Dr Zdzi­sław Kryń­ski 1924–2020

        Dok­tor Zdzi­sław Kryń­ski ukoń­czył wydział lekar­ski Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go w listo­pa­dzie 1945 roku. Był człon­kiem Armii Kra­jo­wej. Stu­dia lekar­skie roz­po­czął w cza­sie oku­pa­cji w Szko­le Przy­spo­so­bie­nia Sani­tar­ne­go Docen­ta Zaorskiego.

Po ukoń­cze­niu spe­cja­li­za­cji z laryn­go­lo­gii pra­co­wał w nowo otwar­tym szpi­ta­lu na Gro­cho­wie, jako kie­row­nik pod­od­dzia­łu laryn­go­lo­gii przy oddzia­le chirurgii.

W 1960 dr Kryń­ski wyje­chał z wizy­tą do Chi­ca­go i zaczął pra­co­wać jako intern.

Reklama

Po zro­bie­niu kana­dyj­skie­go intern­ship, po rocz­nym sta­żu uzy­skał spe­cja­li­za­cję z laryn­go­lo­gii pra­co­wał w Corn­wall, a następ­nie w Toronto.

Poza pra­cą  jako laryn­go­log dr Kryń­ski dzia­łał w komi­te­cie pomo­cy leka­rzem z ramie­nia Kon­gre­su Polo­nii Kana­dyj­skiej orga­ni­zu­jąc kur­sy dokształ­ca­ją­ce. Z jego ini­cja­ty­wy powsta­ło Sto­wa­rzy­sze­nie Pra­cow­ni­ków Pol­skich Zawo­dów Medycz­nych, któ­re­go był pre­ze­sem do roku 2001. Dr Kryń­ski był dyrek­to­rem Fun­da­cji Cha­ry­ta­tyw­nej KPK w latach 1981–2006. Orga­ni­zo­wał zbiór­ki fun­du­szy na sprzęt medycz­ny w Pol­sce w cięż­kich dla pol­skiej służ­by zdro­wia cza­sach i na tere­ny byłe­go ZSRR. Był kon­sul­tan­tem medycz­nym fun­da­cji i opi­nio­wał poda­nia od osób cho­rych o dofi­nan­so­wa­nie z Kanady.

Z ini­cja­ty­wy dok­to­ra Kryń­skie­go zosta­ła wyasy­gno­wa­na kwo­ta w wyso­ko­ści 1000 dola­rów na budo­wę pomni­ka przed­sta­wi­cie­li służ­by zdro­wia, któ­rzy zgi­nę­li w cza­sie powsta­nia warszawskiego.

Dr Kryń­ski był wie­lo­let­nim dzia­ła­czem Pol­sko-Kana­dyj­skie­go Towa­rzy­stwa Muzycz­ne­go. Zmarł na począt­ku stycz­nia 2020.

•••

Leży przede mną pamięt­nik dra Zdzi­sła­wa Kryń­skie­go, czło­wie­ka, któ­ry tutaj, na obczyź­nie, przez wie­le lat słu­żył pomo­cą przy­by­wa­ją­cym z Pol­ski emi­gran­tom; czło­wie­ka z poko­le­nia Kolum­bów, któ­ry pocho­dząc ze śro­do­wi­ska pol­skiej przed­wo­jen­nej inte­li­gen­cji, zie­miań­stwa, urzęd­ni­ków pań­stwo­wych, mimo dzie­jo­wych zawie­ruch oca­lił w sobie naj­lep­sze war­to­ści tam­tych czasów.

Był po pro­stu, peł­nym życia stu­pro­cen­to­wym Pola­kiem prze­peł­nio­nym, inwen­cją i fan­ta­zją a jed­no­cze­śnie potra­fią­cym cięż­ko pra­co­wać. Kochał ludzi, lubił z nimi być, bie­sia­do­wać, lubił im poma­gać i być dla nich.

Jego pomoc dla przy­by­wa­ją­cych po sta­nie wojen­nym do Kana­dy leka­rzy z PRL była bez­cen­na; to dzię­ki zor­ga­ni­zo­wa­nym przez nie­go, dr Abra­mo­wicz i dr Dubi­skie­go kur­som tylu z tych nowo przy­by­łych zdo­ła­ło nostry­fi­ko­wać swo­je dyplo­my i powró­cić do zawo­du. Ponad 80 proc. leka­rzy, któ­rzy bra­li udział w tym kur­sie, zdo­ła­ło powró­cić do pra­cy w obra­nej pro­fe­sji. On wie­dział, jak to uła­twić, poka­zał prze­tar­te ścież­ki, zachę­cał i pod­trzy­my­wał na duchu.

