Premier Kanady Justin Trudeau jest bliskim znajomym prezydenta Macrona, z którym łączy go podobna wizja świata, dlatego dzisiaj przedstawiamy Państwu rzeczowe omówienie tego, co dzieje się ostatnio nad Sekwaną.

Dr Guy Millière, profesor Uniwersytetu w Paryżu, jest autorem 27 książek o Francji i Europie. https://www.gatestoneinstitute.org  Gatestone Institute

Prezydent Macron nigdy nie mówi, że jest mu przykro z powodu tych, którzy stracili oko lub rękę z powodu skrajnej brutalności policji. Zamiast tego poprosił francuski parlament o uchwalenie ustawy, która prawie całkowicie znosi prawo do protestu i domniemanie niewinności, a za to pozwala na aresztowanie kogokolwiek, gdziekolwiek, nawet bez przyczyny. Prawo zostało przyjęte…

W czerwcu francuski parlament uchwalił inną ustawę, surowo karząc każdego, kto mówi lub pisze coś, co może zawierać „mowę nienawiści”. Prawo jest tak niejasne, że amerykański prawnik Jonathan Turley czuł się zmuszony zareagować. „Francja – pisał – stała się obecnie jednym z największych międzynarodowych zagrożeń dla wolności słowa”.

Głównym zmartwieniem Macrona i rządu francuskiego wydaje się nie być ryzyko zamieszek, niezadowolenie opinii publicznej, zanikanie chrześcijaństwa, katastrofalna sytuacja gospodarcza lub też islamizacja i jej konsekwencji. Zamiast tego jest to… zmiana klimatu.

„Zachód nie wie już, czym jest, ponieważ nie wie i nie chce wiedzieć, co go ukształtowało, co go stanowiło i czym jest. (…) To samozaduszenie prowadzi naturalnie do dekadencji, która otwiera drogę nowym barbarzyńskim cywilizacjom. ” – twierdzi kardynał Robert Sarah, w „ Le soir approche et déjà le jour baisse ” („Wieczór nadchodzi, a światła już gasną”).

Paryż, Champs-Élysées. 14 lipca. Dzień Bastylii. Tuż przed rozpoczęciem parady wojskowej Prezydent Emmanuel Macron jedzie aleją w oficjalnym samochodzie, aby powitać tłum. Tysiące ludzi zebranych wzdłuż alei krzyczy „Rezygnacja Macrona”, i obelgi.

Pod koniec parady kilkadziesiąt osób wypuszcza żółte balony w niebo i rozdaje ulotki z napisem „Żółte kamizelki nie są martwe”. Policja rozprasza ich szybko i stanowczo. Chwilę później przybywają setki anarchistów „Antifa”, obalają bariery bezpieczeństwa, by wznieść barykady, podpalać i niszczyć witryny kilku sklepów. Policja ma kłopoty z opanowaniem sytuacji, ale wczesnym wieczorem, po kilku godzinach, przywraca spokój.



Kilka godzin później tysiące młodych Arabów z przedmieść zbiera się w pobliżu Łuku Triumfalnego. Przyjechali „świętować” zwycięstwo algierskiej drużyny piłkarskiej. Rozbijają kolejne witryny sklepowe, grabią kolejne sklepy. Flagi algierskie są wszędzie. Hasła: „Niech żyje Algieria”, „Francja jest nasza”, „Śmierć Francji”. Znaki z nazwami ulic są zastępowane znakami noszącymi imię Abd El Kader, przywódcy religijnego i wojskowego, który walczył z armią francuską w czasie kolonizacji Algierii. Policja ogranicza się do powstrzymania przemocy w nadziei, że nie rozprzestrzeni się…

Około północy trzej przywódcy ruchu „żółtej kamizelki” wychodzą z komisariatu policji i mówią reporterowi telewizyjnemu, że wcześnie rano zostali aresztowani i uwięzieni na resztę dnia. Ich prawnik twierdzi, że nie zrobili nic złego i zostali „prewencyjnie” aresztowani. Podkreśla, że ustawa przyjęta w lutym 2019 r. pozwala policji aresztować każdą osobę podejrzaną o udanie się na demonstrację; żadne zezwolenie sędziego nie jest konieczne i odwołanie nie jest możliwe.

W piątek, 19 lipca, algierska drużyna piłkarska wygrywa ponownie. Więcej młodych Arabów zbiera się w pobliżu Łuku Triumfalnego, aby „świętować”. Zniszczenia są nawet większe niż osiem dni wcześniej. Pojawia się więcej policji; powstrzymuje się od działania.

