Sie­dząc w domu w okre­sie wiru­so­wej pan­de­mii, nie mając innych zajęć, czy­tam nagłów­ki wro­gich Pol­sce mię­dzy­na­ro­do­wych gazet i wymia­nę opi­nii wymie­nia­nych poprzez Inter­net. Roz­mo­wy przez tele­fon z cią­gle zmniej­sza­ją­cą się gru­pą przy­ja­ciół tak­że umi­la­ją mi czas, acz­kol­wiek cza­sa­mi poja­wia­ją róż­ni­ce zdań na tema­ty poli­tycz­ne, ale tak­że dużo głęb­sze róż­ni­ce w poję­ciu sys­te­mu war­to­ści, co wedle mnie jest dużo waż­niej­sze niż kto będzie u ste­ru wła­dzy, czy znie­na­wi­dzo­ny przez moich pol­skich, kra­jo­wych kole­gów Kaczyń­ski czy wśród ame­ry­kań­skich libe­ra­łów podob­nie znie­na­wi­dzo­ny Donald Trump.

Jed­na z tych dys­ku­sji i spo­rów doty­czy wła­śnie tema­tu isto­ty pra­cy dla indy­wi­du­al­ne­go czło­wie­ka jak i dla całe­go spo­łe­czeń­stwa. Rzą­dy się zmie­nia­ją, ale pew­ne war­to­ści podyk­to­wa­ne przez pod­sta­wo­we pra­wo eko­no­micz­ne pozostają.

To pra­wo stresz­cza się w dosad­nym powie­dze­niu, że “Pra­wa War­to­ści nie da się wydy­mać”, albo mówiąc grzecz­no­ścio­wo, oszu­kać.  War­to­ści nie spa­da­ją z nie­ba ani nie są two­rzo­ne przez biu­ro­kra­tów w Rzą­dzie.  War­to­ści two­rzy się poprzez pra­cę. Bez pra­cy nie two­rzy się war­to­ści, a wła­śnie przy­sło­wio­wy kołacz.  Pra­ca two­rzy dobro­byt i jest koniecz­nym ele­men­tem prze­ży­cia jed­nost­ki albo naro­du. Stąd pocho­dzi ame­ry­kań­skie powie­dze­nie: „Nie ma coś takie­go, jak dar­mo­wy obiad”.  Zja­da­jąc obiad pła­ci­my wła­sną pra­cą. Takim nie­zbęd­nym warun­kiem jest pra­ca, któ­ra jest koniecz­na dla utrzy­ma­nia nas przy życiu poprzez dostar­cze­nie nam jedze­nia i dachu nad gło­wą. Ustrój, czy­li Rząd może pra­cę uła­twić albo ją utrud­nić. Na ogół wyni­ki ludz­kiej pra­cy rząd jedy­nie mar­no­tra­wi, co było spe­cjal­no­ścią sys­te­mu komu­ni­stycz­ne­go, któ­re my star­si zna­my, a do któ­re­go ci naiw­ni i młod­si z nadzie­ją wzdychają.

Reklama

Nato­miast tutaj w Ame­ry­ce od dłuż­sze­go cza­su wyda­je­my i prze­gry­wa­my woj­ny pod na ogół fik­cyj­ny­mi powo­da­mi. O kosz­tach tych wojen się nie mówi, bo nie jest to zacho­wa­nie patrio­tycz­nym. Nie­któ­rzy z gene­ra­łów uwa­ża­ją, że woj­na to jest tak­że pra­ca. Jeśli­by moż­na się z nimi zgo­dzić, to jed­nak podob­nie jak Nowa Huta lub Huta Kato­wi­ce w Pol­sce, woj­na w Afga­ni­sta­nie była i jest źle ukierunkowana.

Zauwa­żył to wła­śnie Pre­zy­dent Donald Trump, obra­ża­jąc przez to wie­lu gene­ra­łów w Pen­ta­go­nie, a tak­że wie­lu nowych libe­ral­nych komu­ni­stów, któ­ry pozu­ją na pacy­fi­stów. W tym momen­cie pro­blem jest tak skom­pli­ko­wa­ny, że wedle rosyj­skie­go przy­sło­wia;” Bez vod­ki nie rozbierosz”.

