Kto odpowiada za “Strajk Kobiet” i nadwiślańskie protesty uliczne? Za “zadymy” w dniu Święta Niepodległości? Jak to kto? Wiadomo: Jarosław Kaczyński.

Dlaczego akurat on? Ponieważ on to zorganizował. Proszę sobie tylko wyobrazić: on ci to zorganizował: jedno, drugie i trzecie. W każdym razie tako rzecze Lempart Marta. Pani liderka. Tak wygląda według pani liderki prawda, a prawda jest ważna, więc ludzie walczą o prawdę. A w ogóle to mamy wojnę.

I tak dalej, i tak dalej: ble, ble, ble. Byle głośno. Ludzie od rozumu wolni, łączcie się. Czy tam uwolnieni od rozumności, w Lempart Martę zapatrzeni, Marty Lempart trzymający się, Martę L. przytrzymujący, trzymajcie się Marty, powtarzam, a wolność od rozumu przyjdzie do was i przytuli do piersi swoich. Obu piersi. I to jakich. I przy piersiach owych przytrzyma, póki oddechu wam nie zabraknie. Zwycięstwo jest bliskie.

Nie ma to, tamto, pokazała, że ma gadane. Cała ta Lempart. Że gadaniznę nawet ma. Ale proszę posłuchać pewnej rozmowy. W ramach odtrutki, powiedzmy. Wiele wyjaśnia.

 

Zaginanie na brewiarz.

– Widziałeś?

– Widziałem. Krnąbrna filuciara w grubych pinglach.

– Proszę?

– Zadzior. Po waszemu prowokator. Postać fałszywa aż do bólu dziąseł. Wkręca się w ludzi, szpąci i sztukuje, usiłuje nawet gamzać grypsem, ale gamza mało szczelnie, przez co nieszczególnie. Znaczy, taka z niej szamaczka na niby, głupsza od stada papugów. Chociaż przyznaję, dziobem trzaska jak mało który. Ale to tylko zaginanie na brewiarz.

– Papug to adwokat. A zaginanie na brewiarz?

– Popisywanie się znajomością kodeksów. Przy tym co rusz zastawia się na wolkę, to znaczy przyrzeka to i owo, obiecuje jedno czy drugie, ale z mety leci z kitem. Bez pozorów przyczajki tym swoim siostrom żeni farmazon, przy okazji wyprawiając im chwieja z rozumności. Znaczy, okrada zblatowane z rozumu. Wysysa im rozumność z krwi jak prawdziwy człowiek potrafi wyssać z kości szpik cwelowi. Po mojemu oszustka, kłamczyni, wyłudzaczka. Tak obstawiam. Spójrz tylko: na deptaki siostry zwołuje, czy tam na derby prowadzi, wręcz namawia je do gry na puzonach, a jaką gadanę przystawia przy tych okazjach, smutki nawijając na szpulę? Jakby przedawkowała “Prozac”. Czy tam inną fluoksetynę. Co najmniej. Przy tym żadna rzecha z niej, zwykła lola.

– Rzecha to…?

– Na robocie pilnik, tu zgrabna dziewczyna. Zastanawiałeś się, czemu w całym tym “Strajku Kobiet” za czółkę nie robi lepsza od niej maniura? Prawdziwa żyleta karyna? Czy tam inna jakaś planeta, git super laska? Mówię ci, to trefna frytka jest. Oceni, że już czas, a natychmiast uderzy w zrywkę.

– Ucieknie?

– Z przestrzeni publicznej na pewno. Swoją drogą, nawet jeśli żaden z kiszczakowców jej nie prowadzi, i tak przyjdzie pora, gdy prowadzący wypłaci rozecie klapsa i każe jej pojechać świrniętą.

– Udawać chorą umysłowo?

– Takie zmota sobie alibi. Jest albowiem norma, ale są też wychyłki i wychodki, to znaczy zachowania odstające od zasad czy nawet bez obczajki łamiące zasady wprost. Na tak zwanego zderzaka. Nie ma znaczenia, lepiej czy gorzej prowadzona, wcześniej czy później wkitra się babiszcze w gromki pinkiel, czyli wpadnie w duże kłopoty. Zawiozą ją pod setkę, trafi do celi znaczy, a ile ze sobą sióstr pociągnie, to te dopiero powinny się bać.

