Cza­sa­mi, aby lepiej zro­zu­mieć sytu­ację w jakiej się zna­la­zła Polo­nia ame­ry­kań­ska po 1989 roku war­to doko­nać ana­li­zy tego jak ukła­da­ły się sto­sun­ki mię­dzy pań­stwem pol­skim a Polo­nią po odzy­ska­niu przez Pol­skę nie­pod­le­gło­ści w 1918 roku. Potrze­ba w tej kwe­stii rze­tel­nych badań kil­ku nie­za­leż­nych zespo­łów naukow­ców jak i woli politycznej.

W pierw­szych latach pol­skiej nie­pod­le­gło­ści, w wyni­ku dzia­ła­nia pol­skie­go pre­mie­ra-emi­gran­ta Jana Igna­ce­go Pade­rew­skie­go do Pol­ski wra­ca­ło set­ki pol­skich naukow­ców, prze­my­słow­ców i innych pro­fe­sjo­na­li­stów, któ­rzy przy­wo­zi­li z sobą nie tyl­ko szcze­re chę­ci, ale wie­dzę, kon­tak­ty i pie­nią­dze. Powo­ła­nie zna­ne­go na świe­cie arty­sty-Igna­ce­go Jana Pade­rew­skie­go czło­wie­ka o wybit­nych cechach lide­ra na sze­fa rzą­du przy­nio­sło uzna­nie tegoż rzą­du przez pań­stwa Zacho­du oraz umoż­li­wi­ło otwar­cie dro­gi do pomo­cy mate­rial­nej i poży­czek udzie­la­nych Pol­sce. Kie­ru­jąc rzą­dem Pade­rew­ski pod­jął gigan­tycz­ną pra­cę upo­rząd­ko­wa­nia admi­ni­stra­cji, gospo­dar­ki, a przede wszyst­kim zjed­no­cze­nia ziem i lud­no­ści trzech byłych zabo­rów i 3 róż­nych sys­te­mów praw­nych. Pade­rew­ski był dele­ga­tem Pol­ski na Kon­fe­ren­cję Poko­jo­wą w Wer­sa­lu (1919), gdzie wraz z Roma­nem Dmow­skim, nie­stru­dze­nie wal­czył o pol­skie gra­ni­ce, o wypro­mo­wa­nie Pol­ski jako peł­no­praw­ne­go i suwe­ren­ne­go pań­stwa po 123 latach poli­tycz­ne­go nie­by­tu. Współ­pra­ca z pol­ską dia­spo­rą roz­wi­ja­ła się. Po uzy­ska­niu przez Pol­skę nie­pod­le­gło­ści w 1918 r. wła­dze pań­stwo­we II Rze­czy­po­spo­li­tej pro­wa­dzi­ły poli­ty­kę sprzy­ja­ją­cą pol­skiej emi­gra­cji. W 1922 r. z ini­cja­ty­wy Mini­ster­stwa Spraw Zagra­nicz­nych (MSZ) powsta­ła Rada Opie­ki Kul­tu­ral­nej, do któ­rej weszły insty­tu­cje kra­jo­we zaj­mu­ją­ce się Polo­nią oraz przed­sta­wi­cie­le mini­sterstw. W 1924 r. Zwią­zek Obro­ny Kre­sów Zachod­nich wysu­nął ideę zwo­ła­nia zjaz­du Polo­nii, a w 1925 r. powstał Komi­tet Orga­ni­za­cyj­ny Zjaz­du Pola­ków z Zagra­ni­cy, któ­ry roz­po­czął sta­ra­nia o utwo­rze­nie orga­ni­za­cji sku­pia­ją­cej Pola­ków za granicą.

