Czy Woło­dia Putin wiel­kim wodzem jest? A kogo na wodzow­ski tron wyno­szą gów­nia­rze i na pod­sta­wie jakich kryteriów?

Że co, że rakie­ty pana cara demo­lu­ją Ode­ssę, roz­szar­pu­ją cia­ła nie­mow­ląt i ich matek, że żoł­da­cy zacho­wu­ją się gorzej od zwie­rząt, to zaraz musi być wiel­ki wódz? Chy­ba w Kon­go za Con­ra­da (“Jądro ciem­no­ści”). Czy za Ossen­dow­skie­go w Afry­ce pod­zwrot­ni­ko­wej (“Wśród czar­nych”). I fak­tycz­nie dla gówniarzy.

reklama

LOTERIA EUROPEJSKA

        Mówię przez to, że bez­przed­mio­to­we sta­ło się ana­li­zo­wa­nie, czy Rosja pod­pa­li Euro­pę, czy może car Putin zre­zy­gnu­je z zaba­wy zapał­ka­mi. Przed dwo­ma mie­sią­ca­mi dokład­nie. Mało tego. Jak się wyda­je, już nawet nie pamię­ta­my, że wspo­mnia­ną kwe­stię mie­li­śmy zwy­czaj roz­trzą­sać wcze­śniej, cały­mi deka­da­mi. Nicze­go się nie nauczy­li­śmy? Reto­rycz­ne pyta­nie. Histo­ria nicze­go nas nie uczy. Histo­ria nie jest dome­ną naro­du, zamiesz­ku­ją­ce­go obszar Euro­py roz­cią­gnię­ty od Odry i Nysy po Bug, od Bał­ty­ku do Tatr, od ujścia Świ­ny po szczyt Roz­sy­pań­ca. Naj­wy­raź­niej, sko­ro dla odmia­ny, teraz mar­nuj­my czas na jało­we roz­wa­ża­nia, czy Rosja zde­cy­du­je się pod­pa­lić świat.

Świat już pło­nie, kolej­ne ogni­ska ujaw­nia­ją się jak Zie­mia dłu­ga, sze­ro­ka, okrą­gła i prze­ra­żo­na, a poten­cjal­ni stra­ża­cy sprze­cza­ją mię­dzy sobą o zakres kom­pe­ten­cji, meto­dy roz­wi­ja­nia kiszek (w bran­żo­wym slan­gu “kisz­ki” to węże stra­żac­kie), kształt i kolor orze­chów (tu: heł­my stra­żac­kie), czy koniecz­ność uży­wa­nia fla­szek (tu: butle z powie­trzem). Kon­cen­tru­ją się więc na deta­lach. Co nadziei w nikim wzbu­dzać nie może, więc i wzbu­dza nie­spe­cjal­nie. “Codzien­nie set­ki tysię­cy Ukra­iń­ców budzi się ze stra­chem, czy nad ich domy nie nad­la­tu­ją rosyj­skie samo­lo­ty, a w Euro­pie lote­ria. Raz zapo­wiedź moc­niej­szych sank­cji, następ­ne­go dnia gło­sy, by nie prze­sa­dzać. Putin pod­pa­lił całą Ukra­inę, a Euro­pa zasta­na­wia się, czy koc gaśni­czy wystar­czy” – to wypo­wiedź Mate­usza Mora­wiec­kie­go z dru­gie­go kwietnia.