 

        Wróć­my do pra­hi­sto­rii rodza­ju ludzkiego

Czło­wiek pry­mi­tyw­ny zaj­mo­wał się zbie­ra­niem i polo­wa­niem, któ­re wyma­ga­ło wysił­ku fizycz­ne­go któ­ry dzi­siaj nazwa­li­by­śmy pra­cą fizycz­ną. Z kolei poja­wi­li się w takim spo­łe­czeń­stwie ludzie, a wła­ści­wie Tro­glo­dy­ci bar­dziej inte­li­gent­ni któ­rzy odkry­li war­tość ognia a póź­niej koła.

Dzię­ki tym ludziom, któ­rych dzi­siaj nazwa­li­by­śmy antre­pre­ne­ra­mi, albo przed­się­bior­ca­mi ludzie ze zbie­ra­czy zamie­ni­li się w rol­ni­ków a kil­ka­set lat póź­niej w robot­ni­ków kie­dy budo­wa­no fabry­ki samo­cho­dów któ­re do dzi­siaj uży­wa­ją kół wyna­le­zio­nych wie­le tysię­cy lat temu. W sumie cały roz­wój rodza­ju ludz­kie­go był zwią­za­ny z ludz­ka pra­cą czy to fizycz­ną czy umysłową.

Nie­ste­ty teraz zaob­ser­wo­wa­łem roz­bież­ność pojęć mię­dzy pra­cą i bytem, albo dobro­by­tem, jaki obser­wu­je­my w kra­jach tak zwa­nych, cywi­li­zo­wa­nych. Czy to jest zja­wi­sko zwią­za­ne z rzą­da­mi demo­kra­tycz­ny­mi? Bynaj­mniej. Mia­ło to miej­sce tak­że w kra­jach póź­ne­go socja­li­zmu, jaki widzie­li­śmy za cza­sów „pano­wa­nia” towa­rzy­sza sekre­ta­rza Edwar­da Gierka.

Star­si z nas pamię­ta­ją hasło robot­ni­ków: „Czy się stoi czy się leży, dwa tysią­ce się nale­ży”. W tym powie­dze­niu dwa sło­wa są zna­mien­ne, jed­no to jest „leży” a dru­gie jest „nale­ży”. Jest to poję­cie jakie cechu­je nie­wol­ni­ka w sto­sun­ku do pana. Nie­wol­ni­kiem jest pra­cow­nik, któ­rym może być robot­nik albo pra­cow­nik uni­wer­sy­te­tu, a panem jest dzi­siaj Rząd. Daw­niej w komu­ni­stycz­nym PRL rząd był Panem i Wład­cą, a dzi­siaj jest w Sta­nach Zjed­no­czo­nych Pre­zy­dent a w Pol­sce wyśmie­wa­ny Kaczyń­ski. Od Rzą­du spo­łe­czeń­stwo nie­wol­ni­ków doma­ga się daro­wi­zny. Kie­dyś przy­naj­mniej dwa tysią­ce sta­rych zło­tych a dzi­siaj wyma­ga­nia są dużo więk­sze. Na przy­kład 500 nowych zło­tych na każ­de trze­cie i czwar­te dziecko?

Jest pew­ne­go rodza­ju sym­bio­za mię­dzy Rzą­dem a lewi­co­wo zorien­to­wa­ną czę­ścią spo­łe­czeń­stwa. Rząd chce utrzy­mać się przy wła­dzy poprzez nie­od­po­wie­dzial­ne obie­can­ki dla spo­łe­czeń­stwa, pomi­ja­jąc w obiet­ni­cach sło­wo „pra­ca”, a libe­ral­na część spo­łe­czeń­stwa wie­rzy, albo uda­je, że wie­rzy, że rząd je dotrzy­ma. Rzecz w tym, że zmia­na rzą­du nie­wie­le zmie­ni w sytu­acji eko­no­micz­nej, jeśli spo­łe­czeń­stwo nie wypra­cu­je tych dodat­ko­wych war­to­ści na pokry­cie nie­re­al­nych obiet­nic. Ist­nie­ją jed­nak krót­ko­ter­mi­no­we sztucz­ki w two­rze­nia ułu­dy, mira­żu, że moż­na żyć dobrze bez pra­cy. Taki­mi sztucz­ka­mi są pożycz­ki, w któ­rych spe­cja­li­zu­ją się ban­kie­rzy. Jed­nak na dłuż­szą metę, ta meto­da pro­wa­dzi do ban­kruc­twa jed­no­stek jak i całe­go kra­ju. W Pol­sce mamy przy­kład poży­czek zacią­gnię­tych przez tow. Edwar­da Gier­ka, a w Ame­ry­ce ban­kruc­two czy­ha za rogiem.