12 lipca, na dwa dni przed Dniem Bastylii, kilkuset samozwańczych afrykańskich nielegalnych imigrantów wkracza do Panteonu, pomnika, w którym znajdują się groby bohaterów, którzy odegrali główne role w historii Francji. Tam migranci ogłaszają narodziny „ruchu Czarnej Kamizelki”. Domagają się „zalegalizowania” wszystkich nielegalnych imigrantów na terytorium francuskim i bezpłatnego mieszkania dla każdego z nich. Zjawia się policja ale odmawia interwencji. Większość demonstrantów opuszcza budynek spokojnie. Kilku, którzy obrażali policję, zostaje aresztowanych.

Francja jest dziś krajem dryfującym. Zamieszki i bezprawie stają się codziennością. Niepokoje stały się częścią codziennego życia. Sondaże pokazują, że znaczna większość odrzuca prezydenta Macrona. Nienawidzą jego arogancji i nie chcą mu wybaczyć jego pogardy dla ubogich; sposobu w jaki zmiażdżył ruch „żółtych kamizelek” i nie zwracał najmniejszej uwagi na żadne żądania protestujących, takie jak prawo do przeprowadzenia referendum obywatelskiego, jak w Szwajcarii. Macron nie może już gdziekolwiek pokazać się publicznie, nie ryzykując wybuchów społecznego gniewu.

„Żółte kamizelki”  przestały demonstrować: zbyt wielu zostało okaleczonych lub zranionych. Jednak ich niezadowolenie wciąż istnieje. Wydaje się, że znów czeka na wybuch.

Francuska policja jest okrutna, gdy ma do czynienia z pokojowymi demonstrantami, ale ledwo jest w stanie uniemożliwić grupom takim jak „ Antifa” sianie przemocy. Dlatego teraz, pod koniec każdej demonstracji, pojawia się „Antifa”. Francuska policja jest szczególnie ostrożna, gdy ma do czynienia z młodymi Arabami i nielegalnymi imigrantami. Policja otrzymała rozkazy. Wiedzą, że młodzi Arabowie i nielegalni migranci mogą tworzyć zamieszki na dużą skalę. Trzy miesiące temu w Grenoble policja ścigała kilku młodych Arabów  którzy zostali oskarżeni o kradzież. Podczas ucieczki mieli wypadek. Incydent ten rozpętał   pięć dni chaosu.

Prezydent Macron wygląda jak autorytarny przywódca, gdy staje w obliczu niezadowolonych biednych ludzi. Nigdy nie mówi, że jest mu przykro z powodu tych, którzy stracili oko lub rękę lub doznali nieodwracalnego uszkodzenia mózgu w wyniku skrajnej brutalności policji. Poprosił natomiast francuski parlament o uchwalenie prawa, które prawie całkowicie znosi prawo do protestu, domniemanie niewinności i które pozwala na aresztowanie każdego, gdziekolwiek, nawet bez przyczyny. Prawo zostało przyjęte.

Macron nie wydaje się jednak stanowczy wobec brutalnych anarchistów. Stojąc w obliczu młodych Arabów i nielegalnych imigrantów, wygląda zaś całkiem słabo.

Pamięta, co były minister spraw wewnętrznych, Gérard Collomb, powiedział w listopadzie 2018 roku, podczas rezygnacji z urzędu:

„Społeczności mieszkające we Francji coraz bardziej angażują się w konflikty i staje się to bardzo gwałtowne… dziś żyjemy obok siebie, boję się, że jutro rzucimy się sobie do gardła”.

Macron wie też co były prezydent François Hollande powiedział po zakończeniu swojej kadencji: „Francja jest na krawędzi rozpadu”.

Macron wie, że podział Francji już istnieje. Większość Arabów i ludzi z Afryki żyje w strefach gdzie nie ma wstępu, osobno od reszty populacji, gdzie w coraz mniejszym stopniu akceptuje się obecność nie-Arabów i nie-Murzynów. Ludzie ci nie identyfikują się jako Francuzi, chyba że mówią, że “Francja będzie do nich należała”. Raporty pokazują, że większość całkowicie odrzuca Francję i zachodnią cywilizację. Rośnie liczba takich, którzy stawiają  swoją religię ponad obywatelstwo; wielu jest zradykalizowanych i gotowych do walki.

Tymczasem wydaje się, że Macron nie chce walczyć. Stara się ich uspokajać. Z determinacją realizuje swoje plany instytucjonalizacji islamu we Francji. Trzy miesiące temu, powstało Stowarzyszenie Muzułmańskie dla Islamu we Francji (AMIF).

