Dzi­siej­sze prze­mó­wie­nie  Andrzej Dudy (całość tutaj)  było logicz­nym następ­stwem two­rzo­nej przez ostat­nie dwa mie­sią­ce atmos­fe­ry. Są 3 gru­py, któ­re kibi­cu­ją takie­mu sta­no­wi rze­czy, nie­za­leż­nie od ich róż­nic poglądowych. 

Pierw­sza gru­pa to sze­ro­ki obóz liberałów/globalistów. Dla nich Ukra­ino­po­lo­nia to speł­nie­nie marzeń o włą­cze­niu jesz­cze więk­szej rze­szy ludzi do neo­li­be­ral­nych sto­sun­ków gospo­dar­czych i do kul­tu­ry tęczo­we­go kapitalizmu.

To rów­nież istot­ny czyn­nik w ogól­nym poka­za­niu środ­ko­we­go pal­ca “homo­fo­bicz­ne­mu” i “nie­de­mo­kra­tycz­ne­mu” (co naj­mniej, ponie­waż lista inwek­tyw jest dłu­ga) Putinowi.

Reklama

Dru­ga gru­pa to sze­ro­ki obóz pol­skich pro­me­te­istów. Dla teo­re­ty­ków, jak i kibi­ców, Ukra­ino­po­lo­nia ozna­cza odbu­do­wę mocar­stwo­wo­ści Pol­ski, “powrót do korze­ni” i jakiś bli­żej nie­okre­ślo­ny, ale akcep­to­wal­ny, mul­ti­kul­tu­ra­lizm, koniecz­nie z chrze­ści­jań­ską ornamentyką.

Tu rów­nież klu­czem jest to, że po dru­giej stro­nie jest Rosja. Wszak Rosja dla tych ludzi jest uoso­bie­niem meta­fi­zycz­ne­go zła w swo­jej peł­ni. Dla­te­go jest ona wszyst­kim, co złe: sko­rum­po­wa­na, zbrod­ni­cza, komu­ni­stycz­na, bol­sze­wic­ka, impe­rial­na, brud­na, nie­kul­tu­ral­na itp. W skró­cie, żad­na ofia­ra, nawet ofia­ra z pol­skiej mono­et­nicz­no­ści, nie jest zbyt wiel­ka, aby prze­ciw­sta­wić się Bel­ze­bu­bo­wi. Myśle­nie? Zada­wa­nie pytań o sen­sow­ność takiej poli­ty­ki? Sprze­ci­wia­nie się z pozy­cji inte­re­su naro­do­we­go? Rze­czy abso­lut­nie niedopuszczalne.

Takie podej­ście per­fek­cyj­nie ilu­stru­je poniż­szy wpis na Wyko­pie. Sko­ro mono­et­nicz­ność była cechą PRL,  to w ramach wal­ki z Rosją,dekomunizacji i nie trau­ma­ty­zo­wa­nia Ukra­iń­ców koniecz­no­ścią asy­mi­la­cji, nale­ży ją odrzu­cić. Następ­nie może­my zbu­rzyć Pałac Kul­tu­ry, rzecz jasna.

Trze­cia gru­pa jest naj­cie­kaw­sza. For­mal­nie nie są ani libe­ra­ła­mi, ani pro­me­te­ista­mi, ale czyn­nik anty­ro­syj­ski (naczel­ny prze­jaw: total­na nega­cja PRL) jest tak głę­bo­ko w nich zako­rze­nio­ny  że raz pobu­dzo­ny, pozwa­la od cza­su do cza­su na coraz więk­szą ule­głość wobec ukra­ino­fil­skiej nar­ra­cji głów­ne­go nur­tu, a to z bra­ku mery­to­rycz­nych argu­men­tów, a to z powo­dów finan­so­wych, a czę­sto też ze zwy­kłe­go zaprzań­stwa. Nazwał­bym ich koniunkturalistami.

Wszyst­kich łączy ten sam ele­ment, a mia­no­wi­cie to, że po dru­giej stro­nie jest Rosja. Dla libe­ra­łów jej “homo­fo­bicz­ność”, dla pro­me­te­istów jej “impe­ria­lizm”, dla koniunk­tu­ra­li­stów doraź­ne korzy­ści z moż­li­wo­ści udo­wod­nie­nia, że “my prze­cież też potę­pia­my Putina”
pozwa­la­ją publicz­nie na gło­sze­nie coraz bar­dziej nie­do­rzecz­nych tez (w róż­nym stop­niu natę­że­nia, to trze­ba pod­kre­ślić) o koniecz­no­ści prze­kształ­ce­nia Pol­ski w jakieś hybry­do­we pań­stwo pol­sko-ukra­iń­skie z nega­cją Rosji wpi­sa­ną wręcz do konstytucji.

Michał Kru­pa

za twit­ter