Zabierając się do pisania tego artykułu poważny problem miałem z tytułem. Na początek rozważałem możliwość tytułu: „Hannibal ante portas” ( Hannibal stoi przed wrotami), alarmująca  Rzymian w okresie wojny  z Kartaginą  i jej armią dowodzona przez Hannibala. Z powodów językowych poprzestałem na tytule „ W pogoni za manną z nieba”, jako że dotyczy tej samej sprawy, a jest dla czytelników polskich bardziej zrozumiały.

Zanim przejdę do właściwego tematu, postaram się pokrótce wyjaśnić zbieżność tematyczną obydwu tytułów. Otóż, po polsku winno być, że „Komuna stoi przed naszymi drzwiami” i tylko jest kwestią czasu jak przejmie władzę nad ustrojami zwanymi liberalną demokracją, a „Pogoń za manną z nieba”, to przekonanie dużej części społeczeństw, że za ich dobrobyt jest odpowiedzialny Rząd, a dobrobyt spływa od rządu do obywateli, jak biblijna manna, bez ludzkiego wysiłku. Można by powiedzieć, że w pewnej mierze Rząd zastępuje tu Boga. Ludzie w świętobliwość Rządu głęboko wierzą, a szczególnie bezbożni, czyli ateiści.

A skąd takie porównanie?

Gdybym był profesorem socjologii, na pewno dla poparcia moich opinii, albo raczej podejrzeń miałbym setkę wyników z kwestionariuszy dotyczących opinii tysięcy obywateli krajów określanych jako liberalno-demokratyczne, mając na myśli Stany Zjednoczone i Kraje Unii Europejskiej. Niestety, jestem raczej amatorem politykiem i moje opinie wynikają z mojego wieku, który to czas spędziłem jako dziecko pod okupacją niemiecką w Generalnej Guberni, później me lata młodzieńcze przypadły na komunistyczny  PRL, 6 lat w socjal-demokratycznej Szwecji i ostatnie 50 lat w USA.

Mając dobrą pamięć i zdolność do krytycznej obserwacji, to moje konkluzje były zwykle trafne. Pojęcie trafności wynika u mnie z porównania dwu własnych  opinii, jednej kiedy jakieś zjawisko ma miejsce i drugiej sformowanej z pewnym opóźnieniem, zwykle kilku lat. Gdybym miał dostęp do jakiś tajnych „prawdziwych” informacji to na pewno moje opinie byłyby bardziej poprawne w krótszym czasie. Ponieważ nie mam dostępu do tajnych akt CIA czy Rosji lub Chin, musze opierać swe opinie na własnej pamięci, znajomości historii i strzępków informacji, które można wyłuskać z fałszywej propagandy tzw. globalnych mediów. Z których jednym jest BBC, czyli brytyjska stacja radiowa działająca od wielu lat pod nazwą: British Broadcasting   Corporation.

Zalety i wady słuchania radia BBC

Ponieważ mieszkam dość daleko od miejsca mej pracy, dla zabicia czasu i zorientowania się co nowego w globalnej prasie piszczy, słucham w samochodzie radia BBC. Ostatnio zainteresowałem się dwoma wywiadami prowadzonymi przez dziennikarzy BBC. Jeden z nich miał miejsce we Francji z działaczem ruchu zwanego „żółte kamizelki”, a drugi z politykiem w  Afryce Południowej gdzie odbywa się przedwyborcza walka między rządzącą partią reprezentującą African National Congress, która to partia rządziła krajem po upadku rządów białych separatystów w roku 1994 czyli od 25 lat. Mimo, że poziom życia w Afryce Południowej jest najwyższy z krajów Czarnej Afryki, poziom bezrobocia jest wysoki i utrzymuje się podział bogactwa miedzy grupą białych osadników którzy stanowią około 10% mieszkańców  i kolorowymi, którzy stanowią 90% mieszkańców.  Te dziesięć procent populacji stanowią w większości biali farmerzy, potomkowie Holendrów,  osiadłych tu od kilkuset lat, którzy uprawiają 90%  ziemi ornej. Dotychczasowy rząd deklarował, że w miarę czasu wykupi ziemię od białych farmerów i przekaże ją czarnym. Niestety proces ten był powolny i podział własności się utrzymał. Na tej podstawie wyrosła nowa polityczna opozycja, reprezentowana przez młodego,  czarnego polityka, Juliusza Malema, który głosi, że wszystka ziemia winna być odebrana bez kompensacji białym farmerom i rozdana bezpłatnie czarnej populacji.


