W nie­dzie­lę 10 listo­pa­da pod­czas zbior­ki na ryn­ku głów­nym w Peter­bo­ro­ugh z gło­śni­ków zabrzmia­ły pie­śni – Bogu­ro­dzi­ca, Supli­ka­cja Świę­ty Boże, Pieśń Kon­fe­de­ra­tów Bar­skich i Rota. Marsz otwo­rzył Bur­mistrz Mia­sta, May­or Cllr Gul Nawaz wraz z May­oress Amre­en, wspo­mi­na­jąc o zabo­rach Pol­ski i o odzy­ska­niu Nie­pod­le­gło­ści 11/11/1918. Po prze­mó­wie­niach jak niżej Marsz wyru­szył do zagłę­bia Cen­tral Park, skan­du­jąc tra­dy­cyj­ne hasła. Tam zło­żo­no pięk­ny wie­niec na pomni­ku Lot­ni­ków i odśpie­wa­no 4 zwrot­ki Hym­nu Naro­do­we­go z palą­cy­mi się racami.

Prze­mó­wie­nia

Karo­li­na

reklama

Dro­dzy Rodacy!

To już siód­my raz, gdy spo­ty­ka­my się tutaj w Peter­bo­ro­ugh, w mie­ście przy­ja­znym nam — Pola­kom, i w tym miej­scu ponow­nie pra­gnę podzię­ko­wać, w imie­niu orga­ni­za­to­rów, wła­dzom mia­sta za zezwo­le­nie zor­ga­ni­zo­wa­nia ponow­nie tego wydarzenia.

W tym roku spo­ty­ka­my się w przed­dzień sto pierw­szej rocz­ni­cy odzy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści przez Pol­skę. Uro­czy­sto­ści poświę­co­nej ojczyź­nie i wolności.

- 11 Listo­pa­da to…symbol miło­ści do ojczy­zny… wal­ki o wol­ność, sym­bol wia­ry i sym­bol zwycięstwa.

Tak się skła­da, że Świę­to Nie­pod­le­gło­ści obcho­dzi­my w listo­pa­dzie. Listo­pad to czas szcze­gól­nej reflek­sji nad prze­mi­ja­niem. Nie­daw­no sprzą­ta­li­śmy gro­by naszych zmar­łych, zano­si­li­śmy kwia­ty, pali­li­śmy zni­cze. Chcie­li­śmy w ten spo­sób poka­zać, że pamiętamy…

Zapa­li­li­śmy tak­że zni­cze na gro­bach nie­zna­nych żoł­nie­rzy, któ­rzy w róż­nym cza­sie odda­li życie za ojczyznę…

Nigdy nie wró­ci­li do swo­ich matek, żon, dzieci…

Dzie­je naszej Ojczy­zny, to rzad­ko dni szczę­śli­we i spo­koj­ne tak jak obecnie.

Czę­ściej życiu naszych roda­ków towa­rzy­szy­ła gro­za, lęk przed wro­gim sąsia­dem, nie­wo­la i wal­ka o wol­ność. Pań­stwo pol­skie zgi­nę­ło z map Euro­py na ponad 120 lat.

Mie­siąc listo­pad to mie­siąc zadu­my i reflek­sji nad prze­szło­ścią. Musi­my myśleć tak­że o przy­szło­ści, aby to, co dali nam nasi przod­ko­wie nie zosta­ło nam ogra­ni­czo­ne, żeby­śmy tych war­to­ści nie zosta­li pozba­wie­ni. Dzi­siej­szy udział w uro­czy­sto­ści to tak­że prak­tycz­na lek­cja histo­rii, któ­rą wspól­nie two­rzy­my. Wdzięcz­ność i wiecz­ność  zmar­łych trwa dotąd dopó­ki trwa o nich pamięć.

