Minął styczeń 2026 roku, a to w tym miesiącu dnia dwudziestego drugiego, sto trzydzieści pięć lat temu urodził się Zygmunt Nowakowski. Urodził się w Krakowie, ojciec jego góral Błażej Tempka, a matka ze Lwowa Helena Nowakowska i to jej nazwisko przyjął Zygmunt.
Domyślam się, że niewiele osób kojarzy to nazwisko, niewiele osób wie, kim był, kim był szczególnie dla Polski Zygmunt Nowakowski.
Otóż nie był królem, prezydentem, marszałkiem Sejmu, premierem, ani jakimś ważnym politykiem na wysokim decyzyjnym stanowisku, chociaż politykiem był. Był politykiem bardzo zaangażowanym w sprawy polskie i był w tym aktywnym, niepokornym i bezkompromisowym, co wyrażał w swych felietonach. W Ilustrowanym “Kurierze Codziennym” pisał bardzo poczytne niedzielne felietony. Równano go wtedy z Antonim Słonimskim ze Skamandra, najbardziej cenionym felietonistą w okresie międzywojennym. Zygmunt nie przebierał w słowach, o tym co pisał. W okresie międzywojennym znany był w całej Polsce, a po drugiej wojnie światowej, upomniał się na antenie m.in. Wola Europa o Polskę, zdradzoną przez aliantów i upomniał się o Polaków wywiezionych do sowieckich łagrów. Robił to w zdecydowany, bezkompromisowy sposób. Nowakowski był też radiowcem, działaczem sportowym i aktorem. To on pierwszy, jako aktor, obronił pracę doktorską na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie wcześniej studiowała też, jako jedna z pierwszych kobiet jego matka, Helena. Grał i reżyserował w teatrach Łodzi i Warszawy, wystawiał własne sztuki teatralne, a także był dyrektorem Teatru im. Słowackiego w Krakowie. Miał opinię dobrego aktora, niekonwencjonalnego reżysera i dyrektora nie unikającego wschodzącym nowym prądom w sztuce. Stosując najnowsze zdobycze techniczne, wyprzedzał swym teatrem wszystkie inne sceny w Polsce. Niestety nie zawsze to co nowe, w tym wypadku nowatorskie, podoba się tym o konserwatywnym nastawieniu. Nie spodobało się to także krakowskim miejskim radnym, dlatego musiał zrezygnować z pracy w teatrze i poświęcił się literaturze i dziennikarstwu.
Pierwszą powieść “Wymarsz” drukował już w roku 1917 w dzienniku “Czas”.
Jego kolejna powieść, autobiograficzna, po części z dzieciństwa “Przylądek dobrej nadziei” okazała się tak popularna, że doczekała się dotychczas aż szesnastu wydań polskich i tłumaczeń na sześć języków obcych. Napisał wiele innych powieści i opowiadań wyróżnionych nagrodami.
Jako radiowiec zrealizował słuchowiska radiowe i był głównym sprawozdawcą z pogrzebu Marszałka Józefa Piłsudskiego na Wawelu w 1935 roku.
Zaangażował się nawet w życie społeczne w miejscowości, gdzie spędzał czas w okresie letnim. W Trzęsiówce koło Kolbuszowej założył drużynę sportową, a dla straży pożarnej, którą też sam założył, kupił sprzęt gaśniczy. Ufundował tam też bibliotekę. Wybudował drogę, łączącą wieś ze “światem”, także z jego inicjatywy wybudowano nową szkołę, która po dzień dzisiejszy nosi jego imię. Niestety dwór w którym mieszkał i tworzył, należący do majątku Róży Celiny Otowskiej został przez Niemców wysadzony w powietrze. Powodem dla Niemców było to, że napisał akurat w tym miejscu, w tym dworze w roku 1933 książkę “Niemcy a la minute”. Książka, w której jako jeden z pierwszych ostrzegał przed groźbą nazizmu!
Druga wojna światowa i ta książka, zemsta Niemców, zmusiła go do opuszczenia kraju, gdzie przez Lwów, Węgry udał się do Francji. Tam w Paryżu wydawał “Wiadomości Polskie. Polityczne i Literackie”.
W roku 1940 wyjechał do USA, by tam mobilizować opinię publiczną przeciw Niemcom. Po powrocie z Ameryki i klęsce Francji znowu musiał uciekać, tym razem przez Hiszpanię i Portugalię, jak większość polskich uchodźców do Anglii. Tam wydawał “Wiadomości”, pisał powieści i wystawiał sztuki teatralne.
Zajmował się na uchodźstwie także polityką, zawsze sprawy Polsku miał na sercu. Absolutnie nie zgadzał się z polityką ustępstw polskiego rządu w Londynie, czy to wobec Związku Sowieckiego, czy też zachodnich sojuszników. Nie na rękę oczywiście to było Brytyjczykom, którzy “kumali” się ze Stalinem, a tu jakiś Polak pisze artykuły o zachowaniu przedwojennych granic Polski! Doszło w końca do tego, że w 1944 r. zabroniono Nowakowskiemu nie tylko pisać, ale wręcz wydawać “Wiadomości”.
