Nie­daw­no zadzwo­ni­łam do bar­dzo star­sza­wej cio­ci z Kra­ko­wa. Roz­mo­wa prze­dłu­ża­ła się, a mnie się spie­szy­ło i musia­łam ją prze­rwać. Mówię:

- Cio­ciu, muszę koń­czyć, bo mam próbę.

- A co teraz śpie­wasz? — pyta ciocia.

- Szan­ty, tak dla przy­jem­no­ści gru­po­we­go śpie­wa­nia. — i chcia­łam jej wyja­śnić jaki to rodzaj muzy­ki, ale mi przerwała.

- No naresz­cie coś dobre­go! U nas szan­ty śpie­wa­ją wszy­cy, ja sama cho­dzę w czwart­ki do Sta­rej Tawer­ny przy Stra­szew­ski­go, żeby sobie poszantować.

 

Zatka­ło mnie. Cio­cia, szan­ty i Sta­ra Tawer­na w Kra­ko­wie? Pogłę­bi­łam temat. Tak, coś mnie minę­ło, ‘I mis­sed the boat aga­in’. Myśla­łam, że jestem taka awan­gar­do­wa, bo od roku śpie­wam w chór­ku szant przy polo­nij­nym klu­bie żeglar­skim Bia­ły Żagiel. A tu nie. W mię­dzy­cza­sie wszy­scy w Pol­sce śpie­wa­ją szan­ty! Nawet moja cio­cia z Kra­ko­wa. Pisze się magi­ster­ki, ba, nawet dok­to­ra­ty z ruchu szantowego.

 — Skąd się wzię­ła nie­zwy­kła popu­lar­ność szant w Polsce?

Pytam o to lokal­ne­go szan­ty­me­na Arka Wli­zło. Arek miesz­ka w Bramp­ton, śpie­wa czę­sto w Toron­to, Mis­sis­sau­ga, Nowym Jor­ku, Chi­ca­go, w Pol­sce, na żeglar­skich rej­sach. Przy­je­chał do Kana­dy w 1995 roku. W Pol­sce jest zna­ny jako Kana­dyj­czyk pol­skie­go pocho­dze­nia, u nas po pro­stu jako Arek od szant, od festi­wa­lu Kna­ga, od prze­glą­du ‘Z morza w kra­inę łagodności’.

Arek wyja­śnia, że ruch szan­to­wy w Pol­sce zaczął się jakieś 40 lat temu, i nale­ży go umiej­sco­wić w szer­szym kon­tek­ście. Kie­dyś szan­ta to była pieśń na żaglow­cach, któ­ra mia­ła pomóc w cięż­kiej pra­cy mary­na­rzy. Ryt­micz­ny śpiew poma­gał szcze­gól­nie w ryt­micz­nym wysił­ku. Szan­ty łago­dzi­ły cięż­ką dolę mary­na­rzy, choć same czę­sto doty­czy­ły przy­jem­nych stron życia, takich jak port, dziew­czy­ny, czy bute­lecz­ka rumu. Bywa­ło, że wie­lo­ryb­ni­cy na Gren­lan­dii przez kil­ka lat nie widzie­li lądu, i szan­ty łago­dzi­ły ich tęsk­no­tę do powro­tu. Było nawet takie sta­no­wi­sko na łodziach jak szan­ty­men. Szan­ty­men był opła­ca­ny za pro­wa­dze­nie, czę­sto kom­po­no­wa­nie, pie­śni poma­ga­ją­cych w dłu­gich rej­sach. Arek na festi­wa­lu Shan­ties w Kra­ko­wie poznał ostat­nie­go płat­ne­go szan­ty­me­na Sta­na Hugill.

 


Festi­wal Szan­ties w Kra­ko­wie oglą­da kil­ka tysię­cy widzów. W Pol­sce corocz­nie odby­wa się kil­ka­dzie­siąt festi­wa­li szan­to­wych. Przy­czy­na? Pola­cy nie mie­li zbyt dużych moż­li­wo­ści podró­żo­wa­nia, nie było też tra­dy­cji wiel­kich flo­tyl­li han­dlo­wych, czy pod­bo­jów nowych lądów. Pomi­mo, że nie mie­li­śmy tego, to jed­nak za tym tęsk­ni­li­śmy. I ta tęsk­no­ta prze­ro­dzi­ła się w śpie­wa­nie. Lubi­my o tym pośpie­wać. Szan­ty spla­ta­ją i odda­ją pol­ską duszę dąże­nia do wol­no­ści poprzez podró­żo­wa­nie. Poza tym pro­sty język szant pozwa­la na emo­cjo­nal­ne inter­pre­ta­cje, czy­li szu­ka­nie dru­gie­go dna.