Prze­śla­do­wa­ni Pola­cy, na tułacz­kę ska­za­ni, nie stra­ci­li ducha, wie­rzy­li, że Pol­ska odzy­ska nie­pod­le­głość! Wie­dzie­li, że ojczy­zna w ser­cach się zaczy­na! Że naród prze­trwa, jeże­li rodzi­na dzie­ci swo­je nauczy jak być Pola­ka­mi. I rów­nież my dzi­siaj mamy obo­wią­zek zaszcze­pić w naszych dzie­ciach miłość do ojczy­zny, bo “kie­dyś” bez nich nasza ojczy­zna może ponow­nie zgi­nąć. To tyl­ko od nas zale­ży jak w przy­szło­ści będzie wyglą­dał nasz kraj,…Więc nawet tutaj na emi­gra­cji nie zapo­mi­naj­my, kim jesteśmy.

Niech pamięć o Pola­kach, któ­rzy odda­li życie za wol­ną i nie­pod­le­głą Pol­skę, będzie głę­bo­ko zapi­sa­na w naszych ser­cach i umysłach.

Cześć i Chwa­ła Bohaterom!

A teraz krót­kie przy­po­mnie­nie tych, jak że waż­nych chwil w dzie­jach nasze­go narodu.

11 listo­pa­da 1918 r. Rada Regen­cyj­na prze­ka­za­ła Józe­fo­wi Pił­sud­skie­mu wła­dzę woj­sko­wą i naczel­ne dowódz­two pod­le­głych jej wojsk pol­skich. Tego same­go dnia Niem­cy pod­pi­sa­ły zawie­sze­nie bro­ni koń­czą­ce I woj­nę świa­to­wą. Po ponad 120 latach Pol­ska odzy­ski­wa­ła nie­pod­le­głość. Na prze­ło­mie paź­dzier­ni­ka i listo­pa­da 1918 r. wobec roz­pa­du monar­chii austro-węgier­skiej i zapo­wie­dzi bli­skiej klę­ski Nie­miec Pola­cy coraz wyraź­niej odczu­wa­li, że odbu­do­wa nie­pod­le­głe­go pań­stwa pol­skie­go jest bliska.

31 paź­dzier­ni­ka roz­po­czę­to przej­mo­wa­nie wła­dzy w oku­po­wa­nej przez Austro-Węgry czę­ści Królestwa.

W War­sza­wie od wrze­śnia 1917 r. dzia­ła­ła powo­ła­na przez Niem­cy i Austro-Węgry Rada Regen­cyj­na. Jej człon­ka­mi byli ksią­żę Zdzi­sław Lubo­mir­ski, arcy­bi­skup Alek­san­der Kakow­ski i hra­bia Józef Ostrow­ski. W grud­niu 1917 r. Rada Regen­cyj­na utwo­rzy­ła gabi­net mini­strów, na cze­le któ­re­go sta­nął Jan Kucha­rzew­ski. Na począt­ku listo­pa­da 1918 r. regen­ci zda­wa­li sobie spra­wę, że ich poli­tycz­na rola dobie­ga koń­ca i sta­ra­li się powo­łać rząd, któ­ry miał­by sze­ro­kie popar­cie spo­łecz­ne i któ­re­mu mogli­by oddać wła­dzę z prze­ko­na­niem, że w moż­li­wie krót­kim cza­sie prze­pro­wa­dzi on wybo­ry do Sejmu.

Sytu­ację poli­tycz­ną w War­sza­wie zmie­ni­ło w spo­sób zasad­ni­czy przy­by­cie 10 listo­pa­da 1918 r. spe­cjal­nym pocią­giem z Ber­li­na uwol­nio­ne­go z twier­dzy mag­de­bur­skiej Józe­fa Pił­sud­skie­go. Na Dwor­cu Głów­nym powi­tał go m.in. repre­zen­tu­ją­cy Radę Regen­cyj­ną ksią­żę Zdzi­sław Lubo­mir­ski. Tuż po przy­by­ciu do War­sza­wy Pił­sud­ski odbył roz­mo­wy z człon­ka­mi Rady Regen­cyj­nej. W ich wyni­ku zre­zy­gno­wał z pla­no­wa­ne­go wyjaz­du do Lubli­na, gdzie od trzech dni na wyzwo­lo­nych tere­nach dzia­łał Tym­cza­so­wy Rząd Repu­bli­ki Pol­skiej z Igna­cym Daszyń­skim na cze­le. Rząd ten zresz­tą na wia­do­mość o jego powro­cie z Mag­de­bur­ga oddał mu się do dys­po­zy­cji. Na decy­zję Pił­sud­skie­go o pozo­sta­niu w sto­li­cy bez wąt­pie­nia miał wpływ fakt, iż w dniu jego przy­by­cia do War­sza­wy nie­miec­ka oku­pa­cja była już w sta­nie roz­kła­du i per­spek­ty­wa utwo­rze­nia Rzą­du Naro­do­we­go w sto­li­cy wyda­wa­ła się bar­dzo bliska.