Po zakończeniu wojny został w Wielkiej Brytanii. Reaktywował “Wiadomości”, pisał tam eseje i felietony, pisał także do “Dziennika Polskiego” i “Dziennika Żołnierza”.
W Radiu Wolna Europa wygłaszał pogadanki na temat historii i literatury polskiej. Wygłosił ich kilkaset.
Jego emigracyjne artykuły doczekały się wydań książkowych, a także wznowiono jego powieści. Do końca życia był bardzo aktywny w życiu brytyjskiej Polonii.
Czym była dla niego “polskość”? – otóż, jak twierdził: “Według trzeźwej rachuby polskość to przede wszystkim zespół obowiązków, które przewyższają znacznie zespół przywilejów czy korzyści. Dzisiaj korzyści są abstrakcyjne, może nawet urojone. Mówimy sobie: Oto jesteśmy Polakami. Należymy do pewnej sumy wartości doczesnych i nieśmiertelnych, które, wzięte razem, zwą się Polską. My należymy do niej i ona należy do nas. W tej myśli jest szczęście i jest duma”. Twórczość Zygmunta Nowakowskiego, tak głęboko przepełniona miłością do Ojczyzny, równie, tak bardzo nie spodobała się polskim komunistycznym władzom, że postanowili usunąć go ze zbiorowej pamięci narodu polskiego. Głównie za jego działalność emigracyjną wojenną i powojenną. Do tego stopnia próbowano go wykreślić z polskiej pamięci, że gdy w 1963 r. zmarł w Anglii i gdy prochy jego chciano przewieźć do Polski, to ówczesne władze zgodziły się, ale pod warunkiem, że to będzie bez rozgłosu, po cichu. Spełniono ten warunek i w roku 1968 prochy Zygmunta Nowakowskiego wróciły do Ojczyzny, do Krakowa i zostały złożone na cmentarzu Rakowickim.
Tak więc ten wielki polski patriota został zupełnie zapomniany w swojej Ojczyźnie!
Dopiero w roku 2019 po ukazaniu się biografii Zygmunta Nowakowskiego “Reemigrejtan. Kiedy Zygmunt Nowakowski wróci wreszcie do Krakowa?”, napisanej przez Pawła Chojnackiego, 23 stycznia 2021 r. w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy, kwiaty na grobie Zygmunta Nowakowskiego, złożył prezes IPN Jarosław Szarek. Wieńce złożyli także wicewojewoda małopolski i dyrektor krakowskiego oddziału IPN, delegacje krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i środowiska kibiców Cracovii.
O Nowakowskim wspominano w audycji “Przystanek Historia” w programie pierwszym Polskiego Radia.
Warto więc wiedzieć i pamiętać o nieprzeciętnym Polaku, którego losy wojny rzuciły poza granice Ojczyzny, a który nie zapomniał swoich korzeni i do ostatnich swoich dni walczył o dobre imię Polski. Może walczył jeszcze bardziej, gorliwiej niż ci, którzy mieszkali w zniewolonej Ojczyźnie poddając się sowieckiemu reżimowi, a co gorsza niektórzy współpracując z nim!
Warto pamiętać, tym bardziej, gdy dzisiaj obserwujemy dwuznaczne zachowania polskich “elit”, ich hipokryzję w działaniu wobec własnego kraju, a niejednokrotnie otwarcie uleganie wpływom niemieckim, czy rosyjskim.
Ostatnie wydarzenia z Kostrzynia nad Odrą, gdzie robi się z wielką pompą inscenizację powrotu króla Prus Fryderyka II Wielkiego do Kostrzynia, w związku z przekazaniem miastu przez Niemcy historycznej tablicy z jego imieniem. To wstyd i hańba władz miasta nie tylko na całą Polskę, ale i świat! Bo kim był Fryderyk II, wiedzą nie tylko Polacy, ale ci z którymi toczył wojny. Tylko nie wiedzą władze miasta Kostrzynia!
Król pruski Fryderyk II zwany wielkim, to wyjątkowy szkodnik Polski, nazywany adekwatnie do swej postaci polakożercą. To on razem z carycą Katarzyną był pomysłodawcą rozbiorów Polski, to za jego przyczyną byliśmy 134 lata w niewoli, to przez niego płynęła polska krew w czasie kolejnych prób powstańczych, w celu oswobodzenia się z tyranii zaborców. To on jest winien nieszczęścia Polski, a teraz takie rzeczy,?!… wstyd i hańba! Czas na referendum i władze Kostrzynia do dymisji, inaczej będą ich naśladować inni, było już przecież podobnie we Wrocławiu. Wracają resentymenty niemieckie, a my się przyglądamy i na to pozwalamy.
