LEKCYA (Malach. roz­dział 3, wiersz 1—5).

        Tak powia­da Pan: Oto Ja posy­łam Anio­ła Moje­go, któ­ry przy­go­tu­je dro­gę przed obli­czem Mojem: a wnet przyj­dzie do kościo­ła Swe­go panu­ją­cy, któ­re­go wy szu­ka­cie i Anioł przy­mie­rza, któ­re­go wy chce­cie. Oto idzie! mówi Pan Zastę­pów. Któż będzie mógł myślą ogar­nąć dzień przyj­ścia Jego i któż się ostoi na widze­nie Jego; bo On jako ogień zle­wa­ją­cy i jako zie­le far­bier­skie: a usię­dzie wypa­la­jąc i wyczysz­cza­jąc sre­bro i wyczy­ści syny Lewi, i prze­ce­dzi je jako zło­to i jako sre­bro, i będą Panu ofia­ro­wać ofia­ry w spra­wie­dli­wo­ści. I spodo­ba się Panu ofia­ra Judy i Jeru­za­lem, jako dni wie­ku, i jako daw­ne lata.

EWANGELIA (Łuk. rozdz. 2. w. 22—33).

reklama

        Won­czas, gdy się wypeł­ni­ły dni oczysz­cze­nia Maryi według zako­nu Moj­że­szo­we­go, przy­nie­śli Jezu­sa do Jeru­za­lem, aby Go sta­wi­li Panu, (jako napi­sa­no w Zako­nie Pań­skim: Że wszel­ki męż­czy­zna, otwie­ra­ją­cy żywot, świę­tym Panu nazwa­ny będzie). A iżby odda­li ofia­rę wedle tego, co jest powie­dzia­no w Zako­nie Pań­skim, parę syno­gar­lic, albo dwo­je gołę­biąt. A oto był czło­wiek w Jeru­za­lem, któ­re­mu imię Syme­on; a ten był czło­wiek spra­wie­dli­wy i bogo­boj­ny, ocze­ki­wa­ją­cy pocie­chy Izra­el­skiej, a Duch świę­ty był w nim: i oznaj­mio­no mu było przez Ducha świę­te­go, że nie miał oglą­dać śmier­ci, ażby pier­wej oglą­dał Chry­stu­sa Pań­skie­go. I przy­szedł w duchu do kościo­ła. A gdy rodzi­ce wno­si­li Dzie­ciąt­ko Jezu­sa, aby za nie uczy­ni­li wedle zwy­cza­ju zakon­ne­go, on też wziął je na ręce swo­je, i bło­go­sła­wił Boga, i mówił: Teraz Panie pusz­czaj słu­gę Twe­go w poko­ju, według sło­wa Twe­go. Gdyż oczy moje oglą­da­ły zba­wie­nie Two­je, któ­reś zgo­to­wał przed oblicz­no­ścią wszyst­kich ludzi. Świa­tłość na obja­wie­nie pogan, i chwa­łę ludu Twe­go Izraelskiego.

 Jak już ze słów Pisma świę­te­go widzi­my, ist­nia­ło w Sta­rym Zako­nie pra­wo Moj­że­szo­we, według któ­re­go każ­da mat­ka była zobo­wią­za­ną, w czter­dzie­ści dni po naro­dze­niu chło­pię­cia sta­wić się w koście­le, aby przez kapła­na zostać oczysz­czo­ną a zara­zem zło­żyć ofia­rę dzięk­czyn­ną, skła­da­ją­cą się z baran­ka i gołę­bia. Ubo­gie mat­ki mogły dać na ofia­rę parę syno­gar­lic lub zwy­czaj­nych gołę­bi. Prócz tego prze­pi­sy­wa­ło pra­wo, aby każ­de­go pier­wo­rod­ne­go syna oddać do służ­by kościel­nej, lub jeśli­by nie nale­żał do poko­le­nia Lewi, za pew­ną sumę pie­nię­dzy go wyku­pić. Marya oby­dwom prze­pi­som uczy­ni­ła zadość, lubo do żad­ne­go z nich nie była zobo­wią­za­ną. Przy­by­ła w celu oczysz­cze­nia do Kościo­ła i zło­ży­ła z powo­du Swe­go ubó­stwa ofia­rę ubo­gich. Oczysz­cze­nia Marya nie potrze­bo­wa­ła, gdyż była naj­czyst­szą, Nie­po­ka­la­ną Dzie­wi­cą; nie potrze­bo­wa­ła też ofia­ro­wać Jezu­sa Bogu, bowiem On sam był Bogiem, mimo to zło­ży­ła na Jego okup pięć sze­lą­gów, czy­niąc to wszyst­ko z poko­ry i dla przy­kła­du, jak prze­pi­sy Kościo­ła sza­no­wać potrze­ba. — Ofia­ra zło­żo­na przez Syna i Mat­kę, w ich ser­cach się wte­dy odby­ła. Zaofia­ro­wa­niem tem bowiem zaczy­na Pan Jezus w świą­ty­ni ofia­rę Swo­je­go życia za nasze zba­wie­nie, któ­rą w cał­ko­wi­to­ści wyko­na aż na Kal­wa­ryi, a na zaofia­ro­wa­nie się na to, sama Go Mat­ka zanosi.