Gene­ral­ny Guber­na­tor gen. Hans von Bese­ler pota­jem­nie opu­ścił mia­sto, a POW razem z żoł­nie­rza­mi Pol­skiej Siły Zbroj­nej, będą­cej pod roz­ka­za­mi Rady Regen­cyj­nej, przy­stą­pi­ły do roz­bra­ja­nia sta­cjo­nu­ją­cych w War­sza­wie oddzia­łów nie­miec­kich. Na ogół akcja roz­bra­ja­nia prze­bie­ga­ła bez wal­ki, choć zda­rza­ły się rów­nież ostre star­cia. Do zacię­tych walk doszło m.in. przy opa­no­wy­wa­niu Ratu­sza i Cytadeli.

11 listo­pa­da 1918 r. Rada Regen­cyj­na wobec gro­żą­ce­go nie­bez­pie­czeń­stwa zewnętrz­ne­go i wewnętrz­ne­go, dla ujed­no­li­ce­nia wszel­kich zarzą­dzeń woj­sko­wych i utrzy­ma­nia porząd­ku w kra­ju prze­ka­za­ła wła­dzę woj­sko­wą i naczel­ne dowódz­two wojsk pol­skich, jej pod­le­głych, bry­ga­die­ro­wi Józe­fo­wi Piłsudskiemu.

Atmos­fe­rę tej wyjąt­ko­wej chwi­li tak opi­sy­wał Jędrzej Moraczewski:

Nie­po­dob­na oddać tego upo­je­nia, tego sza­łu rado­ści, jaki lud­ność pol­ską w tym momen­cie ogar­nął. Po 120 latach pry­sły kor­do­ny. Nie ma “ich|.  Wol­ność!  Nie­pod­le­głość!   Zjed­no­cze­nie!         Wła­sne pań­stwo!        Na zawsze!      Cha­os? To nic. Będzie dobrze. Wszyst­ko będzie, bo jeste­śmy wol­ni od pija­wek, zło­dziei, rabu­siów, od czap­ki z bącz­kiem, będzie­my sami sobą rzą­dzi­li. (…) Kto tych krót­kich dni nie prze­żył, kto nie sza­lał z rado­ści w tym cza­sie wraz z całym naro­dem, ten nie dozna w swym życiu naj­wyż­szej radości.

Ku Czci ich pamię­ci!… CHWAŁA WIELKIEJ POLSCE!



***

Krzysz­tof

Cyprian Kamil Norwid
“Moja piosenka”

Do kra­ju tego, gdzie kru­szy­nę chleba
Pod­no­szą z zie­mi przez uszanowanie
Dla darów Nieba…
Tęsk­no mi, Panie…

Do kra­ju tego, gdzie winą jest dużą
Popso­wać gniaz­do na gru­szy bocianie,
Bo wszyst­kim służą…
Tęsk­no mi, Panie…

Do kra­ju tego, gdzie pierw­sze ukłony
Są — jak odwiecz­ne Chry­stu­sa wyznanie:
“Bądź pochwalony!”
Tęsk­no mi, Panie…

Tęsk­no mi jesz­cze i do rze­czy innej,
Któ­rej już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Rów­nie niewinnej…
Tęsk­no mi, Panie…

