– Maseczka! – woła do mnie pracownik dużego sklepu. Na początku „pandemii” „covid 19” czy „koronawirusa” a więc jeszcze w marcu, wtedy wyjmowałem z kieszeni niebieską maseczkę i posłusznie zakładałem ją zakrywając usta i nos, bo i wielu już posłusznie nosiło ten filtr wdychanego i wydychanego powietrza, ale zaraz po wyjściu ze sklepu czy innego zbiorowiska natychmiast z powrotem chowałem do kieszeni ten „przeciwpandemiczny” środek. Wychodzę bowiem z założenia, że na świeżym, wiosennym powietrzu, w oddaleniu od innych, nawet zamaskowanych osób nic mi nie grozi. I jak dotychczas nie mam żadnych objawów tej choroby. Chyba, że zaraza tej jakże „groźnej” odmiany „SARS”[„Severe Acute Respiratory Syndrome”] tkwi we mnie bezobjawowo(?!).

Z czasem w prasie, w Internecie zaczęło pojawiać się coraz więcej opinii wirusologów, epidemiologów oraz lekarzy różnych specjalności krytycznie odnoszących się do tej całej „zarazy”, a wręcz podważających występowanie pandemii, a co najwyżej endemii rozsianej po świecie. I tych medyków wycisza się dość skutecznie rózgą politycznej poprawności skutkującej nierzadko utratą pracy (sic!).

Jeśli wierzyć statystykom odnotowującym ilość zachorowań i wypadków śmiertelnych, średnio wśród światowej populacji, przypada zaledwie ok. 6% zachorowań oraz 0,02% przypadków śmiertelnych, zwłaszcza w połączeniu z innymi ciężkimi dolegliwościami.  Bo jak chodzą słuchy, niektóre przypadki śmiertelne, zwłaszcza wśród osób najstarszych mają być spowodowane właśnie koronawirusem. Powtarzam: „jeśli wierzyć statystykom”…

Mark Twain mówił o trzech rodzajach kłamstwa: „Kłamstwo pospolite, kłamstwo ohydne i… statystyki”.

Nie przeczę, że należy zachować ostrożność, przez częste mycie rąk, a także noszenie czystych (wydezynfekowanych) maseczek i rękawiczek przebywając w ogniskach zapalnych (np. szpitalnych oddziałach zakaźnych, zatłoczonej komunikacji miejskiej,  wśród społeczności krajów o wysokiej zachorowalności powyżej 10% populacji itp.). Ale, na litość, nie przesadzajmy, nierzadko z kompletnym izolowaniem się na dłuższy czas w zamkniętych pomieszczeniach czy jeżdżeniem w maseczce na rowerze w parku lub samochodem w pojedynkę, a nawet z najbliższymi nam członkami rodziny…

Zdrowy rozsądek zawsze obowiązuje, zwłaszcza w sytuacjach jakiegokolwiek zagrożenia zdrowia albo życia. A dziś, po półrocznym „pandemicznym alercie” niektórzy kierownicy różnych placówek, nota bene, najmniej kompetentni, narzucają nam swoje pomysły, jak choćby występowanie w roli domorosłych policjantów, zwracając nam uwagę tonem aroganckim, wręcz chamskim. Albo w niektórych sklepach sprzedawcy tolerują jedynie karty płatnicze, bo pieniądze nagle stały się „be” ze względu na gnieżdżące się na nich wirusy („wielkości wróbli”). No i jeszcze te „szlaki turystyczne” ze strzałkami na podłodze między sklepowymi półkami (…„Jedno tę, drugie tę, pół na pół.  A tu noga ugrzęzła”…). Tańczymy posłusznie kontredansa powoli przekształcającego się w pospolitego kadryla międzypółkowego, aż nas nie wezwie sprzedawca-dyrygent.

Odrębną sprawą są restrykcje wprowadzone w kościołach. Zgodziłbym się na zachowanie odległości, bo (bezbożne) wirusy mogą przeskoczyć z jednej osoby na drugą. Ale dlaczego w niektórych kościołach nie wolno śpiewać? Czyżby te sprytne bestie (wirusy) przenosiły się na falach dźwięku, zwłaszcza w trakcie śpiewania pieśni religijnych? Poza kościołami można sobie publicznie śpiewać do woli…

Ataki na Kościół, na religię katolicką, ale nie tylko. Także inne religie są w bardziej lub mniej zawoalowany sposób atakowane, gdyż człowiek wierzący jest mniej podatny na socjomanipulację.

