Na lewicy wojna o sztuczne „cycki” Young Leosi. Wywołał ją były aktywista żydowskiej organizacji młodzieżowej

        Przez dwa lata gospodarka zachodu była niszczona w ramach walki z rzekomymi konsekwencjami jedzenia nietoperzy przez Chińczyków, Unia Europejska w ramach walki z urojoną katastrofą klimatyczną zamierza cofnąć Polskę do epoki kamienia łupanego, na Ukrainie Rosjanie mordują kobiety i dzieci, a lewica w Polsce rozpoczęła bratobójczą walkę o sztuczne „cycki” Young Leosi.

        Lewicowa hierarchia ważności mnie nie dziwi. Lewicowość to zespół odmiennych stanów świadomości – przeważnie wywołanych, co szokujące, bez użycia alkoholu i substancji psychoaktywnych. Jest to niezwykle inspirujące, dla wszystkich pozbawionych wystarczających środków finansowych, że można bez wydawania pieniędzy na wódę i dragi tak odlecieć i brać urojenia za realia.

        Dodam też, że brzydzi mnie słowo cycki na określenie kobiecych piersi. Jednak taki wulgaryzm i prymitywizm, wpisuje się w lewicową taktykę demoralizacji poprzez szerzenie wulgarności i prymitywizmu przez lewicę i pseudo liberałów, która zaowocowała tym, że cały program antyPiS to „jebać PiS”.

        Lewicową wojnę o sztuczne „cycki” wywołał Janek Śpiewak, który skrytykował raperkę występującą pod pseudonimem Young Leosia za chwalenie się swoją operacją plastyczną. Jan Śpiewak to aktywista lewicowy. Syn Pawła Śpiewaka byłego dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego i Heleny Datner pracownicy ŻIH i byłej przewodniczącej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. Jan Śpiewak był zatrudniony w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, publikował w Kulturze Liberalnej, Krytyce Politycznej i we Wprost, był założycielem Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej (ŻOOM) i stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

        Będące powodem lewicowej wojny „cycki” należą do raperki o pseudonimie „Young Leosia”, czyli Sary Leokadii Sudoł. Obrończynią raperki i jej „cycków” jest lewicowa publicystka Maja Staśko, której tekst „Janku, odczep się od cycków Young Leosi” ukazał się na lewicowym portalu Krytyka Polityczna (który wspierał finansowo Soros).

        Maja Staśko potępiła na łamach Krytyki Politycznej Jana Śpiewaka za to, że swoją krytyką wpisał się w patriarchalną narrację odbierającą kobietą prawa decydowania o swoim ciele – od siebie dodam, że lewica uważa, że kobiety w ramach tego prawa mogą dokonywać aborcji, czyli zabić swoje dziecko (choć płód to inne ciało), ale nie mogą decydować czy chcą, czy nie chcą, by im wstrzykiwano (według starych definicji) nieprzebadane, niepotrzebne i potencjalnie szkodliwe dla zdrowia preparaty związane z jedzeniem nietoperzy przez Chińczyków.

        Obrona raperki przez lewicową publicystkę była dla Mai Stańko okazją do krytyki lewaków, którzy krytykowali robotnice za robienie sobie co rano makijażu (czyli uleganie presji kapitalistycznego przemysłu kosmetycznego), zamiast krytykować, kapitalistów za wyzysk robotników. W swoim artykule lewicowa publicystka pytała czemu „facetom przeszkadza, co kobiety robią ze swoim czasem i kasą?”. Dla lewicowej publicystki tacy lewicowcy to papierowi feminiści. Od siebie dodam, że szkoda, że lewicowcy nie martwią się tym, że władze poprzez podatki odbierają ludziom możliwość wydawania swoich własnych pieniędzy – lewicowców martwi to, że kapitalizm a nie biurokracja zmusza.

        Z artykułu lewicowej publicystki wynika, że to system kapitalistyczny zmusza kobiety do robienia makijażu – kapitalizm tak nie terroryzuje facetów, którzy malować się nie muszą. Malowania od kobiet ma wymagać system. Zdaniem lewicowej publicystki „kobiety muszą »wyglądać«, nawet kiedy pracują na równi z mężczyznami – mimo że zabiera im to czas i pieniądze z wypłat, choć wypłaty średnio mają niższe niż mężczyźni.”. Od siebie dodam, że gender i transeksualizm, też chce zmusić facetów do makijażu – więc lewica powinna być wroga tej patologi, a nie ją wspierać.

        Dla lewicowej publicystki wyśmiewanie kobiet przez uprzywilejowanych byciem facetami lewaków (papierowych feministów) pod szyldem walki z kapitalizmem to „wycieranie sobie twarzy walką z kapitalizmem, by zwyczajnie (i seksistowsko, i klasistowsko) pogardzać ludźmi, to coś, czego nie cierpię u części lewicy, zwłaszcza tej bananowo-warszawskiej”. Lewicowa publicystka uważa, że należy krytykować kapitalizm bez atakowania kobiet. Z artykułu lewicowej publicystki można się też dowiedzieć, że krytykowanie robotnic za makijaż „to dokładnie to samo, co robią fitnesski szejmujące nas za rzekomo zbyt grube ciała i żerujące na naszych kompleksach”.

        Dla lewicowej publicystki „to, co zrobił Janek Śpiewak i co robią codziennie jemu podobni, to zwykłe ocenianie kobiet za ich suwerenne decyzje dotyczące ciała. Bo zrobiłyśmy sobie piersi albo makijaż”. Zdaniem lewicowej publicystki „niech Śpiewak krytykuje system tworzący ludzkie kompleksy i żerujący na nich – ale nie kobiety”. W opinii lewicowej publicystki Śpiewak zaatakował „znacznie młodszą od siebie dziewczynę, która nie zrobiła nikomu nic złego”, by zdobyć popularność w internecie. Śpiewak przez lewicową publicystkę został też skrytykowany za to, że w ramach skrytykowany za atak na „cycki” zaczął upubliczniać wyznania kobiet – zdaniem lewicowej publicystki takie „robienie ze szczerych wyznań kobiet usprawiedliwienia dla swojego chujowego zachowania przez mężczyznę – to Himalaje hipokryzji”.

        W opinii lewicowej publicystki „chęć panowania nad kobiecymi ciałami właściwa jest raczej skrajnej prawicy, która chce pozbawić nas możliwości decydowania o swoim ciele, zakazując aborcji. Albo neoliberałom, którzy udają, że nie widzą pracy reprodukcyjnej, przez co kobiety wykonują w domach nieodpłatnie drugi etat. Niestety, niechęć do kobiet – czy to bezrefleksyjna, zautomatyzowana, czy cyniczna i dla zasięgów – łączy pomiędzy podziałami politycznymi. Panowie z każdej opcji politycznej mogliby się spotkać i pośmieszkować z tych żałosnych pracownic fizycznych, które malują się na rano do pracy, albo z tych sztucznych lal z warami-obciągarami i cycami jak melony. […] Wywoływanie winy w kobietach to ulubione hobby niektórych panów”.

        Lewicowa publicystka swój artykuł zakończyła apelem do złych samców – „przestańcie nam włazić do łóżek, w cipki i w cycki, jeśli nie macie naszej zgody”. Szkoda, że lewica, nie chce przestać włazić ludziom do portfeli, szkół, kultury, i wszystkich dziedzin, które doskonale poradziły by sobie bez państwa i samorządu, biurokratów na usługach lewicy, wysokich podatków i szkodliwych przepisów, syfu jakim lewica postanowiła wpędzić nas w nędze i zniewolenie.

Jan Bodakowski