         Marya zawia­do­mio­na dokład­nie o wszyst­kich tajem­ni­cach tyczą­cych się nasze­go odku­pie­nia, zaofia­ro­wu­jąc Syna Swo­je­go Ojcu Przed­wiecz­ne­mu, zaofia­ro­wu­je Go nie­ja­ko na drze­wo krzy­żo­we. Moż­na powie­dzieć, iż Go wyku­pu­je tyl­ko na to, aby Go wyży­wić, i zdol­nym tego wiel­kie­go poświę­ce­nia się uczy­nić. Wszy­scy Ojco­wie Kościo­ła utrzy­mu­ją, że zło­ży­ła Go w ofie­rze naj­do­bro­wol­niej, prze­to nazy­wa­ją Ją Współ­od­ku­pi­ciel­ką rodza­ju ludz­kie­go, a świę­ty Bona­wen­tu­ra, te sło­wa, któ­re­mi świę­ty Paweł wyra­ża nie­zmier­ną miłość Boga do ludzi, sto­su­jąc do Najśw. Pan­ny, powia­da: Tak Marya umi­ło­wa­ła świat, iż za   zba­wie­nie ludzi Syna Swe­go wyda­ła. (Bonaw. Sp. B. 5).

Oczysz­cze­nie Naj­święt­szej Mat­ki Bożej.

         Któż pojąć zdol­ny, ile naj­lep­szą z matek, kosz­to­wać musia­ła taka ofia­ra! Nie tyl­ko już wte­dy wie­dzia­ła w ogól­no­ści, że Syn Jej naj­droż­szy ma poświę­cić życie Swo­je za nas, lecz widzia­ła w duchu, jak to tak­że utrzy­mu­ją Ojco­wie świę­ci, wszyst­kie szcze­gó­ły Męki i śmier­ci Jego. Skła­da­jąc dzi­siaj w ofie­rze Panu Bogu tę Boską Hostyę, roz­po­czy­na­ła już w tej chwi­li ofia­rę, któ­ra się śmier­cią Jezu­sa mia­ła zakoń­czyć. Nic też dziw­ne­go, że póź­niej mil­czą­ca sta­ła pod krzy­żem, gdy Syn Jej umie­ra, bo w tajem­ni­cy dnia dzi­siej­sze­go już Go na to poświęciła.

        W chwi­li gdy Naj­święt­sza Pan­na weszła do świą­ty­ni, znaj­do­wał się tam tak­że poważ­ny sta­rzec nazwi­skiem Syme­on, mąż spra­wie­dli­wy i boją­cy się Boga, od daw­na z upra­gnie­niem wyglą­da­ją­cy przyj­ścia Zba­wi­cie­la, któ­ry miał być pocie­chą jego naro­du. Duch świę­ty, któ­rym był napeł­nio­ny, upew­nił go, że nie umrze aż ujrzy Chry­stu­sa Pań­skie­go, i ten­że Duch św. zawiódł go pod tę porę do świą­ty­ni, oznaj­mia­jąc mu, że Marya była Mat­ką Bożą, a Dzie­cię, któ­re przy­nio­sła, obie­ca­nym Mesy­aszem. Wte­dy w unie­sie­niu miło­ści Bożej, wdzięcz­no­ści i świę­te­go wese­la, wziąw­szy Boskie nie­mow­lę na ręce, zawo­łał: „Teraz pusz­czasz Panie słu­gę Twe­go w poko­ju, według sło­wa Twe­go. Gdyż oczy moje oglą­da­ły zba­wie­nie Two­je, któ­reś zgo­to­wał przed oblicz­no­ścią wszyst­kich naro­dów, świa­tłość na obja­wie­nie poga­nów i chwa­łę ludu Twe­go Izra­el­skie­go.“ (Łuk. 2, 29—32). A do Maryi rzekł: „Oto ten poło­żo­ny jest na upa­dek i powsta­nie wie­lu w Izra­elu, i na znak, któ­re­mu sprze­ci­wiać się będą: i duszę twą wła­sną prze­nik­nie miecz, aby myśli z wie­la serc były obja­wio­ne.“ (Łuk. 2, 34—35).

