Znowu w Niemczech

361

Jestem w Niemczech, dawno mnie tu nie było. Minął rok, gdy ostatni rok pojechałam na 2 tygodnie, do pani, której trzeba było dostarczać tlen przez całą dobę.

Myślałam, że to już ostatni raz, a tu wczoraj rano dzwoni koleżanka. Dzwoniła z Niemiec i bardzoo prosiła, abym ją zastąpiła. Południe Niemiec, małe miasto. Zdecydowałam się jechać, ale tylko na miesiąc, nie dłużej. Koleżanka mówiła, że tu bardzo ciepło, żebym wzięła letnie ciuchy. Tymczasem zrobiło się zimno i dzisiaj podczas zakupów bardzo przemarzłam. Mam nadzieję, że nie będę chora. Ta zima była łaskawa, nikt z nas nie chorował, ani nawet żadnego kataru.

Mąż niezadowolony, mówi, że będzie płakał, ale da sobie radę. Jest skype, jest telefon. Nie jadę na długo, a pieniądze się przydadzą…

Jechałam całą noc autobusem, z jedną przesiadką. Dojechałam na południe Niemiec. Koleżanka gadała, co jakiś czas wtrącając -ale słuchaj mnie uważnie – i pokazywała mi wszystko to, co w domu i otoczenie. Narobiła sobie zakupów, przyjechał po nią busik. Ona miała dużo bagażu, pan kierowca z busika musiał je nosić, narzekał, dałam mu więc czekoladę, a potem drugą… akurat kupiłyśmy w markecie, były przecenione, po 50 centów. Pan się ucieszył, ale koleżanka chciała, abym, tę drugą to jej dała. Bardzo mnie tym zaskoczyła.

Odjechała, a późnym wieczorem dzwoni do mnie z dworca, jeszcze niemieckiego, że uciekł jej ten główny autobus, który miał ja zawieźć do jej miasteczka w Polsce. Teraz ma kilka godzin czekania na następny, który ją zawiezie do Berlina, a stamtąd trudna droga do domu.

Już więcej się nie odezwała.


Niemcy, ich sklepy, markety z żywnością – wydają mi się tanie. Tanie i wszystko lepszej jakości niż ich marketach w Polsce… a w marketach tych samych firm w Polsce.

Masło jest pakowane po 250 gramów i w cenie trochę ponad 1 euro.

Niedziela, przed obiadem, a ja już jestem zmęczona. Ma przyjść córka i naszykować leki. Nie wiem, kiedy ta opiekunka poprzednia bała się jakiegoś zakażenia, zarażenia. Wszędzie leżały rękawiczki gumowe. Zostało po niej dużo śmieci, a wezmą je dopiero w następnym tygodniu. Śmierci trzeba sortować, a na gazety trzeba przynieść karton z marketu.

Wszędzie jest nie po mojemu, zrobiłam przemeblowanie w pokoju i plecy, mnie potem bolały. Łatwiej żyć w mieszkaniu niż w domu. Pralka jest w piwnicy, ja na 1 -szym piętrze pan starszy na parterze. Trzeba biegać, a w kuchni nie ma na czym siedzieć. Oni – to małżeństwo niemieckie – chodzili podobno do restauracji. Wczoraj dałam mu truskawki, pierwsze w tym roku, na talerzyku. Pani krewna powiedziała że powinnam chociaż je pokroić, ale on jadł je niepokrojone. Może powinnam jeszcze bitą śmietanę zrobić. Są tacy ludzie, którzy nie zjedzą wiśni, bo za kwaśna, a truskawki tylko posłodzone..

Ta opiekunka, którą zmieniłam – moja koleżanka – była jakaś zakręcona. Popędziła przed wyjazdem do sklepu, a koniec końców spóźniła się na autobus i miała potem dużo komplikacji. Co tu kupować w tych Niemczech. Wszystko jest w Polsce. Moje dzieci przestały jeść czekoladę, gumisie, czyli takie żelki. Kawę też mamy i pijemy ją raz dziennie.




Miałam trudności z rozmową z mężem, bo był pogłos – ja go tak słyszałam w drodze do Niemiec, rozmawiałam w autobusie z 30-letnią dziewczyną. Wyglądała na 18-cie. Siedziała obok mnie, ona przy oknie, ja obok. Mogłam sobie wyciągnąć nogi na przejście, ona nie. Zaproponowałam jej, że może sobie na ukos nogi trzymać, będzie jej wygodniej. Nad ranem zaczęła ze mną rozmowę, jak z dobrą znajomą.

Ładna dziewczyna – pracuje w Genewie, uczy się j. niemieckiego. Jest z wykształcenia fizjoterapeutką. Gdyby znała niemiecki, chociaż na poziomie B2, to by rynek niemiecki się przed nią otworzył, tzn. popyt na jej usługi.

Kilka lat była w Anglii, ale tam nie mogła korzystać ze swojego wykształcenia. Ma nadzieję w Niemczech się rozwinąć, bo bogatsi i i dbają o siebie…

Poznała faceta Szwajcara, ale on jest jakiś ostrożny, jakby uważał, że ona go ograbi, że ona za biedna. Ona nie może jego zrozumieć. Ona uważa, że on powinien być bardziej aktywny. A on to się wychyla, to się cofa.

Następna osoba, dość rozmowna, to nauczycielka j niemieckiego. Uczyła w Polsce przez wiele lat, w szkołach średnich. Ma dwie córki, są od 3 lat w Niemczech. Ona ma własną działalność i dużo pracy tam. Pracuje po 12 godzin dziennie, uczy niemieckiego dorosłych obcokrajowców. Zgłaszają się do jej firmy. Zarabia brutto 3,5 do 4 tys. euro, ale jest to kosztem jej zdrowia, długo tak nie może ciągnąc.

