GONIEC: Ojcze Jacku, gratulacje i podziękowania, bo rzeczywiście chyba trudno jest być kapłanem w dzisiejszych czasach; jak z dzisiejszej perspektywy ojciec patrzy na własne powołanie? Bo 30 lat temu  była inna sytuacja i inna atmosfera na świecie, a dzisiaj kapłaństwo to prawdziwe wyzwanie.

O. Jacek Cydzik – No cóż, jest to wyzwanie, chociaż, wtedy, kiedy ja wstąpiłem do seminarium to był rok 86. To była komuna w Polsce, czyli sytuacja miała też swoje, delikatnie mówiąc, niedomagania. Ten czas drugiej połowy lat 80 tych w Polsce to był czas beznadziejności; wielu  po prostu wyjeżdżało, inni zostali wypędzeni przez komunę, jeszcze inni robili co mogli…

        Ja się akurat związałem bardziej z parafią, z Kościołem, z ruchem oazowym i tu się gdzieś te ideały tworzyły. No i kapłaństwo, pierwsze lata to człowiek miał jakieś takie idealne wyobrażenie, ale potem życie, te ideały tak trochę sprowadzało do rzeczywistości. Dopiero jak się tę drogę przechodzi, poznaje się co to jest prawda, co to jest kapłaństwo, co to znaczy od strony posługi sakramentalnej, konfesjonał, Msza święta i też od strony pracy z ludźmi, posługi ludziom. Człowiek się ciągle tego uczy i ciągle to poznaje.

        Spotykałem się potem na swojej drodze też z takimi sytuacjami, że ludzie niejako jakby z zewnątrz Kościoła, bo byłem przez trzy lata katechetą w szkole podstawowej, oni właśnie takimi stereotypami, wyobrażeniami o księdzu operowali, a gdy ten ksiądz przyszedł do szkoły, do pokoju nauczycielskiego, to się okazało, że pewne rzeczy się nie zgadzają, bo ksiądz chodził w dżinsach, w butach jakichś takich innych. Począwszy od takich szczegółów, a skończywszy na głębszych rzeczach, że ksiądz jest człowiekiem, który wierzy w Pana Boga, który ma  powołanie, żeby innych też do Boga prowadzić, często niewierzących, zagubionych czy nawet czasami wrogich Kościołowi.

        Sytuacja dzisiaj jest inna. Są inne trendy na świecie,  chociaż o tych samych korzeniach. Ideologia pustoszy ludziom umysły i serca, ale Ewangelia jest ciągle ta sama.

        Wszystko zależy, jak na to spojrzymy, bo gdybyśmy spojrzeli od strony świata, to w pierwszych wiekach chrześcijaństwa mamy zastępy męczenników, którzy za wiarę są zabijani. Później mamy taki skrótowy, przegląd średniowiecze, renesans i tak dalej.

        Ale powiedzmy sobie szczerze, pytanie ilu ludzi chodziło do Kościoła? Ilu wierzyło? Owszem, były, jakieś zwyczaje mocniejsze i tak dalej, ale przecież to były też wieki wojen i konfliktów. A gdybyśmy popatrzyli od drugiej strony, to Ewangelia jest ciągle ta sama. Ciągle powstają ludzie zwykli, święci, wielcy, którzy jednak to światło w ciemności błędu ludzkiego rzucają.

   – No właśnie chciałem o to zapytać, bo to były czasy końca komunizmu,  Kościół był prześladowany. Widzimy, co się z księdzem Blachnickiego stało, założycielem Ruchu Oazowego, a jednak miał siłę duchową i wszystkim się wydawało, że ta siła duchowa jest dana raz na zawsze.

    A dzisiaj czy Polska i Polacy nie wymagają reewangelizacji, podobnie jak coraz częściej społeczeństwa zachodnie?

– Moim zdaniem, to myśmy się zagapili po 89 roku, gdy zachłysnęliśmy się wszyscy wolnością i wykorzystywali ją na różnych płaszczyznach, wolność gospodarcza taka czy inna, dorabianie się, poprawianie sobie życia. To są jak najbardziej dobre działania, ale z drugiej strony, nie zabezpieczyliśmy czegoś, co jest fundamentem, podstawą.

        Przykład: Dzisiaj rozpoczynamy Tydzień Biblijny. Pytanie, co my mamy teraz? Jak my możemy dojść do tych zastępów ludzi młodych, którzy wchodzą w świat i zupełnie nie znają tego kontekstu, bo nie czytali, nie znają Biblii, nie czytają jej, nie rozumieją jej? I teraz możesz wyjść na ambonę z najpiękniejszym wzniosłym kazaniem,  z tym, że to do wielu ludzi po prostu nie dociera, bo oni tego nie rozumieją. Bo nie mają tej podstawy.

        Nie wiedzą, co to jest w ogóle Kościół, kojarzą go z jakąś instytucją bardziej, powiedzmy z filmów, jakichś horrorów czy innych. Egzorcysta, jakieś  bajki duchowe. A życie idzie swoją drogą. I w tę pustkę wkracza współczesna  ideologia, która w wielu wypadkach demoluje młodzież, demoluje te młode pokolenia.

