Kon­wen­cja? I owszem, kon­wen­cja. Komen­tarz? W jed­nej chwi­li. Następ­nie kami­zel­ka kulo­od­por­na i hełm (sym­bo­licz­nie) na krót­ką podróż po Ukra­inie, po czym ponow­nie Pol­ska i pie­nią­dze pol­skich obywateli.

        Wła­ści­wie nie tyle pie­nią­dze, co defi­cy­ty z pie­niędz­mi zwią­za­ne. Ale naj­pierw cyta­ty z Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go: “Patrio­tyzm to nie tyl­ko emo­cja. To jest zobo­wią­za­nie do dzia­ła­nia. Do szcze­gól­nej bli­sko­ści. Do wspól­no­ty naro­do­wej zor­ga­ni­zo­wa­nej w pań­stwo. Dla nas taka wspól­no­ta musi być wspól­no­tą demo­kra­tycz­ną. Wspól­no­tą wol­nych oby­wa­te­li, któ­rzy wyła­nia­ją wła­dze”. Tak trze­ba mówić do naro­du? Naprawdę?

        A już pod­kre­śla­nie, że w 2021 roku “odda­no do użyt­ku” 235 tys. miesz­kań, to jest naj­wię­cej od nie­mal pół­wie­cza (od 1979 roku), nazwał­bym wprost chełpliwością.

reklama

TRĄBY I FANFARY

        Albo to: “Naród jest połą­czo­ny soli­dar­no­ścią. Soli­dar­ność wią­że się ści­śle ze spra­wie­dli­wo­ścią. A z kolei spra­wie­dli­wość z rów­no­ścią praw i obo­wiąz­ków”. Smut­ne, powta­rzam. Bole­sne. Albo to: “Obni­ży­li­śmy wiek eme­ry­tal­ny, zacho­wu­jąc zara­zem pra­wo pra­cy do 67. roku życia”. Aha, aha. Obni­ży­li, zacho­wu­jąc. Fan­fa­ry, zagrzmij­cie, grzmij­cie i grzmieć nie prze­sta­waj­cie. I wszyst­kie inne trą­by też.

        Ale żeby nie było. Posprzą­taj­my po kolei. Demo­kra­tycz­na wspól­no­ta wol­nych oby­wa­te­li, któ­rzy wyła­nia­ją wła­dze? Czy pre­zes Kaczyń­ski rze­czy­wi­ście nie orien­tu­je się, jak wyglą­da – fak­tycz­ny, nie dekla­ra­tyw­ny – pro­ces “wyła­nia­nia wła­dzy”? Gdy o man­da­cie par­la­men­ta­rzy­sty, a więc o zdo­by­ciu posa­dy posła, nie żad­na “wspól­no­ta” decy­du­je, lecz pre­zes tej czy innej par­tii, loku­jąc kon­fra­trów na odpo­wied­nich miej­scach listy wybor­czej? Ależ orien­tu­je się, bez wąt­pie­nia. W takim razie cze­mu mówi to, co mówi, uży­wa­jąc słów, któ­rych używa?

        Dalej: rów­ność praw i obo­wiąz­ków? Pod warun­kiem, że nale­żysz do któ­rejś z elit. Finan­so­wej, poli­tycz­nej, praw­nej… i tak dalej, i tak dalej. Dalej wiek eme­ry­tal­ny obni­żo­ny, zaś “pra­wo pra­cy do 67. roku życia” zacho­wa­ne. Czy­li obni­ży­li, zacho­wu­jąc. Łaskaw­cy: chcesz, to pra­cuj. To nie jest obni­ża­nie, to poniżanie.

        W mojej opi­nii, jedy­nie powszech­ne ogłu­pie­nie człon­ków wspól­no­ty, wyni­ka­ją­ce z powszech­ne­go sys­te­mu naucza­nia po pierw­sze, wraz z tre­su­rą medial­ną pod­trzy­mu­ją­cą po dru­gie, spra­wia, że nie­wie­lu dostrze­ga w pozor­nej wol­no­ści fak­tycz­ne­go okajdanienia.