Do bez-tęsk­no­ty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak — nie za nie -
Bez światło-cienia…
Tęsk­no mi, Panie…

Tęsk­no mi owdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przy­jaź­ni mojej!…
Tęsk­no mi, Panie…

***

Mariusz i Klaudia

NIEPODLEGŁOŚĆ

„Nie­pod­le­głość nie jest Pola­kom dana raz na zawsze” „… nie­pod­le­głość jest dobrem nie tyl­ko cen­nym, ale i kosz­tow­nym.” – taki­mi sło­wa­mi Mar­sza­łek napo­mi­nał i prze­strze­gał roda­ków w kwe­stii wol­no­ści Ojczyzny.

Nie­pod­le­głość nie jest nam dana raz na zawsze. Trze­ba jej bro­nić i o nią wal­czyć. Dwa lata po odzy­ska­niu przez naszą uko­cha­ną Ojczy­znę nie­pod­le­gło­ści mało bra­ko­wa­ło by Pol­ska znów zni­kła z mapy Euro­py pod bol­sze­wic­kim zabo­rem. Dziś przy­po­mi­na­my boha­ter­ska Bitwę War­szaw­ską zwa­ną Cudem nad Wisłą.

Pola­cy mie­li małą szan­sę wyj­ścia zwy­cię­sko z tej bitwy. Pra­sa komu­ni­stycz­na oraz nie­któ­rzy opty­mi­ści w Niem­czech już ogło­si­li upa­dek War­sza­wy. Bol­sze­wi­cy przy­go­to­wy­wa­li już wła­sny komi­tet rewo­lu­cyj­ny dla Pol­ski na cze­le z Felik­sem Dzier­żyń­skim, Julia­nem Mar­chlew­skim i Felik­sem Konem, czy­li pol­skich komu­ni­stów sto­ją­cych po stro­nie bol­sze­wic­kiej Rosji. Wte­dy to w poło­wie sierp­nia 1920 r. armia pol­ska zada­ła prze­ciw­ni­ko­wi dru­zgo­cą­cy cios, któ­re­go nikt się nie spodziewał.

Latem 1920 roku woj­ska sowiec­kie nie­prze­rwa­nie par­ły na zachód. Dążo­no do roz­sze­rze­nia rewo­lu­cji w Euro­pie, na prze­szko­dzie zda­wa­ło się stać tyl­ko świe­żo odro­dzo­ne pań­stwo pol­skie. Woj­ska pol­skie cofa­ły się.

Pod koniec lip­ca na cze­le fron­tu pół­noc­ne­go sta­nął gen. Józef Hal­ler. Na począt­ku sierp­nia pod­po­rząd­ko­wa­no mu: 5 Armię gen. Sikor­skie­go, osła­nia­ją­cą War­sza­wę od pół­no­cy, 1 Armię gen. Lati­ni­ka, bro­nią­cą tzw. przed­mo­ścia war­szaw­skie­go, oraz 2 Armię gen. Roli, chro­nią­cą sto­li­cę od południa.

Bitwa o War­sza­wę roze­gra­na zosta­ła zgod­nie z pla­nem ope­ra­cyj­nym, któ­ry na pod­sta­wie ogól­nej kon­cep­cji Józe­fa Pił­sud­skie­go opra­co­wał szef szta­bu gene­ral­ne­go gen. Tade­usz Roz­wa­dow­ski. Głów­nym celem ope­ra­cji było odcię­cie kor­pu­su Gaj-Cha­na od armii Tucha­czew­skie­go i od zaple­cza oraz wyda­nie skon­cen­tro­wa­nej bitwy na przed­po­lu Warszawy.



Bitwa War­szaw­ska roze­gra­ła się w dniach 14–17 sierp­nia 1920 roku na przed­po­lach War­sza­wy (m.in. Radzy­min), jej apo­geum zaś przy­pa­dło na 15 sierp­nia, czy­li świę­to Mat­ki Boskiej Kró­lo­wej Pol­ski. W wyni­ku bitwy oddzia­ły sowiec­kie dowo­dzo­ne przez Micha­ła Tucha­czew­skie­go i Sie­mio­na Budion­ne­go zmu­szo­ne zosta­ły do odwrotu.