Jedna gałąź zajmie się ekspansją kulturową islamu i przejmie „walkę z rasizmem antymuzułmańskim”. Inna gałąź będzie odpowiedzialna za programy, które szkolą imamów i budują meczety. Tej jesieni zostanie utworzona „Rada Imamów Francji”. Głównymi przywódcami AMIF są (lub byli do niedawna) członkowie Bractwa Muzułmańskiego, ruchu uznawanego jako organizacja terrorystyczna w Egipcie, Bahrajnie, Syrii, Rosji, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich – ale nie we Francji.

Macron jest świadomy danych demograficznych. Pokazują, że ludność muzułmańska we Francji znacznie wzrośnie w nadchodzących latach. (Ekonomista Charles Gave napisał niedawno, że do 2057 r. Francja będzie miała większość muzułmańską). Macron widzi, że wkrótce nie będzie możliwe wybranie prezydenta bez głosów muzułmanów, więc działa odpowiednio.



Macron najwyraźniej widzi, że niezadowolenie, które zrodziło ruch „żółtej kamizelki” nadal istnieje. Wydaje się, że uważa, że ​​represje będą wystarczające, aby zapobiec dalszemu powstaniu, a więc nie robi nic, by zaradzić przyczynom niezadowolenia.

Ruch „żółtej kamizelki” zrodził się z buntu przeciwko niebotycznie wysokim podatkom od paliwa i surowym rządowym środkom skierowanym przeciwko samochodom i kierowcom. Środki te obejmowały ograniczenie prędkości – do 50 mil na godzinę na większości autostrad – i więcej fotoradarów; gwałtowną podwyżkę wysokości mandatów, a także skomplikowane i kosztowne doroczne kontrole pojazdów silnikowych. Francuskie podatki od paliw ponownie wzrosły i są obecnie najwyższe w Europie (70% ceny płaconej przy dystrybutorze). Inne obowiązujące środki przeciwko używaniu samochodów i kierowcom są szczególnie bolesne dla ubogich, którzy zostali wparci z przedmieść przez nietolerancyjnych przybyszów, a obecnie muszą mieszkać i dojeżdżać jeszcze dalej do miejsc pracy.

Macron nie podjął decyzji o naprawie katastrofalnej sytuacji gospodarczej we Francji. Kiedy został wybrany, podatki, cła i opłaty socjalne stanowiły prawie 50% PKB. Wydatki rządowe stanowiły 57% PKB (najwyższy taki odsetek wśród krajów rozwiniętych). Stosunek długu krajowego do PKB wynosił prawie 100%.

Podatki, cła, opłaty socjalne i wydatki rządowe utrzymują się na tym samym poziomie, co w momencie wybrania Macrona. Stosunek długu do PKB wynosi 100% i rośnie. Francuska gospodarka nie tworzy miejsc pracy. Ubóstwo pozostaje niezwykle wysokie: 14% ludności zarabia mniej niż 855 euro (950 USD) miesięcznie.

Macron nie zwraca uwagi na narastającą katastrofę kulturalną, która obejmuje kraj. System edukacyjny rozpada się. Coraz więcej uczniów kończy szkołę średnią, nie wiedząc, jak bezbłędnie napisać choć jedno zdanie, co sprawia, że wszystko, co piszą, jest niezrozumiałe. Chrześcijaństwo zanika. Większość nie-muzułmańskich Francuzów nie określa się już jako chrześcijanie. Pożar, który zniszczył katedrę Notre Dame de Paris był oficjalnie „przypadkowy ”, ale to tylko jeden z wielu pożarów chrześcijańskich budowli sakralnych w kraju, które zostały niedawno zniszczone. Co tydzień burzone są kościoły – przy powszechnej obojętności społeczeństwa.

W pierwszej połowie 2019 r. 22 kościoły spalono.

Tymczasem głównym zmartwieniem Macrona i rządu francuskiego wydaje się być nie ryzyko zamieszek, niezadowolenie opinii publicznej, zanikanie chrześcijaństwa, katastrofalna sytuacja gospodarcza lub islamizacja i jej konsekwencjie. On uważa, że jest to… zmiana klimatu. Chociaż ilość emisji dwutlenku węgla we Francji jest nieskończenie mała (mniej niż 1% całości globalnej), zwalczanie „zmian klimatycznych wywołanych przez człowieka” wydaje się absolutnym priorytetem rządu Macrona.

Szwedzka dziewczyna, Greta Thunberg, szesnastoletnia guru „walki o klimat” w Europie, została niedawno zaproszona do francuskiego Zgromadzenia Narodowego przez członków parlamentu, którzy popierają Macrona. Wygłosiła przemówienie, stwierdzając, że „nieodwracalne zniszczenie” planety zacznie się bardzo szybko. Dodała, że przywódcy polityczni „nie są wystarczająco dojrzali” i potrzebują lekcji od dzieci. Posłowie popierający Macrona uradowani bili jej brawo. Greta Thunberg otrzymała Nagrodę Wolności, przyznawaną każdego roku ludziom „walczącym o wartości tych, którzy wylądowali w Normandii w 1944 r., aby wyzwolić Europę”. Prawdopodobnie można z duży, prawdopodobieństwem założyć, że nikt z lądujących w Normandii w 1944 r., nie myślał, że walczy ze zmianami klimatu. Takie drobne szczegóły wydają się jednak wykraczać poza sposób myślenia Macrona i parlamentarzystów, którzy go wspierają.