RZESZÓW I OKOLICE

        Mówią nam o obni­ża­niu i pra­wie, jak­by maka­ro­nem uszy nam napy­cha­li. Czy tam nawi­ja­li na uszy. Żyje­my wszak we wspól­no­cie, któ­ra nie pozwa­la swo­im człon­kom pra­co­wać tyle ile chcą oraz tyle lat ile posta­no­wi­li, a do tego nie pozwa­la odkła­dać z zarob­ków na sta­rość tyle (i tam, i tak dłu­go), ile chcie­li­by. Spró­buj­cie, a zaraz zoba­czy­cie. Na wła­snym pro­gu zoba­czy­cie. Przed­sta­wi­cie­li władz wspól­no­ty naro­do­wej zor­ga­ni­zo­wa­nej w pań­stwo, wspól­no­ty wol­nych oby­wa­te­li, wyło­nio­nych w demo­kra­tycz­nych wyborach.

Albo to, na koniec: “Jeste­śmy bez­piecz­ni” – powia­da pre­zes Kaczyń­ski, co wyni­ka jako­by z fak­tu zdy­wer­sy­fi­ko­wa­nia dostaw surow­ców ener­ge­tycz­nych, zwłasz­cza gazu, a to dzię­ki gazo­cią­go­wi Bal­tic Pipe, dzię­ki wybu­do­wa­niu gazo­por­tu LNG w Świ­no­uj­ściu, pły­wa­ją­ce­go ter­mi­na­lu LNG w Gdań­sku, wresz­cie dzię­ki zisz­cze­niu pla­nów budo­wy pły­wa­ją­ce­go maga­zy­nu tegoż gazu. Rze­czy­wi­ście, sama dywer­sy­fi­ka­cja dostaw węgla powa­la na kola­na. Kolum­bia, Austra­lia, świat cały pada na kola­na, śląc węgiel i miał, pań­stwu posia­da­ją­ce­mu naj­więk­sze zło­ża węgla mię­dzy Bugiem a Oce­anem Atlan­tyc­kim. Ale mniej­sza z tym, zapy­tam ina­czej choć reto­rycz­nie: panie pre­ze­sie, czy pan wie, że nie dys­po­nu­je­my – że Pol­ska nie dys­po­nu­je – sku­tecz­nym sys­te­mem obro­ny prze­ciw­lot­ni­czej i prze­ciw­ra­kie­to­wej? Wyjąw­szy Rze­szów z oko­li­ca­mi? Wiem, że pan to wie. I dobrze pan wie, dla­cze­go Rze­szów, a nie War­sza­wa, Świ­no­uj­ście czy Trójmiasto.

TKNIĘTE BATEM

        Ot, żałość. W spra­wach naj­waż­niej­szych dla pań­stwa – myślę o zapew­nie­niu wspól­no­cie bez­pie­czeń­stwa w każ­dym z moż­li­wych wymia­rów, tyl­ko wodo­spad słów, oku­ta­nych w celo­fan pija­ru oraz, powiem: nie­spe­cjal­nie wiel­gach­na bie­głość, w “sztu­ce zdo­by­cia i utrzy­ma­nia wła­dzy”. Kon­wen­cja? Zwra­cam się z uprzej­mą proś­bą o pode­sła­nie kil­ku­dzie­się­ciu metrów kwa­dra­to­wych kur­ty­ny. Czy kota­ry. Czy tam zasło­ny. Zasło­ny mil­cze­nia. Epo­ka skur­ty­nie­nia trwa.

