Byłam z mężem  u leka­rza. Wyszedł stam­tąd czło­wiek z bolą­cym krę­go­słu­pem Zagad­nę­łam go na chod­ni­ku, chcąc mu podać numer tele­fo­nu krę­gar­ki.  Opo­wie­dział swo­ją całą histo­rię ostat­nich 10 — ciu lat.  Żona cho­ra, on też, tro­je dzie­ci – nie małych już,  ale uczą­cych się jesz­cze.  Wła­śnie lekarz dał mu ze swo­jej kie­sze­ni 50 zło­tych,  aby mógł wyku­pić zapi­sa­ne przez nie­go leki, na ten cho­ry kręgosłup.

Zauwa­ży­łam zdzi­wio­ny wzrok kole­żan­ki, z któ­rą  kie­dyś pra­co­wa­łam – zdzi­wio­na, z kim to ja idę, że z takim obe­rwań­cem… Szła wystro­jo­na, zadba­na- każ­dy pazno­kieć na pew­no  dłu­gi i poma­lo­wa­ny …, a dla mnie ten obe­rwa­ny, bied­ny czło­wiek był war­to­ścio­wym człowiekiem.

Inte­re­su­ją mnie zio­ła. Wszyst­ko przez wyjaz­dy  do pra­cy  opie­kun­ki w Niem­czech,  w latach 2009 ‑2018, czy­li w latach naszej bie­dy, bra­ku pie­nię­dzy naszej rodzi­ny. Bie­da ta doty­czy­ła ludzi w Pol­sce już wcze­śniej, w tym rejo­nie zachod­niej Pol­ski, bez­ro­bo­cie było od ok. 1990.

reklama

Mąż się roz­cho­ro­wał, a kil­ka­dzie­siąt lat pra­co­wał bez dnia zwol­nie­nia. Jak się roz­cho­ro­wał, to go szyb­ko i nagle z pra­cy zwol­ni­li. Każ­da oka­zja była dobra do zwol­nie­nia, w cza­sie, gdy zakład padał w tym rejo­nie, a czę­ścio­wo go prze­no­szo­no do wiel­kie­go mia­sta.  Ren­ty jed­nak mąż nie otrzy­mał, bo mało kto ren­tę otrzy­my­wał za PO. Pozwo­le­nia do pra­cy tak­że nie otrzy­mał Lekar­ka mu nie dała, cho­ciaż była to tyl­ko pra­ca biurowa

O zio­łach mia­łam pisać.. Musia­ła­bym poli­czyć, w ilu to ja domach nie­miec­kich byłam. Sta­ra­łam się o pra­cę na okres 1 m‑ca, więc wyjeż­dża­łam na zastęp­stwo,  za opie­kun­kę, któ­ra pil­no­wa­ła swo­je­go miej­sca pra­cy, a tyl­ko na krót­ko zjeż­dża­ła do Pol­ski. Musia­łam dzia­łać na dwa domy – mój pol­ski i ten nie­miec­ki.   Naj­waż­niej­sze były naj­młod­sze dzie­ci, mat­ki potrze­bu­ją­ce. Nie­miec­cy sta­rusz­ko­wie zabie­ra­li mat­kę pol­skim dzie­ciom. Niem­cy boga­ci, pol­skie dzie­ci głod­ne,  bied­ne, tęsk­nią­ce za mat­ką i jesz­cze jed­na sza­la – po jed­nej stro­nie boga­ci Niem­cy, bo dru­giej mój mąż, cza­sem tez potrze­bu­ją­cy mojej opie­ki, bo jesz­cze jed­na sza­la — po jed­nej stro­nie i i po dru­giej moja mama, któ­rą też się powin­nam opiekować.

Byłam więc wyry­wa­na z moje­go śro­do­wi­ska, z Pol­ski, jecha­łam do Nie­miec za chle­bem, peł­na tro­ski o mój dom, zosta­wio­ny beze mnie. I gdy pie­kłam tam cia­sto, czu­łam że powin­nam piec moim dzie­ciom. I gdy goto­wa­łam dobrą zupę, myśla­łam, co jedzą moje dzie­ci. Im bym pogo­to­wa­ła! Co ja tu robię !



Wła­ści­wie całe te lata były bole­sną tęsk­no­tą i tęsk­no­tę za rodzi­na, za dzieć­mi czu­łam w każ­dej chwi­li w Niem­czech. Zma­la­ła  ona, gdy naj­młod­sze dziec­ko wyszło z domu.