Macron i rząd francuski wydaje się również obojętni, że Żydzi – obawiając się rosnącego antysemityzmu – nadal uciekają z Francji.

Kobili Traore, człowiek, który zamordował Sarę Halimi w 2017 roku, śpiewając sury z Koranu i krzycząc, że Żydzi są Sheitan (po arabsku „Szatan”), został uznany za niewinnego. Traore najwyraźniej palił marihuanę przed morderstwem, więc sędziowie uznali, że nie jest odpowiedzialny za swoje czyny. Traore wkrótce zostanie zwolniony z więzienia; co się stanie, jeśli ponownie zapali marihuanę?

Kilka tygodni po zamordowaniu Halimi, trzech członków żydowskiej rodziny zostało zaatakowanych, torturowanych i przetrzymywanych jako zakładnicy przez grupę pięciu mężczyzn, którzy mówili, że „Żydzi mają pieniądze”, a „Żydzi muszą płacić”. Mężczyźni zostali aresztowani; wszyscy byli muzułmanami. Sędzia, który ich oskarżył, ogłosił, że ich działania nie są „antysemickie”.

25 lipca 2019 roku, gdy izraelska drużyna piłkarska Maccabi Haifa rywalizowała w Strasburgu, rząd francuski ograniczył liczbę kibiców izraelskich na stadionie do 600, a nie więcej. Tysiąc kupiło bilety lotnicze, aby przyjechać do Francji, by wziąć udział w meczu. Francuski rząd zakazał również machania flagami Izraela podczas gry lub w dowolnym miejscu w mieście. Niemniej jednak, w imię „wolności słowa”, francuski departament spraw wewnętrznych zezwalał na antyizraelskie demonstracje przed stadionem, a palestyńskie flagi i banery z napisem „Śmierć Izraelowi” były tam. Dzień przed meczem, w restauracji niedaleko stadionu, niektórzy Izraelczycy zostali brutalnie zaatakowani. „Demonstracje przeciwko Izraelowi są aprobowane w imię wolności słowa, ale władze zabraniają zwolennikom Maccabi Hajfy podniesienia flagi Izraela, jest to niedopuszczalne” – powiedziała Aliza Ben Nun, ambasador Izraela we Francji.

Macron pozostanie prezydentem do maja 2022 r. Kilku przywódców partii centrolewicowych (takich jak Partia Socjalistyczna) i centroprawicowych (Republikanie) dołączyło do Republiki w ruchu – partii, którą stworzył dwa lata temu. Po tym Partia Socjalistyczna i Republikanie przegrali wybory z kretesem. Główny, przeciwnik Macrona w 2022 r. Prawdopodobnie będzie taki sam jak w 2017 r.: Marine Le Pen, lider populistycznego Wiecu Narodowego.

Chociaż Macron jest powszechnie niepopularny i szeroko znienawidzony, prawdopodobnie użyje tych samych sloganów, co w 2017 r.: że jest ostatnim bastionem nadziei przeciwko „chaosowi” i „faszyzmowi”. Ma duże szanse na ponowny wybór. Każdy, kto przeczyta program polityczny Wiecu Narodowego, może się przekonać, że Le Pen nie jest faszystą. Ponadto każdy, kto spojrzy na sytuację we Francji, może się zacząć zastanawiać, czy Francja nie zaczęła już pogrążać w chaosie.

Smutna sytuacja panująca we Francji nie odbiega aż tak bardzo od tej w wielu innych krajach europejskich. Kilka tygodni temu, afrykański kardynał Robert Sarah, opublikował książkę, Le soir approche et le jour déjà baisse ( “Wieczór nadchodzi, a już światło gaśnie”). „U podstaw upadku Zachodu”, pisze, „jest kryzys kulturowy i tożsamościowy. Zachód nie wie już, czym jest, ponieważ nie wie i nie chce wiedzieć, co go ukształtowało. (…) To samouduszenie prowadzi naturalnie do dekadencji, która otwiera drogę do nowych barbarzyńskich cywilizacji. ”

Dokładnie to z tym mamy do czynienia we Francji – i w Europie.

Dr Guy Millière, profesor Uniwersytetu w Paryżu, jest autorem 27 książek o Francji i Europie.