Powoli walka z korona wirusem schodzi na plan dalszy, a na plan pierwszy wychodzą tematy ważniejsze takie jak  kryzys gospodarczy i niepokoje społeczne.

Ulicami miast Stanów Zjednoczonych, Kanady, Paryża, Londynu, Rzymu, Tokio oraz Madrytu maszerują ludzie, coś się pali, ktoś rozbija szyby wystawowe, inni wynoszą z rozbitych sklepów, co popadnie pod rękę. Największym fenomenem jest przyzwolenie miejscowych władz na powstanie w mieście Seattle strefy wolnej od policji i „zarządzanej” przez samozwańców. Nie można zakładać, że to, co się wydarzyło w Seattle, nie powtórzy się i w innych miastach amerykańskich.

Powstaje pytanie. Czy te wydarzenia są istotne z naszego punktu widzenia? Moja odpowiedz na to pytanie jest jednoznacznie twierdząca. Niepokoje uliczne, które mają na celu walkę z rasizmem i brutalnością policji w stosunku do osób kolorowych, a w ostatnich dniach przybrały formę walki z pomnikami, jak to się mówi nieładnie, mogą mieć charakter rozwojowy. Obawiam się, że jest to kwestia czasu i możemy obserwować protesty na ulicach miast Europy Wschodniej, Rosji i wielu innych miast, które w tym momencie są spokojne. Te kolejne protesty będą miały zupełnie inne podłoże.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat na świecie pojawiła się cała seria wydarzeń, które nazywano kolorowymi lub aksamitnymi rewolucjami. Takie rewolucje miały miejsce między innymi w Tunezji, Egipcie, Libii, Gruzji, Ukrainie i Syrii. Z wyjątkiem Syrii, w pozostałych państwach zostali obaleni  „tyrani”, których do czasu obalenia ciemiężyli własnych obywateli, wykorzystując w tym celu przedstawicieli służb specjalnych, co ciekawe, będących obywatelami tego samego państwa. Jak wspominałem jednemu, któremu się upiekło i uratował głowę, jest prezydent Syrii Baszszar al-Asad. Wiadomo, że “ręka” z państwa, które zostało wymienione z nazwiska w naszej najnowszej doktrynie obronnej, włożyła kij w szprychy światowej demokracji, której „siły” były już tylko kilkanaście kilometrów od siedziby rządu w Damaszku.

Niedawne niepokoje we Francji, nazywane protestami żółtych kamizelek, trwały w Paryż i innych miastach przez bardzo długi okres i ustały, bądź zostały zawszone, przez restrykcyjne obostrzenia wprowadzone, jako element walki z pandemią korono wirusa. Podłożem tych ulicznych protestów były ekonomiczne trudności obywateli.

Wielomiesięczne starcia młodych ludzi z policją w Hongkongu przeciwko umożliwieniu Pekinowi ekstradycji do Chin podejrzanych o popełnienie przestępstwa, i które stały się prawie stałym „elementem” tego miasta, mają charakter polityczny.

W Stanach Zjednoczonych iskrą do rozpoczęcia niepokojów była śmierć Afroamerykanina podczas interwencji policyjnej. Tłumaczy się protesty tym, że w końcu przelała się czara goryczy w czarnoskórych mieszkańcach USA. Brutalne zachowanie policji było nieodosobnione w przeszłości.

W Stanach pewnym fenomenem niespotykanym w innych państwach jest skrajnie różne zachowania się policjantów w stosunku do protestujących. Raz stawią się opór demonstrantom i próbują zatrzymać ich marsze innym razem lub lepiej powiedzieć w innym mieście czy stanie, padają na kolana i przepraszają demonstrujących za swoje niecne zachowanie z przeszłości.

Tak radykalnie różne zachowanie się policjantów może wynikać z fakty, że w Stanach Zjednoczonych gubernatorowie, sędziowie i szefowie policji są na swoje stanowiska wybierani przez lokalną społeczność. W przypadku demonstracji, jakie mają miejsce szef policji może stać przed dylematem. Ma do wyboru nakazanie swoim podwładnym stanowcze działania mające na celu przywracanie porządku, co jest obowiązkiem policji, lub wybiera „delikatnie” postępowanie z protestującymi, traktując ich, jako swoich potencjalnych zwolenników w nadchodzących wyborach, od których zależy kolejna kadencja.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na zachowanie się policji są poglądy polityczne gubernatorów. Można odnieść wrażenie, że w stanach gdzie władzę sprawują demokratyczni gubernatorowi demonstranci są traktowani ulgowo.

Wśród demonstrantów przeważają ludzie młodzi, W Stanach Zjednoczonych to głównie Afroamerykanie, w Paryżu i Londynie przybysze z Afryki i Bliskiego Wschodu, ale w tłumie widać również młodych ludzi o białej karnacji. Aktualnie zasadniczym powodem protestów jest brutalność policji w stosunku do osób kolorowych. Drugą przyczyną są kłujące w oczy ciemnoskórych obywateli, ustawione w eksponowanych miejscach publicznych, pomniki osób znanych, ale które w przeszłości  odegrały jakąś rolę w wydarzeniach, które dzisiaj są określane, jako rasistowskie.

Pełne wytłumaczenie tego, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, poznamy po pewnym czasie. Ale już dzisiaj warto analizować i wyciągać wnioski dla siebie.

Demonstranci to w większości ludzie młodzi. Jest to grupa osób o największym zagrożeniu utraty pracy. Ich Piętą achillesową jest posiadanie wykształcenia humanistycznego, i specjalizacja, która niestety w Stanach gwarantuje pracę głównie w fast foodach a w Europie, trudną i nisko płatną pracę w rolnictwie.

Biorąc pod uwagę powiększający się kryzys ekonomiczny, można przypuszczać, że element ekonomiczny, jako podłoże takiego zachowania się części demonstrantów będzie miał znaczenie.

Do głosu mogą dojść dodatkowo takie elementy jak różnice religijne, socjalne, i polityczne w mieście lub stanie.

Powtórzę, że dzisiejsze Stany Zjednoczone przypominają państwo, które zamiast zaprowadzać porządek, traci władzę. Potwierdzeniem tej tezy może być fakt, że kiedy prezydent wzywa gubernatorów, aby zaprowadzili porządek w miastach, ci często proponuje prezydentowi, mówiąc delikatnie, aby się odczepił.

Osobiście widzę dwie przyczyny tej słabości wewnętrznej Stanów Zjednoczonych. Po pierwsze, przez wiele lat administracja w Waszyngton koncentrowała swoją uwagę na sprawach zagranicznych. Sprawy wewnętrzne były zostawione gubernatorom i ich urzędnikom. Po drugie, władza oparta na najwyższych urzędnikach, mam na myśli prezydenta, gubernatorów, sędziów i szefów policji, którzy uzyskują stanowiska w wyborach, nie może być efektywna. Choćby z tego powodu, że urzędnicy  reprezentują różne partie o coraz większej różnicy poglądów na politykę, ekonomię, finanse i wojsko – dwa różne światy.

Do pełnego obrazu trudności, w jakie popadły Stany Zjednoczone można dołączyć wypowiedz wysokiego rangą wojskowego o tym, że zadaniem armii jest zapobieganie zagrożeniu zewnętrznemu. I jest powiedziane w momencie, kiedy prezydent liczy na pomoc ze strony wojska w przywracaniu porządku.

Mikołaj Kisielewicz