56-letni Gregory Michael, lekarz z Florydy zmarł 16 dni po szczepieniu przeciwko Covid-19. Bezpośrednią przyczyną śmierci była autoimmunologiczna choroba krwi. Czy ta śmierć ma jakiś związek z przyjętą przez mężczyznę szczepionką?

Ostrzegał przed taką możliwością prof. zw. dr hab. Roman Zieliński twierdząc, że ten konstrukt genetyczny (mRNA) musi przedostać się przez błonę komórkową, aby wniknąć do wnętrza komórki. W tym celu jest on otoczony osłonką lipidową z udziałem glikolu polietylenowego (PEG), który jest nierozpuszczalny w komórce i działa na nią toksycznie. Cząstki wirusowego RNA znajdujące się w cytoplazmie są bardzo reaktywne i mogą rekombinować z innymi wirusami, zarówno w procesie rekombinacji homologicznej jak i heterologicznej. Może to dotyczyć również konstruktu mRNA znajdującego się w szczepionce. Ten konstrukt może być też identyfikowany jako obcy mRNA, ponieważ mRNA gospodarza jest odpowiednio znakowany. Może to skutkować reakcją autoimmunologiczną. Trwałość konstruktu mRNA mają zapewnić wstawione w tym celu zmodyfikowane nukleotydy, toksycznie oddziałujące na komórkę. RNA komórkowe uczestniczy w rozlicznych szlakach sygnałowych, a obcy konstrukt mRNA może szlaki te zakłócać. Generalnie, nasza wiedza dotycząca szlaków sygnałowych w komórce jest bardzo skromna i dlatego z wielką obawą należy patrzeć na możliwe efekty tej manipulacji genetycznej po przyjęciu „szczepionki”.

Żona lekarza Gregory Michaela, Heidi Neckelmann, twierdzi, że jej mąż był aktywny, zdrowy i nie miał żadnych schorzeń. Szczepionkę przyjął 18 grudnia. Po kilkunastu dniach zmarł na skutek udaru, spowodowanego nagłą chorobą autoimmunologiczną. Nagła choroba sprawiła, że organizm lekarza zaczął niszczyć własne płytki krwi, które są potrzebne, aby zapewnić krwi odpowiednią krzepliwość.

– Moim zdaniem jego śmierć była w 100% związana ze szczepionką. Nie ma innego wytłumaczenia – powiedziała DailyMail.com, zrozpaczona kobieta. – Był w bardzo dobrym stanie zdrowia. Nie palił, raz na jakiś czas pił alkohol, ale tylko towarzysko. Ćwiczył, mieliśmy kajaki – mówiła. Żona zmarłego zapewnia, że jeszcze przed śmiercią, jej mąż został dokładnie przebadany i żadne z wykonanych badań nie wykazało innych chorób.

Jednak rzecznik firmy farmaceutycznej Pfizer twierdzi, że nie ma aktualnie dowodów na to, że śmierć lekarza, jest związana ze szczepieniem. – Obecnie nie wierzymy, że ma to bezpośredni związek z naszą szczepionką – powiedział dziennikarzom rzecznik Pfizera.

Gregory Michael nie miał powikłań od razu. Jednak wg zapewnień żony, trzy dni po szczepieniu zauważył na ciele wybroczyny – czerwone plamy wskazujące na krwawienie pod skórą – na stopach i dłoniach. Kiedy zgłosił się do szpitala, lekarze zdiagnozowali, u niego ostrą małopłytkowość, schorzenie bardzo niebezpieczne gdyż, prowadzi do niekrzepliwości i trudnych do opanowania krwawień.

Lekarze walczyli o pacjenta 2 tygodnie. Niestety mężczyzna zmarł z powodu udaru krwotocznego.

– Dali mu lekarstwa. Dali mu niesamowitą ilość wlewów płytek krwi – twierdzi Heidi – Ale bez względu na to, co zrobili, nic nie pomogło. W badaniach krwi za każdym razem brakowało płytek – wspomina kobieta.

Gdyby badania potwierdziły, że szczepienie doprowadziło do rozwoju takiej choroby, byłaby to pierwsza udokumentowana śmierć związana ze szczepionką na COVID-19. Na razie firma musi przeprowadzić odpowiednie badania. – Szczegółowo badamy ten przypadek, ale obecnie nie wierzymy, że istnieje bezpośredni związek ze szczepionką. Do tej pory zaszczepiono miliony ludzi i dokładnie monitorujemy wszystkie zdarzenia niepożądane u osób otrzymujących naszą szczepionkę – podkreśla przedstawiciel Pfizera