Dr Kryń­ski pocho­dzi z poko­le­nia, któ­re woj­na wyka­ta­pul­to­wa­ła z Ojczy­zny na cały  świat, któ­re zosta­ło zdzie­siąt­ko­wa­ne przez dzie­jo­we kata­stro­fy XX wie­ku; był „Kolum­bem”, ale jed­no­cze­śnie ostat­nim Mohi­ka­ni­nem,  pol­skie­go świa­ta, któ­ry odszedł; praw­dzi­wy dżen­tel­men zawsze bar­dzo szar­manc­ki wobec kobiet, lojal­ny wobec przyjaciół.

Jego wspo­mnie­nia będzie­my wkrót­ce publi­ko­wać na naszych łamach. A przy oka­zji proś­ba do wszyst­kich Pań­stwa;  pisz­cie pamięt­ni­ki — choć­by tyl­ko dla wła­snych wnu­ków — musi­my oca­lić tę naszą pol­ską mikro­hi­sto­rię, dzi­siaj łatwo jest publi­ko­wać te rze­czy w Inter­ne­cie, łatwo zapew­nić do nich dostęp innym, tak­że człon­kom rodzi­ny w Pol­sce, a to bar­dzo ważne.

- Sły­szy się cza­sem opi­nie, że Pola­cy Pola­kom rzad­ko poma­ga­ją, że są dla sie­bie nie­mi­li. To nieprawda.

Myślę, że życio­wa dewi­za dok­to­ra Kryń­skie­go, bądź miły dla innych,  a inni będą mili dla cie­bie, jest tu naj­waż­niej­sza. W daw­nych  cza­sach tak wła­śnie było; ileż w tej przed­wo­jen­nej Pol­sce było pol­skiej samo­po­mo­cy, samoorganizacji.

Tę tra­dy­cję dr Kryń­ski prze­niósł na ten kon­ty­nent i tutaj w Kana­dzie szcze­pił. Nie zapo­mniał o sta­rym kra­ju i tych, któ­rzy tam zostali.

Jeśli Pol­ska ma ist­nieć; jeśli Pol­ska ma zostać odbu­do­wa­na to musi czer­pać inspi­ra­cję wła­śnie z doświad­czeń takich ludzi, jak Zdzi­sław  Kryński.

W życiu rodzi­ny, zna­jo­mych i przy­ja­ciół jego odej­ście uczy­ni­ło wiel­ką wyrwę. Ale też pozo­sta­je po nim pamięć dobro­ci  pozo­sta­je wspa­nia­ły przy­kład. To inspi­ra­cja wła­śnie takich ludzi, któ­rzy potra­fią w swo­im życiu być dla innych, budu­je nas wszystkich.

Dr Kryń­ski poma­gał  nie tyl­ko tym Pola­kom, któ­rzy obję­ci zosta­li gra­ni­ca­mi obec­nej Pol­ski, ale rów­nież roda­kom, któ­rzy zosta­li na wscho­dzie, bo też wła­śnie z przed­wo­jen­nej wschod­niej Pol­ski pocho­dzi­li jego rodzi­ce, a on sam wie­le waka­cji spę­dził przed woj­ną w Ponie­mo­niu koło Grod­na, pły­wał stat­kiem po Niemnie…

Nic więc dziw­ne­go, że do Cari­ta­su w Grod­nie szła pomoc z Kana­dy, któ­rą orga­ni­zo­wał. Soli­dar­ni ponad gra­ni­ca­mi — jak­że to pięk­ne hasło; jak wie­le siły przy­no­si. Dr Kryń­ski  po pro­stu nim żył na co dzień.

Pra­co­wał jako laryn­go­log w pol­skiej dziel­ni­cy na Ron­ce­sval­les w Toron­to do 85 roku życia.  Jak mówi dr Woj­ciech Zurow­ski, jeden z tych pol­skich leka­rzy, któ­rym pomoc dra Kryń­skie­go pozwo­li­ła nostry­fi­ko­wać w Kana­dzie dyplom: dr Kryń­ski, „to była osto­ja nas wszystkich”.

Dla­te­go żył będzie nadal w pamię­ci wie­lu ludzi.

Andrzej Kumor