 

„O tempora, o mores!”

W Polsce, w pociągu bodajże relacji Szczecin Warszawa jakiś pasażer zaczął kasłać. Zatrzymano pociąg, bo ów podróżny nie bacząc na innych podróżnych, kasłał jak najęty, a między jednym a drugim kaszlnięciem tłumaczył się, że jest (czy był) nałogowym palaczem i stąd ten jego nieznośny kaszel wywołujący wręcz panikę.

Felietonista, pan redaktor Michalkiewicz słusznie zauważa, że są inne wirusy w kościołach, a jeszcze inne np. na wiecach przedwyborczych, gdzie ani maseczki nie obowiązywały, ani zachowanie odległości między uczestnikami wieców. A swoją drogą – jak dalej zauważa pan redaktor – „gdyby wybory miały tak wielkie znaczenie, jak się im przypisuje, to już dawno by je zlikwidowano”!

„Pandemia” jest wciąż w natarciu, rośnie liczba zachorowań i zgonów ale ku pocieszeniu rośnie też znacznie liczba ozdrowieńców, ale jak to się dzieje, że  wielu spośród pytanych przeze mnie, nie zna nikogo, kto zachorowałby na „covid 19”. Ja także nie znam nikogo takiego. Może dlatego powstał prześmiewczy termin „koronawirusa” –  „koronaświrus”vel plandemia.

Żarty na bok. „Skończyły się żarty, zaczęły się schody” – jak mawiał płk. Bolesław Wieniawa Długoszowski adiutant marszałka Piłsudskiego wjeżdżając konno do Adrii. Następnego dnia stając przed marszałkiem i na pytanie marszałka, dlaczego jest po cywilnemu, miał odpowiedzieć, że spodziewając się niezłego „opeer-u” nie chciał kalać munduru. „Nie pękał” – jak byśmy dziś powiedzieli. A my? Jakże łatwo pękamy bezboleśnie ulegając manipulacjom praktykowanym na nas przy okazji tak nieznacznej liczby zachorowań i śmierci spowodowanych tą chorobą.

Wracając do meritum, trudno nie zauważyć, że przy okazji tej „pandemio-korono-wirusowej” wrzawy zaczynają się dziać niepokojące zjawiska społeczne, a więc wzmożona tresura społeczeństwa, nieprzestrzeganie prawa nie tylko przez pojedynczych urzędników ale i przez instytucje, jak choćby wprowadzanie różnych kar za np. wchodzenie do lasu w pojedynkę lub z najbliższymi czy karanie za nienoszenie maseczek, lekarze stroniący od pacjentów w obawie przed… zarażeniem się i udzielających porad przez telefon. Wielu chorych na inne schorzenia niż „covid 19” obawia się pójść do pogotowia, żeby nie zakwalifikowano ich jako podejrzanych o choćby tylko bezobjawowe nosicielstwo tej pandemicznej choroby, a potem skierowania na dwutygodniową czy tylko dziesięciodniową kwarantannę, podczas której mogliby zapaść na „koronawirusa”, czy choćby zakasłać jak ów podróżny…

Jednym słowem, my zwolennicy już nie spiskowej teorii lecz praktyki dziejów, głoszący swoje poglądy nie tylko na powyższy temat, ale także krytykujący np. ideologię LGBT(+) narażamy się na prześladowania ze strony różnych Wszystko-Lepiej-Wiedzących, głównie lewaków, wrzaskliwych popaprańców za którymi stoją ogromne pieniądze, jak niegdyś stały za Leninem, Hitlerem i których to „towarzyszy” uważano za śmiesznych, politycznych pajaców, a którzy dorwawszy się do władzy wymordowali miliony. Chichot Lenina, Stalina, Hitlera i Pol Pota oraz innych zbrodniarzy słychać zza grobu.

Tak i teraz jeśli nie znajdzie się w porę odpowiednia polityczna miotła, czeka nas krwawa „powtórka z rozrywki”. Już teraz widać jej pierwsze symptomy w Stanach Zjednoczonych, jeszcze do niedawna państwa zdecydowanie antykomunistycznego, w którym za niecałe dwa miesiące odbędą się prezydenckie wybory.

 

„God Bless America.”

