Okazuje się, że “Linia Zygfryda”, która w porywach miała przebiegać wzdłuż wschodniej granicy Polski z Białorusią i Rosją, wzdłuż granicy litewsko-rosyjskiej, łotewsko-rosyjskiej i estońsko-rosyjskiej, skurczyła się do rozmiaru “Wału Tuska”, zwanego inaczej “Linią Imaginota”. Będą tam i smocze zęby i fortalicje i bagna i Moczary – a gdzieniegdzie Kępa – jak mawiano za pierwszej komuny – a wszystko to ma dać pierwszy i ostatni wstręt nieprzyjacielowi.

“Nie oddamy ani centymetra” – tak brzmi w krótkich, żołnierskich słowach, doktryna wojenna naszej niezwyciężonej armii. Trudno powiedzieć, czy mamy do czynienia z postępem w stosunku do doktryny wojennej z koszmarnych czasów sanacji, kiedy to mieliśmy nie oddać “ani guzika”. I słusznie – bo z całego kraju guzik nam został. Jak tam będzie z centymetrem – tego jeszcze nie wiemy, bo nie wiemy, co w tym czasie będzie robiła nasza niezwyciężona armia.

Akurat w tydzień po ogłoszeniu przez premiera Donalda Tuska koncepcji “Wału”, w niemieckim tygodniku “Der Spiegel” ukazała się publikacja, według której nasza niezwyciężona armia już wkrótce zostanie wysłana na Ukrainę, bo tamtejsze mięso armatnie jest już na wykończeniu.

Zgłosił się co prawda jakiś wyrokowiec, podejmując się ukradzenia ruskiego czołgu, ale ukraińskie czynniki państwowe nie są pewne, czy powinny mu wierzyć. A co, jeśli wykorzysta on okazję, by przejść na ciemną stronę Mocy, gdzie żaden wyrok na nim nie ciąży? Obciach będzie niesamowity, a w tej sytuacji czyż nie lepiej kazać naszej niezwyciężonej armii, by zluzowała mężne wojska ukraińskie?
Jest tylko jeden problem, o którym poseł Mentzen wspomniał w sejmowej debacie nad expose pana ministra-ministrowicza Władysława Kosiniaka-Kamysza na temat obronności naszego nieszczęśliwego kraju – że średni wiek naszego rezerwisty, to 50 lat. Jest to jeszcze jedna analogia z wiekiem XVIII. Jak pamiętamy, wtedy dowódca pobierał żołd za nieobecnych żołnierzy, więc im byli starsi, tym lepiej. Toteż kiedy książę Adam Czartoryski, jako “generał ziem podolskich” wizytował twierdzę w Kamieńcu Podolskim, broń przed nim prezentował szereg drżących staruszków, którzy podobno pamiętali jeszcze Jana Sobieskiego.
Ciekawe, kogo dowództwo naszej niezwyciężonej armii wyznaczy do prezentowania broni przed premierem Tuskiem, kiedy przybędzie on na zlustrowanie swego Wału. Na razie premier Tusk, podobnie jak minister-ministrowicz, zaklinają się na wszystkie świętości, że nasza niezwyciężona armia na Ukrainę nie będzie wysłana – ale czy można im wierzyć?
Donald Tusk podczas kampanii wyborczej zaklinał się na przykład, że nie da ani grosza na rządową telewizję, a tymczasem okazało się, że wyłożył na nią 3 mld złotych, za co poznański ośrodek natychmiast zaproponował serię programów z jakimś jegomościem, który nie do końca jest pewien, do której z odkrytych niedawno 77 płci należy. Jeśli jeszcze pokażą na antenie, jak się bzyka, to oglądalność takiego programu będzie jeszcze większa, niż “debat” z udziałem funkcjonariuszki Polsatu, obywatelki Gozdyry Agnieszki. Słowem – kto wierzy Donaldu Tusku, ten sam sobie szkodzi tym bardziej, że całkiem niedawno odcięty przez Putina ze stryczka Michaił Chodorkowski powiedział, że nasza niezwyciężona armia ma zająć rejon Lwowa – jako rzecz powszechnie znaną.

