Niektórzy z Państwa pewnie pamiętają, że pod koniec lata ubiegłego roku zostałem pomówiony przez żydowską organizację Bnai Brith o „rażący antysemityzm”; przytoczono kilka przykładów moich felietonów, w których mówiłem o sprawach polsko-żydowskich, obronie dobrego imienia Polski, a także ustawie 447 w Stanach Zjednoczonych, uznano m.in. że demonizuję Żydów umieszczając tytuł, że „syjoniści mają terroryzm za uszami”, a następnie w tekście: „Żydzi, a raczej syjoniści mają terroryzm we krwi”. Innym przykładem owego rażącego antysemityzmu była również moja rozmowa z Grzegorzem Waśniewskim komendantem Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” w Kanadzie, w której przedstawiał obronę krzyża w KL Auschwitz przez Kazimierza Świtonia i opisywał sprawę na przykładzie wydanych w Polsce książek, twierdząc że usunięcie krzyży było „demoniczne”.
Jeszcze innym zarzutem było moje stwierdzenie, że Polacy powinni wzorować się na lobby żydowskim w Stanach Zjednoczonych które finansuje politykę amerykańską i robić to samo. Inny przykład antysemityzmu to przedrukowany artykuł Jarka Dąbrowskiego o nowym filmie jaki ma zrobić Wojciech Sumliński o Jedwabnem, w którym “oskarżano tzw przemysł holokaustu o usiłowanie ograbienia Polski”

Teksty te zostały zakwestionowane, jako naruszające kanadyjskie przepisy dotyczące szerzenia mowy nienawiści i w sierpniu organizacja Bnai Brith skierowała sprawę do policji regionu Peel.

Ja – oczywiście – do wszystkich tych tekstów dawno temu się ustosunkowałem wierząc w debatę publiczną i wolność słowa; na łamach „Gońca” przytoczyłem również wszystkie zastrzeżenia; udzieliłem też obszernego wywiadu Canadian Jewish News.
We wrześniu skontaktowała się ze mną policja, informując o podjęciu sprawy.
Przez wiele miesięcy nic więcej na ten temat nie słyszałem, do czasu, aż po 9 miesiącach, w niedzielę po południu odwiedzili mnie policjanci z regionu Peel, formalnie mnie zatrzymując i przedstawiając formułki o możliwości skontaktowania się z adwokatem, oraz że „cokolwiek powiem może być użyte przeciwko mnie” i „mam prawo do zachowania milczenia”. Panowie policjanci wyjaśnili, że przestępstwo, z którym mnie wiążą, jest bardzo poważne, po czym przedstawili mi decyzję prokuratora.

Po zgłoszeniu policja podjęła śledztwo i materiał dowodowy przekazała do biura prokuratury, tam zaś uznano, że w swoich komentarzach przekroczyłem granice mowy nienawiści, ale w małym stopniu, dlatego też w niedzielę po zatrzymaniu otrzymałem formalne ostrzeżenie.

Następnie policjanci zarejestrowali na nagrywarce decyzję prokuratury, ja zaś próbowałem do niej się odnieść pytając, co mam robić, aby unikać mowy nienawiść, ponieważ legalna definicja tego zjawiska jest mi mało znana.

Funkcjonariusz policji odparł, że nie może mi udzielać porady prawnej, ale powinienem unikać tematów kontrowersyjnych, a gdy dotyczą jakiejś określonej społeczności, bezpiecznie byłoby zapytać tej społeczności o zdanie przed publikacją.
Na moją odpowiedź, że w moim położeniu jest to trudne ponieważ właściwie wszystkie poruszane tematy są w jakimś sensie kontrowersyjne, nawet te o pogodzie, nie było komentarza.

Pouczono mnie również, żeby unikać odpowiedzi generalizujących właśnie takich, jak na przykład że – jak to zapisano – „Żydzi mają terroryzm we krwi”, co jak już wcześniej mówiłem dotyczyło opinii o syjonistach – w tekście podane były przykłady krytyki terroryzmu syjonistycznego przez prominentnych działaczy żydowskich.
Zapytałem, czy gdybym napisał, że „Niemcy w Auschwitz zachowywali się jak bestie”, czy to mogłoby być uznane za mowę nienawiści. Otrzymałem odpowiedź, że możliwe, że tak, ponieważ jest to generalizacja o Niemcach, jako takich i powinienem napisać „naziści”, ponieważ naziści to ruch polityczny; tutaj padł mój argument, że syjoniści to też ruch polityczny.
Następnie poinformowano mnie że prokurator podjął decyzję, iż udzielone zostanie mi ostrzeżenie,  dlatego formalnie nie postawiono mi zarzutów i nie skierowano sprawy do sądu, a po odczytaniu decyzji zwolniono.

Podczas rozmowy z funkcjonariuszami chodziło mi głównie o to, abym otrzymał wskazówki, jakie są konkretne ramy tego, co określane jest jako „mowa nienawiści”, ponieważ w moim rozeznaniu są one płynne i bardzo szerokie.
Panowie policjanci powiedzieli mi na przykład, że nawet jeżeli przedrukowuję materiały opublikowane już w Polsce, które w Polsce mogą być legalnie publikowane, to tutaj obowiązuje mnie prawo kanadyjskie i mogę być za ich publikację pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Podsumowując: zostałem formalnie zatrzymany po to, aby przedstawić mi wszystkie te decyzje i zwolnić.
Zatrzymanie odbyło się u mnie w domu (nie mam lokalu redakcyjnego i pracuję z domu) gdyż ze względu na panującą pandemię komisariaty są zamknięte.
Na koniec panowie policjanci, którzy byli bardzo uprzejmi i mili, powiedzieli, że oczywiście kwestia mowy nienawiści to nie jest ulica jednokierunkowa, i jeżeli polonijne organizacje, czy też ja sam zauważamy publikacje kanadyjskie oskarżające nas, Polaków, w sposób generalizujący przypisujące jako narodowi ujemne cechy, poniżające, to powinniśmy kierować te sprawy na policję.

W związku z czym przekazałem otrzymane drogą e-mailową groźby, związane z opisaną sprawą.

Informuję o tym wszystkim, żebyśmy byli świadomi, iż wolność wypowiedzi w Kanadzie, jest bardzo istotnie ograniczona przez nowe przepisy. Te, które dotyczą antysemityzmu – tak zwana robocza definicja antysemityzmu – weszły w życie na jesieni ubiegłego roku.

Andrzej Kumor