Świat tak dzia­ła, że na począt­ku każ­de­go sta­wa­nia się znaj­du­je­my kobie­tę. Nato­miast począt­kiem każ­de­go czy­nu męskie­go, nie­odmien­nie stać się powin­na modlitwa.

Bez modli­twy nie pomo­że niko­mu żad­ne wykształ­ce­nie, daj­my na to: żaden uni­wer­sy­tet. Któ­ry z nich nato­miast nie pomo­że nam naj­bar­dziej? Panie i pano­wie, żad­nych złu­dzeń: ten war­szaw­ski. Ale po kolei.

Oto tuż obok nas, kon­kret­nie w miej­scach, skąd Sowie­ci powy­ry­wa­li korze­nie set­kom tysię­cy Pola­ków – przy oka­zji dzie­siąt­kom tysię­cy ury­wa­jąc gło­wy – wrze. Podob­no nawet tam­tej­sza gło­wa pań­stwa nie wie, co dalej, czy­li dokąd i któ­rę­dy Bia­ło­ruś zmie­rza. Czy tam zmie­rzać ma. Oby nie doni­kąd, bo naj­wy­raź­niej nie ma kto dora­dzić pre­zy­den­to­wi Łuka­szen­ce, by o przy­szłość naro­du bia­ło­ru­skie­go (i swo­ją wła­sną) zapy­tał choć­by Bal­ce­ro­wi­cza Lesz­ka. Czy tam inne­go Soro­sa George’a.

REKLAMA

Nie wspo­mi­na­jąc o CIA, bo że ta swo­ich pół­gę­sków ide­owych na tym ogniu upiec nie zechce, w to nie uwierzę.

Kreml, zda­je się, zaspał. Ewen­tu­al­nie knu­je coś bar­dzo głę­bo­ko. Coś przy­kre­go. Czy tam odra­ża­ją­ce­go. Czy tam jed­no i dru­gie, boć tym spo­so­bem knuć potra­fi rów­nie dobrze, co Waszyng­ton, Pekin czy Tel Aviv. Tyl­ko War­sza­wa jakoś nie potrafi.

 

TRAFIENIE W DZIESIĄTKĘ

Ale idź­my dalej. Oto świat spor­tu, gdzie przy pustych try­bu­nach FC Bar­ce­lo­na zali­czy­ła osiem ude­rzeń w splot sło­necz­ny od Bay­er­nu Mona­chium, a to w ćwierć­fi­na­le Ligi Mistrzów. Lio­nel Mes­si na tę oko­licz­ność powy­sku­by­wał co dru­gi wło­sek z brwi lewej i co trze­ci z gole­ni pra­wej. W pogło­ski o sku­ba­niu wło­sków z gole­ni, praw­dę powie­dziaw­szy, nie wie­rzę. Wie­rzę nato­miast, że Vidal, Grie­zmann, Busqu­ets czy Umti­ti, mogą czuć się „mak­sy­mal­nie upo­ko­rze­ni”. Wcze­śniej zero do trzech z Wło­cha­mi, zero do czte­rech z Angli­ka­mi, a teraz osiem goli dla Niem­ców, dwa dla Hisz­pa­nów? „Poraż­ka miaż­dżą­ca”, jak oznaj­mia­ją spe­cja­li­ści od spor­tu. Co do wyni­ku w ćwierć­fi­na­le, to po pierw­szym gwizd­ku nikt w to nie uwie­rzył­by. I minę­ło skrom­ne sie­dem minut – i owszem.

Wie­rzę rów­nież, iż w mie­ście bar­dzo nowo­cze­snym i nale­ży­cie postę­po­wym, mia­no­wi­cie w War­sza­wie, znaj­dzie się dosta­tecz­nie licz­na gru­pa nie­do­uczeń­ców, pra­gną­ca okla­ski­wać ludz­kie­go bara­na imie­niem Krzysz­tof, wzy­wa­ją­ce­go „do wal­ki z cię­ża­rów­ka­mi gło­szą­cy­mi homo­fo­bicz­ne hasła i gada­ją­cy­mi głu­po­ty”. Czy­ni te wezwa­nia pan Krzysz­tof, pod­kreśl­my ów fakt, umie­ściw­szy na bur­cie wła­sne­go pojaz­du hasło „Każ­dy może wyna­jąć cię­ża­rów­kę i gadać z niej głu­po­ty”. O, to dopie­ro jest tra­fie­nie w dziesiątkę.