– Czego mianowicie miałyby się bać?

– Bo wtedy niejedną załaduje do sprawy, czy tam doklepie, pomawiając bezpodstawnie o jakiekolwiek naruszenie paragrafu. Lewym pinklem.

– Czyli donosząc fałszywie.

– Zaprawdę powiadam ci, w listopadzie nawet jeż nie byłby od ciebie sprytniejszy. Patrz tylko: zaczną się wewnętrzne zgrzyty, któraś z mądrzejszych, czy tam któryś, zaatandzi, w furtę zagrzechocze, to zaraz skręcą babę do wora.

– Uznają za frajerkę.

– Prawdziwy z ciebie miszcz przekładu.

– Lekko jej nie jest, sam przyznaj. Opowiadała, że śpi teraz ledwie po cztery godziny na dobę.

– I wszystko jasne: śruba odbija, dzieweczka szamać smutniaka zaczyna, popijając sucharem, to i smęty z siebie wydala. Zostaje jej metoda na trupka.

– Wydalanie smętów ogarniam, metodę na trupka stosował w praktyce nadwiślański uzdrowiciel Szumowski, a suchar i smutniak?

– Smutniak to czarny chleb razowy w dziurawszym od sita worku poznawczym. Pytanie o suchara oddalam. Zaczynasz mnie męczyć. Już sobie idź.

 

Symbolicznie.

Teraz tak. Nikt inny bardziej niż akolici płci wszelakich Lempart Marty, nie powinien stroszyć uszu staranniej ku słowom niejakiego Tyriona Lannistera, gdy ten przemawia bezpośrednio do nich w tym mianowicie narzeczu: “Uważaj, co mówisz, bo wielu wykopało sobie groby dużo sprawniej językiem swoim niż swoją łopatą”. Przy czym proszę najuprzejmiej, by zwrot “Lempart Marta” traktować metaforycznie. Nie tylko w kontekście pana Tyriona. Żadna to albowiem różnica: Lempart, Suchanow, Środa… o, właśnie w najbliższą środę dotrze do mnie najnowsze wydanie “Etyki dla myślących” autorstwa tej ostatniej; wydawca (chwal mnie gębo moja), zaprasza do lektury używając następujących zwrotów (wzwrotów? może wywrotów?): “Jedyny na polskim rynku, pełny podręcznik do nauki etyki dla szkół ponadpodstawowych, rekomendowany przez MEN. (…) Książka jest nieocenionym źródłem rzetelnej wiedzy i alternatywą dla etyki katolickiej” (już oczy mi się śmieją, a to sobie poużywam przy lekturze), koniec dygresji – więc proszę najuprzejmiej, powtarzam, by zwrot “Lempart Marta” traktować metaforycznie, żadna to albowiem różnica jakościowa: Lempart, Gretkowska, Suchanow, Środa, Gretkowska, Tokarczuk, Szczuka, Holland, Senyszyn, Cała, Graff, Hübner… czy tam jakaś inna Hartman. Czy Płatek. I tak dalej, i tak dalej. Żadna różnica, naprawdę. Więc “Lempart Marta” wyłącznie symbolicznie, tak? Dziękuję.

 

Oznaczanie.

Jeszcze w kontekście “Strajku Kobiet”: owiec nie zostawia się samopas, dlatego wobec psa pasterskiego owce mores znać muszą. Że nie wspomnę o relacjach owiec i psów z samym bacą. Przy tym kto nad Wisłą robi za owce, kto stara się być psem, a kto aspiruje do pozycji bacy, proszę oznaczać sobie już we własnym zakresie. Ostrzegam: łatwo oznaczyć nie będzie.

 

Nie do ogarnięcia.

Oto przed nami banda człowiekowatych zniewolonych intelektualnie, wrzeszczących o wolności. “Nie dopuścimy do tego, żeby kobiety cierpiały!” – wyją. Negują wiedzę i odrzucają fakty, za nic mając dążenie do prawdy. “Wara od naszego ciała!” – rżą odwłokami i potrząsają końcówkami górnymi, czy tam odwrotnie, choć nikt nie wymaga niczego od ich ciał, domagając się zaledwie, by temu nowemu życiu, rozwijającemu się w ich macicach, życiu, do którego istnienia same przyłożyły rękę, żeby tym najmłodszym najsłabszym nie odbierać praw, które same – w imię wolności – tak chętnie przyznają sobie.

