Zawsze miałem wiele marzeń. Zawsze byłem przekonany, że jak się mocno marzy, to wcześniej czy później marzenie się spełni.

Jednym z marzeń mojej młodości była Wenecja. Nie pamiętam dlaczego tak się stało, ale kiedy jechałem bardzo, bardzo długim mostem poczułem szybkie bicie serca, bo wiedziałem, że na końcu tego mostu jest Wenecja. Zaraz za mostem jest olbrzymi parking na samochody i autobusy.

Następnie wsiadłem do wodnego autobusu, który popłynął do placu św. Marka wzdłuż Grande Canale. Wenecja ma mnóstwo zabytków, a właściwie sama w sobie jest wielkim zabytkiem, niestety tonącym. Wskutek stałego ocieplania się światowego klimatu poziom wód stale się podnosi. Wenecja jest więc skazana na zagładę. Czy możemy temu zapobiec? Nie sądzę. Musielibyśmy zamknąć wszelkie fabryki, zniszczyć samochody i przesiąść się na rowery. Teoretycznie jest to wszystko możliwe, ale nikt ludzi do tego nie zmusi.

Wspomniałem o zabytkach Wenecji. Wystarczy, że zostaniemy na placu św. Marka. Wokoło tego placu są same zabytki więc wystarczy, że zwiedzimy  tylko dwa z nich: Pałac Dożów i Bazylika Św. Marka, od których zaczyna się plac Św. Marka i przejedziemy się gondolą.

Gdy ktoś cię spyta:

– Byłeś w Wenecji?

– Tak.

– A czy płynąłeś gondolą?

– Nie.

To znaczy, że nie byłeś w Wenecji. Należy to do obowiązkowego repertuaru. Jeżeli jesteś z dziewczyną lub żoną, możesz zamówić mandolinistę, który będzie grał i śpiewał romantyczne włoskie melodie. Gwarantuję, że ta kobieta będzie cię kochać do grobowej deski albo jeszcze dłużej.