Od polityki uciec niepodobna, toteż nic dziwnego, że polityczne korzyści można odnieść dosłownie ze wszystkiego, podobnie, jak pieniądze. Tak właśnie w nieśmiertelnym poemacie “Towarzysz Szmaciak” poucza poeta: “Z wszystkiego można szmal wydostać, tak, jak za okupacji z Żyda”.
Toteż vaginet obywatela Tuska Donalda z zagadkowych powodów uparł się, żeby uregulować obrót kryptowalutami i w tym celu opracował, a nawet uchwalił w Knesejmie specjalną ustawę, którą jednak pan prezydent Karol Nawrocki zawetował.
Vaginet jednak nie rezygnował i kiedy tylko ochłonął z porażki, skierował do pana prezydenta następną ustawę, którą pan prezydent też zawetował, ponieważ mało, a być może nawet wcale nie różniła się od tej pierwszej. W dodatku tego drugiego veta też nie udało się odrzucić. W tej sytuacji koalicyjna partia “Polska 2050” skierowała do Sejmu kolejny projekt ustawy, z której powykreślała przepisy kwestionowane przez pana prezydenta. W tak zwanym międzyczasie jednak wybuchła straszliwa afera, podobna do zapomnianej już dzisiaj afery “Ambergold”. Oto na estońskich papierach działała w Polsce giełda kryptowalut “Zondacrypto”, w ramach której rozmaici “inwestorzy” wpłacali prawdziwe pieniądze, w zamian za co dostawali obietnice, że zarobią krocie na kryptowalutach. Dokładnie tak samo było w przypadku Ambergold: “inwestorzy” wpłacali prawdziwe pieniądze, a w zamian za to dostawali papierki na których było napisane, że reprezentują one wartość tylu to a tylu (kilo)gramów złota. Wreszcie czar prysnął, więc “inwestorzy” runęli do siedzib “Ambergold” – ale okazało się, że są one na głucho zamknięte. W tej sytuacji niezależna prokuratura wszczęła tak zwane “energiczne śledztwo” – ale nie od razu, tylko dopiero wtedy, kiedy było już pewne, że pieniądze ulotniły się w nieznanym kierunku.
Powołana została nawet specjalna sejmowa komisja śledcza pod przewodnictwem Wielce Czcigodnej Małgorzaty Wassermanówny, która po odbyciu serii przesłuchań, podczas których Wielce Czcigodni posłowie zasypywali delikwentów tzw. krzyżowym ogniem pytań, ustaliła, że organy państwowe, przede wszystkim niezawisłe sądy ze znanego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego oraz prokuratura, nie zachowały się w tej sprawie na poziomie.
Dlaczego nie zachowały się na poziomie – na to pytanie komisja już nie odważyła się odpowiedzieć, bo nie odważyła się go postawić. I słusznie – bo w domu wisielca nie rozprawia się o sznurze. Oczywiście mimo podobieństw są i różnice.
Na przykład giełda kryptowalut “Zondacrypto”, którą złośliwcy już przezywają “Sonder-crypto” była dość hojna i to ponad podziałami. Najwyraźniej ścisłe kierownictwo musiało kierować się przestrogą Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który pisał: ”Bo mówiła żony ciotka; tych co płacą – nic nie spotka” – toteż o korzystanie z subwencji “Sonder-crypto” podejrzewana jest zarówno wysługująca się Volksdeutsche Partei telewizyjna stacja TVN, jak i wysługująca się PiS-owi Telewizja Republika, a nawet pojedynczy, Wielce Czcigodni posłowie, wśród których najczęściej wspominany jest Wielce Czcigodny Przemysław Wipler. Beneficjentem “Sonder-crypto” miał być też Polski Komitet Olimpijski, który nawet miał specjalną umowę – ale do wypłacenia forsy zdobywcom olimpijskich medali nie doszło.