        Gdy mąż Boży w ten spo­sób ogła­szał tajem­ni­ce odku­pie­nia, i zapo­wia­dał Maryi Jej udział w tem naj­więk­szem dzie­le miło­sier­dzia Boże­go, weszła do świą­ty­ni, w któ­rej zwy­kle prze­by­wa­ła, pew­na świę­to­bli­wa wdo­wa, mają­ca już ośm­dzie­siąt czte­ry lat wie­ku, imie­niem Anna, cór­ka Fanu­ela, sław­na w całej kra­inie żydow­skiej z daru pro­roc­twa i z świę­to­bli­we­go życia, jakie wio­dła od śmier­ci męża, a z któ­rym tyl­ko lat siedm miesz­ka­ła. Ujrzaw­szy Jezu­sa, Maryę i Józe­fa, prze­ję­ta temiż uczu­cia­mi świę­tej rado­ści, jak i Syme­on, odda­wa­ła tak­że chwa­łę Panu, i przed wszyst­ki­mi, któ­rzy ocze­ki­wa­li przyj­ścia Zba­wi­cie­la, roz­gła­sza­ła iż już On zstą­pił z Nie­ba na ziemię.

        Na pamiąt­kę tego ewan­ge­licz­ne­go wyda­rze­nia obcho­dzi Kościół świę­ty uro­czy­stość Oczysz­cze­nia Naj­święt­szej Maryi Pan­ny. Od kie­dy uro­czy­stość ta w Koście­le ist­nie­je, nie da się z całą pew­no­ścią wyka­zać, wia­do­mo tyl­ko, iż już w pierw­szem stu­le­ciu po Chry­stu­sie obcho­dzo­no ją w Jero­zo­li­mie. W Rzy­mie zapro­wa­dził ono świę­to Papież Gela­zy­usz roku Pań­skie­go 494, a w Kon­stan­ty­no­po­lu nato­miast cesarz Justy­nian w 541 roku.

        Przy dzi­siej­szej uro­czy­sto­ści, w koście­le poświę­ca­ją się świe­ce wosko­we. Czy­ni się to na pamiąt­kę słów, któ­re świę­ty Syme­on, wiel­ki kapłan, wyrzekł był, bio­rąc wte­dy Pana Jezu­sa na ręce i mówiąc, iż On sta­nie się świa­tło­ścią świa­ta całe­go. Świe­ce te, według przy­ję­te­go w Koście­le zwy­cza­ju, zapa­la­ne bywa­ją przy kona­ją­cych, aby przy­po­mi­na­jąc zaofia­ro­wa­nie się Pana Jezu­sa za zba­wie­nie ludzi, dopo­mo­gły przez to umie­ra­ją­ce­mu do pogro­mie­nia napa­dów złe­go ducha, z naj­więk­szą natar­czy­wo­ścią przy każ­dej śmier­ci na duszę ude­rza­ją­ce­go. Stąd też świe­ce te nazy­wa­ją Grom­ni­ca­mi, a uro­czy­stość dzi­siej­szą — świę­tem Mat­ki Boskiej Gromnicznej.

Nauka moral­na.