        Gdy był ruch księdza Blachnickiego, oazy.  To od 60 lat do lat 80 tych było w Polsce bardzo silne. I wychodziły pokolenia. Owszem, to nie było też idealne, prawda? Ale wśród tych pokoleń, które wchodziły, było wielu takich ludzi, którzy jednak mieli tę podstawę wiary, wartości, o których mówimy, czyli ta uczciwość, sprawiedliwość i jakieś poświęcenie się dla innych. Te ideały jednak się zakorzeniły. Pytanie jakie są dzisiaj ideały ludzi młodych?

– No właśnie, czy to nie jest tak, że napełniły się ludziom w Polsce portfele, spełniły się te wszystkie doczesne, materialne pragnienia, ludzie mają samochody, dobrze im się powodzi, ale coraz częściej wkracza duchowa pustka. I  tutaj Kościół powinien i księża powinni przychodzić z pomocą?

– No tak, Kościół, księża tak, ale Kościół to jesteśmy my wszyscy, prawda? I teraz pytanie, w ilu domach jest Biblia, w ilu domach ona jest otwierana, czytana. Ilu ludzi analizuje sobie tę historię biblijną? Dla ilu ludzi to jest żywe? Owszem, dlatego też powstało Radio Maryja, żeby to się działo na co dzień.

        Cała ta działalność propagandowa przeciwko Radiu Maryja, Telewizji Trwam, była po to, żeby ludzie tego nie słuchali i żeby mieli o tym złe zdanie. Iluś tam zostało przy tych mediach, ale ciągle jest, to za mało. My ciągle musimy się angażować, bo Kościół to nie są tylko biskupi i księża.

– Każdy z nas powinien mówić o tym wszystkim dookoła.

        – O to chodzi. Pytanie co się stało z naszymi chrześcijańskimi obyczajami, że w Polsce były możliwe takie rzeczy na tak wielką skalę, przekręty, mafie VAT-owskie, jakieś inne rzeczy.

        Czy teraz, kiedy z jednej strony bardzo wielu ludzi się zaangażowało, okazało ten gest solidarności z Ukraińcami, ale była też ogromna grupa ludzi, takich wpływowych, którzy się na tym dorobili, bo nagle przekręty były na zbożu.

        Ja nie wchodzę w politykę, kto do jakiej partii należał, ale gdzie tu jest to chrześcijaństwo?

        Co się liczy? Uczciwość, jakaś solidarność, czy właśnie złodziejstwo? Nachapanie się, napełnienie tego portfela już nie wiem którego, 5 czy 10? Po co?

        Tu jest to pytanie co serwujemy młodym ludziom, jak myśmy dali się jakby obezwładnić, odrzeć z naszych pięknych skarbów jak Mickiewicz, Sienkiewicz, Słowacki, Norwid. Co my mamy dzisiaj za język? Proszę włączyć telewizor. Tłumaczenia filmów, w polskim tłumaczeniu ociekają przekleństwami. Gdzie jest to piękno polskiej mowy? Gdzie jest nasza wzniosłość, nasze ideały, marzenia o Polsce itd.

        Jest ciągle prowadzona taka polityka jakby takiego upodlania nas, tworzenia z nas takiego narodu prymitywnych, płaskich ludzi, a my jakoś niepostrzeżenie to przyjmujemy. Jak gąbka to wchłaniamy.

        A gdy ktoś wyjdzie, jak Jan Paweł II  z wielkim przesłaniem i tak dalej, to dzisiaj niektórzy mówią, a może tak nie było, a może rzeczywiście coś tam się stało. I my się dajemy sami rozmywać, rozmiękczać.

        Dlatego wydaje mi się, że trzeba zacząć od tego, co do chrześcijan kiedyś wołał św. Augustyn, a my możemy do Polaków mówić; poznajcie swoją godność, to kim jesteście – to jest już coś.

        Powrót historii do szkół, powrót tej wielkiej literatury, a nie to, że Sienkiewicz jest nudny czy Mickiewicz jest niezrozumiały, czy coś tam. Nie, na tym trzeba się wychowywać, ale o tym trzeba czytać, to o tym trzeba wiedzieć po prostu, bo to jest nasz kontekst kulturowy.

        Biblia, bo przecież tych wieszczów, wielkich pisarzy bez Biblii nie do końca zrozumiemy. Dlatego mówię, to są wszystko naczynia połączone. A myśmy jakoś tak przez ostatnie 30 lat bezwiednie dali się z tego po prostu oskórować .

        I teraz kim jesteśmy? Tu  jest dziś ten problem.

– Z serca bardzo dziękuję. Dziękuję za te słowa, dziękuję za posługę tych 30 lat, bo myślę, że właśnie kapłani są w tym momencie, w tym czasie historii jednym z tych fundamentów, na których Polskę, polskość trzeba i można odbudowywać. Powinniśmy szukać wielkości Polski i wiedzieć, że zawsze byliśmy wielcy.

– Także dziękuję. Wszystkiego dobrego, Szczęść Boże!