Nie, to dla nich nie do ogarnięcia. Podobnie jak to: najpierw prawo do “terminacji ciąży”, a w następstwie prawo do “sedacji terminalnej ciężko chorych emerytów”. Związek miedzy jednym a drugim? Wynikanie? Ryzyko śmierci dla mnie, ale po latach? Jaki znowu związek, jakie wynikanie? Co znowu za ryzyko?

 

Dzicz z Zaziemia.

“To jest nasze życie i nie będzie nikt z Nowogrodzkiej mówić nam, jak mamy żyć”. Cóż to znaczy? Nic innego, jak żądanie spełnienia postulatu anarchizowania czegokolwiek w skali dowolnej i jakąkolwiek metodą. Ergo, nienawiść nimi rządzi, a głupota włada. A że pierwsza i druga owinięte starannie celofanem tresury medialnej, to choćby na wprost zwierciadła stojąc, nie ujrzą łba z rogami i szczeciną na pysku, wystającego sponad ich własnych ramion. Zbyt ciężcy na intelektualne wyzwania aksjologii białego człowieka, zaślinieni wrogością do najsłabszych, co to ich “wolność ograniczają”. Lekceważący normalność efektywniej niż kiedykolwiek dotąd, już z dymem w nozdrzach i przestrzenią dookoła zasmrodzoną siarką w stopniu nie do wytrzymania. Ludzie zmarnowani, można powiedzieć. Pokolenie szans utraconych. Więcej nawet niż pokolenie, a to poprzez najgorsze rokowania dla kultury rodzimej, jakie tylko można sobie wyobrazić.

Potwory. Barbarzyńcy. Dzicz rodem z jakowegoś czarciego Zaziemia. Musimy z poglądami tych ludzi walczyć i musimy z nimi wygrać, w przeciwnym razie świat właśnie im zostanie wydany. A zostawiać świat ludziom dzikim to więcej niż grzech, to duża nieprzyzwoitość.

Proszę sobie powyższe zapisać, proszę najbliższą fasadę kamienicy hasłem tym przyozdobić, proszę je zapamiętać, proszę ponieść je w świat, stosownie meblując łepetyny ludziom oszukiwanym, okradanym i tresowanym do posłuszeństwa, pamiętając przy tym i to, że dzicz z Zaziemia rodem, póki dziczą z Zaziemia pozostaje, nie obejmuje sedna i nie obejmie, a w każdym razie szans najmniejszych po temu nie widać. Ludzie na dzikich przerobieni nie rozumieją albowiem w co się ich pakuje i po co, w czym rzecz, gdzie leży problem, na czym konkretnie polega i już tego nie ogarną, obawiam się, nigdy. Tak łatwiej żyć, to znaczy wypierając dyskomfort poznawczy poprzez racjonalizowanie wyborów. Nie kojarzą i nie skojarzą więc przyczyny ze skutkiem, bo w efekcie utracą umiejętność łączenia zdarzeń z ich konsekwencjami, odłożonymi w czasie dalej niż reakcja telewizora na naciśnięcie guzika na pilocie. Oduczono ich, przesunięto w obszar niedouczenia totalnego, i robią teraz swoje, grając pożytecznych idiotów wyzbytych świadomości zidiocenia. Gdybyż tylko zidiocenie części członków wspólnoty było obojętne dla pozostałych…

 

Co ma diabeł?

Wracając do entuzjastów szaleństwa, szaleństwa epizody opiewających, pozwolę sobie przypomnieć: nikt inny bardziej niż ludzie lempartopodobni nie powinien uważniej słuchać Tyriona Lannistera, gdy ten ostrzega “Uważaj, co mówisz, bo wielu wykopało sobie groby dużo sprawniej językiem swoim niż swoją łopatą”. Teraz więcej powiem. One i oni powinny słuchać wspomnianego wyżej Tyriona ze szczególnym zrozumieniem, by tak to ująć. No, ale najwyraźniej nie chcą. Dlaczego nie? Może z tej przyczyny, że – i tu powtarzam, co powtarzają ludzie przyzwoici, bogaci w wiedzę i doświadczenie – może z tej przyczyny, że diabeł upijał się w sztok za każdym razem, gdy nabierał błota, by lepić ten podgatunek kobiet?