Nad Wkrą, dzię­ki dzia­ła­niom 5 Armii Pol­skiej gen. Wła­dy­sła­wa Sikor­skie­go, gru­pa ude­rze­nio­wa, zło­żo­na z 3 Armii pod dowódz­twem marsz. Pił­sud­skie­go i 4 gen. Edwar­da Rydza-Śmi­głe­go, zyska­ła moż­li­wość natar­cia znad Wieprza.

Prze­ciw­ko trzem armiom pol­skim wystą­pi­ło pra­wie 5 armii sowiec­kich. 12 sierp­nia bol­sze­wi­cy zaata­ko­wa­li Radzy­min i inne miej­sco­wo­ści, znaj­du­ją­ce się na przed­mo­ściu war­szaw­skim. Radzy­min i Ossów (obok Woło­mi­na) sta­no­wi­ły wro­ta, pro­wa­dzą­ce do sto­li­cy. Podob­nie zacię­te wal­ki trwa­ły w oko­li­cy Modli­na i rze­ki Wkry.

13 sierp­nia na Mazow­sze natar­ły dwa sowiec­kie związ­ki tak­tycz­ne, jed­nej dywi­zji z 3 Armii Łaza­re­wi­cza i jed­nej z 16 Armii Soł­ło­hu­ba. Sowie­ci ata­ko­wa­li War­sza­wę z kie­run­ku południowo-wschodniego.

Pod Radzy­mi­nem ude­rzy­ły dwie sowiec­kie dywi­zje, któ­re w ostat­nim cza­sie poko­na­ły 600 km for­sow­nym mar­szem. Prze­ła­ma­ły obro­nę 11 Dywi­zji puł­kow­ni­ka Bole­sła­wa Łaź­wiń­skie­go i zdo­by­ły Radzy­min. Następ­nie kolej­na z dywi­zji ruszy­ła na Pra­gę, a dru­ga usi­ło­wa­ła zdo­być Nie­po­ręt i Jabłon­nęW wigi­lię Wnie­bo­wzię­cia Naj­święt­szej Maryi Pan­ny, tj. 14 sierp­nia, do kontr­ofen­sy­wy ruszy­ła 5 Armia, któ­ra nie zosta­ła w peł­ni zor­ga­ni­zo­wa­na i skła­da­ła się m. in. z wie­lu oddzia­łów ochot­ni­czych, nie­ma­ją­cych doświad­cze­nia bojowego.

