Sumienie to jest twój najwyższy sędzia, który zawsze mówi ci prawdę. W głębi swojego sumienia – rozumiesz – w jego najskrytszym miejscu – rozmawiasz z samym Bogiem. A któż może być lepszym sędzią niż sam Bóg?

Twoje sumienie zawsze powie ci prawdę – ciągnął – i zawsze, ale to zawsze – jeśli naprawdę wsłuchasz się w jego głos – będziesz wiedział co jest dobre a co złe. Zawsze będziesz wiedział czy to co robisz jest dobre – powtórzył.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Teraz też masz jakiś problem i nie wiesz jak postąpić – prawda? – zagadnął mnie tak nagle, że aż się żachnąłem!

-Skąd wiesz??? – spytałem cicho.

-Marcin, czy ty nie wiesz, że wszystko masz wypisane na twarzy? Czy nikt ci już o tym wcześniej nie mówił?

Rzeczywiście, to nie była dla mnie jakaś nowość. Moja babcia na przykład zawsze mi mówiła, że ja nie umiem kłamać.

„Ja od razu widzę kiedy ty kłamiesz” – mawiała. Mój nauczyciel od polskiego w szkole też tak mówił. „Baraniecki, ja zawsze wiem kiedy ty umiesz a kiedy nie! Masz to wypisane na twarzy!”

Do diabła – myślałem wtedy – dlaczego nie mogę mieć pokerowej twarzy – takiej jak ci faceci na westernach, którzy bez mrugnięcia okiem wyciągają pistolet! Dlaczego nie mogę być takim, który potrafi oszukać nawet maszynę do wykrywania kłamstw? To też widziałem na filmach! Dlaczego nie mogę być kamiennym facetem o nieruchomej twarzy?



-Widać tak już jest – odpowiedział za mnie Peter – ale to dobrze – jak się ma taką twarz to trudniej jest kłamać, bo i tak wszystko widać, ale prawdą jest także to, że z taką twarzą nie powinno się iść, na przykład, do konspiracji…

-Pe…Peter – aż się zająknąłem – co ty mówisz?

-Masz jakiś problem i nie wiesz co zrobić – prawda? – powtórzył.

I wtedy powiedziałem mu o paczce a on słuchał uważnie i wyglądało na to, że ze zrozumieniem.

-No i co zrobisz? – zapytał gdy skończyłem.

-Nie jestem zupełnie pewny, ale chyba nie mam wyboru – jakoś ją dostarczę, ale boję się jak cholera, bo jak mnie złapią to co będzie?!

-Jak się boisz to może ja ją wezmę i dostarczę, co? -I nie bałbyś się? -Nie.

Wtedy już byłem zupełnie pewny i powiedziałem:

-Wiesz Peter, może ja się boję, ale i tak przewiozę tę paczkę!

-Czyli, że twoje sumienie powiedziało ci co jest dobre a co nie – czy tak?

-Na to wygląda!

-Marcin – mówił dalej z zagadkowym uśmiechem – ale ty nie wiesz co faktycznie w tej paczce jest?

-No nie wiem, ale prawie na pewno jakieś nielegalne materiały. Jakby było inaczej, to po co Gośka by mnie tak naciskała? I po co by mówiła o Polsce, wolności i robieniu czegoś dla Ludzi?

-Ludzie mówią różne rzeczy – odpowiedział – szczególnie wtedy gdy piją. Czasem robią coś dla żartu albo dla wygłupu… Nie wiadomo.

-To co Peter, sądzisz, że w tej paczce mogą być na przykład rajstopy albo podpaski higieniczne a nie wywrotowe gazetki?

-Myślę, że nie można tego wykluczyć! Jedyną drogą żeby się o tym przekonać jest otwarcie paczki… I tu zawiesił głos.

Chyba zrozumiałem do czego zmierza.

-Taak, to by mi dało jasną odpowiedź czy mam się bać czy nie – powiedziałem wolno – ale… wiesz co, Peter – ja tej paczki otwierać nie będę!

A Peter uśmiechnął się szeroko:

-Zaczynasz mi imponować! Pozostaję więc jeszcze tylko jedno pytanie, czy w tym przypadku nie popełniasz grzechu!

Aż mną podrzuciło:

-Peter, co ty? Teraz jeszcze zaczynasz z grzechem? Sam przecież powiedziałeś, że sumienie i tak dalej… No więc moje sumienie już mi powiedziało co robić i teraz jest mi kompletnie obojętne czy będziesz to nazywał grzechem czy czymś innym – dobrze?!