Sytu­acja ule­ga jed­nak dużej zmia­nie po 1926, w któ­rym sana­cja docho­dzi do wła­dzy w Pol­sce. Jak pisze pro­fe­sor Woj­ciech Skó­ra, pol­ski histo­ryk z Aka­de­mii Pomor­skiej w Słup­sku, opie­ka nad Polo­nią i oby­wa­te­la­mi pol­ski­mi w USA ule­gła pogor­sze­niu wzglę­dem lat dwu­dzie­stych, bowiem w 1922 roku dzia­ła­ło w Sta­nach Zjed­no­czo­nych 6 pla­có­wek kon­su­lar­nych a w latach trzy­dzie­stych tyl­ko 3 w Chi­ca­go, Pit­ts­bur­ghu, Nowym Jor­ku oraz amba­sa­da w Waszyngtonie.

W han­dlu zagra­nicz­nym Pol­ski Sta­ny Zjed­no­czo­ne były w 1935 roku trze­cim part­ne­rem pod wzglę­dem wiel­ko­ści wymia­ny (po Wiel­kiej Bry­ta­nii i Niem­cach). Jak na naj­więk­szą potę­gę gospo­dar­czą, zamiesz­ki­wa­ną przez 126 milio­nów oby­wa­te­li (w tym nie­mal 4 milio­ny Polo­nii), było to zde­cy­do­wa­nie za mało. Tyle samo kon­su­la­tów posia­da­ła wów­czas Pol­ska we Wło­szech. Praw­do­po­dob­nie trak­to­wa­nie Polo­nii ame­ry­kań­skiej „nie­co instru­men­tal­nie” było skut­kiem uży­wa­jąc języ­ka dyplo­ma­tycz­ne­go „nie­wła­ści­we­go potrak­to­wa­nia” ochot­ni­ków z „Błę­kit­nej Armii” przez Mar­szał­ka Piłsudskiego.

Przy­po­mnij­my, że ponad 22 000 tysię­cy ochot­ni­ków z Ame­ry­ki, któ­rzy jak to woj­sko spod Gie­won­tu usły­sza­ło gra­nie słyn­ne­go zło­te­go rogu z „Wese­la” Wyspiań­skie­go i przy­by­ło zza oce­anu bić się za wol­ną Pol­skę. 70 tysięcz­na „Błę­kit­na Armia” gen. Hal­le­ra była, jak na tam­te cza­sy, świet­nie wypo­sa­żo­na i wyszkolona.

Posia­da­ła 120 czoł­gów, 98 samo­lo­tów, woj­ska inży­nie­ryj­ne, instruk­to­rów, kawa­le­rię, arty­le­rię, woj­ska łącz­no­ści, 7 szpi­ta­li polo­wych i bar­dzo wyso­kie mora­le żoł­nie­rzy. Hal­ler­czy­cy przy­wieź­li ze sobą do Pol­ski 10.000 koni i amunicję.

Dal­sze losy Błę­kit­nej Armii, to nie­ste­ty wyra­fi­no­wa­na gra poli­tycz­na Józe­fa Pił­sud­skie­go. W czerw­cu 1919 r. gen. Hal­le­ra pozba­wio­no dowódz­twa nad „błę­kit­ny­mi” co spo­wo­do­wa­ło, że jego żoł­nie­rze poczu­li się zawie­dze­ni i oszu­ka­ni. Zaczę­to wymie­niać kadrę dowód­czą Błę­kit­nej Armii na lojal­nych, legio­no­wych towa­rzy­szy broni.

Cza­rę gory­czy prze­lał roz­kaz z 1 wrze­śnia 1919 r. o cał­ko­wi­tym roz­for­mo­wa­niu armii. Poszcze­gól­ne for­ma­cje weszły w skład innych kra­jo­wych jed­no­stek wojskowych.

Pol­scy ochot­ni­cy ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych zosta­li zde­mo­bi­li­zo­wa­ni, co wywo­ła­ło iry­ta­cję Polo­nii ame­ry­kań­skiej. Od mar­ca 1920 r. do mar­ca 1921 r. ok. 12 tys. „błę­kit­nych” Hal­ler­czy­ków odpły­nę­ło stat­ka­mi do Nowe­go Jorku.

