Może to są takie narzekania starego człowieka, ale coraz bardziej zaczyna mi doskwierać brak rozsądku i racjonalnych argumentów u ludzi, którzy pełnią ważne funkcje i wypowiadają się publicznie. Jak gdyby nikt już nie szanował mojego rozumu i nawet nie starał się mówić do rzeczy. Arogancja połączona z niewiedzą zniesmaczają i to niezależnie od długości geograficznej; podobnie w Polsce, jak i tutaj w Ontario. Pierwszy z brzegu przykład, kolega podrzucił mi wywiad z Michałem Moskalem,  szefem biura Jarosława Kaczyńskiego. Przeczytałem i w mózgu mnie zabolało, bo skoro ludzie tak blisko środowisk władzy głoszą tak absurdalne sądy z tak wielką dezynwolturą i zadufaniem to można zacząć się bać. Tym bardziej, że takich wypowiedzi jest na pęczki, odsyłam więc do Google, bo można samemu wyłowić prawdziwe perełki. I nie mówię tu tylko o stanowiących kanwę memów dywagacji pewnych europosłanek o gwałceniu krów przez byki, lecz o bardziej „głównonurtowych” bełkotach.

W tym morzu a-racjonalizmu błyszczą politycy Konfederacji. Często, gdy ktoś mnie pyta, co sądzę o tym środowisku, mówię, że pokazuje ono, iż „jeszcze Europa nie zginęła”. Jest to środowisko, które – nawet jeśli się podzieli – zmieniło kulturę życia politycznego w Polsce i charakter debaty publicznej; są to ludzie, którzy przed kamerą telewizyjną, czy w jakiejkolwiek innej sytuacji publicznej potrafią przedstawić swoje racje posługując się wnioskowaniem opartym na klasyce sylogizmu.

Dlatego z zaciekawieniem słucham Mentzena o podatkach, Bosaka o wojnie kulturowej przeciwko chrześcijańskiej Polsce czy Brauna opowiadającego o horrorach prawnych polskiego ustawodawstwa, mówiącego o bezprawnym charakterze obowiązków pandemicznych (bo wprowadzonych pozakonstytucyjnie). Ci ludzie przynajmniej starają się czytać  prawo, które mieląca maszynka ustawodawcza polskiego parlamentu wypluwa z zamkniętymi oczami. Kocham patrzeć na Konrada Berkowicza usadzającego w Sejmie niedotlenionych posłów prostą logiką i tłumaczącego premierowi Morawieckiemu, że odbieranie obywatelom pieniędzy przez państwo to nie jest zysk. Niezależnie więc, co stanie się z tym światem i z Polską, przyjemnie patrzeć na ludzi, którzy wciąż hołdują racjonalizmowi cywilizacji zachodnioeuropejskiej, nie kłaniając się  totemom marksizmu kulturowego i teraźniejszych neo-religii.

Brak poszanowania naszego rozumu nie zależy od południka, słuchając mapetów naszej lokalnej polityki, odnieść można wrażenie, że popadają w jakieś kabalistyczne egzaltacje wmawiając nam raz jedno, raz drugie. Coraz więcej zwykłych ludzi czuje się przez to skołowanych, bo jeśli mamy kierowników, którzy plotą trzy po trzy, to  jakże się nie bać .

Do tego wszystkiego dochodzi wszechobecna kakofonia absurdu politycznej poprawności, co w sytuacji kryzysu gospodarczego jest porażające. Mamy oto taką sytuację, kiedy dwóch chłopaków z plakatu, na którym reklamowali swoje usługi w real estate ciosami karate, musi kajać się za „rasistowski brak wrażliwości” dla chińskiej kultury…

Naprawdę trudno się nie bać takiego świata.

 Andrzej Kumor