I szczerze mówiąc byłem już zły, bo zaczynałem mieć dosyć tej intelektualnej huśtawki.

Ale Peter był spokojny.

-Marcin – o tym czy popełniasz grzech czy nie, wiesz tylko ty. Nikt inny. Tylko ty – w swoim sumieniu – wiesz czy to co robisz jest grzechem.Tak uważam, a jeśli cię o to pytam to dlatego, żebyś mógł na to spojrzeć z różnych punktów widzenia. Powiedzmy, że robimy takie małe ćwiczenie.

-Peter! – wykrzyknąłem – przestań drażnić moją inteligencję! Nie mam na to siły! Jestem zmęczony!

-Wybacz, ale muszę ci to wyjaśnić. Dla twojego dobra!

-Mojego dobra?! No dobrze, niech będzie – mów!

Nasz rozmowa trwała długo. Ostatecznie co było innego do roboty? W Abo-Turku zeszło nam ładne parę godzin i dopiero przed południem następnego dnia po wypłynięciu z Helsinek ruszyliśmy wreszcie w drogę do Gdańska.

Siedzieliśmy więc w kafeterii i gadali. Trochę mi się od tego mąciło w głowie, nerwy miałem napięte i byłem jakby przeciągnęty przez wyżymaczkę, ale czułem, że warto, że uczę się i mój umysł zaczyna pracować na innych obrotach!

Dziś – z perspektywy czasu – wiem, że Peter przeprowadzał ze mną trening interpersonalny, który miał mnie nauczyć innego spojrzenia na złagodzenie stresu, rozwiązywania problemów i w ogóle umiejętności poznania nieznanych obszarów własnej osobowości.


Nie, nie wywierał żadnego nacisku. Po prostu mówił, a gdy mu przerywałem i zadawałem pytanie czy wtrącałem uwagę natychmiast przestawał i słuchał mnie z uwagą a nawet napięciem, co sprawiało, że czułem się rozumiany. Z całą pewnością to nie jest zbyt powszechna umiejętność. Ci, którzy prawdziwie umieją słuchać są bez porównania cenniejszymi rozmówcami niż ci, którzy tylko mówią albo słuchają z roztargnieniem myśląc jedynie o tym, żeby znowu gadać samemu.

Peter Nikulin z całą pewnością był zawodowcem w tym co robił. Jestem przekonany, że umiejętności komunikowania się z ludźmi, przekazania im własnego sposobu myślenia, słuchania i tłumaczenia trudnych spraw i pojęć nabrał w czasie długoletnich misji. Ale to nie wszystko. Czuło się w nim jakąś charyzmę, która sprawia, że tego typu ludzie potrafią wzbudzić ogromne, nawet bezgraniczne zaufanie i pociągnąć za sobą innych – tak w dobrym jak i złym.

Tego typu ludzie stają się czasami liderami sekt, związków czy ruchów społecznych. Czasem stają się świętymi a czasem zbrodniarzami. Bywa, że nieograniczony wpływ na członków sekty czy jakiegoś duchowego związku deformuje ich samych i czyni z nich krwiożercze monstra!

Każdy z nas ma na to wiele przykładów. Nieograniczony wpływ lidera na członków takiej grupy – sekty, kościoła czy jakiekolwiek innej społeczności – bardzo często prowadzi do strasznych rzeczy.

Ale nie zawsze! Bywa też, że taki człowiek wypełnia zapotrzebowanie na zrozumienie, miłość i odpowiada na nigdy nieodpowiadane pytania…

Takim był Peter.

-To czy w przypadku doręczenia tej twojej paczki robisz dobrze czy źle – mówił swoim spokojnym głosem – będzie wiadome dopiero wtedy gdy ją doręczysz, a jej adresat otworzy ją i stwierdzi że wszystko jest w porządku.

Wiem, że chcesz to zrobić w imię rzetelności, konieczności dotrzymania raz danego słowa a także w imię sprawdzenia swojej własnej odwagi i determinacji. Wiesz też, że zrobiłeś głupstwo godząc się na wzięcie nieznanej przesyłki i zobowiązując się do ryzykownego i niebezpiecznego przewiezienia jej przez granicę, ale postanowiłeś wykorzystać tę trudną sytuację do sprawdzenia siebie…

Tu Peter przerwał i długo zapalał papierosa.