W latach 80-tych bar­dzo popu­lar­ne zro­bi­ły się tzw. pio­sen­ki żeglar­skie, nazy­wa­ne cza­sem szan­ta­mi szu­wa­ro­wo-bagien­ny­mi.  Dzi­siej­sze festi­wa­le szan­to­we są mie­szan­ką  wszyst­kie­go co doty­czy wody.

Kra­ków wyrósł na szan­to­we cen­trum świa­ta. Ruch szan­to­wy zaczę­li pro­pa­go­wać tacy szan­ty­me­ni, jak Marek Szu­raw­ski, Jurek Poręb­ski, czy ode­szli już na wiecz­ną wach­tę Janusz Sikor­ski, Jurek Rogac­ki, Andrzej Men­dry­gał. Zanim zaczę­li two­rzyć swo­je szan­ty, tłu­ma­czy­li szan­ty innych krajów.

Tak zako­twi­czo­ne zosta­ły na pol­ski grunt ‘Hisz­pań­skie dziew­czy­ny’ flo­tyl­li angiel­skiej, czy ‘Przy­pły­nął sta­tek do Bor­de­aux’ – szan­ta fran­cu­ska. Oczy­wi­ście zaadop­to­wa­nych, prze­tłu­ma­czo­nych i śpie­wa­nych jest wie­le innych szant z wie­lu regio­nów świata.

  — Jaka była two­ja dro­ga do szant?  — pytam Arka.

- Mia­łam to szczę­ście, że miesz­ka­łem bli­sko Giżyc­ka. Tam też przed wyjaz­dem do Kana­dy uczest­ni­czy­łem w festi­wa­lach muzy­ki coun­try. Śpie­wa­łem tak­że pio­sen­ki żeglar­skie i tury­stycz­ne. Po przy­jeź­dzie do Kana­dy wyspe­cja­li­zo­wa­łem się w śpie­wa­niu bal­lad żeglar­skich i mor­skich. W tej chwi­li szan­tą jest wszyst­ko co doty­czy morza, jezior, rzek.

Nowo powsta­łą kate­go­rią są szan­ty z kubry­ka, kie­dy to po rej­sie zbie­ra się gru­pa muzy­ków i zało­gan­tów w kubry­ku pod pokła­dem i wspól­nie śpiewają.

W Kana­dzie po zosta­niu lau­re­atem festi­wa­lu Kna­ga w 2001 roku zor­ga­ni­zo­wa­ne­go przez klub żeglar­ski Bia­ły Żagiel w Toron­to i przez Boba Sar­nę, jako lau­re­at zosta­łem zapro­szo­ny na festi­wal do Giżyc­ka. Wte­dy w jury zasia­dał zna­ny szan­ty­men Jurek Poręb­ski. Tak więc, po raz pierw­szy od przy­jaz­du do Kana­dy, po sze­ściu latach, poje­cha­łem na festi­wal szan­to­wy do Giżyc­ka. Giżyc­ko jest nie­da­le­ko miej­sca skąd pocho­dzę. Więc jako chło­pak z Mazur, wró­ci­łem po sze­ściu latach na Mazu­ry na festi­wal szan­to­wy. I tak powo­li wra­sta­łem w pol­skie i polo­nij­ne szan­to­we śro­do­wi­sko muzyczne.

W Toron­to orga­ni­zo­wa­łem z Bobem Sar­ną (też już odpły­nął na wiecz­ną wach­tę) kil­ka­krot­nie festi­wal Kna­ga. Przed­tem regu­lar­nie gry­wa­łem na mie­sięcz­nych impre­zach ‘Szu­fla­dy’, orga­ni­zo­wa­nych przez nie­od­ża­ło­wa­ne­go Jac­ka Janic­kie­go. Bra­łem też udział w Festi­wa­lu Pio­sen­ki Reli­gij­nej w Mississauga.



Z cza­sem zaczą­łem orga­ni­zo­wać kon­cer­ty z cyklu ‘Z morza w kra­inę łagod­no­ści’.  Czę­sto wystę­pu­ję w Kana­dzie, w Sta­nach, i w Polsce.

 — Czy jesteś szan­ty­me­nem pol­skim czy kanadyjskim?

- Pol­skim na pew­no, polo­nij­nym tak­że, kana­dyj­skim? Cza­sem. Na jeden z festi­wa­li Szan­ties w Kra­ko­wie zabra­łem gru­pę szan­to­wą z Nowej Fun­dlan­dii. Byli zachwy­ce­ni Pol­ską. Nie­mniej w barach Nowej Szko­cji, Nowe­go Brunsz­wi­ku i Nowej Fun­dlan­dii, gdzie śpie­wa się kana­dyj­skie szan­ty bywam rzadko.

