Śpiewałam jako chórzystka sopranowa w koncercie (nie)zakazanych piosenek w Centrum JP2 w Mississauga. Ach, co to był za koncert! Cały poetycko muzyczny spektakl.

Powstał jako lokalna wizja śpiewania na wielką skalę (nie)zakazanych piosenek z okazji 75-tej rocznicy wybuchu Postania Warszawskiego (PW) Armii Krajowej (AK). Ten dopisek jest konieczny, bo bez tego AK, Powstanie Warszawskie na świecie kojarzy się z powstaniem w Getcie.

W ciągu dwóch miesięcy trwania Powstania Warszawskiego Niemcy zamordowali 18,000 żołnierzy AK oraz 180,000 ludności cywilnej. Warszawa na rozkaz Hitlera miała być zrównana z ziemią. Podczas okupacji i powstania piosenki były orężem tożsamości. Kiedyś w Warszawie przed pomnikiem powstańca, małego dziecka, moje dzieci z Kanady zapytały mnie, co to za kraj, który wysyła swoje dzieci do powstania? Trudno było im zrozumieć, że to dziecko walczyło o przeżycie, bo równie dobrze mogło być zabite przez Niemców, jak i przez Rosjan. To dziecko walczyło o przeżycie swoje, swoich rodziców, rodzeństwa, rodziny, znajomych, parafii, Warszawy, Polski. Smutne to i tragiczne. Jakże prawdziwe. I tej prawdy  nam nie wolno zapomnieć. Jeśli jesteśmy Polakami, to mamy polskie obowiązki.

Pokonując coraz to nowe poprzeczki koncert (nie)zakazanych piosenek wyrósł na unikalne widowisko poetycko muzyczne, gdzie kluczem było wspólne śpiewanie (słowa wyświetlane na dużych ekranach), wspomagane całą gamą innych przekazów medialnych, takich jak fragmenty filmów zniszczonej Warszawy, zdjęcia z powstania, poezja i listy powstańców. Wszystko to stworzyło  atmosferę bohaterstwa, niezłomności i trwogi tamtych dni. To była walka o polskość i wolność. Naszą polskość i naszą wolność. W niejednym oku zabłysła łza. My chórzyści mieliśmy to za sobą. Na pierwszej próbie z koleżanką – też sopranistką, nie mogłyśmy śpiewać piosenki ‘Szary mundur, mały mundur’, bo wzruszenie wiązało nam głos, a łzy, pomimo, że ukradkiem ocierane, i tak strumieniem spływały po policzkach. ‘Szary mundur’ jest piosenką o 12-letnim harcerzu. Tak, poległ. Został po nim mały mundur. Został z premedytacją zamordowany przez Niemców.

Do dzisiaj Polska się nie pozbierała  po stratach – tego się nie da odbudować. I nie ma takiej ceny, która przywróci życie ludzkie. Jak może funkcjonować naród po takiej wyrwie? Trudne to. Dlatego musimy pamiętać, i nie ulegać różnym interpretacjom historii. Jest to naszym obowiązkiem powiedzieć światu jak było, i kto był tego sprawcą:  Niemcy. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy to polityka historyczna innych krajów zaczyna odwracać monetę, próbując nam przypisać współodpowiedzialność za zbrodnie wojenne, ba nawet obarczyć nas winą za wybuch II Wojny Światowej.

Przykłady można mnożyć. Ale szczytem wszystkiego było zaproszenie kanclerz Niemiec Angeli Merkel na obchody zakończenia wojny do Anglii, gdzie ta oto kanclerz (bezpośrednia dziedziczka nie tylko tytularna Niemiec, które morderstw na Polakach, i innych grupach, się dopuściły) dziękowała aliantom za oswobodzenie Niemiec. Ha! Od kogo?

Przepisywanie historii jest jasne. Zgodnie a tą nową wersją Niemcy były najechane przez jakichś tam nazistów, i alianci ich oswobodzili. Co za bezczelność, co za buta!

A obecni na uroczystościach przywódcy państw alianckich (łącznie z premierem Morawieckim) nic – nie sprostowali. Pewnie uzgodniono wcześniej.

Więc my musimy powtarzać wszędzie, że naziści, to byli członkowie NSDAP –  Nacjonalistycznej Socjalistycznej Partii Niemiec.  Naziści to byli Niemcy. Do NSDAP należało około 10 milionów Niemców – nazistów. I to my powinniśmy protestować wszędzie, w każdy sposób, brać przykład z powstańców w hardzie i oddaniu za sprawę. Naziści to byli Niemcy, posługiwali się językiem niemieckim. i byli lewakami – bo to była partia socjalistyczna.

Wracając do koncertu, z ideą i wizją koncertu wyszedł proboszcz parafii św. Stanisława (najstarszej polskiej parafii w Toronto) ojciec Janusz Jajeśniak. I wytrwale, krok po kroku, koncert został zrealizowany. Lokalnie i na bardzo wysokim poziomie.

Aranżacje piosenek były unikalne i stworzone przez lokalnych kompozytorów Bartosza Hadałę, Macieja Jaśkiewicza i Mariusza Michalaka. Całość reżyserował Wojtek Gawenda.

Również chór, orkiestra i młodzi soliści to nasza polonijna duma. No i oczywiście cały zespół, bez którego koncert nie byłby możliwy. Całość prowadził Krzysztof Ziemiec, który specjalnie przyleciał z Polski.  Powstanie trwało do początków października. Chodzą słuchy, że koncert będzie powtórzony na zakończenie powstania (początek października?), szczególnie dla młodzieży i ludzi młodych. To przecież na nich będzie spoczywał obowiązek przekazania prawdy historycznej.

Trzymamy kciuki, że wyjdzie. Bez pomysłów, idei, i zaparcia w pokonywaniu trudności nic się nie uda. A tak na marginesie, dobrze, że skoro już na emigracji, to przyszło nam żyć w prężnym Toronto, Mississauga, Brampton i innych kanadyjskich ośrodkach.

I nie możemy zapominać, że to Towarzystwo Warszawskie od prawie 10-ciu lat dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. 1-go sierpnia organizuje pod Pomnikiem Katyńskim w Toronto śpiewy (nie)zakazanych piosenek. I tak było w tym roku. Przejęli pałeczkę od Stowarzyszenia Armii Krajowej w Toronto, które to rokrocznie obchodziło rocznicę wybuchu Powstania. I tak cegiełka na cegiełce,  budujemy dom prawdy i dumy.

Arcybiskup Krakowa Marek Jędraszewski w homilii wygłoszonej w kościele Mariackim w Krakowie z okazji PW przyrównał (nie)zakazane piosenki do pisma świętego świętej sprawy wolności Polski i Polaków. I to tak rozjuszyło lewaków – nie czerwona, ani inno-kolorowa zaraza.

Oburzenie na czerwoną (kolorową) zarazę w homilii jest jedynie atakiem na temat zastępczy mający wyciszyć przekaz o jednoczącym Polaków znaczeniu (nie)zakazanych piosenek. Ani takiego śpiewania, ani Marszów Niepodległości, zgodnie z post modernistyczną i lewacką teorią nowego otwartego społeczeństwo miało nie być.

A jest – i to dla lewaków jest nie do zniesienia, bo jest to nie kontrolowane, nie sterowane odgórnie i nieprzekupne.

Alicja Farmus    

Fragment wiersza poety Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, zamordowanego w czasie Powstania Warszawskiego przez Niemców, 4 sierpnia 1944, żołnierza AK,  batalion Parasol.  Miał 23 lata.

‘Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnaleś ręką,

Czy to była kula synku,

Czy ci serce pękło?’