-Rzecz tylko w tym – ciągnął – że to „sprawdzanie swojej odwagi” może być bardzo kosztowne i w tym właśnie kontekście zadałem ci pytanie czy nie czujesz, że popełniasz grzech. Chodzi o grzech niepotrzebnego narażania życia – lub – bez wielkiego patosu – grzech lekkomyślności.

Bo widzisz Marcin – mówił dalej – lekkomyślność może być grzechem. I to, często gęsto, bardzo poważnym.

Widzisz – cała historia mogłaby być rozwiązana w bardzo łatwy sposób:

Możesz tę paczkę wyrzucić i o niej zapomnieć.

Możesz tę paczkę otworzyć, sprawdzić jej zawartość i dopiero wtedy zadecydować czy dostarczysz ją czy nie.

Możesz też – tak jak wspomniałem – dać ją mnie i ja ją doręczę.

Ty odrzucasz te możliwości i pogrążasz się w stresie tłumacząc, że dałeś słowo – po pijanemu bo po pijanemu, ale zawsze słowo! Chcesz ponadto udowodnić swoją niezależność i odwagę a to ociera się o konsekwencje, które swoją wagą i surowością mogą przekreślić twoją karierę i przyszłość twojej przyszłej rodziny! A to jest grzechem! I to nie małym!

Zmartwiałem! Miałem wszystkiego dość. Czułem się jakbym balansował na linie i w każdej chwili spodziewał upadku!

Ciekawa rzecz – o ile sobie przypominam – nigdy wtedy nie przyszła mi do głowy myśl, żeby tę cholerną paczkę gdzieś wyrzucić! Nie mam zielonego pojęcia dlaczego o tym nie myślałem. Dziś – z perspektywy czasu – nie mogę sobie tego wytłumaczyć! Być może miało na to wpływ wychowanie, że „czyjaś własność to rzecz święta!”, a może po prostu mój sposób ówczesnego myślenia nie przyjmował takiej ewentualności? Nie wiem.

Zdarza się, że postępujemy irracjonalnie i nie potrafimy tego wytłumaczyć.

A tymczasem Peter pastwił się nade mną w rękawiczkach, ale bez miłosierdzia. Myślę, że już wtedy dobrze wiedział co zrobić, ale przeprowadzał na mnie tę wiwisekcję z czystej miłości bliźniego.

Nie chciał mnie przeciągać na jakąkolwiek stronę, a jedynie starał się otworzyć oczy na to co do tej pory było zakryte moim konserwatyzmem, tradycją i starym, zatęchłym sposobem widzenia. Mówię tu o mojej religijności, osobistych relacjach z Bogiem i o stosunku do kościoła. W moim przypadku do kościóla rzymskiego.

Raz jeszcze muszę podkreślić to co już powiedziałem:

Przeciętny młody człowiek jest niesłychanie podatny na odpowiednio spreparowany wpływ. Nie tylko młody! Wiele razy w życiu widziałem sytuacje, w których dorośli, starsi i całkiem starzy podporządkowywali się innemu kierunkowi myślenia, innym wartościom a nawet innemu światopoglądowi. Wszystko zależy od tego kto i jak mu to podaje.

Poza wszystkim, byłem wtedy młodym człowiekiem i na pewno nieskończenie innym niż obecnie. Czterdzieści parę lat jest głębią, która oddziela dwa kompletnie różne światy.

Mając to na uwadze żadną miarą nie mogę oceniać Marcina Baranieckiego Anno Domini 1974! Po prostu opisuję go takim jakim był.

Do Gdańska dopłynęliśmy – o ile sobie przypominam – rano. Najpierw wyjechały trucki, potem zaczęto rozładowywać zabrane z Abo-Turku urządzenia, a w następnej kolejności poproszono pasażerów. Jak wspomniałem nie było nas wielu. Może osiem, dziesięć osób.

Korytarz i na końcu kontrola graniczna. -Co pan wwozi?

-Właściwie nic…

-Właściwie?

-Nie, nic nie mam. Nie miałem za dużo pieniędzy.

-A co jest w plecaku?

-Osobiste rzeczy, śpiwór, przybory toaletowe…

-Proszę przejść do kontroli.

-Ale ja nic nie mam…

-Proszę przejść do kontroli!

Czułem, że nadchodzi moment prawdy, ale byłem już zdeterminowany i wiedziałem, że się nie cofnę.

-Proszę otworzyć plecak.