 — Czy bycie szan­ty­me­nem to zawód czy pasja?

- Pasja na pew­no. Zawód? Trud­no z tego wyżyć cał­ko­wi­cie  i dla­te­go zaj­mu­ję się nie­za­leż­ną dzia­łal­no­ścią biz­ne­so­wą w Kana­dzie, któ­ra pozwa­la mi na swo­bod­ne wyjaz­dy i kon­cer­ty. Orga­ni­za­to­rzy festi­wa­li  z regu­ły zapra­sza­jąc pokry­wa­ją kosz­ta (przy­naj­mniej częściowe).

Wszyst­ko to skła­da się na to, że mogę pogo­dzić moje pasje:  śpie­wa­nie szant i żeglo­wa­nie, oraz dzia­łal­ność biznesową.

 — Pol­ska ostat­nio popu­la­ry­zu­je pro­gram ‘Jest nas 60 milio­nów’, czym pró­bu­je włą­czyć 20 milio­nów Pola­ków miesz­ka­ją­cych poza Pol­ską do 40 milio­nów Pola­ków miesz­ka­ją­cych w Pol­sce.  Czy jako mię­dzy­na­ro­do­wy szan­ty­men możesz liczyć na pomoc ze stro­ny jakie­goś pro­gra­mu w Polsce?

- Nie wiem, czy są jakieś pro­gra­my doty­czą­ce szant. Wiem nato­miast, że jaka­kol­wiek taka pomoc finan­so­wa zwią­za­na jest z dużym wysił­kiem biu­ro­kra­tycz­nym takim jak wysy­ła­nie listów, próśb, apli­ka­cji, pisa­nie pla­nów pro­jek­tów, roz­li­cza­nie się, itp. Do tego jest potrzeb­ny asy­stent, albo sekre­tar­ka. W moim przy­pad­ku lepiej jest ten czas poświę­cić na to co lubię i potra­fię robić, czy­li na kom­po­no­wa­nie i śpie­wa­nie bal­lad żeglar­skich. Cza­sem w Pol­sce znaj­du­ją się spon­so­rzy festi­wa­li szan­to­wych, na przy­kład mia­sto Szcze­cin, czy Żyrar­dów, i te mia­sta w ramach festi­wa­lu zapra­sza­ją gości. Cza­sem spon­so­ru­ją tak­że impre­zę w Kana­dzie. To ostat­nie jed­nak nie zda­rza się zbyt często.

- Masz jakąś ulu­bio­ną szantę?

- Dla mnie ulu­bio­na to zwy­kle ta, któ­rą aku­rat tworzę.

Szant uczy­łem się pod­czas żeglo­wa­nia. Od naj­lep­szych, na przy­kład od Wald­ka Miecz­kow­skie­go. Zresz­tą będzie oka­zja posłu­chać go wkrót­ce, bo 26 listo­pa­da (wto­rek, godz. 19:00) odbę­dzie się następ­na muzycz­na podróż szan­to­wa z cyklu ‘ Z morza w kra­inę łagod­no­ści’, wła­śnie z udzia­łem kapi­ta­na Wal­de­ma­ra Miecz­kow­skie­go. Ja też będę grał i śpie­wał na tym wyda­rze­niu. Kon­cert odbę­dzie się w restau­ra­cji Orbit w Mis­sis­sau­ga.  Jest to cykl kon­cer­tów w Mis­sis­sau­ga, w Nowym Jor­ki i w Chicago.

    — Dzię­ku­ję za roz­mo­wę i wpro­wa­dze­nie w feno­men szan­to­wy Polaków.

Roz­mo­wę z naj­lep­szym polo­nij­nym szan­ty­me­nem Arkiem Wli­zło spi­sa­ła Ali­cja Farmus.

Z Arkiem Wli­zło naj­le­piej kon­tak­to­wać się przez Facebook.

Uwa­ga:  Chó­rek szan­to­wy przy klu­bie żeglar­skim Bia­ły Żagiel zamie­rza orga­ni­zo­wać mie­sięcz­ne czwart­ko­we wie­czo­ry szant w sie­dzi­bie Gmi­ny 1‑szej Związ­ku Naro­do­we­go Pol­skie­go w Kana­dzie, przy 71 Jud­son Stre­et, w Toron­to. Szcze­gó­ły zosta­ną poda­ne po Nowym Roku.