Infla­cja w Pol­sce prze­kro­czy­ła już 16% w ska­li rocz­nej i rośnie dalej. W odnie­sie­niu zaś do żyw­no­ści osią­ga praw­do­po­dob­nie nawet oko­ło 40%, sądząc po codzien­nej obser­wa­cji cen. Jest dużo wyż­sza od infla­cji w stre­fie unij­nych kra­jów euro, któ­ra wynio­sła w lip­cu 8,9%. Jest to nade wszyst­ko efekt poli­ty­ki pol­skie­go rzą­du.  Na to nakła­da się gro­te­sko­wy spo­sób zwal­cza­nia infla­cji przez Naro­do­wy Bank Pol­ski zgod­nie z dok­try­ną neo­li­be­ral­nej ekonomii.

Przy­czy­ny inflacji

        Wyj­ścio­wą przy­czy­ną świa­to­wej, euro­pej­skiej i pol­skiej infla­cji był absur­dal­ny spo­sób zwal­cza­nia pan­de­mii Covid-19 w posta­ci lock­dow­nów. Skut­ki bez­sen­sow­nych i nie­sku­tecz­nych epi­de­micz­nie zaka­zów aktyw­no­ści kon­su­menc­kiej i gospo­dar­czej, w tym pro­duk­cyj­nej, wzmac­nia­ne  były mię­dzy­na­ro­do­wy­mi kon­se­kwen­cja­mi zry­wa­nia łań­cu­chów dostaw i zakłó­ce­nia­mi cyklów pro­duk­cyj­nych. Tłu­mi­ło to aktyw­ność gospo­dar­czą i redu­ko­wa­ło poziom pro­duk­cji i usług, a więc glo­bal­ną, regio­nal­ną i kra­jo­wą podaż towa­ro­wo-usłu­go­wą. W przy­pad­ku Pol­ski, acz w róż­ny spo­sób rów­nież w ska­li mię­dzy­na­ro­do­wej, mie­li­śmy do czy­nie­nia z osło­ną finan­so­wą gospo­dar­ki, w posta­ci tzw. tar­czy anty­co­vi­do­wej, czy­li wpom­po­wy­wa­nia pie­nię­dzy do pod­mio­tów gospo­dar­czych, aby uchro­nić je przed ban­kruc­twem. W Pol­sce wpom­po­wa­no w ten spo­sób oko­ło 250 mld zł w cią­gu dwóch lat. O tyle zwięk­szo­no więc wypła­cal­ny popyt, bez jakiej­kol­wiek poda­ży pro­duk­tów i usług. Był to potęż­ny bodziec inflacyjny.