 

SKANDAL PRAWDZIWY

Swo­ją dro­gą, skan­dal to praw­dzi­wy, nada­wać bara­no­wi imię Krzysz­tof. Niech­by i ludz­kie­mu bara­no­wi. A tu, pro­szę: pan baran i jego bara­nia cię­ża­rów­ka. „Nie powin­no się ufać infor­ma­cjom zapi­sa­nym na cię­ża­rów­kach” – gło­si dalej pan baran… prze­pra­szam, pan Krzysz­tof Gon­ciarz oczy­wi­ście, gło­si wprost z tej­że bara­niej cię­ża­rów­ki. Albo nie sły­szał o czymś, co świat bia­łe­go czło­wie­ka (sym­bo­licz­nie, sym­bo­licz­nie) nazy­wa wia­ry­god­no­ścią, albo prze­ka­zu­jąc to, co prze­ka­zu­je, wia­ry­god­no­ścią wła­sną przej­mo­wać się nie zamie­rza­jąc. Mówi­łem, że baran?

Dzie­je się. Jak­by tego wszyst­kie­go było mało, nasi posło­wie koali­cyj­ni doga­da­li się z naszy­mi posła­mi opo­zy­cyj­ny­mi i chcie­li (teraz, już, pręd­ko, pręd­ko) otrzy­my­wać wię­cej pie­nię­dzy niż dotąd otrzy­my­wa­li. Dużo, dużo wię­cej. A to za pra­cę na rzecz wspól­no­ty nad­wi­ślań­skiej. I w ogó­le. Nie­któ­rzy wiecz­ni mal­kon­ten­ci utrzy­my­wa­li, że za sam wyraz twa­rzy. Na tym tle war­to i trze­ba zauwa­żyć, że jedy­nie Kon­fe­de­ra­ci poszli po rozum go głów i nie wró­ci­li z niczym, pomy­słom kole­gów par­la­men­ta­rzy­stów mówiąc „nie”. Pięk­ny gest. Co wię­cej, ów zdro­wo­roz­sąd­ko­wym sprze­ci­wem poza­ra­ża­li się sena­to­ro­wie, któ­rym sam Donald Tusk roz­ka­zał, cytu­ję: „Ogar­nij­cie się!”. I ogar­nę­li się, i pomysł pod­wy­żek upadł. Tym samym sta­no­wie­nie pra­wa nad Wisłą oby­ło się tym razem poza try­bem „rachu-cia­chu-i-goto­we”. Więc.

 

SZAFARZE DOCZESNOŚCI

Tak więc par­la­men­ta­rzy­ści nad­wi­ślań­scy zaj­mu­ją się sobą, gda­cząc, że zaj­mu­ją się nami, a odpo­wied­nio wykształ­ce­ni spe­cja­li­ści zaj­mu­ją się świa­ta­mi nie ist­nie­ją­cy­mi. Weź­my Haaka Domi­ni­ka. „Nazy­wa­nie Mar­got „Micha­łem Sz”. to prze­moc” – rze­cze ów, jak go opi­su­ją: „psy­cho­log spe­cja­li­zu­ją­cy się w sek­su­olo­gii, na co dzień sty­ka­ją­cy się z oso­ba­mi nie­bi­nar­ny­mi i transpłciowymi”.

