Wczoraj wieczorem wykonałem nareszcie pracę u podstaw, od dawna już ją planowałem. Pomyślałem sobie, a niech tam, zaniosę kaganek oświaty pod podhalańskie strzechy. Dyskretnie, żeby otwarty płomień nie wzbudził krytyki Grety T. i na tyle ostrożnie, żeby słoma na dachu nie zajęła się od niego ogniem.

        Chłopów w gospodzie było ze dwudziestu, żywo dyskutowali o krągłościach Maryni. Tej co tutaj w weekendy serwuje piwo niemieckie i mówi nawet po francusku, (bo jeszcze niedawno w Lyonie pracowała jako menager tamtejszej restauracji, bo młode Francuzki nie potrafiły do trzech kufli zliczyć), więc z nieskrywanym zadowoleniem skonstatowałem, że jest już u nas prawie jak na zachodzie i konwencja otwartej debaty publicznej spotka się z powszechną akceptacją. Widać, że demokracja u nas już okrzepła.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

        Wiadomo, że w cywilizowanym świecie dyskutuje się wyłącznie o sprawach ważnych i fundamentalnych dla współczesnego świata – o parytetach, równościach i klimacie globalnym, ale zastany przy stole temat także mnie zainteresował, a nawet do tego stopnia wręcz wciągnął, że dorzuciłem parę swoich błyskotliwych uwag do dyskusji, a także kilka groszy na kolejki jasnego płynu.

        Starałem się dyskutować rozważnie i chociaż dyskusja w szybkim tempie rozkręcała się schodząc na poziom  szczegółowy,  starannie omijałem temat kształtów Jaśka. Uznałem bowiem, że na początku trzeba pójść na pewne kompromisy. Poza tym Jasiek siedział przy sąsiedniej ławie i bałem się odrzucenia i braku szacunku wobec mojej osoby, nie tylko przez niego ale co gorsze, przez wszystkich pozostałych uczestników dyskusji, tym bardziej, że ławy biesiadne wyglądały na ciężkie i wykonane z twardego drewna.

        Intuicyjnie wyczułem brak utrwalenia zachodniej otwartości w doborze tematów. Na wszystko przyjdzie pora – pomyślałem. Wprawdzie sieć drogowa gęsto pokrywa już nasz kraj, ale ścieżki biegnące na zachód Polski wciąż należą do tych najbardziej kamienistych. Tak niestety jest w górach. Poza tym skromna reprezentacja przedstawicieli różnych preferencji nie pozwalałaby na wyciąganie z dyskusji wniosków zgodnych z aktualnym stanem wiedzy gender studies.

        Z nauką są tutaj jeszcze na bakier, chociaż może to i dobrze, bo jakże taka szkoła, dajmy na to w Bukowinie Tatrzańskiej, mogłaby konkurować z czołowymi, kalifornijskimi uczelniami, gdzie kadra dobierana jest starannie poprzez wyznaczenie procedur zabraniających zatrudniania naukowców WYŁĄCZNIE na podstawie merytorycznej oceny ich osiągnięć? Pamiętam, że w naszych szkołach też tak kiedyś było i nauczyciele mogli uczniowi “podciągnąć” ocenę z matematyki, jeśli mu nie “wyszło” rozwiązanie zadania, a nauczyciel widział, że uczeń bardzo się starał.

        Na kalifornijskich uczelniach przynajmniej wiadomo o co naukowcy muszą się starać, jeśli nie mają kierunkowych wyników. Niestety u nas nastąpił regres, a tam jest znaczny postęp. Zostawiam jednak tę kwestię na boku, bo na “prawdziwą” edukację też przyjdzie odpowiedni moment.

        Po czwartym kuflu piwa z trudem starałem się przekierować ożywioną dyskusję na postępowe tory. Tematu nikt nie chciał zmieniać ze względu na nie wyczerpanie bieżącego. Wiadomo, był to temat obszerny.

        W końcu jednak, wzorując się na wrażliwości jaką niedawny “Król Europy” zdobył na brukselskich salonach, wybełkotałem konsyliacyjnie: “Królami życia jesteście!, chlejecie, bijecie i pracą się nie kalacie za te wszystkie czternastki i pięćsetki, dość z rozdawnictwem!”. Walnąłem nawet pięścią w blat ławy dla podkreślenia wagi problemu.

        Wszyscy obrócili w moją stronę głowy, na chwilę zapanowała kompletna cisza. Czyli zaproszenie do debaty przyjęli! Brukselska pedagogika wstydu działa!

        Tylko Jasiek gwałtownie się podniósł, szurając przy tym stołkiem, ale zaraz usiadł, kiedy usłyszał, że ja nie z Warszawy “ino tutejszy”, więc nie mam zamiaru obrażać bez powodu.

        Przystąpiłem do uświadamiania. Mówiłem o europejskich wartościach, o zlewaniu się narodów w jedno europejskie państwo, o przestrzeganiu praworzadności i zasad demokracji, o równości płci, gustów i idei, o wolnej aborcji i przymusowej eutanazji, aż w końcu zaatakowałem rozdawnictwo prowadzące do degradacji ekonomicznej i społecznej.

        “Od nowego roku nie bierzcie pieniędzy, tylko na dzień dziecka możecie się napić! Po pracy oczywiście!”. Wtedy zobaczyłem w ich oczach błysk zrozumienia, już wiedziałem, że ideologicznie zaczynam wygrywać, że już wkrótce zmieni się ich mentalność i postrzegana hierachia wartości, zachodnia demokracja i praworządność zwyciężą ostatecznie!

        Jeszcze tylko kilka prelekcji uświadamiajacych, a zrodzi się nowy tolerancyjny, postępowy, bezpłciowy i internacjonalistyczny człowiek na Podhalu – nowy “Goralenvolk”. Przekroczą wtedy granicę prowincji, staną sią prawdziwie rozumni, a kiedy zerwą z głów i podepczą w błocie moherowe kapelusze z koralikami staną się świadomymi obywatelami świata! Na końcu wygonią proboszcza z parafi.

        Byłem pijany tym osiągnięciem. W głowie mi szumiało, a nogi uginały się pod ciężarem ogromu sukcesu.

        Za dwa tygodnie wybieram się znowu do karczmy kontynuować pracę u podstaw. Niestety dopiero za dwa tygodnie, bo tyle czasu według lokalnych lekarzy potrzebuję na rekonwalescencję po fatalnym upadku. Jak twierdzą świadkowie zdarzenia, kiedy krótko po północy opuszczałem karczmę nieszczęśliwie potknąłem się o próg drzwi wejściowych i upadłem plecami na ciupagę. Jak to się tutaj mówi, wypadki czasami chodzą po ludziach, gdy opatrzność na nami nie czuwa.

w.