 

Co mają wspól­ne­go Pol­ska i Sta­ny Zjednoczone?

Pol­ska jest w Unii Euro­pej­skiej, któ­ra jest w kie­sze­ni Nie­miec. Sta­ny Zjed­no­czo­ne są wplą­ta­ne w węzeł gor­dyj­ski” z Chi­na­mi, któ­re zagra­ża­ją ame­ry­kań­skiej świa­to­wej hege­mo­nii, ale są tak­że źró­dłem tanich pro­duk­tów dla ame­ry­kań­skie­go spo­łe­czeń­stwa. Nawia­sem mówiąc, przez wła­sną głu­po­tę, rząd ame­ry­kań­ski zezwo­lił ame­ry­kań­skim oli­gar­chom na export ame­ry­kań­skie­go prze­my­słu do Chin, wraz z idio­tycz­nym wytłu­ma­cze­niem, że my Ame­ry­ka­nie będzie­my się teraz zaj­mo­wa­li jedy­nie pra­cą intelektualną.

Tego rodza­ju poli­ty­ka eko­no­micz­na była­by wła­ści­wa, gdy­by jed­no­cze­śnie nie było poten­cjal­ne­go kon­flik­tu mocar­stwo­we­go mię­dzy Chi­na­mi i Sta­na­mi zagra­ża­ją­ce­go cał­ko­wi­tym zerwa­niem sto­sun­ków han­dlo­wych a nawet woj­ną z powo­du np. Taiwanu.

Teraz wyglą­da na to, że będzie­my mie­li nowe­go pre­zy­den­ta, jako­by libe­ral­ne­go, ale nie­li­be­ral­ny pro­blem wylą­du­je na jego libe­ral­nych kola­nach. Czy będzie­my mie­li jesz­cze jed­ną woj­nę na Bli­skim Wscho­dzie, aby odwró­cić uwa­gę spo­łe­czeń­stwa od Dale­kie­go Wscho­du, czy­li Chin. „Posma­trim Uwi­dim, kak ska­zał w Sowiec­kiej Gru­zji pro­fe­sor Gownowidze.”

Pol­skie wykształ­co­ne eli­ty z natu­ry prze­kła­da­ją­ce wykształ­ce­nie nad zdro­wy roz­są­dek, popu­lar­nie nazy­wa­ny „chłop­ski rozum” naiw­nie uwa­ża­ją, że Unia Euro­pej­ska jest Świę­tym Miko­ła­jem, któ­re­go zada­niem jest roz­da­wa­nie pre­zen­tów. Warun­kiem oczy­wi­ście jest, że dzie­ci będą posłusz­ne i układ­ne, nie gry­ma­si­ły i słu­cha­li tatu­sia i mamu­si zamiesz­ka­łych w Ber­li­nie albo Bruk­se­li. A tu na prze­kór więk­szość pol­skiej chłop­skiej popu­la­cji, któ­rej jak war­szaw­scy inte­lek­tu­ali­ści wyty­ka­ją, że im sło­ma z drew­nia­ków wycho­dzi, nagle zada­ją nie­przy­zwo­ite pyta­nia, a ile te posłu­szeń­stwo ma nas kosz­to­wać?  A w Pol­sce od daw­na, jesz­cze od szla­chec­kich cza­sów było wia­do­mo, że o pie­nią­dzach w przy­zwo­itym towa­rzy­stwie się nie mówi. Pie­nią­dze to kło­po­tli­wy temat bo takie tema­ty nale­żą do Żydów i Niem­ców, a nie do pol­skiej ary­sto­kra­cji, któ­rej tytuł prze­ję­li inte­lek­tu­ali­ści kie­run­ków libe­ral­nych czy­li lewi­co­wych i inni pomniej­si któ­rzy w pra­sie i TV pucu­ją ich buty. Bo w grun­cie rze­czy, mimo pozo­rów, podry­gów i uśmiesz­ków ary­sto­kra­tom kie­dyś i dzi­siaj cho­dzi­ło o pie­nią­dze, tyl­ko że nie umie­li i nie umie­ją się tar­go­wać. Niem­cy nato­miast fun­du­sza­mi unij­ny­mi kuszą i stra­szą, że jak mamu­si w Ber­li­nie nie będzie­cie kochać, to figę dosta­nie­cie. Rzecz w tym, że to jest raczej gra pozo­rów, bo w rze­czy­wi­sto­ści Pol­ska z jej tanią siłą robo­czą i trans­por­tem z Pol­ski bez opłat cel­nych sta­no­wi dla Nie­miec korzyst­ne­go part­ne­ra mimo pol­skich chłop­skich gry­ma­sów. Poli­ty­cy nie­miec­ko-bruk­sel­scy chcie­li­by rzu­cić Pol­skę na kola­na, ale zdro­wy roz­są­dek zarów­no nie­miec­kie­go spo­łe­czeń­stwa jak i loby prze­my­sło­we­go się temu opie­ra. Prze­cięt­ni Niem­cy wie­dzą, że pol­scy leka­rze i pie­lę­gniar­ki się nimi dobrze i tanio opie­ku­ją, a prze­my­słow­cy cenią fachow­ców, któ­rzy pro­du­ku­ją czę­ści do Mer­ce­de­sów, któ­re my Ame­ry­ka­nie kupu­je­my jako niemieckie.