        W naukach eko­no­micz­nych roz­róż­nia się bowiem dwa rodza­je infla­cji ze wzglę­du na jej przy­czy­ny. Pierw­szym rodza­jem jest infla­cja popy­to­wa. Infla­cja popy­to­wa to ogól­ny wzrost cen wywo­ła­ny nad­wyż­ką ilo­ści pie­nią­dza na ryn­ku, w sto­sun­ku do war­to­ści  pro­duk­tów i usług ofe­ro­wa­nych na tym ryn­ku, czy­li poda­ży ryn­ko­wej. W pol­skich warun­kach poza rzą­do­wą poli­ty­ką tzw. tar­czy anty­co­vi­do­wej, ten rodzaj infla­cji jest sta­le wzma­ga­ny rzą­do­wą poli­ty­ką socjal­nych wypłat oraz wsze­la­kich dopłat, dota­cji i sub­wen­cji, poczy­na­jąc od pro­gra­mu “500 plus”. W pier­wot­nej wer­sji ten pro­gram wypłat na dru­gie i dal­sze dzie­ci pobu­dził pol­ską gospo­dar­kę, po latach neo­li­be­ral­ne­go osu­sza­nia z pie­nię­dzy. Nato­miast jego roz­dmu­chi­wa­nia, poczy­na­jąc od tzw. “piąt­ki Kaczyń­skie­go” z wypła­ta­mi na pierw­sze już dziec­ko nie­za­leż­nie od wyso­ko­ści docho­dów i zwol­nie­nia od pła­ce­nia podat­ków docho­do­wych dla mło­dych ludzi do 25 roku życia, wzma­ga infla­cję popy­to­wą. Jest ona pobu­dza­na nie­ustan­nie roz­sze­rza­ną poli­ty­ką dopłat, dota­cji i sub­wen­cji, od dota­cji do zaku­pu węgla kamien­ne­go już poczy­na­jąc. Dopła­ta do węgla to kom­plet­na para­no­ja eko­no­micz­na, gdyż ceny węgla dra­stycz­nie wzro­sły po wpro­wa­dze­niu embar­ga na import węgla rosyj­skie­go i koniecz­no­ści jego impor­tu z zamor­skich kon­ty­nen­tów.  Bra­kło bowiem nagle 10 mln ton tego impor­tu. Para­no­ja zaś pole­ga na tym, że Pol­ska posia­da­jąc 85% zaso­bów węgla kamien­ne­go Unii Euro­pej­skiej, likwi­do­wa­ła jego wydo­by­cie uza­leż­nia­jąc się przez lata od impor­tu z Rosji. Bra­ki węgla w Pol­sce, to tak jak­by w Ara­bii Sau­dyj­skiej bra­kło pia­sku. Pol­ska ma bowiem zaso­by węgla kamien­ne­go wystar­cza­ją­ce nam na 725 lat.

        Rząd Mate­usza Mora­wiec­kie­go, przy­po­mi­na przy­sło­wio­wy już heli­kop­ter lata­ją­cy i roz­rzu­ca­ją­cy nad Pol­ską sto­sy pie­nię­dzy. Jest to w isto­cie krót­ko­wzrocz­na i nie­od­po­wie­dzial­na poli­ty­ka prze­ku­py­wa­nia wybor­ców par­tii rzą­dzą­cej Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści. A że za rok będą wybo­ry par­la­men­tar­ne, więc prze­ku­py­wa­nie wybor­ców poprzez sza­sta­nie publicz­nym gro­szem nie usta­nie. To wszyst­ko, w warun­kach nara­sta­ją­cej rece­sji, z zagro­że­niem glo­bal­ną depre­sją gospo­dar­czą, bar­dzo źle wró­ży Pol­sce. W sytu­acji zaś groź­by nara­sta­nia świa­to­we­go i euro­pej­skie­go cha­osu, stwo­rzy real­ne zagro­że­nie bez­pie­czeń­stwa eko­no­micz­ne­go, ener­ge­tycz­ne­go i bio­lo­gicz­ne­go Polaków.

        Do tego docho­dzą skut­ki woj­ny rosyj­sko-ukra­iń­skiej w posta­ci przy­by­cia do Pol­ski oko­ło 4 mln oby­wa­te­li Ukra­iny, któ­rzy otrzy­ma­li pra­wo wymia­ny swych ukra­iń­skich pie­nię­dzy hry­wien na pol­skie zło­tów­ki. I to nie w kan­to­rach wymia­ny, tyl­ko w ban­ko­ma­tach, jak to obser­wu­ję w ban­ko­ma­cie PKO BP w swo­im mie­ście. Na ten temat panu­je ofi­cjal­na cisza, a wręcz rzą­do­wa zmo­wa mil­cze­nia, więc nie wia­do­mo jaka jest ska­la tej wymia­ny i na jakich warun­kach wymia­ny walut. A jest to de fac­to import wojen­nej infla­cji ukraińskiej.

