W Ontario co roku dwa miliony ton żywności ląduje na wysypiskach śmieci. Mike Chopowick, dyrektor ds. polityki i komunikacji w Ontario Waste Management Association tłumaczy, że połowa z tego nie zdąży nawet trafić na stół czy do lodówki konsumentów. Śmieci są generowane na etapie produkcji rolnej, handlu żywnością i dopiero na końcu przez odbiorców końcowych. Każdego roku kosztują przeciętnego Kanadyjczyka 860 dolarów. Druga sprawa to problem etyczny – żywność jest marnowana, a jednocześnie tyle osób chodzi głodnych.

To właśnie było impulsem dla torontońskiego przedsiębiorcy Tony’ego Colleya, założyciela B12Give – mobilnej platformy, która zajmuje się redystrybucją jedzenia. Żywność w ciągu godziny trafia do schronisk dla potrzebujących. Colley mówi, że zdał sobie sprawę, ile się marnuje, gdy zaczął pracować w firmie cateringowej. Gorące posiłki zostawały po przyjęciach i potem jedzenie było w nocy wyrzucane.

W całym kraju działa kilkanaście agencji “odzyskiwania żywności”. Wśród nich jest właśnie Second Harvest, która w 2017 roku zleciła wykonanie gruntownej analizy praktyk dotyczących utylizacji żywności stosowanych w sektorze spożywczym. Okazało się wówczas, że ponad połowa produkowanej żywności jest marnowana. Na wysypiska trafiają produkty o wartości prawie 50 miliardów dolarów.

Tu pojawia się kolejny problem składowania odpadów. W Ontario zaczyna brakować już miejsca.