Moja poprzedniczka zostawiła mi tutaj bałagan i na podłodze są śmieci. Ona ma taki jakiś zwichrowany charakter. Wszędzie musi skorzystać, zawsze coś nie tak zrobić. Nigdy zgodnie z planem. Ciekawe, jak dojechała do domu…

Dzisiaj upiekłam, usmażyłam racuchy, jabłka smażone do tego i poczułam się trochę, jak u siebie, chociaż jeszcze tyle rzeczy jest jeszcze w tym domu, których nie znam (Widać chomikowanie – za dużo butów, za dużo ubrań). Pani starsza, która umarła w grudniu zostawiła po sobie wiele ubrań, bardzo eleganckich, ale już niemodnych. Samych białych bluzek z długim rękawem ma ze dwadzieścia.

Taki dom denerwuje, wszędzie wszystkiego za dużo, wszędzie bałagan. Mnóstwo ręczników, wiec jeden poświęciłam na szmatę do WC pana starszego, a starą wyrzuciłam. On sika gdzie popadnie, śmierdzi w tej toalecie moczem. Mój mąż mi doradza, abym zaproponowała mu sikanie na siedząco… A można tak?

Dzisiaj męczyłam się z drzwiami na balkon, nie mogłam wyjść na taras, bo drzwi robiły się uchylne. Na dole trzymały się. Dopiero mężowi pokazałam i dal mi dobra rade. Wyszłam na taras popatrzyłam na sosny, które ludzie mają tu w ogrodach i na las na widnokręgu. Ładnie tu i spokojnie. Będę tu miesiąc. Nie jest źle. Można by było się nie wysilać, ale ja tak nie umiem. Nie umiem dziadkowi rozkazywać, aby wstawał wcześniej, jadł na godziny, chodził spać o tej samej porze. Dziadek robi, co chce. Dopasowałam się, przez to nic nie mogę przewidzieć. Jednak wiem z doświadczenia że demencja rządzi. Porządek, czas, rozkład dnia – nie liczy się.

Pan starszy był zegarmistrzem. Jest bardzo dokładny. Nie lubili się z poprzednią opiekunką, ale do mnie zaczął się uśmiechać. Nie narzucam mu się, bo jej powiedział, ażeby sobie poszła, więc ona się pogniewała. Pamiętamy jak pani starsza demencyjna wołała do mnie – znikać, po niemiecki, czy wręcz – precz! Na szczęście jej nie rozumiałam i nadal byłam miła i naraz pani starsza postanowiła mi się podporządkować – jak dziecko.

Nie ma co się gniewać na te osoby – ja mówię do niego tyle, ile trzeba, a potem sobie idę. Idę do roboty, jakoś jest jej tu dużo, bo duży dom i urzędujemy na trzech piętrach, bo piwnica (tam pralnia) parter (tam dziadek) i pierwsze piętro (tam ja).

Jestem tu 6-ty dzień. Zaczynam zauważać szczegóły np. brudna lodówkę. Jeszcze nie czas na nią, ale już planuję ją umyć.  Brud jest wieloletni, więc to nie wina opiekunki przede mną.

Ugotowałam dzisiaj zupę, dużo warzyw. także kalarepa, suszona pietruszka na koniec… Na kawałku piersi z kurczaka, który znalazłam w zamrażarce.

Rodzina dziadka powiedziała mi, że mam nie oszczędzać; mam kupować, co chcę do jedzenia i w droższym sklepie. Rachunków też nie mam brać ze sklepów, czyli mają zaufanie. Albo te pieniądze, które dają nam – opiekunkom dziadka niemieckiego, nie wydają im się za duże.

Jedliśmy razem zupę. Dziadek powiedział mi że był jubilerem i że kupował złoto w Tajlandii, a sprzedawał w Niemczech. Zarabiał 3 tysiące marek na miesiąc.

Dziadek przy swojej rodzinie udaje demencję, chyba nie chce z nimi gadać. Dzisiaj przy mnie odejmował pięknie od 100 na przykład 17 i naraz nic nie rozumie. To dziwne. Jutro kupię mazaki, może zaczniemy malować. Najlepiej narysować kontury i malować w środku. Można zacząć od wazonu, albo kwiatka typu bratek.

Wybrałam kilka cienkich bluzeczek z ubrań po pani starszej – wielkiej strojnisi. Takiej jakości ubrań nie widziałam, połowa jest nowych, jeszcze sklepowo zapakowanych  W piwnicy z setka butów, ale na mnie są za małe. Przymierzałam dzisiaj. Ciekawe, czy i buty są do wzięcia?

Rodzina chce mnie, inspekcja chyba dobrze wyszła. Nie umiem w sklepach przestawić się na brak oszczędzania, droższe dla dziadka, a tańsze dla mnie kupuję.

Nie byłam jeszcze na tak dobrym miejscu. Pierwszy raz ludzie nie oszczędzają na opiekunce, na jej jedzeniu i na swoim także. Są mili i chcą, abym tu przyjeżdżała zmieniała się z taką, która tu u nich była dużo wcześniej.

Nie spodziewam się takiego miejsca. Daję posiłki dziadkowi i między nimi mogę wyjść, bo dziadek przyzwyczajony, że zostaje sam.

Oprócz kataru i krzywego sikania nic mu nie dolega

Wanda Ratajewska

wandarat

znowu Niemcy

3 maj 2019

..coś nie mogę spać