Proszę to sobie tylko wyobrazić. Przykre, ale widać prawdziwe. Niektórzy przekonują wręcz, że nie, że wcale nie był pijany, tylko zamiast po ił sięgać, czy tam po inne lepiszcze, zalegające w mulistych starorzeczach, celowo sięgał w tym celu pod siebie. A co ma diabeł pod sobą? No właśnie. Fiołki, jesteście tam? Róże? Piwonie? Cisza, ino smród kloaki. Kloaki fiołkami nie pachną. Piwonią też nie.

Zaraz wezmę po grzebiecie, czy tam po uszach, nic to, i tak muszę w tym miejscu zauważyć, wplatając dygresję: zasób leksykalny przenikający się z obszarem przynależnym skatologii okazuje się wielce pożytecznym narzędziem retorycznym. W każdym razie współcześnie takim się okazuje. Chwała skatologii, powiedziałbym nawet. Gdyby nie ona, przestrzeń publiczną coraz gęściej wypełniałyby wypowiedzi przeredagowywane przed emisją do postaci: “Piii… piii… piii…”. Można, pewnie, ale czy takie pipkowanie aby na pewno dobrze przysłużyłoby się dialogowi? Przypuszczam (piii…), że (piii…) wątpię. I dość dygresji.

 

Motto.

Lempart Marta więc, i z tą panią kończmy. To łatwe, swoją drogą, jak czytamy albowiem na oficjalnej stronie Rzecznika Praw Obywatelskich, Lempart to: “Aktywistka w obszarze praw kobiet i demokracji. Zainicjowała Ogólnopolski Strajk Kobiet 3 października 2016 (Czarny Poniedziałek) i do dziś przewodzi ogólnopolskiemu komitetowi wsparcia OSK”. Na tej samej stronie poznajemy “motto” naszej antybohaterki. “Ludzie nie potrzebują, żeby ich prowadzić określoną drogą – potrzebują wsparcia, kiedy idą swoją własną” – brzmi fragment tegoż motta.

Widzicie? Dobrze widzicie? Lempart pojęcia nie ma o wspólnocie. Nie, nie bójmy się pań Mart, czy tam innych babo-hartmaniątek, nawet jeśli sprawiają wrażenie “gazu musztardowego sprzedawanego w kubkach po lodach waniliowych” (Gabriel Maciejewski). Nikt rozsądny nie boi się karłów, czy tam krasnoludków, a one wszystkie wyższe nie urosną, profesora Hartmana nie wyłączając. Owszem, popodskakują sobie swawolnie, jakże przy tym pociesznie, jeszcze przez jakiś czas, i tyle będzie po nich. Nie urosną, choćby je podrzucali. Tu na przeszkodzie stanie ciężar własny. Czy tam gęstość.

A co dopiero, kiedy szatański potencjał jednej Lempart z drugą Suchanow (tu już mało symbolicznie) władza zagospodaruje do cna, spożytkuje należy, by następnie je same, wykorzystane, porzucić? Czy tam porzucić i zutylizować? Tak bowiem działa władza posiadająca moc sprawczą. I bez złudzeń proszę, nigdy nie było i nigdy nie będzie inaczej. A naszej władzy, wspomnianej mocy póki co (choć niestety), ciągle jeszcze nie brakuje.

***

“Ochrona zdrowia jest dla nas priorytetem”, powiada tymczasem Morawiecki Mateusz, a szczepionka tuż, już zaraz, tuż obok właściwie, jutro w sumie, dodaje premier, o dobrostan nasz zatroskany. Co ciekawe, powieka premierska mu przy tym troskaniu się nie zadrży. Choćby raz miała drgnąć. Moim zdaniem to osiągnięcie nieliche, nawet jak na pijar poziomu kancelarii premiera.

Ale o obietnicach pana premiera naszego, czy tam premiera, naszego pana, o powiekach jego, i o kłamstwach również, porozmawiamy sobie za tydzień. I będzie o czym, zapewniam.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl