Michalinka: Kotka ozdrowieniec

Wrażliwi – proszę nie czytać. Zawsze mam wokół siebie  jakieś zwierzaki, a to koty, a to psy, a to (jak dzieci były małe) świnki morskie, papugi, chomiki, a także gerbils (muszoskoczki). Cicho sza, nic nie mówcie, ale wiele z nich jest pochowanych w moim olbrzymim ogrodzie na wsi. Taki pokażny cmentarzyk zwierzęcy się tam uzbierał. I proszę tego nie kojarzyć ze świetną książką króla horroru, Stevena Kinga ‘Pet cemetery’ (Cmentarz zwierząt). Nic strasznego się tam nie dzieje, choć teren był i jest zamieszkały przez Indian, głównie ze szczepu Irokezów.

James O’Hara z Irlandii zakładał miasteczko Madoc w 1823. Jego już urodzony na tym terenie syn, był pierwszym białym człowiekiem zarejestrowanym w miasteczku. Posiadłość O’Hara Mill Homestead,  jest do obejrzenia w formie skansenu. O’Hara Mill jest położony nieco na północ od drogi 7, przy 61 biegnącej do Bancroft. A więc tym jeżdżącym na Kaszuby jest prawie po drodze. Wystarczy jechać dalej 7-mką do Madoc.

        Założyciel James O’Hara był masonem, co widać na historycznych zdjęciach jak paraduje w fartuszku. Ostatnio teren park (conservation area) jest zasilany finansowo przez donacje z  rządu i organizacji i charytatywnych. Naprawdę warto zobaczyć. Wracając do zwierząt. Obecnie mam w inwentarzu żywym kotkę, która ma 21 lat. Nie wiem czy to rekord, bo koty z reguły tak długo nie żyją. Tak, jest wątła i wyleniała, więc pewnie się i jej koniec nieuchronnie zbliża. A tu zima. Już kiedyś jeden kot zmarł mi niespodziewanie zimą. A tu mróz -30. Tego biedaka nie ma za chałupą, bo musieliśmy go oddać weterynarzowi. No nic. Zima idzie. Kot stary. Trzeba myśleć do przodu i nie rozdrapywać przeszłość. Jeszcze kilka plusowych dni, zanim nastąpi szlus na całe sześć miesięcy. Nic nie mówiąc nikomu ni słówka, chociaż nie jestem zbyt rosła, wzięłam łopaty i poszłam kopać grób dla kotki. Zmachałam się szybko, ale jakąś połowę dziury wykopałam. Postanowiłam skończyć nazajutrz. Przykryłam to co wykopałam deskami, żeby nikt nie wpadł, a najprędzej to ja, bo lubię o zmroku wałęsać się po obejściu. Kto pod kim dołki kopie, to sam w nie wpada.

Wróciłam do domu, a tu kot jakby odżył, i jeść się dopomina, i żwawo chodzi. A jak się najadł, to i inne zwierzaki zaczął bić z nadmiaru energii. Ki czort? Rano ledwo zipie, a teraz odżył. Istny ozdrowieniec. Zadzwoniła siostra. Mówię jej co się stało. A ona mi, że to przecież proste, bo jeżeli i ono i ja (każda z innego powodu) uciekłyśmy spod łopaty, to i kot też. Tak nas to rozbawiło, że popłakałyśmy się ze śmiechu. Ale jednocześnie nareszcie pojęłyśmy sens powiedzenia ‘uciec spod łopaty’.  Biedna kotka tak się nastraszyła tego mojego kopania, że ozdrowiała. I ozdrowieńcem jest do dziś. A dół zabezpieczę, bo nigdy nic nie wiadomo. Licho nie śpi. Jeśli zasypię, to uśpię jej czujność i się szybko zsunie. A tak niech nam jeszcze mruczy trochę, na kolankach. Szczególnie lubi siedzieć i mrucześ jak rozmawiam przez telefon.  Wy też uciekajcie przed covidem i nie dajcie się, tak jak moja stara kotka. Miniusia ma ona na imię i jest prawdziwym ozdrowieńcem.

MichalinkaToronto@gmail.com                        Toronto, 21 listopada, 2020