To jest rzeczywiście bulwersujący i ważny temat —  ujawnienie wewnętrznego dokumentu federalnego rządu Kanady, który pokazuje, jak jeden z resortów planuje monitorować, oceniać i potencjalnie prawnie ścigać wypowiedzi zwykłych Kanadyjczyków w mediach społecznościowych.

Informację ujawnił Blacklock’s Reporter (niezależny, subskrypcyjny serwis dziennikarski z Ottawy, specjalizujący się w wnioskach o dostęp do informacji — Access to Information/ATI). Dziennikarze złożyli taki wniosek i otrzymali mocno ocenzurowany (redacted), 35-stronicowy dokument z Innovation, Science and Economic Development Canada (ISED) — resortu podległego minister Mélanie Joly.

Dokument nosi tytuł w stylu „Misinformation And Disinformation Strategy” i jest datowany na 31 marca 2026. Toronto Sun i inne media szeroko o nim napisały na początku lipca 2026. Pełna treść nie jest publiczna — Blacklock’s nie opublikował całego dokumentu (prawdopodobnie ze względu na paywall i redakcje), a rząd na razie nie skomentował sprawy oficjalnie.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Dokument nakreśla strategię zwalczania antyrządowych narracji w sieci.

  • Cel: „Ustanowić plan, który zapobiegnie, wykryje i zareaguje na fałszywe lub wprowadzające w błąd informacje” oraz „utrzymać integralność i zaufanie publiczne do informacji rządowych”.

  • Monitoring: Menedżerowie departamentu już codziennie monitorują oficjalne kanały social media ISED oraz media tradycyjne pod kątem komentarzy i „powtarzających się nieścisłości”.

  • Przejście na proaktywność: Zamiast tylko reagować, chcą przejść na wczesne wykrywanie i zapobieganie. Social media uznano za główne kanały, przez które dezinformacja dotycząca mandatu resortu (innowacje, AI, inwestycje, spectrum itp.) może się rozprzestrzeniać.

  • Kto decyduje, co jest „fałszem”? Urzędnicy departamentu oceniają, czy dany post jest „faktycznie nieprawidłowy, wprowadzający w błąd lub wyrwany z kontekstu”.

  • Działania prawne: Dokument rozważa możliwość „legal action” (działania prawne) przeciwko użytkownikom Facebooka, X (Twittera), LinkedIn i innych platform, podejrzanym o spread „false and misleading information”.

    Nie precyzuje dokładnie, jakie to miałyby być działania (czy pozwy cywilne, demand letters żądające usunięcia treści, czy coś więcej). Zastrzega jednak, że jakiekolwiek kary wobec indywidualnych osób miałyby być „proporcjonalne”..

  • Świadomość ryzyka: Autorzy dokumentu sami zauważają, że reagowanie na dezinformację może ją niechcący amplifikować (zwiększać widoczność) i nadawać legitymację marginalnym źródłom. Szczególnie ryzykowne jest to przy tematach wrażliwych, jak decyzje dotyczące bezpieczeństwa narodowego, przeglądów inwestycji czy governance AI.

Dokument powołuje się też na wewnętrzne badania z 2024 r. (m.in. Communications Security Establishment), z których wynika, że Kanadyjczycy czują się w stanie sami rozpoznawać fake newsy i nie popierają, by Ottawa sama decydowała, co jest prawdą.

Co mówi Justice Centre for Constitutional Freedoms (JCCF) organizacja non-profit specjalizująca się w obronie praw konstytucyjnych, wolności słowa i przeciw nadużyciom władzy) ostrzega:

Jeśli otrzymasz od rządu demand letter (wezwanie do usunięcia treści online), zgłoś się do NAS po pomoc prawną.

Oferują reprezentację w takich sprawach. To nie jest pierwszy raz, gdy JCCF angażuje się w sprawy związane z wolnością wypowiedzi w Kanadzie (wcześniej m.in. przeciw elementom Bill C-63 / Online Harms Act i innym regulacjom).

Krytycy (w tym JCCF, konserwatywni komentatorzy, organizacje wolnościowe) argumentują, że:

  • Rząd sam definiuje, co jest „prawdą” i „szkodliwą dezinformacją”.
  • Monitorowanie wypowiedzi indywidualnych obywateli (nie tylko zagranicznych aktorów) i grożenie im pozwami cywilnymi to poważne zagrożenie dla wolności słowa chronionej przez sekcję 2(b) Kanadyjskiej Karty Praw i Wolności.
  • Nawet jeśli intencja jest „szlachetna” (ochrona zaufania do instytucji), mechanizm jest podatny na nadużycia polityczne, uprzedzenia i błędy.

Zwolennicy takiego podejścia mówią, że dezinformacja (zwłaszcza AI-generowana, foreign interference) realnie szkodzi demokracji, zdrowiu publicznemu czy gospodarce i że państwo ma prawo bronić integralności swoich komunikatów — podobnie jak walczy z oszustwami czy defamacją.

Historia pokazuje, że gdy rządy biorą się za definiowanie i ściganie „nieprawdziwych narracji”, bardzo często kończy się to nadużyciami (niezależnie od partii u władzy). Najlepsze antidotum to maksymalna transparentność, kontr-mowa, edukacja medialna i silne mechanizmy sądowe (z niezależnym sądownictwem), a nie prewencyjne groźby od urzędników.