li­ków, że bez tego powie­dze­nia „nie” nasze dzie­ci, a już bez wąt­pie­nia nasze wnu­ki, będą mia­ły bar­dzo, bar­dzo mało dobre­go czy praw­dzi­we­go do obej­rze­nia na ekra­nie. Tak że nadzie­ja jest w tym, że będzie jesz­cze gru­pa ludzi, dla któ­rych wła­śnie nie zaro­bek jest naj­waż­niej­szy, nie ta pozy­cja w eki­pie, czy w sys­te­mie pro­duk­cji, tyl­ko wła­śnie jakieś wła­sne poczu­cie tego, czym jest wia­ra. Nie zaczy­naj­my gdzieś od kogoś, nie będzie zmia­ny w tym prze­my­śle, jeże­li to tak nazwie­my, w tej całej machi­nie,  jeże­li nie będzie zmia­ny w poczu­ciu god­no­ści naszej wia­ry, w życiu osobistym.

– Dzię­ku­ję bardzo.