        Dru­gim rodza­jem infla­cji jest infla­cja kosz­to­wa, któ­ra wyni­ka ze wzro­stu kosz­tów wytwa­rza­nia pro­duk­tów i usług. Ich ceny rosną by zrów­no­wa­żyć rosną­ce kosz­ty, a nie by zrów­no­wa­żyć popyt z poda­żą. Acz nazy­wa­nie tego rodza­ju infla­cji, infla­cją kosz­to­wą jest już mylą­ce, gdyż wzrost cen jest wywo­ła­ny nade wszyst­ko nie wzro­stem kosz­tów, ale świa­to­wą spe­ku­la­cją finan­so­wą. Ceny rosną, gdyż są pod­da­ne gigan­tycz­nym i to glo­bal­nym prak­ty­kom spe­ku­la­cji ceno­wej. Doty­czy to tak surow­ców ener­ge­tycz­nych, jak i surow­ców mine­ral­nych oraz pro­duk­tów rol­nych. A spe­ku­lu­ją poprzez ich zaku­py i sprze­daż z uży­ciem tzw. pochod­nych papie­rów war­to­ścio­wych głów­nie wiel­kie ban­ki i fun­du­sze finan­so­we oraz wiel­kie koncerny.

        Pol­ski eks­pert ener­ge­tycz­ny, Andrzej Szczę­śniak, opi­sał  jesz­cze w 2021 roku taką wiel­ką gazo­wa spe­ku­la­cję ceno­wą, któ­rą dzi­siaj zrzu­ca się na karb rosyj­skiej agre­sji na Ukra­inę. Otóż w 2021 roku  w cią­gu jed­ne­go roku cena gazu w Pol­sce, w warun­kach pań­stwo­we­go mono­po­lu PGNiG, wzro­sła ponad 6‑ktrotnie, z 75 zł za MWh do 458 zł, przy tych samych kosz­tach i nie­wiel­kich zmia­nach popy­tu. Rząd udał, że tego nie widzi. Pol­scy zaś dzien­ni­ka­rze i publi­cy­ści jak zwy­kle stchó­rzy­li przed nie­wy­god­ną dla wła­dzy praw­dą. A docho­dy PGNiG z tytu­łu wydo­by­cia gazu i ropy wzro­sły 40-krot­nie, z 210 mln zł do 8,1 mld zł.  PGNiG poniósł sobie ceny mono­po­lo­we, gdyż tak pod­sko­czy­ły ceny świa­to­we. Tak się two­rzy z nicze­go infla­cję spekulacyjną.

        Ta infla­cja spe­ku­la­cyj­na rośnie na zna­cze­niu w związ­ku z agre­sją Rosji na Ukra­inę. Ta woj­na z jed­nej bowiem stro­ny zakłó­ca stru­mie­nie popy­tu i poda­ży wszel­kich surow­ców i pro­duk­tów rol­nych, a z dru­giej jest zna­ko­mi­tym pre­tek­stem do spe­ku­la­cji ich cena­mi przez wiel­kie ban­ki, fun­du­sze finan­so­we i koncerny.

 

“Wal­ka z infla­cją” ban­ku cen­tral­ne­go a emi­sja pieniądza

        W odpo­wie­dzi na nara­sta­ją­cą infla­cję w Pol­sce Naro­do­wy Bank Pol­ski roz­po­czął od 2021 roku pod­wyż­ki swo­ich stóp pro­cen­to­wych, któ­re decy­du­ją o sto­pach pro­cen­to­wych kre­dy­tów ban­ków komer­cyj­nych. Sto­py pro­cen­to­we NBP pod­wyż­szał już 11 razy, a we wrze­śniu 2022 roku naj­waż­niej­sza sto­pa refe­ren­cyj­na NBP wzro­sła do 6,75%. Ozna­cza to wzrost opro­cen­to­wa­nia wszyst­kich kre­dy­tów w ban­kach komercyjnych.