ROZUMIEJĄC ROSJĘ

        Traf­na para­le­la. Bo Unia Euro­pej­ska dzi­wu­je się Puti­no­wi. Unia Euro­pej­ska obu­rza się na Puti­na. Unia Euro­pej­ska Puti­na potę­pia. Unia Euro­pej­ska nakła­da sank­cje gospo­dar­cze na Rosję. Niem­cy wysy­ła­ją Ukra­inie heł­my i pan­cer­ni­ki. Prze­pra­szam, pan­cer­fau­sty. Część z nich podob­no nawet dzia­ła. Ale surow­ce ener­ge­tycz­ne, przede wszyst­kim gaz, Niem­cy od Rosji kupu­ją i będą kupo­wać, i pła­cić będą, choć­by pła­cząc. Ana­li­ty­cy Bun­des­ban­ku oce­ni­li, że embar­go na gaz kosz­to­wa­ło­by każ­de­go oby­wa­te­la Nie­miec trzy euro dzien­nie, a nie­miec­ki PKB obni­żył­by się o co naj­mniej pięć pro­cent, pro­wa­dząc do naj­głęb­szej rece­sji od cza­sów po II woj­nie świa­to­wej. Jak to w jed­nym z wywia­dów ujął kanc­lerz Scholz: “Embar­go na rosyj­ski gaz nie zakoń­czy woj­ny w Ukra­inie, za to dopro­wa­dzi do kry­zy­su w Euro­pie i utra­ty miejsc pra­cy przez milio­ny ludzi”. Ani chy­bi bliź­niak men­tal­ny kanc­le­rza Schröde­ra wyszedł z aktu­al­nie panu­ją­ce­go. “Rus­slan­dver­ste­her” (rozu­mie­ją­cy Rosję). Tocz­ka w tocz­kę, by tak rzec.

        Z kolei pierw­sza sekre­tarz Komi­sji Euro­pej­skiej Ursu­la von der Ley­en zazna­cza, że przy­go­to­wy­wa­ne są nowe sank­cje prze­ciw­ko Rosji, pakiet numer sześć czy tam sie­dem, mają­ce objąć sek­to­ry ban­ko­wy i ener­ge­tycz­ny. Co świat na to? Świat na to odwra­ca się ple­ca­mi do Euro­py, kon­cen­tru­jąc wzrok na pro­ble­mach pt. bliż­sza koszu­la… – i tak dalej. Ja zaś cze­kam, kie­dy kró­lo­wa Urszu­la uda się po rozum do gło­wy kolej­ny raz, by tym razem nie wró­cić bez nicze­go, na pusto.

WARIAT Z MŁOTEM

        Wów­czas ode­tchnę z ulgą. Ewen­tu­al­nie. Ale nie wcze­śniej. Ponie­waż rów­nie zasad­nie, co rachun­ki nie­miec­kie, przy­to­czyć moż­na inne sza­co­wa­nia, rów­nie moc­no prze­ma­wia­ją­ce do wyobraź­ni: od 24. lute­go Unia Euro­pej­ska zapła­ci­ła Rosji za surow­ce ener­ge­tycz­ne 38 miliar­dów dola­rów, nato­miast pań­stwa wcho­dzą­ce w skład Unii Euro­pej­skiej zade­kla­ro­wa­ły pomoc woj­sko­wą dla Ukra­iny o łącz­nej war­to­ści 1,5 miliar­da euro. Jeśli to nie jest for­ma kon­ty­nu­acji nie­miec­kiej “Ost­po­li­tik”, jako­by skom­pro­mi­to­wa­nej doszczęt­nie po najeź­dzie Rosji na Ukra­inę, to co to jest?

        Tak czy siak, świat dzi­siej­szy przy­po­mi­na wie­ko­wy sys­tem wodo­cią­go­wy, w któ­rym grze­bie wariat, usi­łu­ją­cy prze­pro­wa­dzić mody­fi­ka­cje przez same­go sie­bie wymy­ślo­ne. Czy raczej wyśnio­ne. W tym wymia­nę rur bez odci­na­nia wody i przy pomo­cy jed­ne­go narzę­dzia, mia­no­wi­cie pneu­ma­tycz­ne­go mło­ta. Kto­kol­wiek ma za sobą doświad­cze­nia z remon­tem sta­rej insta­la­cji wod­nej, ten wie, czym gro­zi – a gro­zi oczy­wi­ście zala­niem – naru­sze­nie wie­ko­we­go zawo­ru w sie­ci pod ciśnie­niem. Czy tam inne­go przy­łą­cza. Wia­do­mo: dana woda, napo­ty­ka­jąc na otwór czy­li szcze­li­nę, wypły­wa. Praw fizy­ki pan nie zmie­nisz i nie bądź pan gołąb. Czy tam głąb. Czy jakoś podobnie.

        Jed­na­ko­woż oka­zu­je się, że poza głą­bem z mło­tem, wyro­ili się na naszej nie­szczę­śli­wej pla­ne­cie “spe­cja­li­ści” roz­ma­itej pro­we­nien­cji i kon­du­ity, niczym wio­sną w Borach Tuchol­skich trasz­ki, kuma­ki, ropu­chy, rze­kot­ki i wszyst­kie inne żaby, moż­li­we i nie­moż­li­we. Wyro­ili się i niczym ropu­chy skrze­czą, a każ­dy suge­ru­je, że pora naj­wyż­sza zająć się tra­cą­cym wydol­ność sys­te­mem wodo­cią­go­wym – ale tym własnym.