Zio­ła… były w każ­dym domu nie­miec­kim i zaczę­łam wią­zać spo­sób odży­wia­nia z cho­ro­ba­mi w danym domu nie­miec­kim. Naj­zdrow­szy był pan w Ber­li­nie – 98 let­ni. Przy­je­cha­łam do mał­żeń­stwa, ale jego żona przy mnie umar­ła. Ci ludzie nie chcie­li niko­go inne­go poza mną,  po tym, gdy przy­je­cha­ła przy­sła­na przez fir­mę opie­kun­ka i kłó­ci­ła się z dziad­kiem, co sły­sza­ła sprzą­tacz­ka z miesz­ka­nia syna tego pana, a któ­ry miesz­kał pię­tro wyżej tego domu.

Musia­łam więc jeź­dzić wciąż i wciąż, co mi odpo­wia­da­ło bar­dziej,  niż jeden dłuż­szy pobyt. Nauczy­łam się jeź­dzić, łapać połą­cze­nia  mie­sza­ne – naj­pierw pocią­giem, potem auto­bu­sem do Ber­li­na, potem z Alek­san­der­platz  szłam do przy­stan­ku na ich dziel­ni­cę. Pozna­wa­łam Ber­lin, zasa­dy poru­sza­nia się po nim. Dużo ludzi, nie roz­ma­wia­ją­cych ze sobą, w środ­kach loko­mo­cji. Przed oczy­ma mie­li smart­fon, tele­fon, gaze­tę lub książ­kę —  zaczy­ta­ni, aby innym w oczy nie spojrzeć.

Jecha­łam na 2 tygo­dnie, potem do domu na 10 dni. Była to męczą­ce, ale mia­łam wra­że­nie, że  pra­wie wciąż jestem w domu. Nie było  wte­dy pomo­cy żad­nej od pań­stwa —  pię­cio­ro dzie­ci i nic. Jakaś  nie­wiel­ka pomoc spo­łecz­na była, raz spró­bo­wa­li­śmy się o nią ubie­gać, ale naj­pierw przy­szły dwie panie do domu. Potem przy­zna­no nam 200 zło­tych, na 2 m‑ce, potem znów trze­ba było się sta­rać, panie znów mia­ły przyjść do domu. W  mię­dzy­cza­sie moż­na było kil­ka razy umrzeć z gło­du. Zasi­łek dla bez­ro­bot­nych mi się nie nale­żał, bo fir­my, któ­re mnie zatrud­nia­ły nie pła­ci­ły na fun­dusz pra­cy, a ja sama nie mogłam tej skład­ki zapła­cić. Były to fir­my wysy­ła­ją­ce opie­kun­ki pol­skie do Nie­miec – fir­my pol­sko –nie­miec­kie. Okrą­ża­ły spryt­nie nie­pre­cy­zyj­ne prze­pi­sy, pła­cąc np. skład­ki od sumy  np. 50 zło­tych zarobku.

Teraz to się zmie­ni­ło. Na lep­sze. Fir­my mogą już mniej zaro­bić, nawet musza opła­cać skład­kę eme­ry­tal­ną. Teraz jest jed­nak i 500 plus, taki doda­tek na każ­de dziec­ko, pozwo­lił­by mi w mia­rę spo­koj­nie opie­ko­wać się moją rodzi­na, a nie Niemcami.

Co zyska­łam? Nauczy­łam się języ­ka nie­miec­kie­go i w fir­mie mi powie­dzia­no, że jestem naj­le­piej mówią­cą ich opie­kun­ką – po nie­miec­ku. Ja lubię mówić, więc i to docho­dzi. Uwa­żam, że są tzw. milcz­ki, któ­re mogą lepiej znać ten język.

Tak, ten dzia­dek był naj­zdrow­szy. i pełen pre­ten­sji do rodzi­ny, ale raz tak­że do mnie. Miał pre­ten­sje, że gdy byłam w Pol­sce, on zapro­sił mnie na swo­je 98 –te uro­dzi­ny, a ja nie przy­je­cha­łam… Hm każ­dy taki przy­jazd i wyjazd był cięż­ki, w Szcze­ci­nie musia­łam cią­gnąć wali­zę po scho­dach drew­nia­nych, któ­re są ponad pero­na­mi. Gdy był śnieg, było nie­bez­piecz­nie. Nie lubi­łam więc tego dwor­ca, a nie mogłam go omi­nąć. Nie było bez­po­śred­nich  połą­czeń busi­ków małych, któ­re są teraz. Był tyl­ko jeden auto­bus z mojej miej­sco­wo­ści nawet, ale. przy­jeż­dżał o 2‑giej w nocy do Berlina.