         Na Chrzcie świę­tym, kie­dy kapłan poda­je chrzest­nię­ciu gore­ją­cą świe­cę, mówi: „Weź­mij tę pło­ną­cą świe­cę, zacho­waj bez zma­zy przy­rze­cze­nie dane przy Chrzcie św., strzeż przy­ka­zań Boskich, abyś won­czas, gdy przyj­dzie na wiecz­ne wese­le, mógł wyjść prze­ciw nie­mu z wszyst­ki­mi Anio­ła­mi i Świę­ty­mi i otrzy­mać żywot wiecz­ny.“ Sło­wa te win­ni­śmy czę­sto roz­wa­żać i życie nasze do nich sto­so­wać. Na Chrzcie świę­tym ode­bra­li­śmy sukien­kę nie­win­no­ści z zale­ce­niem, aby­śmy jej żad­nym grze­chem nie spla­mi­li. Jesz­cze raz otrzy­ma­my z rąk kapła­na gore­ją­cą świe­cę, ale będzie to na łożu śmier­tel­nem. Oby­śmy i wten­czas jesz­cze mie­li na sobie taką samą sukien­kę, jak przy Chrzcie świę­tym! — Ile­kroć ujrzy­my na ołta­rzu pło­ną­ce świe­ce, przy­po­mnij­my sobie przy­rze­cze­nie dane na Chrzcie Św., a jeśli kto tak nie­szczę­śli­wy, że ową bia­łą sukien­kę grze­chem spla­mił, nie­chaj czem prę­dzej w Sakra­men­cie Poku­ty i Ołta­rza ją oczy­ści. — Świę­to Grom­nic czy­li Oczysz­cze­nia sta­wia nam przed oczy, jak win­ni­śmy być ule­gły­mi pra­wom Boskim i kościel­nym; Marya Swym przy­kła­dem wyraź­nie nam to poka­za­ła. Nie może być praw­dzi­wym słu­gą Maryi, kto Jej przy­kła­du nie naśla­du­je, a kto nie czci Maryi, nie może też mieć łaski u Boga. Marya zło­ży­ła ofia­rę Bogu, — prze­to dla miło­ści Boga tak­że win­ni­śmy zło­żyć ofia­rę. A jakąż to przedew­szyst­kiem ofia­rę zło­żyć win­ni­śmy? Oto wyrzuć­my z ser­ca złe namięt­no­ści, nało­gi i naro­wy, aby­śmy nigdy w grzech nie popa­dli. „Zacho­wy­wać przy­ka­za­nia i uni­kać wsze­la­kich grze­chów jest zba­wien­na ofia­rą.“ (Syr. 35, 2).

Modli­twa.

        Wszech­mo­gą­cy i wiecz­ny Boże! do miło­sier­dzia Two­je­go zano­si­my pokor­ne proś­by, a jak w dniu dzi­siej­szym Syn Twój jed­no­ro­dzo­ny, przy­oble­kł­szy cia­ło nasze, w świą­ty­ni został Ci ofia­ro­wa­ny, tak daj miło­ści­wie, żeby­śmy tak­że z grze­chów oczysz­cze­ni, Tobie całem ser­cem zaofia­ro­wać się mogli. Przez Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry kró­lu­je w Nie­bie i na zie­mi. Amen.

EWANGELIA (Łk 5, 1–11)

Cudow­ny połów ryb i powo­ła­nie apostołów

Sło­wa Ewan­ge­lii według Świę­te­go Łukasza

Pew­ne­go razu – gdy tłum cisnął się do Jezu­sa, aby słu­chać sło­wa Boże­go, a On stał nad jezio­rem Gene­za­ret – zoba­czył dwie łodzie sto­ją­ce przy brze­gu; ryba­cy zaś wyszli z nich i płu­ka­li sie­ci. Wszedł­szy do jed­nej łodzi, któ­ra nale­ża­ła do Szy­mo­na, popro­sił go, żeby nie­co odbił od brze­gu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

        Gdy prze­stał mówić, rzekł do Szy­mo­na: «Wypłyń na głę­bię i zarzuć­cie sie­ci na połów!» A Szy­mon odpo­wie­dział: «Mistrzu, całą noc pra­co­wa­li­śmy i nic nie uło­wi­li­śmy. Lecz na Two­je sło­wo zarzu­cę sie­ci». Sko­ro to uczy­ni­li, zagar­nę­li tak wiel­kie mnó­stwo ryb, że sie­ci ich zaczy­na­ły się rwać. Ski­nę­li więc na współ­to­wa­rzy­szy w dru­giej łodzi, żeby im przy­szli z pomo­cą. Ci pod­pły­nę­li; i napeł­ni­li obie łodzie, tak że się pra­wie zanurzały.

        Widząc to, Szy­mon Piotr przy­padł Jezu­so­wi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem czło­wie­kiem grzesz­nym». I jego bowiem, i wszyst­kich jego towa­rzy­szy w zdu­mie­nie wpra­wił połów ryb, jakie­go doko­na­li; jak rów­nież Jaku­ba i Jana, synów Zebe­de­usza, któ­rzy byli wspól­ni­ka­mi Szymona.

        A Jezus rzekł do Szy­mo­na: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wcią­gnąw­szy łodzie na ląd, zosta­wi­li wszyst­ko i poszli za Nim. Oto sło­wo Pańskie.