RZEPKA ZA RZEPKĄ

        Tym mię­dzy USA a Chi­na­mi, powiedz­my. Tym mię­dzy Chi­na­mi a Taj­wa­nem, dodaj­my. Tym mię­dzy Paki­sta­nem a India­mi, tym mię­dzy Izra­elem a Ira­nem – żeby wymie­nić jedy­nie sys­te­my naj­ob­szer­niej­sze. Tam dziu­ra goni dziu­rę, ciśnie­nie rośnie, wyro­jo­ne niczym tuchol­skie ropu­chy na wio­snę gołę­bie z mło­ta­mi, czy tam głą­by, znaj­du­ją jakąś rzep­kę każ­dy sobie wła­sną, uru­cha­mia­ją sprzęt i zabie­ra­ją się do skro­ba­nia. Pre­cy­zyj­niej: zabio­rą się. Do rycia ścian wsze­la­kich się wezmą, kata­stro­fę w ska­li glo­bu zosta­wia­jąc kwe­stii cza­su. Zaś na oko­licz­no­ściach wska­za­nych wyżej, euro­pej­ską grę roz­gry­wa Rosja.

Pró­ba pod­po­rząd­ko­wa­nia sobie Gru­zji w roku 2008 nie powio­dła się, ale już dwa lata póź­niej sku­tecz­nie wyeli­mi­no­wa­no znacz­ną część odra­dza­ją­cej się eli­ty inne­go pań­stwa, od wie­ków skłó­co­ne­go z Rosją. Okres 2010–2014, sfi­na­li­zo­wa­no zaję­ciem Kry­mu i wznie­ce­niem zawie­ru­chy na wscho­dzie Ukra­iny. Kreml uznał, że chce (i że potra­fi), cała resz­ta zaś to już tyl­ko kon­se­kwen­cje owej posta­wy. W tym rów­nież to, co dzie­je się w Euro­pie (i z Euro­pą) dzisiaj.

        Idź­my dalej. Autor­stwo powie­dze­nia o Rosji, posia­da­ją­cej tyl­ko dwóch sojusz­ni­ków, to jest armię i flo­tę, przy­pi­su­je się caro­wi Alek­san­dro­wi III. Jak bar­dzo wyglą­da dziś rosyj­ska armia, a tak­że skąd wyglą­da, dzień w dzień poka­zu­ją media. Flo­ta rosyj­ska nie wyglą­da wca­le i to rów­nież niko­go nie dzi­wi, boć w samej rze­czy trud­no wyglą­dać jak­kol­wiek, na boku, ple­cach czy gło­wie leżąc gdzie­kol­wiek, a tym bar­dziej na dnie Morza Czar­ne­go. Stąd dzi­siej­szy pan car musiał­by przy­go­to­wać nową listę: wykre­ślić z niej flo­tę i armię, a wpi­sać krem­low­skie służ­by spe­cjal­ne. Oraz Repu­bli­kę Fede­ral­ną Nie­miec. To są dwa beto­no­we fila­ry Rosji współ­cze­snej od ćwierć­wie­cza. Z fun­da­men­ta­mi w bol­sze­wii, sta­li­ni­zmie oraz post-sowiec­ko­ści z lat 1984–1991.

NATRĘCTWO KOMPULSYWNE

        Ze stro­ny euro­pej­skiej te same fila­ry poma­ga­ły wzno­sić Niem­cy, wcie­la­jąc w życie poli­ty­kę cywi­li­zo­wa­nia bar­ba­rzyń­cy za pomo­cą han­dlu z bar­ba­rzyń­cą. Prze­ko­na­nie, że Rosja nie zagra­ża Euro­pie, ponie­waż Euro­pa pła­ci Rosji za gaz, to nawet nie jest to, w co Niem­cy wie­rzą. To nie­miec­kie zało­że­nie fun­da­men­tal­ne, wręcz aksjo­mat poznaw­czy, któ­re­go trzy­mać się będą, idąc w zapar­te nie­za­leż­nie od fak­tów wska­zu­ją­cych, że z “Ost­po­li­tyk” zosta­ły zglisz­cza. Co w prak­ty­ce ozna­cza doma­ga­nie się od Rosji zmia­ny para­dyg­ma­tów poli­tycz­nych wyłącz­nie w sfe­rze wer­bal­nych deklaracji.