        Powsta­je pyta­nie, co to ma napraw­dę wspól­ne­go z ogra­ni­cza­niem infla­cji w Pol­sce? Otóż nic, a co naj­wy­żej nie­wie­le. Wzrost opro­cen­to­wa­nia kre­dy­tów ogra­ni­cza ban­ko­wą emi­sję pie­nią­dza czy­li two­rze­nie pie­nią­dza kre­dy­to­we­go dla gospo­dar­ki i lud­no­ści. Ban­ki two­rzą bowiem pie­nią­dze udzie­la­jąc kre­dy­tów. Two­rzą pie­niądz w for­mie dłu­gu. Gospo­dar­stwa domo­we i przed­się­bior­stwa ogra­ni­cza­ją pożycz­ki ban­ko­we, gdyż są one dro­gie. A więc nastę­pu­je zmniej­sze­nie emi­sji pie­nią­dza. Wszyst­kie jed­nak już udzie­lo­ne kre­dy­ty któ­re trze­ba spła­cać sta­ją się droż­sze. W Pol­sce zde­cy­do­wa­na więk­szość kre­dy­tów dla gospo­darstw domo­wych to kre­dy­ty hipo­tecz­ne. Praw­do­po­dob­nie to oko­ło 70% udzie­la­nych kre­dy­tów. Wzrost opro­cen­to­wa­nia kre­dy­tów to oczy­wi­ście więk­sze comie­sięcz­ne raty i zmniej­sze­nie moż­li­wo­ści zaku­pów gospo­darstw domo­wych. Obni­ża to bowiem ich wypła­cal­ny popyt. I tyl­ko w tym wzglę­dzie ma to wpływ na infla­cję popy­to­wą, acz w obli­czu groź­by nie­wy­pła­cal­no­ści wła­ści­cie­li kre­dy­tów hipotecznych.

        Pro­blem w tym, że emi­sja pie­nią­dza to zarów­no emi­sja pie­nią­dza kre­dy­to­we­go przez ban­ki komer­cyj­ne w for­mie dłu­gu, jak i emi­sja pie­nią­dza poprzez rzą­do­wy defi­cyt budże­to­wy, dro­gą emi­sji pie­nię­dzy rzą­do­wych, czy­li Skar­bu Pań­stwa. W Pol­sce zaś głów­ny dotych­czas stru­mień infla­cji to infla­cja popy­to­wa,  two­rzo­na emi­sją pie­nią­dza rzą­do­we­go poprzez defi­cyt budże­to­wy. I wzrost stóp pro­cen­to­wych ban­ku cen­tral­ne­go, a w kon­se­kwen­cji stóp pro­cen­to­wych ban­ków komer­cyj­nych, pro­wa­dzą­cy do obni­że­nia emi­sji pie­nią­dza kre­dy­to­we­go ban­ków, nie ma wpły­wu ani na wyso­kość infla­cji popy­to­wej, ani kosz­to­wo-spe­ku­la­cyj­nej. A ude­rza nade wszyst­ko w już zacią­gnię­te kre­dy­ty hipoteczne.

Neo­li­be­ral­na eko­no­mia i jej panowanie

        “Wal­ka z infla­cją” poprzez pod­wyż­ki stóp pro­cen­to­wych ban­ku cen­tral­ne­go to kla­sycz­ny dogmat neo­li­be­ral­nej eko­no­mii. Ten przy­kład poka­zu­je absur­dal­ność nauko­wą i szko­dli­wość gospo­dar­czą tej eko­no­mii. I to wca­le nie naj­groź­niej­szą, gdyż jej dogma­ty “wol­ne­go ryn­ku”, “dere­gu­la­cji” czy “pry­wa­ty­za­cji” i “deso­cjal­no­ści”, są jesz­cze groź­niej­sze gospo­dar­czo i poli­tycz­nie. Pro­blem w tym, iż neo­li­be­ral­ne dogma­ty są pod­sta­wą myśle­nia i podej­mo­wa­nia decy­zji w klu­czo­wych insty­tu­cjach państw, w tym Polski.