        Podob­na w cha­rak­te­rze zasło­na, tu powie­dział­bym nawet: całun, przy­da­ła­by się obser­wu­ją­cym medial­ny spek­takl zaty­tu­ło­wa­ny “Woj­na na Ukra­inie”. Kon­kre­ty za tydzień, dziś nie­co uwag, nazwij­my je roz­bie­go­wy­mi. Euro­pa albo­wiem nie robi dla Ukra­iny wszyst­kie­go, co dla Ukra­iny zro­bić mogła­by. Pro­sto z mostu: Euro­pa nie robi wszyst­kie­go co mogła­by zro­bić dla oca­le­nia inte­gral­no­ści tery­to­rial­nej Ukra­iny. A nie robi, ponie­waż nie chce. A nie chce, mię­dzy inny­mi, gdyż ewen­tu­al­na prze­gra­na Rosji, nie wspo­mi­na­jąc o “fina­li­za­cji rosyj­skie­go pro­jek­tu impe­rial­ne­go”, ozna­cza­ła­by regres gospo­dar­czy dotych­cza­so­wych euro­pej­skich potęg, regres na ska­lę dotąd nie­wy­obra­żal­ną. Stąd naj­więk­sze i naj­moc­niej­sze z unij­nych gospo­da­rek, Niem­cy i Fran­cja, zacho­wu­ją się niczym kro­wy na pastwi­sku. Tknię­te batem, to jest pyta­ne o Ukra­inę, spo­ro i gło­śno ryczą, ale ów ryk nie­wie­le mle­ka daje.

        Z dru­giej stro­ny Rosja nie robi wszyst­kie­go, by Ukra­inę znisz­czyć. Han­de­łe, han­de­łe, moż­na powie­dzieć, wciąż i od nowa, i cią­gle, i ponow­nie: sta­re, dobre handełe.

JEDNOŚĆ W PRAKTYCE

        Czy też, bo to samo powie­dzieć daje się zwięź­lej: wojen­ko, wojen­ko. A w tle wojen­ki – roz­mo­wy. No jak­że. Dobrze jest poroz­ma­wiać sobie o waż­nych spra­wach, w sta­ran­nie dobra­nym towa­rzy­stwie. Godzi­nę i dwa­dzie­ścia minut towa­rzy­szy­li sobie, to zna­czy roz­ma­wia­li, pan car Putin z panem pre­zy­den­tem Fran­cji oraz panem kanc­le­rzem Nie­miec. Mniej­sza z tym, co kanc­lerz i pre­zy­dent wyło­ży­li caro­wi. Nad­mia­rem akty­wów żaden z nich nie grze­szy. Za to pan car zdą­żył wyło­żył roz­mów­com jak kozom jakimś na gra­ni­cy Ida­ho z Wyoming wykła­da się paszę, ostrze­ga­jąc, że kon­ty­nu­owa­nie dostaw bro­ni na Ukra­inę oka­że się prze­ciw­sku­tecz­ne, do tego dzień po dniu sta­jąc się coraz bar­dziej ryzy­kow­ne. Nie dla Rosji. Dla państw Zacho­du “futru­ją­cych” Ukra­inę bro­nią i amunicją.

        “Znaj­du­je­my się na kon­ty­nen­cie euro­pej­skim i potrze­bu­je­my wspar­cia zjed­no­czo­nej Euro­py” – powta­rza tym­cza­sem pre­zy­dent Zełeń­ski, zauwa­ża­jąc, że sil­ny, zjed­no­czo­ny Zachód tak napraw­dę nie ist­nie­je real­nie, co widać choć­by po bra­ku jed­no­ści w spra­wie wnio­sków Fin­lan­dii i Szwe­cji o przy­ję­cie obu tych kra­jów do NATO. Prze­ma­wia­jąc onli­ne na Świa­to­wym Forum Eko­no­micz­nym, sobie i Ukra­inie nie pozo­sta­wił w tym zakre­sie złu­dzeń: “Nasza ogrom­na prze­wa­ga nad Rosją była­by wte­dy, gdy­by­śmy byli napraw­dę zjed­no­cze­ni. Czy taka jed­ność ist­nie­je w prak­ty­ce? Nie widzę jej”.

        Przy­znaj­my: nie on jeden nie widzi, i przy­znaj­my: zbyt nie­wie­lu widzi. Jak jest.