O godz. 3.30 Sowie­ci roz­po­czę­li natar­cie ude­rza­jąc przede wszyst­kim na pozy­cje zaję­te przez gim­na­zja­li­stów. Ci zaczę­li ucie­kać. Front został prze­rwa­ny. Żoł­nie­rze pol­scy ucie­ka­li w stro­nę Osso­wa. W tej chwi­li nad­je­chał ppłk Jerzy Sawic­ki i zawo­łał, „Kto i dokąd ucie­ka kie­dy tam się biją!”. Odpo­wie­dział mu dowo­dzą­cy kolum­ną ppor. Mie­czy­sław Sło­wi­kow­ski, stwier­dza­jąc, że wyko­nu­je pole­ce­nie dowód­cy puł­ku. Wte­dy ppłk Sawic­ki wydał roz­kaz: „Na moją odpo­wie­dzial­ność i na mój roz­kaz jed­na kolum­na – w pra­wo, dru­ga w lewo, a tyra­lie­ry do kontr­ata­ku!”. W tym momen­cie do ppor. Sło­wi­kow­skie­go pod­biegł ks. Sko­rup­ka pro­sząc o moż­li­wość pój­ścia razem z żoł­nie­rza­mi. Żoł­nie­rze ruszy­li do ata­ku, ale szyb­ko tyra­lie­ra zaczę­ła się łamać. Ks. Sko­rup­ka wybiegł przed nią lewą ręką wska­zu­jąc kie­ru­nek ata­ku, a w pra­wej trzy­ma­jąc wyso­ko krzyż i krzy­czał „Za Boga i Ojczy­znę”. Kape­lan ks. Igna­cy Sko­rup­ka sta­nął na cze­le tyra­lie­ry. Z krzy­żem w dło­ni, z okrzy­kiem “Jezus i Mary­ja” popro­wa­dził har­ce­rzy do kontr­ude­rze­nia. Naj­pierw padł por. Mate­re­wicz, dowod­ca 1 bata­lio­nu 236 Ochot­ni­cze­go Puł­ku Pie­cho­ty, o godz. 5:30 pocisk ugo­dził śmier­tel­nie ks. Igna­ce­go, w dal­szych wal­kach pole­gło ponad 60 ofi­ce­rów i ochot­ni­ków, a cięż­kie rany odnio­sło 300 ludzi. Wie­czo­rem wróg został powstrzy­ma­ny i odrzu­co­ny.   Bol­sze­wic­cy jeń­cy wzię­ci do nie­wo­li opo­wia­da­li, że pod­czas noc­ne­go ata­ku na Wól­kę nagle zja­wi­ła się przed nimi, uno­sząc się wyso­ko nad zie­mią „Matier Boż­ja”. Mówi­li, że nie­spo­dzie­wa­nie ujrze­li na ciem­nym nie­bie ogrom­ną, potęż­ną i peł­ną mocy kobie­cą postać, od któ­rej biło światło.

Zezna­nia jeń­ców rosyj­skich i Pola­ków, któ­rzy roz­ma­wia­li z jeń­ca­mi rosyj­ski­mi są jed­no­znacz­ne. Bol­sze­wi­cy mówi­li o kolo­rze suk­ni i wło­sów oraz o tym, że Mat­ka Boża trzy­ma­ła w rękach pęki „jaśnie­ją­cych prę­tów” lub „pio­ru­nów”. Żoł­nie­rze rosyj­scy uwa­ża­li, że Mat­ka Boża trzy­ma w rękach „jakąś broń”.

W godzi­nach ran­nych 203 Ochot­ni­czy Pułk Uła­nów, dowo­dzo­ny przez mjr. Z. Pod­hor­skie­go, bez zgo­dy wyż­szych prze­ło­żo­nych, wspa­nia­łym zago­nem przedarł się na tyły wro­ga. Wdarł się do Cie­cha­no­wa, gdzie znisz­czył sztab dowód­cy IV Armii Szu­wa­je­wa, a jego same­go zmu­sił do uciecz­ki. Ponad­to spa­lił radio­sta­cję, co fatal­nie wpły­nę­ło na dal­sze losy tej armii. Spa­le­nie radio­sta­cji armij­nej pozba­wi­ło dowód­cę 4 Armii Szu­wa­je­wa łącz­no­ści nie tyl­ko z pod­le­gły­mi mu dywi­zja­mi, ale z dowód­cą fron­tu Tucha­czew­skim. Szyb­ko pod­ję­to decy­zję o prze­stro­je­niu pol­skie­go nadaj­ni­ka na czę­sto­tli­wość sowiec­ką i roz­po­czę­ciu zagłu­sza­nia nadaj­ni­ków wro­ga, dzię­ki cze­mu dru­ga z sowiec­kich radio­sta­cji nie mogła ode­brać roz­ka­zów. War­sza­wa bowiem na tej samej czę­sto­tli­wo­ści nada­wa­ła przez dwie doby bez prze­rwy tek­sty Pisma Świę­te­go. Brak łącz­no­ści prak­tycz­nie wyeli­mi­no­wał 4 Armię z bitwy o Warszawę.