        W Pol­sce ide­olo­gicz­ny wirus neo­li­be­ra­li­zmu cał­ko­wi­cie spa­ra­li­żo­wał kapi­tał pań­stwo­wy i gospo­dar­cze funk­cje pań­stwa. Zamro­że­nie pań­stwo­wych inwe­sty­cji prze­my­sło­wych przez ostat­nie 30. lat, do chwi­li obec­nej włącz­nie, to wynik wyłącz­nie para­li­żu men­tal­ne­go i decy­zyj­ne­go, powo­do­wa­ne­go cał­ko­wi­tym pano­wa­niem w dys­kur­sie publicz­nym ide­olo­gii eko­no­micz­ne­go neo­li­be­ra­li­zmu. W pol­skich warun­kach neo­ko­lo­nial­nej struk­tu­ry prze­my­słu zdo­mi­no­wa­nej pod­wy­ko­naw­czym i mon­tow­ni­czym oraz surow­co­wym cha­rak­te­rem wobec głów­nie gospo­dar­ki Nie­miec, tyl­ko naro­do­wa poli­ty­ka prze­my­sło­wa opar­ta o kapi­ta­ły pań­stwo­we, jest w sta­nie prze­ła­mać neo­ko­lo­nia­lizm prze­my­sło­wy, a tym samym dre­naż eko­no­micz­ny pol­skiej gospo­dar­ki. Tym­cza­sem przez ostat­nie 7 lat rzą­dów PiS, tak jak przez poprzed­nie 25 lat rzą­dów post­so­li­dar­no­ścio­wych i post­ko­mu­ni­stycz­nych, nawet nie sfor­mu­ło­wa­no pro­gra­mu takiej poli­ty­ki. Myślę, że to jest poza hory­zon­tem wyobraź­ni pre­mie­ra Mate­usza Mora­wic­kie­go, o pre­ze­sie Jaro­sła­wie Kaczyń­skim już nie wspo­mi­na­jąc.  I z tymi gru­pa­mi wła­dzy i opo­zy­cji poli­tycz­nej ina­czej nie będzie. To nie mie­ści im się w gło­wach. I nie tyl­ko to.

        W wyda­nej w tym roku książ­ce “The New Eco­no­mics. A Mani­fe­sto”, zna­ko­mi­ty austra­lij­ski eko­no­mi­sta Ste­ve Keen, jeden z 12. eko­no­mi­stów na świe­cie, któ­rzy prze­wi­dzie­li Glo­bal­ny Kry­zys Finan­so­wy z 2007–2008 roku, tak pod­su­mo­wał swą kry­ty­kę neo­li­be­ra­li­zmu: “Uwa­żam neo­kla­sycz­ną eko­no­mię nie tyl­ko za złą meto­do­lo­gię ana­li­zy eko­no­micz­nej, ale za egzy­sten­cjal­ne zagro­że­nie dla dal­sze­go ist­nie­nia kapi­ta­li­zmu — i ogól­nie cywi­li­za­cji ludz­kiej. Musi odejść”.

        Pro­blem w tym, że jak to sam oce­niał 85% samo­dziel­nej kadry w naukach eko­no­micz­nych świa­ta zachod­nie­go to neo­li­be­ra­ło­wie. W pół­pe­ry­fe­ryj­nej Pol­sce, świe­cą­cej odbi­tym bla­skiem zachod­niej nauki, jest to praw­do­po­dob­nie nawet 95 do 99%. Glo­bal­ny Kry­zys Finan­so­wy był jed­nak tak wiel­kim szo­kiem, że poja­wi­ły się zasad­ni­cze wyło­my w nie­któ­rych klu­czo­wych insty­tu­cjach mię­dzy­na­ro­do­wych, choć nie w eko­no­mii akademickiej.