WARTOŚCI ZAGUBIONE

        War­to zauwa­żyć przy oka­zji, że na tym samym forum, pre­mier Mora­wiec­ki dorzu­cił swo­je, tym razem cięż­ko ważą­ce, trzy gro­sze: “Ska­la okru­cień­stwa, jaką odkry­to w Buczy, Irpie­niu i innych ukra­iń­skich miej­sco­wo­ściach, powin­na euro­pej­skie eli­ty szo­ko­wać. Jeśli nie szo­ku­je, to zna­czy, że war­to­ści fun­da­cyj­ne dla Euro­py jak wol­ność i ele­men­tar­na spra­wie­dli­wość zosta­ły gdzieś zagubione”.

        “Skon­cen­truj­my się na tym, jak poka­zać Rosji jej miej­sce w sze­re­gu” – napi­sał z kolei na Twit­te­rze mini­ster spraw zagra­nicz­nych Ukra­iny. Póki co, to Rosja poka­zu­je Ukra­inie jej miej­sce: przed 24. lute­go Rosja­nie oku­po­wa­li oko­ło sied­miu pro­cent ukra­iń­skie­go tery­to­rium. Dziś oku­pu­ją trzy razy wię­cej, mia­no­wi­cie jed­ną piątą.

        Wra­caj­my na nasze podwór­ko i zgod­nie z zapo­wie­dzią weź­my do rąk finan­se więk­szo­ści Pola­ków. Ostroż­nie pro­szę – wia­do­mo, infla­cja – bo to jaj­ko pęka już na całym obwo­dzie i kata­stro­fa tuż, tuż, a bez cie­nia ryzy­ka popeł­nie­nia błę­du moż­na powie­dzieć, że port­fe­le więk­szo­ści Pola­ków ewo­lu­ują w kie­run­ku: “Za prąd nie zapła­cić, dziec­ku od ust odjąć, może recep­ty nie wykupić?”.

        Rzą­dzą­cy roz­kła­da­ją na to ramio­na, sze­ro­ko, a wyma­chu­ją nimi jesz­cze sze­rzej i ener­gicz­niej, jak­by odpę­dza­li natręt­ne muchy czy tam inne koma­rzy­ce, po czym wyma­wia­ją się woj­ną na Ukra­inie oraz infla­cją w USA. Plus dwo­ma dzie­siąt­ka­mi innych przy­czyn, gdzieś tam. A poza tym ostat­nią taką infla­cję mie­li­śmy przed ćwierć­wie­czem, więc w sumie gadać nie ma o czym, a tym bar­dziej powo­dów nie ma, by zaraz tale­rze tłuc. Weź­ta sobie coś na przy­trzy­ma­nie. Czy co tam bie­rze­cie sobie w podob­nych okolicznościach.

LOT POMIDORÓW

        Zara­za z tymi niby poli­ty­ka­mi, niby dobrej zmia­ny. Czy tam zamia­ny. Prze­ma­wia­ją i prze­ma­wia­ją, część z nich nawet dba o język, o siłę argu­men­tów, o reto­ry­kę i rytm, wspo­mnia­ne ele­men­ty wypró­bo­wu­jąc przed lustrem i gło­śno. Żad­ne zdzi­wie­nie, gdy potra­fią samych sie­bie uznać za wznio­ślej­szych od Cypria­na Kami­la Nor­wi­da i prze­ni­kliw­szych od Wil­lia­ma z Szek­spi­ro­wa. A do tego dow­cip­nych niczym Pako­siń­ska Kata­rzy­na w kąpie­li. Potem dzi­wią się, jed­na z dru­gą, i pierw­szy z trze­cim, sły­sząc gwiz­dy. Czy też widząc ple­cy pota­ki­wa­czy. Wresz­cie, obser­wu­jąc lot zmie­rza­ją­cych w ich stro­nę pomidorów.