        Pani Euro­pa dekla­ru­je tym­cza­sem jed­ność. Pani Euro­pa jed­no­ścią chcia­ła­by być – i moim zda­niem moż­na tej kobie­cie wie­rzyć. Że chcia­ła­by. Dla­cze­go zatem Euro­pa nie potra­fi być taką, jaką szcze­rze być pra­gnie? Powo­dów zasad­ni­czych tego sta­nu rze­czy jest parę, a wspo­mnia­ną wyżej posta­wę Nie­miec uznać wypa­da za przy­czy­nę fun­da­men­tal­ną. Zaiste Niem­cy, nadal nie­do­sta­tecz­nie napom­po­wa­ne gospo­dar­czo jak na kon­fron­ta­cję ze świa­tem, od daw­na prze­ko­na­ne pozo­sta­ją o swo­jej war­to­ści dla całej Euro­py, na Sta­rym Kon­ty­nen­cie kon­se­kwent­nie dążąc do hege­mo­nii. Władz­two gospo­dar­cze i poli­tycz­ne nad środ­ko­wą i wschod­nią Euro­pą to rodzaj nie­miec­kiej myśli natręt­nej, “idee fixe”. To natręc­two kom­pul­syw­ne, powie­dział­bym moc­niej, wyma­ga­ją­ce pil­ne­go lecze­nia. Roje­nie hory­zon­tal­ne. Coś w tym rodza­ju w każ­dym razie, sko­ro odda­la­ją­ce się tym bar­dziej, im bar­dziej Niem­cy usi­łu­ją marze­nie ziścić. Ale tak czy owak, roje­nie sta­no­wią­ce pod­sta­wę współ­cze­snej idei paneu­ro­pej­skie­go “zjed­no­cze­nia” – nie­waż­ne czy nazwie­my to Mit­te­leu­ro­pą (od Trie­stu po Lwów), Czwar­tą Rze­szą (wia­do­mo), Mit­te­leu­ro­pą plus (Triest-Lwów i kawa­łek dalej, po Kijów i do Dnie­pru daj­my na to).

SILIKON I BRECHANIE

        Cze­go­kol­wiek Niem­cy nie bre­cha­ją, o czym­kol­wiek nie plo­tą i jakich­kol­wiek słów uży­wa­ją w służ­bie wła­snych idei, aku­rat tę jed­ną, ideę współ­pra­cy opar­tej o rów­no­rzęd­ność, przy­trzy­mu­ją na wyso­ko­ści bio­der i tyl­ko tak zamie­rza­ją ją trak­to­wać. W tym rów­nież wyda­ją się kon­se­kwent­ni – do bólu tych nacji euro­pej­skich, któ­re nie­miec­kich aspi­ra­cji nie rozu­mie­ją. Lub rozu­mie­ją opatrz­nie. Lub nie chcą rozu­mieć wca­le. Przy­po­mnij­my zatem, dla zapa­mię­ta­nia, co z per­spek­ty­wy Sta­re­go Kon­ty­nen­tu chy­ba naj­waż­niej­sze: pani Euro­pa chcia­ła­by sta­no­wić jed­ność i powin­ni­śmy tej kobie­cie wie­rzyć. Wsze­la­ko, kto zamie­rza przy­tu­lać się do roz­dę­te­go biu­stu owej damy, zara­zem nie dostrze­ga­jąc w nim wypeł­nia­cza w posta­ci sili­ko­nu “made by Ger­ma­ny”, ten sam sobie swo­ich roz­cza­ro­wań winien będzie.

