Woda pitna w kranach setek tysięcy Kanadyjczyków była skażona ołowiem. Badania wykazały, że poziom ołowiu w kranówce w Montrealu i Reginie przekraczał dopuszczalny poziom określony normą federalną. W niektórych szkołach i punktach daycare zdaniem naukowców ołów w wodzie mógł mieć wpływ na zdrowie dzieci. Przy okazji okazało się, że wiele zakładów wodociągowych w ogóle nie testuje wody.

Śledztwo w sprawie skażenia ołowiem prowadziło ponad 120 dziennikarzy z 9 uniwersytetów i 10 organizacji medialnych. Zebrano wyniki badań na obecność ołowiu w wodzie w 11 miastach w Kanadzie. Z 12 000 testów przeprowadzonych w 2014 roku aż 33 proc. wykazało przekroczenie dopuszczalnego stężenia ołowiu wynoszącego 5 części na miliard (m.in. w 18 punktach daycare w Albercie), a 18 proc. przekroczenie normy amerykańskiej 15 części na miliard (ppb – parts per billion).

Andrew Keddie z Edmonton wymieniał rury w swoim domu w Edmonton kilka lat temu. Potem dowiedział się, że stężenie ołowiu wynosi u niego 28 ppb. Stwierdził, że przestanie pić wodę z kranu. 18-letnia Sarah Rana chodziła do liceum w Oakville, w której odnotowano 140 ppb. Mówi, że była podtruwana przez cztery lata i nie miała o tym pojęcia. W Kolumbii Brytyjskiej wzdłuż wybrzeża wielu mieszkańców, również wywodzących się z ludności rdzennej, mieszka w starych domach z zardzewiałymi rurami i pije wodę z kranu. Prowincja nie wymaga od miast badania wody pod kątem skażenia ołowiem.

Niektóre miasta podejmują działania. Burmistrz Montrealu Valerie Plante nakazała przeprowadzenie testów w 100 000 domów i przyspieszenie wymiany ołowiowych rur natychmiast po otrzymaniu raportu dziennikarzy.

Nie zmienia to jednak faktu, że badanie stężenia ołowiu nie jest monitorowane przez żadną agencję federalną. Łatwy dostęp do danych odnośnie ołowiu mają tylko mieszkańcy Ontario, jako że prowincja bada wodę systematycznie i publikuje wyniki w internecie. Główną przyczyną obecności ołowiu w wodzie pitnej są ołowiowe rury wodociągowe.