Tam gdzieś znowu na Mazurach Niemiec przywłaszczył sobie szmat ziemi, okopał się tam i ubliża Polakom, wyzywając od prostaków i durni. Twierdzi, że przyjechał z misją uczyć Polaków kultury. Czyż to nie jest to samo co za Fryderyka II, gdzie próbowano narzucić pruską kulturę dla Polaków, teraz są tacy, którzy chcą próbować ponownie. A pro niemieccy Polacy, tak jak prezydent Poznania Jaśkowiak, twierdzą z dumą, że korzystają z pruskiego dziedzictwa. Mimo tego, że powinni wiedzieć, iż Prusacy z Wielkiego Księstwa Poznańskiego utworzonego w 1815 r. zrobili w 1848 r. (kara za Wiosnę Ludów) Prowincję Poznańską, likwidując wszelką autonomię i włączając Księstwo bezpośrednio do królestwa Prus. Chociaż król Fryderyk II już nie żył (zm.w 1786r.), to właśnie to jego “dziedzictwo” – polakożercy, zostało przeniesione na następne pokolenia Niemców.
Zastanawiać by się można, dlaczego tak się dzieje, ano wszystko jest tu czytelne, Niemcy drobnymi kroczkami, dla wielu niezauważalnie idą do zadanego celu. Po pierwsze pokazać Polakom, że nie potrafią się rządzić, idą na to wielkie pieniądze. Na razie powrót symboli, świadków, że tu byli oni, Niemcy. Będą łożyć na to duże pieniądze, będą pozyskiwać pieniędzmi przychylność polskich władz samorządowych i…i ani się obejrzymy a to oni będą czuć się gospodarzami tych ziem, które według nich tymczasowo administrują Polacy. Będą udowadniać, że Polacy robią to źle, oni będą rządzić się lepiej. Dlatego już nie tylko Gdańsk, Wrocław, Łódź, czy Poznań ( nie dziwiłbym się, gdyby Niemcy chcieli postawić znowu pomnik Bismarcka na rynku głównym), ale także Kostrzyń nad Odrą.
Władze samorządowe tych miast nie czują Polski, oni węszą pieniądze, niemieckie pieniądze. Czy aby niemieckie? – to są pieniądze polskie, które są wyprowadzane z Polski przez niemieckie firmy i biznesy, które w Polsce nie płacą należnych podatków. Mamy wrażenie, że w wielu wypadkach to Niemiec w Polsce czuje się gospodarzem i jeszcze obraża, jak ten na Mazurach nawet polskie kobiety.
Brakuje nam w Polsce takich ludzi, jakim był Zygmunt Nowakowski niepokornych, bezkompromisowych, aktywnych , wyczulonych na sprawy polskie, zdecydowanych walczyć ze złem i obnażać prawdę. Jeden Braun, Matecki, czy Jakubiak z zimy nie uczynią wiosny. Wiem, nikt nie chce być niewygodny, w złym tego słowa znaczeniu, ale dla dobra kraju to jest konieczność być niewygodnym dla tych co rządzą krajem nieudolnie, lub świadomie szkodzą, hamując rozwój i znaczenie na arenie międzynarodowej kraju. Zygmunt Nowakowski, ostrzegał przed Hitlerem, był niewygodny wewnątrz kraju i ścigany przez Niemców. Był niewygodny dla Sowietów i Polski powojennej. Melchior Wańkowicz, bardzo przychylnie pidal o Nowakowskim. Wańkowicz, który też był na czarnej liście u Niemców za napisanie “Na tropach Smętka”, obnażając ich nacjonalistyczny, nazistowski charakter i musiał we wrześniu 1939 uciekać, do Rumunii. Wańkowicz, który też był niewygodny dla powojennej Polski, skazany nawet na trzy lata bezwzględnego więzienia ( karę zawieszono, potem odstąpiono od wykonania ) jako przeciwnik władzy ludowej. Ten wielki pisarz, mistrz reportażu (“Sztafeta”), (“Przez cztery klimaty” i inne) tak oto pisze o Zygmuncie Nowakowskim: “Cały natchnieniem pisarskim, chłostą, goryczą, żalem, pomstą, krwią serdeczną kładł się na progu ludziom przekraczającym próg czwartego rozbioru!”. Tylko taka postawa, chłostanie tej władzy prawdą, pomstą na jej działanie, może przywrócić otrzeźwienie, by nie przekroczyć progu piątego rozbioru!
Warto więc zapoznać się szerszej z postacią Zygmunta Nowakowskiego, szczególnie z jego bogatą, wszechstronną twórczością. Dość wspomnieć, że jego książka “Puchar Krakowa” była obowiązkową lekturą szkolną.
Jakże życie potrafi być przewrotne, ludzie wielkiej kultury, honoru, nieskazitelnej postawy wobec obowiązków każdego Polska, giną gdzieś w mroku dziejów, a ludzie mali, hipokryci, widzący tylko swój zafajdany nos, opływają w dobra wypracowane przez ciężko pracujące społeczeństwo!
Nazywają się politykami.
Jerzy Rozenek






















































.gif)