Nam szaraczkom pozostaje modlitwa, nie tylko za Amerykę, Kanadę, Polskę ale także za inne kraje przerabiane w abcugach na wzór sowieto-podobnych kiszłaków vide Wenezuela. Nie żartuję, bo tak jak zbiorowa modlitwa różańcowa ocaliła od komunizmu Austrię czy wcześniej wiedeńska wiktoria króla Jana Sobieskiego czy też zwyciestwo znacznie mniejszej floty europejskich katolików pokonujących silniejszą flotę turecką pod Lepanto albo Filipiny, kiedy to tłumy za przykładem kilkunastu sióstr zakonnych stanęły z różańcami przeciw czołgom wysłanym przez dyktatora Marcosa, który ostatecznie został zmuszony do ucieczki z kraju. Z pewnością przykładów tego typu jest więcej.

 

„Wiara czyni cuda.”

Nagle ustały muzułmańskie ataki terrorystyczne. Przypadek to czy też „z góry” narzucona „pieredyszka”? I oby po niej nie nastąpiła kolejna „pieriestriełka”, jak mawiali Rosjanie po kolejnej „normalizacji”. My starzy pamiętamy, ale ci młodzi urodzeni w schyłkowej komunie, albo zaraz po jej „upadku”, a zwłaszcza wychowani na Zachodzie, niegdyś jeszcze w miarę wolnym, znowu ulegają pokusie realizacji haseł głoszonych przez ideologie marksistowskie „Lenin wiecznie żywy”, „socjalizm zwycięży!”.

A teraz zagraża nam realizacja postmarksistowskiej ideologii „LGBT+”. Mówiąc bardzo ogólnikowo, chodzi o psychiczne zniszczenie człowieka poprzez brutalną ingerencję w intymną sferę płciowości. I to poczynając już od kilkuletnich dzieci! Jakie to przyniesie skutki?  Nie trudno sobie wyobrazić.

„Kto zaś gorzy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza.”

Mat: 18,6

 

Przytoczę kilka cytatów z „Biesów” Dostojewskiego dzieła napisanego pod koniec lat 60. XIX w. Prekursorem ideologów socjalizmu-komunizmu jest m.in. postać Szygalewa, którego obłędne poglądy zrealizowała „trójca piekielna” Lenin-Trocki-Stalin. „Zaczyna się od zaniżenia poziomu wykształcenia, wiedzy, talentów”. (…) „trzeba jednak, aby utrwaliło się posłuszeństwo. Żądza wiedzy jest żądzą arystokratyczną. Byle rodzina, byle miłość – a już rodzi się pragnienie wolności. Zabijemy to pragnienie. Puścimy w ruch pijaństwo, oszczerstwo, denuncjację! Rozplenimy niesłychaną rozpustę. Każdego geniusza zgasimy w kolebce. Wszystko pod jeden strychulec! Równość całkowita!” (…) „Potrzebne są jednak dreszcze, a o tym my pomyślimy, my władcy! Niewolnicy muszą mieć panów! Całkowite posłuszeństwo, całkowite zabicie jednostki, lecz raz na trzydzieści lat Szygalew puszcza dreszcze, a wtedy jedni zaczynają pożerać drugich; tylko do pewnych granic, byle się tłum nie nudził. Nuda jest uczuciem arystokratycznym. W szygalewszczyźnie nie będzie pragnień. Pragnienia i cierpienia dla nas, dla niewolników – szygalewszczyzna.” (…) „a tu zbrodnia już nie jest obłędem, lecz właśnie zdrowym sensem, prawie obowiązkiem, a w każdym razie szlachetnym protestem. To dopiero początki” (…) „Teraz niezbędne są ze dwa pokolenia rozpusty. Niesłychanej rozpusty, najpodlejszej, która robi z człowieka plugawą, tchórzliwą, okrutną samolubną istotę. To jest niezbędne. I potrzeba świeżej krwi, aby się człowiek przyzwyczaił.”

Ale nie zatrważajmy naszych serc. „Bo któż jak Bóg!” To ON nam obiecał, że będzie z nami „aż do skończenia świata”. Pozostaje nam tylko wytrwać w wierze, nadziei i miłości. Nic więcej…

Pisane we wrześniu, roku 2020,

w roku zarazy.

Park Royal, Mississauga. 13.09’20.

WOJCIECH J. ANTCZAK