Jak to było kie­dyś i jest dzisiaj?

Tak jakoś odbie­głem od tema­tu, tema­tem mia­ła być pra­ca. Kie­dyś mark­si­ści, a dzi­siaj ci sami ludzie pod szyl­dem libe­ra­łów obie­cu­ją, że ludziom będzie lepiej a nawet bar­dzo dobrze jak im Rząd poda­ru­je wię­cej pie­nię­dzy bez wymo­gu kło­po­tli­wej pra­cy. W Euro­pie Wschod­niej i Cen­tral­nej pod sowiec­kich jarz­mem i batu­tą Sta­li­na pra­ca była wymo­giem i przy­mu­sem. Jak ktoś pra­cy uni­kał to koń­czył w Guła­gu albo gro­bie, zastrze­lo­ny albo zagło­dzo­ny. Od cza­sów towa­rzy­sza Breż­nie­wa a w Pol­sce Gomuł­ki, ludziom pofol­go­wa­no i pra­ca powo­li sta­wa­ła się jed­ną z opcji. Tym któ­rzy mie­li taką manię mogli nawet pra­co­wać, za gro­szo­we wyna­gro­dze­nie a inni mogli się obi­jać. Towa­rzysz Gie­rek nawet pozwo­lił ludziom podró­żo­wać do cie­płych kra­jów i pozwo­lił wymie­nić pol­skie zło­te na 200 dola­rów po ofi­cjal­nym kur­sie, zda­je mi się 24 zł za jed­ne­go dola­ra. Wia­do­mo czym się to skoń­czy­ło, czy­li rewo­lu­cją soli­dar­no­ścio­wą, na sku­tek któ­rej kaba­no­sy powró­ci­ły na haki w Deli­ka­te­sach. Od tego cza­su ten, któ­ry miał coś do zaofe­ro­wa­nia wyje­chał do Nie­miec albo Anglii, gdzie war­tość pra­cy jest wyż­sza niż w Pol­sce a inni im tego zazdrosz­czą i liczą na man­nę z bruk­sel­skie­go nie­ba. Wedle mnie to mimo stra­sza­ków nie­miec­ko-bruk­sel­skich „dota­cje” Pol­ska dosta­nie, bo w dobrym eko­no­micz­nym roz­ra­chun­ku przy­na­leż­ność Pol­ski do Unii się Niem­com i Fran­cu­zom opła­ca. Te glę­dze­nie o pra­wo­rząd­no­ści w Pol­sce, któ­rej nie ma tak­że w Niem­czech to tyl­ko gra pozo­rów albo w trzy kar­ty na bruk­sel­skim jarmarku.

Trzy­maj­cie się kocha­ni roda­cy z waszy­mi węgier­ski­mi bra­tan­ka­mi. Nie daj­cie się wykiwać.

Jan Cze­ka­jew­ski,

Dr. inż. (nie habilitowany)

www.czekajewski.com