Zwró­ci­łam uwa­gę na to, że dzia­dek jest nie tyl­ko zdro­wy ogól­nie, ale tak­że żwa­wo sobie cho­dzi. Nie miał żad­nych pro­ble­mów z kola­na­mi, z kość­mi. Jego jedze­nie niczym się nie róż­ni­ło, nie było nic w nim spe­cy­ficz­ne­go, oprócz tego, że całe życie pił mię­tę. Dwie tore­becz­ki na pół­li­tro­wy ter­mos —  robić trze­ba było rano. Potem dru­gi raz przed kola­cją. Pił tyl­ko mię­tę, była ona aż brą­zo­wa — tak stę­żo­na, moc­na Gdy przy­by­łam tam, był upał, więc zaczę­łam dawać jed­na toreb­kę tej mię­ty eks­pre­so­wej na ter­mos, bo on nie pił czy­stej  wody. Muszę jed­nak dodać, że rano pił tak­że kawę.



To mnie zdzi­wi­ło, bo w moim domu rodzin­nym kawy się nie piło — mama uwa­ża­ła że jest  szko­dli­wa.  Poza tym jadł nor­mal­nie, mię­so tak­że. Jego żona jadła tyl­ko jed­no jaj­ko na obiad, a w nie­dzie­lę jed­no i dru­gie ryż z cyna­mo­nem i cukrem, z popu­lar­ne­go mar­ke­tu. – Każ­dy po swo­im opa­ko­wa­niu. Ona kaza­ła goto­wać w sobo­tę  6 jajek – na cały tydzień i nawet zna­la­złam już po jej śmier­ci sta­rą kar­tecz­kę —  Mężu mój, ugo­tuj  mi 6 jajek, bo gdzieś tam muszę wyjść. Ona była bar­dzo miła, dzię­ko­wa­ła za każ­dą moją czyn­ność. Mówi­ła, że dobrze jej się żyło do 80-tki i  była zdro­wa. Jed­nak po 80-tce stwier­dzi­ła, że już chce umrzeć, że nie chce być taka sta­ra i nawet przy  mnie pro­si­ła o śmierć. Było to przykre…

Więc tu była mięta.

Z kolei tam, gdzie była sil­na demen­cja, pani też upar­ta była  na jeden napój. Piła tyl­ko koper wło­ski i jadła dużo mięsa.

Tam, gdzie był Par­kin­son – żona tego cho­re­go pana star­sze­go była bar­dzo ską­pa. Par­kin­son był z bra­ku jedze­nia — ogól­nie  tam, gdzie była pani star­sza 94-let­nia, tak­że zdro­wa. Przy mnie popra­wi­ły jej się oczy, bo fir­ma wysy­ła­ła mnie do oso­by pra­wie nie­wi­dzą­cej. Ja wpro­wa­dzi­łam spa­ce­ry, może to słoń­ce jej oczy popra­wi­ło. Zaczę­ła też spa­ce­ro­wać jej sąsiad­ka, tak­że w tym wie­ku. Oczy jej tak się popra­wi­ły, że pani star­sza nie chcia­ła moje­go towa­rzy­stwa, obie sobie spa­ce­ro­wa­ły powolutku.

Co ta pani jadła, co piła? Jadła ziem­nia­ki z masłem – na obiad. Piła tyl­ko zie­lo­ną her­ba­tę. Co spe­cy­ficz­ne było – jadła tyl­ko chleb jęcz­mien­ny, po któ­ry jeź­dzi­łam na rowe­rze 5 km do mia­stecz­ka. Warzy­wa tyl­ko goto­wa­ne i też dużo masła.

Były też oso­by depre­syj­ne — bab­cia i jej wnucz­ka na górze miesz­ka­ją­ca. Bab­cia 84 lata piła dziu­ra­wiec po kil­ka table­tek tego dziu­raw­ca roz­pusz­cza­ło się w cie­płej wodzie, bo  mia­ła pro­ble­my z prze­ły­ka­niem. U  nas, w Pol­sce, dziu­ra­wiec koja­rzy się tyl­ko z żołąd­kiem, w Niem­czech ludziom star­szym jest prze­pi­sy­wa­ny jako anty­de­pre­sant  i prze­ciw­ko pod­wyż­szo­ne­mu ciśnie­niu. Kupo­wa­łam sobie więc her­bat­kę z dziu­raw­ca i piłam ją przed moją podro­żą do Pol­ski, powrot­ną. Bar­dzo się przed nią dener­wo­wa­łam, bo  musia­łam jesz­cze tego dnia wszyst­ko zro­bić w domu nie­miec­kim, połą­cze­nia mia­łam na styk, a naj­gor­szy ten Szcze­cin… Gdy jecha­łam z fir­mą, nie wio­złam zaro­bio­nych pie­nię­dzy, bo były wysy­ła­ne na kon­to, w następ­nym m‑cu.

