Widzieliście? Nagle w całym cywilizowanym świecie najważniejszym produktem na przetrwanie jest papier toaletowy. Gdzieś tam w dalekiej Australii ktoś z kimś pobił się w sklepie głośno i szarpiąco właśnie o papier toaletowy. Ktoś to sfilmował i wrzucił do sieci. I poszło!

A co papier toaletowy ma wspólnego z nowym wirusem, którego wszyscy tak się boją? Nie wiem. Moja córka jako małe dziecko pamięta czasy komuny, kiedy to suszyłam chleb – tak na wszelki wypadek. Ten wszelki wypadek to miał być najazd Sowietów. Jeszcze przed Stanem Wojennym Polacy zabrali się do roboty, żeby zmylić przeciwnika. W nocy zmieniano tablice z nazwami ulic, zacierano numery – aby napastnik nie mógł nas wyłuskiwać na podstawie centralnego biura adresowego z meldunków ściśle kontrolowanych. Nagle mieszkałyśmy przy ulicy Stolarzowickiej a nie Reptoskiej, pod numerem 18, a nie 68. Co prawda na każdej klatce schodowej był wypisany spis lokatorów, i jak przyszło do aresztowania, to już było wiadomo, że taki, to a taki mieszka pod takim to, a takim numerem.

Prywatność zapytacie? To akurat wtedy nie miało znaczenia. I było wykorzystywane przez różnych łachmytów, także  z ORMO (Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej) i nie tylko, do niecnych celów nachodzenia i ciemiężenia sąsiadów. Taki ORMO-wiec był ochotnikiem, i jego siła donosu była wymierzona w sąsiada. Na szkoleniach ORMO oprócz komunistycznej indoktrynacji uczono takich jak obserwować – czyli podglądać, szpiegować i donosić. Nikt z nich nigdy za to nie poniósł kary, choć z całą premedytacją utrudniali, i często łamali, życie sąsiadowi. Takie im zwyczaje zostały. Poprzyjeżdżali do Kanady i też tylko obserwują i dalej żyją z donosicielstwa.

Ale miało być o papierze toaletowym. A tu co dnia zmieniają się obrazki, jak już rodacy wymyślili kilka kawałów ‘dlaczego zaopatrywać się w papier toaletowy, gdy zaczyna szaleć koronawirus’,  obraz się zmienił, i papier jest, ale za to nie ma jajek.

Kolejki do kas w Toronto były największe w czwartek, w piątek były mniejsze ale za to nie było makaronów i mleka. Każdy naród radzi sobie z kryzysem po swojemu. Włosi śpiewają, inni próbują zrobić kasę kłamiąc, że mają szczepionkę. My opowiadamy kawały. Taki fenomen rozładowania napięcia. Tak przetrwaliśmy okupacje. Póki co, zawieśmy stare animozje (nawet do ORMO-wców), i koncentrujmy się na unikaniu ryzyka zarażenia koronawirusem. I polegajmy tylko i wyłącznie na sprawdzonych i rzetelnych źródłach, na przykład z portalu Goniec.net. Nie powielajmy więc nieprawdziwych i nie sprawdzonych fantazji mających na celu podsycenie atmosfery dramatu i histerii. Więcej paniki nam nie potrzeba. I bądźmy czujni, bo taki stan zagrożenia grupowego może być wykorzystany przez oszustów oraz  niepoczytalne osoby celowo zachęcające do niepotrzebnego wychodzenia z domu. I pamiętajmy o znajomych, szczególnie tych samotnych. Sugeruję dwa życzliwe telefony dziennie do znajomych, i dwa dobre uczynki miłosierdzia.

W końcu to okres Wielkiego Postu. A jak wszystko minie, to ale będziemy się cieszyć jak znowu się spotkamy! Z wytęsknieniem czekam tego czasu korony już bez wirusa.

   Michalinka