No pro­szę. A ja zasta­na­wia­łem się jesz­cze nie tak daw­no, co czło­wie­ka rozum­ne­go – rozum­ne­go co naj­mniej w teo­rii, boć takie­go po stu­diach wyż­szych, to jest nie­kła­ma­ne­go spe­cja­li­stę w prze­stu­dio­wa­nej dzie­dzi­nie – więc, co rozum­ne­go czło­wie­ka może zmu­sić do podob­nych, nie­ro­zum­nych wynu­rzeń. Posłu­chaj­my wsze­la­ko i jego, albo­wiem jak powszech­nie wie­my, nie­ro­zum­ność to też jest jakaś meto­da na uży­wa­nie umy­słu, a satys­fak­cjo­nu­ją­cej daw­ki rozum­no­ści nabyć może­my, uważ­nie przy­słu­chu­jąc się rów­nież głup­stwom wypo­wia­da­nym publicz­nie. Więc.

Dla­cze­góż więc zwra­ca­nie się do bliź­nie­go z wyko­rzy­sta­niem wła­ści­wych zaim­ków oso­bo­wych, okre­śla­ją­cych płeć, jest prze­mo­cą (jak chcą tego nowo­cze­śni i postę­po­wi sza­fa­rze docze­sno­ści), i na czym dokład­nie owa prze­moc polega?

 

NIEURAŻANIE

Otóż zwra­ca­nie się do pana Mar­got jego wła­ści­wym imie­niem mia­ło­by być prze­mo­cą (kon­kret­nie mis­gen­de­rin­giem), ponie­waż „Mar­got nie czu­je się Micha­łem i nie przed­sta­wia się w ten spo­sób”, a kul­tu­ra, któ­rej zwo­len­ni­ka­mi są nowo­cze­śnia­rze i postę­pow­cy, tacy jakim wspo­mnia­ny wyżej Haak Domi­nik sam nie­chyb­nie jest, więc kul­tu­ra owa: „Wyma­ga, żeby wypo­wia­dać się w spo­sób, któ­ry niko­go nie uraża”.

Świat bez­ocen­ny – oto, co nam pro­po­nu­ją. Nam pro­po­nu­ją, naszym dzie­ciom i wnu­kom, naszej przy­szło­ści. Pan Haak jest mię­dzy inny­mi spe­cja­li­stą w sek­su­olo­gii kli­nicz­nej i psy­cho­te­ra­peu­tą, człon­kiem Pol­skie­go Towa­rzy­stwa Sek­su­olo­gicz­ne­go oraz Pol­skie­go Towa­rzy­stwa Psy­cho­lo­gicz­ne­go. Szczy­ci się też człon­ko­stwem w Radzie Nauko­wej Ośrod­ka Badań Spo­łecz­nych nad Sek­su­al­no­ścią przy – uwa­ga, uwa­ga, a jak­że – przy Uni­wer­sy­te­cie Warszawskim.

Ach, och. Zno­wu ten war­szaw­ski uni­wer­sy­tet. To zna­czy, nie mówię od razu, żeby nie­któ­re uni­wer­sy­te­ty nad­wi­ślań­skie z miej­sca palić, bo ina­czej, to jest bez ich uprzed­nie­go zde­wa­sto­wa­nia, nie da się uzdro­wić nauki pol­skiej i pol­skich naukow­ców. Nie mówię, bo nie wiem tego na pew­no, nawet jeśli to wła­śnie podej­rze­wam. Wiem, że kil­ka zupeł­nie nowych uni­wer­sy­te­tów nie­wąt­pli­wie przy­da­ło­by się Polsce.

 

WOLNE SŁOWO

Pol­sce przy­da­ło­by się też wię­cej wol­nych słów. To jest moż­li­wo­ści ich wygłaszania.

Przy­kład: pre­zes spół­ki „Radio Nowy Świat” Piotr Jedliń­ski nazwał na ante­nie Micha­ła „Mar­got” – Micha­łem, zaś na kry­ty­kę radio­wych kole­gów i kole­ża­nek zare­ago­wał sło­wa­mi: „Jeże­li Mar­got oraz ako­li­ci tak bar­dzo ape­lu­ją o posza­no­wa­nie wol­no­ści, to dla­cze­go nie sza­nu­ją wol­no­ści mediów oraz mojej, jako oso­by? Dla­cze­go chcą mi na siłę narzu­cić spo­sób postrze­ga­nia świa­ta, zmu­sza­jąc, żebym okre­ślał kogoś, kogo odbie­ram jako męż­czy­znę, zaim­ka­mi żeńskimi?