14 sierp­nia dzia­ła­nia zaczep­ne na linii Wkry pod­ję­ła 5 Armia gen. Wła­dy­sła­wa Sikor­skie­go, mają­ca prze­ciw sobie siły sowiec­kiej 4 i 15 armii. W zacie­kłej wal­ce pod modliń­ską twier­dzą wyróż­nia­ła się m.in. 18. Dywi­zja Pie­cho­ty gen. Fran­cisz­ka Kra­jew­skie­go. Cięż­kie boje, zakoń­czo­ne pol­skim suk­ce­sem, mia­ły miej­sce rów­nież pod Puł­tu­skiem i Serockiem.



Dru­gi raz Mat­ka Boża uka­za­ła się w dniu 15 sierp­nia 1920 r. pod­czas bitwy pod Wól­ką Radzyń­ską, Bitwa ta nie była zapla­no­wa­na ani przez Pola­ków ani przez Rosjan. Por. Ste­fan Pogo­now­ski otrzy­mał od gen. Lucja­na Żeli­gow­skie­go roz­kaz zaję­cia sta­no­wi­ska obok wio­ski Kąty Węgłow­skie bli­sko Radzy­mi­na. Miał tam cze­kać na prze­marsz oddzia­łów, któ­re mia­ły nadejść od stro­ny Nie­po­rę­tu. Zada­niem jego oddzia­łu było je osła­niać. Por. Pogo­now­ski w nocy 15 sierp­nia samo­wol­nie opu­ścił sta­no­wi­sko i zaata­ko­wał sta­no­wi­ska bol­sze­wic­kie w Most­kach Wól­czań­skich i Wól­ce Radzyń­skiej. Jego bra­wu­ro­wy atak ude­rzył, choć nie mógł tego wie­dzieć, w „naj­czul­sze miej­sce armii rosyj­skiej”. Był to atak małe­go oddzia­łu na wiel­kie siły bol­sze­wic­kie, a jed­nak Rosja­nie zaczę­li uciekać.

15 sierp­nia 17 Dywi­zja Pie­cho­ty wyru­szy­ła z Modli­na i wzdłuż osi na Nasielsk zaszła nie­przy­ja­cie­la od flan­ki. Rosja­nie zosta­li wyrzu­ce­ni po cięż­kiej wal­ce za Wkrę.

15 sierp­nia 10 dywi­zja gene­ra­ła Żeli­gow­skie­go i 1 Dywi­zja Litew­sko-Bia­ło­ru­ska gene­ra­ła Jana Rząd­kow­skie­go, po zacie­kłych bojach odnio­sła suk­ces. Odzy­ska­no Radzy­min, a nasze pol­skie oddzia­ły mogły wró­cić na obsza­ry utra­co­ne przed zale­d­wie dwo­ma dniami.

W dniu 16 sierp­nia 5 Armia kon­ty­nu­ując natar­cie zdo­by­ła Nasielsk, Serock, Puł­tusk, Cie­cha­nów, Prza­snysz oraz Mła­wę. Pobi­ta 15 Armia wyco­fa­ła się ku Narwi, zagra­ża­jąc odcię­ciem wojsk bol­sze­wic­kich, któ­re zaga­lo­po­wa­ły się już nad Wisłę.

16 sierp­nia z Lubelsz­czy­zny, z linii rze­ki Wie­prza do kontr­ofen­sy­wy ruszy­ła gru­pa manew­ro­wo-odsie­czo­wa dla War­sza­wy. Skła­da­ła się ona z pię­ciu i pół dywi­zji, pod komen­da Pił­sud­skie­go. Gru­pa ta 16 i 17 sierp­nia roz­gro­mi­ła gru­pę mozyr­ską. Dowód­ca gru­py mozyr­skiej Chre­pin ukrył ten fakt przed prze­by­wa­ją­cym w Miń­sku Tucha­czew­skim, któ­ry do 18 sierp­nia nie zda­wał sobie spra­wy, ze kontr­ofen­sy­wa pol­ska już nabra­ła “wście­kłe­go galo­pa”. Gru­pa Pił­sud­skie­go zaata­ko­wa­ła połu­dnio­we skrzy­dło 16 armii Soł­ło­hu­ba, ata­ku­ją­cej War­sza­wę. 18 sierp­nia lewe skrzy­dło gru­py manew­ro­wej wespół z oddzia­ła­mi I Armii, któ­re z kolei do ata­ku oso­bi­ście popro­wa­dził gen. Hal­ler, odbi­ło Mińsk Mazo­wiec­ki, moc­no bro­nio­ny przez bolszewików.