        Moje pro­po­zy­cje dla pol­skich nauk eko­no­micz­nych, zawar­te w książ­ce “Zdra­da węglo­wa i jej naro­do­wa alter­na­ty­wa” z 2021 roku, były i są nastę­pu­ją­ce: “Odrzu­ce­nie ide­olo­gii neo­li­be­ra­li­zmu musi roz­po­cząć się na pozio­mie insty­tu­cji cen­tral­nych pań­stwa, gdzie trze­ba doko­nać wyj­ścio­wej kon­cen­tra­cji roz­pro­szo­nych anty­ne­oli­be­ral­nych sił inte­lek­tu­al­nych i nauko­wych. Trze­ba doko­nać wyło­mu w powszech­nej domi­na­cji neo­li­be­ra­li­zmu eko­no­micz­ne­go w nauko­wym i poli­tycz­nym dys­kur­sie publicz­nym. Nale­ży roz­wa­żyć moż­li­wość powo­ła­nia nowej pań­stwo­wej uczel­ni wyż­szej o cha­rak­te­rze nade wszyst­ko poli­tech­nicz­nym, acz rów­nież z roz­bu­do­wa­nym wydzia­łem sze­ro­ko rozu­mia­nych nauk spo­łecz­nych, z nauka­mi eko­no­micz­ny­mi w  roli głównej.”

Two­rze­nie nowych grup przy­wódz­twa naro­do­we­go Polski

        Budo­wa nauk spo­łecz­nych, z nauka­mi eko­no­micz­ny­mi w roli głów­nej, obok odbu­do­wy nauk poli­tech­nicz­nych, jest bowiem warun­kiem stwo­rze­nia naro­do­wej alter­na­ty­wy roz­wo­ju dla zatrza­śnię­tej współ­cze­śnie w neo­ko­lo­nial­nej i pery­fe­ry­fe­ry­zu­ją­cej klat­ce histo­rycz­nej Pol­ski. Pano­wa­nie wiru­sa neo­li­be­ra­li­zmu eko­no­micz­ne­go, jest tyl­ko jed­nym z tego prze­ja­wów. Ta neo­ko­lo­nial­na klat­ka histo­rycz­nej nie­mo­cy jest zbu­do­wa­na na neo­ko­lo­nial­nej men­tal­no­ści poli­tycz­nych, kul­tu­ro­wych i nauko­wych grup przy­wódz­twa naro­do­we­go. Przy­wódz­twa nega­tyw­ne­go, opar­te­go na bra­ku misyj­no­ści naro­do­wej, bra­ku poczu­cia odpo­wie­dzial­no­ści naro­do­wej i niskim pozio­mie ideowo-etycznym.

        Jeśli bowiem rząd T. Mora­wic­kie­go podej­mu­je z piąt­ku na sobo­tę 25 wrze­śnia 2020 roku decy­zję o cał­ko­wi­tej likwi­da­cji pol­skie­go gór­nic­twa węgla kamien­ne­go, to jakich słów użyć, aby go scha­rak­te­ry­zo­wać? Ja uży­łem wów­czas okre­śle­nia zdra­da naro­do­wa, ale nawet to nie odda­je ska­li wręcz sza­leń­stwa tej decy­zji dla obec­ne­go i przy­szłych poko­leń. Kim trze­ba być, aby zde­cy­do­wać w kil­ku­dzie­się­cio­oso­bo­wej, a praw­do­po­dob­nie kil­ku­na­sto­oso­bo­wej rzą­do­wej gru­pie o likwi­da­cji naj­więk­sze­go bogac­twa natu­ral­ne­go Pol­ski, a w isto­cie naro­du pol­skie­go? Jaką trze­ba mieć w sobie pychę i butę oraz aro­gan­cję, ale i pogar­dę dla wła­sne­go spo­łe­czeń­stwa, aby o czymś takim same­mu zde­cy­do­wać? Jak trze­ba być znie­wo­lo­nym umy­sło­wo i pod­le­głym men­tal­nie i inte­lek­tu­al­nie, aby wyko­nać pole­ce­nie elit bruk­sel­sko-nie­miec­kich o likwi­da­cji dostę­pu do 52 mld ton węgla kamien­ne­go, któ­ry zapew­nia bez­piecz­ną i tanią samo­wy­star­czal­ność ener­ge­tycz­ną na 725 lat? I jak nisko trze­ba upaść jako spo­łe­czeń­stwo, aby przy­zwa­lać choć­by tyl­ko na publicz­ne gło­sze­nie takich pomy­słów? Jak nisko upa­dła pol­ska nauka, pol­skie media i ich dzien­ni­ka­rze oraz publi­cy­ści, nie mówiąc o pol­skiej kul­tu­rze, aby pogo­dzić się mil­czą­co z tak hanieb­ną decyzją?