Trwa zma­so­wa­ny atak, któ­re­mu się nie pod­dam. To, co robi­cie, z wol­no­ścią nie ma nic wspól­ne­go” – oznaj­mił Jedliń­ski. Oznaj­mił, dzię­ki cze­mu w jed­nej chwi­li prze­stał być pre­ze­sem radia, któ­re jako jeden z nie­licz­nych nie­daw­no współtworzył.

Chut­nik Syl­wia, femi­nist­ka, dzia­łacz­ka spo­łecz­na i pisar­ka, absol­went­ka gen­der stu­dies, dok­to­rant­ka (zdok­to­ry­zo­wa­na) Zakła­du Histo­rii Kul­tu­ry Insty­tu­tu Kul­tu­ry Pol­skiej („Codzien­ność War­sza­wy w latach 1954–1955. Zmy­sły, cia­ło, oby­cza­je”), napi­sa­ła o Jedliń­skim, że ów nie rozu­mie: „że jest trans­fo­bem i mimo setek gło­sów wyja­śnia­ją­cych mu ten stan, nadal brnie i myli wol­ność sło­wa z posza­no­wa­niem innych osób”.

 

SYGNAŁ WSPARCIA

Chut­nik łatwiej publicz­nie wymam­ro­tać bzdu­ry, niż Jedliń­skie­mu. Ten dru­gi, radio­wiec z krwi i kości, wie przy­naj­mniej, czym jest wol­ność sło­wa. Ta pierw­sza nie wie, że mądrzej­sze od niej bywa­ją sznu­ro­wa­dła. Sam byłem jesz­cze głup­szy niż sznu­ro­wa­dło, czy tam niż dzi­siej­sza Chut­nik, gdy sądzi­łem, że ludzie rów­nie nie­mą­drzy co ta pani na świe­cie nie ist­nie­ją. Ależ ist­nie­ją, istnieją.

A pro­pos: Chut­nik jest absol­went­ką jakie­go uni­wer­sy­te­tu? Tak, tego war­szaw­skie­go, jak­że­by ina­czej. Nie napi­szę, że wła­śnie skut­kiem doświad­cze­nia uni­wer­sy­tec­kie­go, 18 lat żyła w związ­ku z męż­czy­zną, że docze­ka­ła syna, i że w lip­cu 2020 roku, na łamach „dwu­mie­sięcz­ni­ka spo­łecz­no-kul­tu­ral­ne­go LGBTQIA Repli­ka” wyja­wi­ła, że w dal­szym życiu będzie „nie­he­te­ro­nor­ma­tyw­na” – cokol­wiek mia­ło­by zna­czyć to ostatnie.

Nie napi­szę tego, powta­rzam, zazna­czę tyl­ko, co sama Chut­nik oświad­czy­ła przy oka­zji, mia­no­wi­cie że „zde­cy­do­wa­ła się na publicz­ny coming out jako akt poli­tycz­ny oraz sygnał wspar­cia dla mło­dych ludzi LGBQTIA”.

Widać mały miś ze mnie, stąd tytuł, bo za postę­pem i nowo­cze­sno­ścią w wyda­niu Chut­nik, Gon­cia­rza czy Haaka, naj­wy­raź­niej nie nadą­żam intelektualnie.

 

Z cze­go tyl­ko cie­szyć się, dopo­wia­da­jąc gło­śno: bym kie­dy­kol­wiek nadą­żyć zechciał, nie pozwól mi, dobry Boże. To już lepiej mą sem­pi­ter­nę potrak­tuj czymś cięż­kim. Czy tam rozum, nim ten obra­zi się na mnie śmier­tel­nie i uciek­nie, hen za horyzont.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z auto­rem: widnokregi@op.pl