        Ale to nic. To w dru­giej kolej­no­ści, to potem. Gdy usta­wić już jak nale­ży sie­bie, swo­ich naj­bliż­szych bliż­szych i dal­szych, nie wyłą­cza­jąc tłu­mu totum­fac­kich, wów­czas każ­dy głu­pi pomi­dor da się prze­żyć. Prze­bo­leć. Pła­wie­nie w becz­ce kon­cen­tra­tu pomi­do­ro­we­go nawet, a co tam. Eli­tę nad­wi­ślań­ską albo­wiem infla­cja obcho­dzi o tyle, o ile zże­ra im oszczęd­no­ści, lecz o “bie­żącz­kę” mar­twić się nie muszą. Upo­sa­że­nie posłów i sena­to­rów się­ga trzy­na­stu tysię­cy zło­tych mie­sięcz­nie, brut­to, do tego docho­dzi die­ta. Przed rokiem upo­sa­że­nie naszych naj­uko­chań­szych przed­sta­wi­cie­li, dla sie­bie i dla całej resz­ty sta­no­wią­cych pra­wo, wzro­sło o ponad 4 tys. zło­tych. Infla­cja? Prze­pra­szam, jaka inflacja?

O wspo­mnia­ną bie­żącz­kę mar­twią się nato­miast przed­sta­wi­cie­le ludu pra­cu­ją­ce­go miast i wsi. To zja­wi­sko zro­zu­mia­łe. Mar­twią się, bo muszą. Jak­że ina­czej dało­by się kla­sę panu­ją­cą obsłużyć?

DYNAMIKA I ŚMIETNIKI

        Stąd coraz moc­niej się mar­twią i coraz czę­ściej. Ktoś musi mar­twić się o takie rze­czy, no nie? Więc.

        “Super Express” son­du­je więc temat waka­cji (“bada­nie prze­pro­wa­dzo­no 24–25 maja na gru­pie 1062 doro­słych Pola­ków”). Czy w tym roku stać panie i panów respon­den­tów na urlop wyjaz­do­wy? Sześć­dzie­siąt pro­cent pyta­nych odpo­wia­da: nigdzie nie poje­dzie­my. Ba. Już co czwar­ty oby­wa­tel III RP nie posia­da gro­sza oszczęd­no­ści. Lite­ral­nie: jed­ne­go gro­sza. Żyją z dnia na dzień. Kolej­na ćwiart­ka popu­la­cji dys­po­nu­je oszczęd­no­ścia­mi pozwa­la­ją­cy­mi prze­żyć, uwa­ga: dwa tygo­dnie. Potem zosta­ją im śmiet­ni­ki plus żebra­nie? Cen­tral­ny Ośro­dek Infor­ma­cji Gospo­dar­czej podał, że co roku oko­ło 5.000 osób decy­do­wa­ło się na zgło­sze­nie wnio­sku o upa­dłość kon­su­menc­ką. W roku 2020 było ich dwa razy wię­cej. Z kolei w roku 2021 wzię­ło sobie i upa­dło ponad 18.000 osób. Nie­zła dynamika?

        Gdzie tam. Dyna­mi­ka dopie­ro się roz­krę­ca. Co mie­siąc wnio­ski o upa­dłość kon­su­menc­ką skła­da aktu­al­nie oko­ło tysią­ca osób. Pół set­ki dzien­nie. W grud­niu licz­ba wnio­sków prze­kro­czy zapew­ne pięć­dzie­siąt tysię­cy. To jest dopie­ro per­spek­ty­wa. W każ­dym razie lawi­no­wo przy­by­wa takich, któ­rzy nie widzą inne­go wyj­ścia niż ogło­sze­nie upa­dło­ści. “Ban­kru­tu­je i pani pra­cu­ją­ca na kasie, i pre­zes spół­ki. Zda­rza­ją się nie­wy­pła­cal­ni praw­ni­cy i urzęd­ni­cy skar­bo­wi” – mówi mece­nas pro­wa­dzą­cy kan­ce­la­rię praw­ną, nie mogą­cą już opę­dzić się od postę­po­wań upa­dło­ścio­wych. I tym gorz­kim pod­su­mo­wa­niem skończymy.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z auto­rem: widnokregi@op.pl