        A jak nisko upa­dli­śmy jako spo­łe­czeń­stwo i pań­stwo, gdy w zama­chu pod Smo­leń­skiem Wła­di­mir Putin zamor­do­wał nam pre­zy­den­ta i wszyst­kich dowód­ców rodza­jów bro­ni Woj­ska Pol­skie­go? Jak bowiem nisko trze­ba upaść, aby ofi­cjal­nie i publicz­nie powta­rzać za Krem­lem, że był to wypa­dek, gdyż 40 cen­ty­me­tro­wa brzo­za urwa­ła skrzy­dło 90-cio tono­we­mu samo­lo­to­wi odrzu­to­we­mu i na wyso­ko­ści 5,25 metra wywró­ci­ła go pół­becz­ką do góry, przy kil­ku­na­sto­me­tro­wej dłu­go­ści skrzy­deł? Jak nisko trze­ba upaść, żeby to USA wysy­ła­ło swo­ich naukow­ców pol­skie­go pocho­dze­nia, aby ci skie­ro­wa­li uwa­gę na moż­li­wość zama­chu, gdyż pol­skie uczel­nie wyż­sze i pol­scy naukow­cy bali się pod­jąć tego tema­tu?  Jak nisko trze­ba upaść jako pań­stwo, aby przez 12 lat dać sobie bez­kar­nie kraść wrak pol­skie­go samo­lo­tu i jego czar­nych skrzynek?

        Ale to tyl­ko dwa z licz­nych przy­kła­dów kon­se­kwen­cji nega­tyw­ne­go przy­wódz­twa naro­do­we­go. I nie wyrwie­my się z tej neo­ko­lo­nial­nej klat­ki, jeśli nie roz­pocz­nie­my od wymia­ny grup przy­wódz­twa poli­tycz­ne­go. Bo choć jest to klat­ka li tyl­ko men­tal­na, to jej ist­nie­nie gwa­ran­tu­je insty­tu­cja wybo­rów pro­por­cjo­nal­nych opar­tych o par­tyj­ne listy wybor­cze. Jest to współ­cze­sne “libe­rum veto” nasze­go ustro­ju par­tyj­nej oli­gar­chii wybor­czej, któ­ry gwa­ran­tu­je nie­ustan­ną wybor­czą repro­duk­cję kom­pra­dor­skiej mier­no­ty poli­tycz­nej w posta­ci par­tyj­nych grup wła­dzy poli­tycz­nej, a nie pozwa­la na moż­li­wość star­tu wybor­cze­go pol­skim oby­wa­te­lom. Jak oba­lić to współ­cze­sne libe­rum veto?

        Oso­bi­ście liczę już tyl­ko na nie­spo­dzie­wa­ne zbie­gi oko­licz­no­ści, jaki być może utwo­rzy nara­sta­ją­cy cha­os świa­to­wy i euro­pej­ski. A pod­trzy­mu­je mnie od lat na duchu zna­ko­mi­ta kon­sta­ta­cja świa­to­wej sła­wy fran­cu­skie­go histo­ry­ka Fer­nan­da Brau­de­la, iż nale­ży “nie myśleć tyl­ko w kate­go­riach cza­su krót­kie­go, nie sądzić, że naj­bar­dziej auten­tycz­ni są akto­rzy czy­nią­cy wie­le hała­su; bo są też inni akto­rzy, skłon­ni do mil­cze­nia”, zaś “rze­czy­wi­stość spo­łecz­na to zwie­rzy­na znacz­nie bar­dziej prze­bie­gła niż zwy­kło się sądzić”.

8.09.2022. Woj­ciech Błasiak