A nie doszło dlatego, że “Sonder-crypto” z dnia na dzień zakończyła działalność, a amatorzy krociowych zysków z kryptowalut zostali – jak to się mówi – z fiutem w garści. Obywatel Tusk Donald, najwyraźniej w rozdziale bonusów musiał zostać pominięty, bo strasznie się przeciwko “Sonder-crypto” nasraża i – niczym Bolesław Śmiały w balladzie Adama Mickiewicza “Lilie” – “srogie głosi kary” – ale forsy nigdzie nie ma, zaś obywatel Żurek Waldemar apeluje do “inwestorów”, żeby zgłaszali się do katowickiej prokuratury – jakby to mogło coś pomóc.
Tymczasem gruchnęła wieść, że prezes “Sonder-crypto” pan Przemysław Kral, co to jeszcze 9 kwietnia przekonywał, że sytuacja jest “pod kontrolą”, już kilka dni później odnalazł się… w Izraelu – jak można się domyślać – z forsą. Sytuacja rzeczywiście mogła być “pod kontrolą” tyle, że nie pod kontrolą ze strony “inwestorów” co podejrzliwców skłania do snucia teorii spiskowych, że cała afera – podobnie jak “Ambergold” a wcześniej – “matka wszystkich afer”, czyli afera FOZZ – została zmontowana przez stare kiejkuty, które z izraelskim Mosadem trzymają przecież sztamę. Toteż pan marszałek Włodzimierz Czarzasty, który w pierwszym odruchu chciał nawet powoływać komisję sejmową, rychło od tego zamiaru odstąpił.
Czy przekonał go do tego wicemarszałek Szymon Holownia, że sprawę winny wziąć w wypróbowane ręce “służby” i prokuratura, czy dostał telefon: wiecie, rozumiecie Czarzasty; wy się cieszcie, żeście żywi, zdrowi, więc po co wam jeszcze tu jakieś komisje potrzebne do szczęścia? Jak tam było, tak tam było – mawiał dobry wojak Szwejk. Okazuje się, że rację miał Janusz Wilhelmi, który jeszcze za pierwszej komuny przestrzegał, by nie ulegać pierwszym odruchom – bo mogą być uczciwe.
Tymczasem pan prezydent Karol Nawrocki, jeszcze przed rezygnacją pana prof. Cenckiewicza z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, po ostentacyjnym olaniu ciepłym moczem przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i ABW korzystnego dlań wyroku NSA, zapowiedział ujawnienie przed opinią publiczną “Aneksu” do “Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych.
Natychmiast zareagował na tę wieść pan generał Marek Dukaczewski, którego resortowa “Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, zawsze woła do TVN, gdy tylko coś się u nas, albo i za granicą dzieje, a pan generał nie tylko mówi – jak jest – ale również – jak będzie – że jest absolutnie przeciwny takim antypaństwowym poczynaniom.
Ciekawe, że i Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, po kolacji Mateuszem Morawieckim, podczas której podano bigos hultajski, powiedział, że w tym całym “Aneksie” to tylko “publicystyka”, a jego “świętej pamięci brat” też był przeciwny jego ujawnianiu , podobnie jak wszyscy pozostali panowie prezydenci – z Andrzejem Dudą włącznie. Okazuje się, że są sprawy, w których zarówno pan generał Dukaczewski, jak i obywatel Tusk Donald, a także – Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński mają ponad podziałami identyczne zdanie.
Toteż i Wielce Czcigodny pan marszałek Włodzimierz Czarzasty już nie ulega żadnym pierwszym odruchom, tylko naigrawa się z pana prezydenta, który wrócił się doń z prośbą o “opinię” w sprawie publikacji “Aneksu” – że ten pomysł najwyraźniej musiał przyjść mu do głowy “podczas kąpieli”.
Trudno tak od razu powiedzieć, czy to dobrze, czy to źle – ale jedno wydaje się pewne – że również w III Rzeczypospolitej – zanim zostanie ona przepoczwarzona w Generalną Gubernię – są stałe punkty we Wszechświecie, których nikomu nie wolno tknąć, ani – tym bardziej – ruszyć, bo w przeciwnym razie sam zostanie ruchnięty.
Stanisław Michalkiewicz































