Woj­ska pol­skie, któ­re do nie­daw­na usta­wicz­nie się cofa­ły, poczy­na­jąc od 15 sierp­nia nabra­ły nie­spo­ty­ka­nej odwa­gi i popę­dzi­ły wro­ga na pół­noc i wschód. Oddzia­ły 4 i 15 armii czer­wo­nej w dniach 24–25 sierp­nia zbie­gły do nie­miec­kich Prus Wschod­nich, a woj­ska 3 i 16armii uszły za Bug i Niemen.

W wyni­ku Bitwy War­szaw­skiej stra­ty stro­ny pol­skiej wynio­sły: ok. 4,5 tys. zabi­tych, 22 tys. ran­nych i 10 tys. zagi­nio­nych. Stra­ty zada­ne Sowie­tom nie są zna­ne. Przyj­mu­je się, że ok. 25 tys. żoł­nie­rzy Armii Czer­wo­nej pole­gło lub było cięż­ko ran­nych, 60 tys. tra­fi­ło do pol­skiej nie­wo­li, a 45 tys. zosta­ło inter­no­wa­nych przez Niem­ców. Według odna­le­zio­nych w ostat­nich latach i ujaw­nio­nych w sierp­niu 2005 r. doku­men­tów Cen­tral­ne­go Archi­wum Woj­sko­we­go, już we wrze­śniu 1919 r. szy­fry Armii Czer­wo­nej zosta­ły zła­ma­ne przez por. Jana Kowa­lew­skie­go. Manewr pol­skiej kontr­ofen­sy­wy udał się zatem m.in. dzię­ki zna­jo­mo­ści pla­nów i roz­ka­zów nie­przy­ja­cie­la, a tak­że umie­jęt­no­ści wyko­rzy­sta­nia tej wie­dzy przez pol­skie dowództwo.

Bitwa War­szaw­ska stwo­rzy­ła Pola­kom szan­sę dopro­wa­dze­nia woj­ny do zwy­cię­skie­go koń­ca i oca­li­ła nie­pod­le­gły byt Rze­czy­po­spo­li­tej. Zwy­cię­stwo nad Rosją Sowiec­ką, nie­za­leż­nie od korzy­ści poli­tycz­nych i tery­to­rial­nych, mia­ło dla Pol­ski ogrom­ne zna­cze­nie moral­ne. Było to pierw­sze od zmierz­chu I Rze­czy­po­spo­li­tej wiel­kie zwy­cię­stwo odnie­sio­ne samo­dziel­nie przez Woj­sko Pol­skie nad siła­mi zbroj­ny­mi potęż­ne­go do nie­daw­na zabor­cy, któ­ry krwa­wo stłu­mił trzy powsta­nia naro­do­we. Umoż­li­wi­ło ono II Rze­czy­po­spo­li­tej pro­wa­dze­nie samo­dziel­nej poli­ty­ki wewnętrz­nej i zagra­nicz­nej nie­za­leż­nej od inte­re­sów obcych mocarstw. Pozwo­li­ło wycho­wać mło­de poko­le­nie Pola­ków w pol­skiej tra­dy­cji i pol­skim patriotyzmie.

Bitwa War­szaw­ska zosta­ła uzna­na za 18. prze­ło­mo­wą bitwę w histo­rii świa­ta. Zade­cy­do­wa­ła o zacho­wa­niu nie­pod­le­gło­ści przez Pol­skę i zatrzy­ma­ła marsz rewo­lu­cji bol­sze­wic­kiej na Euro­pę Zachodnią.

Cześć i Chwa­ła Obroń­com Polski!

Krzysz­tof Jastrzemb­ski, Londyn