Z tym właśnie politykiem przeprowadzał wywiad reporter BBC i tego raporty słuchałem przez radio, jadąc samochodem. Okazało się, że Julius Malema, który jak jego poplecznicy ubierają się w czerwone żakiety głosi, że po zabraniu ziemi ludziom białym, trzeba także znacjonalizować banki i wielkie przedsiębiorstwa, czyli hasła nie różniące się od leninowskich postulatów w roku 1917 w czasie Rewolucji Październikowej. Obawiam się, że argumenty Juliusza Malema mogą przeważyć i ustrój komunistyczny, oczywiście pod nazwą równości demokratycznej i rasowej zostanie wybrany.

Konsekwencje tego są łatwe do przewidzenia, jako że podobną „demokratyczną zmianę” przeprowadzono w Rodezji Południowej, w konsekwencji, której zmieniono nazwę kraju na Zimbabwe i farmy białych farmerów rozgrabiono doszczętnie, a ziemi nie uprawiano. Głód i inflacja stała się normą i do dzisiaj ten kraj, kiedyś eksportujący żywność stoi na pograniczu powszechnego głodu. Dolar amerykański, jeśli go ktoś ma, jest jedyną walutą, za którą można coś kupić.

Data wyborów w Afryce Południowej jest wyznaczona na 8 maja, 2019 roku i po jej wynikach będziemy mogli spekulować, jaka drogę nowy rząd wybierze.

Wedle mnie, jeśli nawet tym razem,  African National Congress utrzyma się przy władzy, to chwytliwe hasła wywłaszczenia białych nie umrą, ale będą rosły z rasową nienawiścią. Jak czytałem, część białych farmerów rozmawia już z rządem Putina w Rosji, aby im przekazano do uprawy leżące odłogiem ziemie byłych sowchozów i kołchozów. Ciekawy obrót rzeczy, tym razem z zagrożenia komunizmem do nowego kapitalizmu.

Drugiego dnia na tej samej stacji radiowej BBC słyszałem wywiad z przewódcą ruchu „Żółtych Kamizelek” we Francji. Po przybyciu do domu siadłem do komputera i pod hasłami „Żółte Kamizelki we Francji” znalazłem masę filmów sporządzonych przez angielskich, francuskich i niemieckich reporterów. Reportaże te są dostępne na portalu: „YouTube”, także chyba zrobione przez Polaków. Z wypowiedzi członków tego ruchu, czyli demonstrantów wynika, że myślą przewodnią jest obalenie rządu prezydenta Macron’a i dystrybucja majątku ludzi bogatych wśród biednego społeczeństwa. W tym ruchu, który niektórzy z demonstrantów nazywają „rewolucją ludzi bez przyszłości” nie ma elementu rasowego widocznego w Afryce Południowej. Niemniej transporty tych demonstrantów z odległych prowincji do Paryża muszą kosztować. Kto płaci za autobusy i benzynę jakimi przyjeżdżają? Skąd ci biedni ludzie mają pieniądze na wyżywienie i gdzie śpią w zimne grudniowe i styczniowe noce? Kto płaci za tą rewolucję?

Na pewno nie miliarder Soros, którego demonstranci zamierzają zrównać z bezdomnymi kloszardami. Być może Putin, bo chyba nie Chińczycy czy CIA…

Niektórzy z demonstrantów wykrzykują: „Dzisiaj Francja to początek, potem Europa i Świat”.

Komunizm nie umarł, żyje w ludzkiej wyobraźni jako system, w którym wszystkim będzie żyło się dostatnio i szczęśliwie i ludzie będą wynagradzani wedle potrzeb, a nie wedle pracy, która będą wykonywać roboty. Czyli po prostu biblijna manna z nieba, w tym wypadku dla wszystkich białych Francuzów. Gdyż wśród demonstrantów nie widać ani Polaków, and śniadych imigrantów z Algierii.

Pytanie pozostaje czy Macronowi zetną głowę gilotyną, zgodnie z francuską rewolucyjną tradycją, czy też odejdzie na przedwczesną emeryturę i zastąpi go nowy, „demokratyczny” Robespierre? A co będzie dalej to już wiemy. De Lenin lub de Stalin i wiele lat później wybuch demokracji w postaci „Solidarite” z francuskim  Lech de  Valesa na czele. Historia kołem się toczy.

Biblijny miraż „kołaczy bez pracy”, chyli „Manny z Nieba” jest ciągle żywy i znajduje poparcie mas, także w USA i nie wygląda, aby się to zmieniło.

Na tej przygnębiającej opinii człowieka, który całe życie pracował, z pracy żył i pracą się cieszył, na razie kończę.

Jan Czekajewski

Columbus, Ohio, USA