        Jak mówi kla­syk, sytu­acja wyglą­da na roz­wo­jo­wą. Przy czym “roz­wój” ozna­cza w tym wypad­ku regres. Cywi­li­za­cyj­ny, aksjo­lo­gicz­ny, gospo­dar­czy – każ­dy wybie­rze sobie co zechce, bo dobrze już było. Nigdy dotąd za nasze­go życia, nowo­cze­sność z postę­pem nie zwi­ja­ły się tak dyna­micz­nie jak dziś. Znacz­nie szyb­ciej niż przed laty asfalt zwi­jał na noc soł­tys Wąchoc­ka. Dowód: część ofi­cjal­ną wizy­ty czte­rech głów państw unij­nych w Kijo­wie, państw zagro­żo­nych bez­po­śred­nio agre­sją Rosji, szef pre­zy­denc­kie­go Biu­ra Poli­ty­ki Mię­dzy­na­ro­do­wej Jakub Kumoch pod­su­mo­wał sło­wa­mi: “Pre­zy­den­ci Pol­ski, Litwy, Łotwy i Esto­nii obej­rze­li świat, któ­ry naro­dom wokół pro­po­nu­je Rosja. Nie ma na to słów”.

Ależ są, są. Nawet na to co widzie­li na Ukra­inie wspo­mnia­ni pano­wie, znaj­dą się odpo­wied­nie sło­wa. Czło­wiek sło­wa znaj­du­je na wszyst­ko, w koń­cu po to je wymyślił.

RUSSKIJ MIR

        Co Rosja i rosyj­skie hor­dy ofe­ru­ją naro­dom Euro­py i świa­tu całe­mu? Odpo­wiedź: Rosja i jej hor­dy pro­po­nu­ją naro­dom Euro­py i świa­tu całe­mu “ruski pokój”. Takie sło­wa mogą być? Mogą i są, choć przy­wo­ła­ny ter­min to oksy­mo­ron. Figu­ra reto­rycz­na, łączą­ca sło­wa o prze­ciw­staw­nych zna­cze­niach. Wyraz inte­lek­tu­al­nej tępo­ty. Bo sko­ro pokój “ruski”, to prze­cież nie “pokój”? Ruski pokój to żywy trup. Czy tam cie­pły lód. To lite­ra­tu­ra współ­cze­sna czło­wie­ka pier­wot­ne­go. Czy też – to z kolei jeden z mych ulu­bio­nych oksy­mo­ro­nów – fone­ty­ka fil­mu nie­me­go. I tak dalej, i tak dalej.

        Ruski pokój, czy­li, w języ­ku czło­wie­ka cywi­li­zo­wa­ne­go, cier­pie­nie, łzy, krew i śmierć. I wywóz­ki – nie wie­dzieć ilu, nie wie­dzieć dokąd. I wszyst­kie inne zbrod­nie. Pale­nie zwłok, by zbrod­nie ukryć. Gwał­ty. Mor­do­wa­nie dzie­ci. Wią­za­nie rąk, strza­ły w tył gło­wy – i tak dalej, i tak dalej. Ruski pokój to trwa­łe pod­po­rząd­ko­wa­nie dowol­nej spo­łecz­no­ści krem­low­skiej hoło­cie, raz na zawsze, od uro­dzin do zgo­nu. Wia­do­mo: Kreml zawsze miał (wciąż ma) pro­blem z gra­ni­ca­mi. Nie wie, dokąd się­ga, albo­wiem “od zawsze” skła­nia się ku bar­ba­rzyń­skie­mu prze­ko­na­niu, że się­ga tam, gdzie choć­by raz stąp­nie but moskiew­skie­go żoł­da­ka i aż tam dzia­ła­nia moskiew­skie­go żoł­dac­twa uspra­wie­dli­wio­ne są a prio­ri. Nie­za­leż­nie od rodza­ju tych działań.

Zatem: czy Wowa Putin może spo­pie­lić Zie­mię? Może. Nic inne­go nie czy­ni, a od dwóch mie­się­cy rze­czy­wi­ście pró­bu­je świat pod­pa­lić, zaczy­na­jąc od Euro­py. Jed­na­ko­woż po tych samych dwóch mie­sią­cach nie war­to pytać, czy rze­czy­wi­ście wiel­kim wodzem jest, bo w isto­cie jest, dla gów­nia­rzy. Wiem, już to mówi­łem, lecz kobie­ty nie­po­spo­li­te wypa­da hołu­bić, nie­zwy­kłe malo­wi­dła war­to stu­dio­wać, traf­ne fra­zy nale­ży powta­rzać. Więc.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z auto­rem: widnokregi@op.pl