W tej sytuacji musimy przypomnieć zasadę księcia Gorczakowa, który twierdził, ze nie wierzy nie zdementowanym informacjom. Tymczasem informacje o wysłaniu naszej niezwyciężonej armii na Ukrainę mnożą się tu i tam, a premier Tusk i minister-ministrowicz nic – tylko energicznie je dementują. Wygląda na to, że “w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”, a może jeszcze w jakimś innym sanhedrynie – i tylko my, jak zwykle, o niczym nie wiemy?

Widocznie jednak mimo prezentowania takiej militarnej gorliwości przez Donalda Tuska, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen nie jest do końca z niego zadowolona. Wprawdzie w nagrodę za dobre sprawowanie umorzyła postępowanie przeciwko Polsce, podjęte w swoim czasie pod pretekstem łamania praworządności, chociaż nadal istnieje u nas i Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, o co było tyle awantur i “stara”, to znaczy oczywiście “nowa” Krajowa Rada Sądownictwa, do której tylko dokooptowano moją faworytę z korzeniami w osobie Wielce Czcigodnej Anny Marii Żukowskiej oraz Wielce Czcigodną Kamilę Gasiuk-Pichowicz, co to tak się przelękła słów jakiegoś “neosędziego”, że aż trzeba było wołać policję, a podobno – nawet weterynarza. Wreszcie ponad 3 tys. niezawisłych “neosędziów”, których mianował pan prezydent Duda, orzeka, jak gdyby nigdy nic – a praworządność z dnia na dzień się u nas odrodziła, podobnie, jak to było z pandemią, której z dnia na dzień położył kres zimny ruski czekista Putin, uderzając na Ukrainę, w związku z czym Sanhedryn już nie miał głowy do zajmowania się jakimiś wirusami i innymi pierdołami i epidemia się zakończyła.

O co w takim razie chodzi teraz Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, że znowu knuje przeciwko Polsce?

Najwyraźniej nie jest zadowolona deklaracjami Donalda Tuska przeciwko migrantom. Tu jest rozkaz, że wszyscy mają przyjmować migrantów według stołecznych życzeń, a tu jakiś Donald Tusk wierzga przeciwko ościeniowi, że on nikogo nie przyjmie. Wprawdzie Reichsfuhrerin z pewnością rozumie, że za chwilę będą wybory do Parlamentu Europejskiego, do którego pragną schronić się ministrowie z vaginetu Donalda Tuska, ale z drugiej strony, co ma znaczyć taka samowolka? Jak tak dalej pójdzie, to każdy kacyk z każdego bantustanu będzie pyskował Reichsfuhrerowi i tylko patrzeć, jak Rzeszę wezmą diabli.

Toteż w ramach prewencji ogólnej Reichsfuhrerin oświadczyła, że nie będzie współpracowała z “przyjaciółmi Putina”. Ciekawe, kogo miała na myśli, zwłaszcza, że niedawno Donald Tusk nakazał powołanie czeriezwyczajnej komisji do badania ruskich wpływów w naszym bantustanie. Pan Siemoniak wystrugany niedawno przez Donalda Tuska z banana na stanowisko ministra spraw wewnętrznych i koordynatora bezpieki zapowiedział, że 5 czerwca będzie ogłoszony jej skład. Myślę, że czeka na decyzję starych kiejkutów, którzy we własnym gronie namawiają się, kogo wyznaczyć do komisji, żeby ta wskazała nieubłaganym palcem właściwe osoby. Wtedy lista zostanie przekazana Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, a ona już tych “przyjaciół Putina” wyda na tormenta, podczas których pierwszorzędni fachowcy wyciągną z nich, co tam będzie trzeba, no a potem się ich powiesi – najlepiej na strunach fortepianowych, a w ostateczności – na rzeźnickich hakach.

Stanisław Michalkiewicz