W Pol­sce coraz cie­plej, tem­pe­ra­tu­ra oko­ło 30 stop­ni w cieniu.

Opi­szę dzi­siej­szy dzień, jezior­ny dzień, bo spę­dzo­ny nad jezio­rem, w Pol­sce. Jezio­ro jest w lesie i musi­my do nie­go jechać 10 km samo­cho­dem. Po dro­dze brak tło­ku, cza­sem jakaś cię­ża­rów­ka goni w kie­run­ku Nie­miec, ale rzadko.

Pły­wa­my tam codzien­nie od 2 tygo­dni i z każ­dym dnie woda jest cie­plej­sza, dzi­siaj zupeł­nie ciepła.

reklama

Niko­go nie było, gdy przy­szli­śmy. Ludzie w pra­cy, w mło­dzież jesz­cze się uczy.

Porzu­ca­li­śmy w wodzie do sie­bie pił­kę, zawsze to jakieś uroz­ma­ice­nie, bo pły­wa­nie, to po pro­stu pływanie.

Przy­szła jakaś para, oko­ło 50 ‑tki. On opa­lo­ny, zdro­wo wyglą­da­ją­cy, ona szczu­pła bar­dzo. Cie­ka­wi ludzie, miło się z nimi roz­ma­wia­ło. To są Mor­sy, czy­li ludzie, któ­rzy kąpią się w prze­rę­blach, w zimie. Dla nich dzi­siej­sza woda była za cie­pła. To ja chcia­łam się prze­pro­wa­dzić do Buł­ga­rii na sta­rość, aby miesz­ka­jąc bli­sko morza, móc kąpać się w cie­płym morzu, bo nasze pol­skie jest cudow­ne, ale zim­ne. Więk­szość ludzi nad nim tyl­ko się opa­la, a kobie­ty wcho­dzą do wody na chwil­kę, do poło­wy. Mój kole­ga z pra­cy mówił kie­dyś, że jego zona i cór­ki idą tyl­ko po to, aby się wysikać.

I te Mor­sy dzi­siaj. Musze uwa­żać, bo pie­kę ser­nik – aby się nie spa­lił. Mój ser­nik dzi­siej­szy będzie sło­ny, bo nie mam ocho­ty na cukier.

Mor­sy nie tyl­ko kąpią się w lodo­wa­tej wodzie, oni bie­ga­ją po lasach, a cza­sa­mi idą na krio­te­ra­pię. Pan mors i pani mors poszli, było cicho, tyl­ko my.

Naraz przy­szła mło­dzież 5‑ciu mło­dych panów. Na pew­no nie­tu­tej­si, bo nawet dzień dobry nie powie­dzie­li. Patrzy­li na jezio­ro, doce­ni­li, że woda czy­sta i ryb­ki widać, jak pły­wa­ją gro­ma­da­mi. To płot­ki. Raka nie ma, cho­ciaż są podob­no w czy­stej wodzie.

Piszę dalej, cho­ciaż tam cia­sto się pie­cze i sły­szę hymn – mąż oglą­da mecz. Ale kto to gra? Aha, Wło­si i Pol­ska, Wło­si nie dali kli­ma­ty­za­cji do szat­ni dla pol­skiej dru­ży­ny. Pola­cy sami sobie dzi­siaj kupi­li, zała­twi­li klimę.

Cia­sta jesz­cze nie czuć, więc piszę dalej o tych mło­dzień­cach; wyso­cy, jed­na­ko­wi, jak­by z jakiejś dru­ży­ny spor­to­wej. Jeden wszedł do wody, dru­gi się wahał, bo za zim­na. Trzech na brze­gu, na tym upa­le, nawet się nie roze­bra­li, bali się wyką­pać w tak zim­nej wodzie wg nich. Weszłam, popły­wa­łam sobie spo­koj­nie, pole­ża­łam na wodzie na ple­cach, a lubię to robić- ręce na bok i nawet na głę­bo­ko­ści 20 cm moż­na tak leżeć. O, to ich zachę­ci­ło, bo zazwy­czaj w zim­nej wodzie ludzie szyb­ko się rusza­ją Odcho­dząc, widzie­li­śmy, jak sta­li po kost­ki w wodzie i bali się dalej wejść, bo ponoć woda taka zim­na. Doszli­śmy do nasze­go samo­cho­du, spoj­rze­li­śmy na ich rejestrację.

Łódź, no wia­do­mo, tam jezior mało. Pew­nie na base­nach woda jest cie­plej­sza. Pew­nie przy­je­cha­li Cudow­na Gór­kę zoba­czyć i się zawie­ru­szy­li tutaj, nad nasze jezioro

Z nimi nie gada­li­śmy, byli jak­by z innej planety.

Poju­trze odwie­dzi nas moja kole­żan­ka, któ­rej nie widzia­łam ponad 20 lat. Tak to się zło­ży­ło, że jakoś się odszu­ka­ły­śmy, zasłu­ga Inter­ne­tu. Ona jedzie z połu­dnia Pol­ski nad morze, po dro­dze wstą­pią do nas. Powspo­mi­na­my daw­ne cza­sy, gdy dzie­ci były małe… I nasze i ich.

wan­da­rat

wandarat@wp.pl

19 czerw­ca 2019, Polska