Jed­nak, gdy nie poprzez fir­mę, musia­łam uwa­żać, obmy­ślać, do któ­rej kie­szon­ki scho­wać pie­nią­dze. Cza­sa­mi je zaszy­wa­łam. To była moja krwa­wi­ca i całej naszej rodzi­ny. Dzie­ci przed­tem przy­zwy­cza­jo­ne były bar­dziej do mnie niż do męża. On pra­co­wał dłu­go. Cza­sem wra­cał dopie­ro po 21-szej, gdy już spa­ły. Ja pra­co­wa­łam w szko­le, więc godzin mniej i zawsze byłam z nimi. Opo­wia­da­ły mi, co się zda­rzy­ło w szko­le.  Za moich wyjaz­dów do Nie­miec, dzie­ci zbli­ży­ły się do taty, któ­ry potem pra­cę stra­cił i już opie­ko­wał się nimi.

Cza­sa­mi wyga­nia­li­śmy się nawza­jem z kuch­ni, gdy wra­ca­łam do domu…

A jeśli cho­dzi o zio­ła, cie­ka­wy jest dziu­ra­wiec, a moda jest teraz (wśród ludzi cho­rych) na glist­nik i na wro­tycz. Wro­tycz jest zaka­za­ny w Unii. Jest żół­ty, pach­nie nie kwia­to­wo, jakoś tak che­micz­nie, ale ciekawie.

Rok mnie w Niem­czech ostat­nio nie było i zauwa­ży­łam zmia­ny w skle­pach nie­miec­kich. Cho­dzi o jod, flu­or  i alu­mi­nium. Jodo­wa­nej soli mniej, moż­na dostać pastę do zębów bez flu­oru, a tak­że zwięk­szy­ła się licz­ba dez­odo­ran­tów bez alu­mi­nium, a zmniej­szy­ła się anty­per­spi­ran­tów, któ­re mają  alu­mi­nium. Od tego alu­mi­nium może­my mieć w przy­szło­ści raka, bo wykry­to go w rako­wych pier­siach kobiet. To znak dla ludzi, aby go unikali.

Flu­or, jego nad­miar dzia­ła otę­pia­ją­co itd.

Jod? Czy każ­de­mu z nas jest potrzeb­ny?  Dla­cze­go sól się nadal jodu­je, rzad­ko moż­na dostać bez jodu i  jest  to sól gru­bo­ziar­ni­sta do kisze­nia ogórków.

Pysz­ne ogór­ki mi wyszły w tym roku, kupu­ję je od gospo­da­rzy na tar­gu. Mają do nich dłu­gie wiąz­ki kopru. Ogór­ki są w cenie oko­ło 5 zło­tych – im mniej­sze, tym droż­sze.  Kiszę je w sło­ikach, w sło­jach. W sumie, aby coś uki­sić, moż­na zalać tyl­ko wodą z solą.  Moż­na zalać w sło­iku kawał­ki warzyw np. bura­ków, ogór­ków itd. …. zakrę­cić, dać do ciem­na i zoba­czyć, co będzie, za jakiś czas.

Wro­tycz, to zio­ło, któ­re­go naoko­ło dużo. musi być odpor­ne na brak wody, bo wybu­ja­ło, a inne pousy­cha­ły. O tej porze kie­dyś szło się, jecha­ło się na grzy­by. Od lat ich nie ma, grzyb­nie zosta­ły znisz­czo­ne, gdy ludzie ze wsi poPGR-owskich wyru­sza­li na grzy­by, już o 5 rano. Nie mie­li  pie­nię­dzy na  zeszy­ty dla dzie­ci, a szko­ła zaczy­na­ła się od wrze­śnia. To był począ­tek lat 90-tych.

Glist­nik, tez zio­ło mod­ne teraz, na róż­ne złe cho­ro­by  Wła­śnie zapa­rzy­łam kil­ka list­ków i będzie­my tym oczy prze­my­wać, a może tyl­ko powie­ki. Zro­bi­li­śmy też mężem kro­ple do oczu z glist­ni­ka wg Haret­skie­go, z opi­su poda­ne­go w inter­ne­cie. Szczy­pią w oczy po zakro­pie­niu, przez dobre 10 minut, co zra­ża do ich stosowania…

Goź­dzi­ki… codzien­nie zale­wam gorą­cą wodą 3 goź­dzi­ki, wypi­jam potem tę wodę i następ­nie zale­wam je już chłod­ną wodą  i też wypi­jam. I tak cały dzień, w małej fili­ża­necz­ce.  Lubię smak goź­dzi­ków,  podob­no kie­dyś były na wagę złota.

wan­da­rat

wandarat@wp.pl

10 sierp­nia 2019, Polska