Sytu­acja zde­mo­bi­li­zo­wa­nych żoł­nie­rzy Błę­kit­nej Armii była bar­dzo zła. Prze­trzy­my­wa­nych w obo­zach przej­ścio­wych Hal­ler­czy­ków z USA wychu­dzo­nych z począt­ka­mi tyfu­su zaopie­ko­wa­li się okrę­to­wi leka­rze. Spra­wę dys­ku­to­wa­no na naj­wyż­szych szcze­blach ame­ry­kań­skich władz. Zajął się nią Julius Kahn kon­gres­men z Kali­for­nii i kon­gres­men Klecz­ka z Mil­wau­kee, Wisconsin.

Spra­wa powro­tu zde­mo­bi­li­zo­wa­nych ochot­ni­ków poru­szo­na zosta­ła w Izbie Repre­zen­tan­tów już na począt­ku 1920 roku. Ten poli­tycz­ny błąd Mar­szał­ka na lata pod­wa­żył zaufa­nie Polo­nii ame­ry­kań­skiej do nie­go, a po zama­chu majo­wym spo­wo­do­wał nie­uf­ność tej­że Polo­nii do władz w Warszawie.

Spek­ta­ku­lar­ne dzia­ła­nia pol­skich patrio­tów w USA na cze­le z Igna­cym Janem Pade­rew­skim, dopro­wa­dzi­ły do powsta­nia Her­bert Hoover Insti­tu­tion and the Orga­ni­za­tion of the Ame­ri­can Relief Effort in Poland (1919–1923).

Ta ame­ry­kań­ska rzą­do­wa orga­ni­za­cja wraz z inny­mi orga­ni­za­cja­mi taki­mi jak Pol­sko-Ame­ry­kań­ski Komi­tet Pomo­cy Dzie­ciom, prze­ka­za­ła do Pol­ski 250 milio­nów dolarów.

W trak­cie docie­kań Kury­era Pol­skie­go uda­ło się nam dotrzeć do wyli­czeń dr. Alek­san­dra Rytla (słyn­ne­go zało­ży­cie­la Związ­ku Leka­rzy Pol­skich w Chi­ca­go) na temat innych zbió­rek finan­so­wych dla Pol­ski w pierw­szych latach po uzy­ska­niu nie­pod­le­gło­ści. Prze­sła­ne do Pol­ski na pod­sta­wie opra­co­wa­nia dr. Alek­san­dra Rytla obej­mu­ją: Fun­dusz Naro­do­wy, zbiór­ki lokal­ne, pacz­ki żyw­no­ścio­we, prze­ka­zy pie­nięż­ne, wpła­ty przez kon­su­la­ty, pie­nią­dze prze­sła­ne przez ban­ki, papie­ry war­to­ścio­we, pol­ska 6% pożycz­ka, dola­ry przy­wie­zio­ne przez powra­ca­ją­cych emi­gran­tów obej­mu­ją kwo­tę ok 100 milio­nów dolarów.

Dane te doty­czą tyl­ko pierw­szych lat po odzy­ska­niu przez Pol­skę nie­pod­le­gło­ści, ale musi­my sobie zdać spra­wę, że stru­mień dola­rów pły­nął do Pol­ski do wrze­śnia 1939 roku i wg danych Ban­ku Świa­to­we­go trans­fer ok. 900 milio­nów dola­rów co roku tra­fia z USA do Pol­ski. Bra­ku­je danych o inwe­sty­cjach Polo­nii ame­ry­kań­skiej w pol­ską gospo­dar­kę w tym okresie.

Wize­ru­nek Mar­szał­ka wśród Polo­nii ame­ry­kań­skiej ocie­pli­ła dopie­ro 150.000 gru­pa byłych pol­skich żoł­nie­rzy, ofi­ce­rów i ich rodzin, któ­rzy po II woj­nie przy­by­li do Sta­nów Zjednoczonych.

 

II ŚWIATOWY ZJAZD POLAKÓW Z ZAGRANICY i UTWORZENIE ŚWIATPOLU.

Zjazd roz­po­czął się 5 sierp­nia 1934 r. w War­sza­wie, a uro­czy­ste zamknię­cie nastą­pi­ło 12 sierp­nia 1934 r. w Gdy­ni. Uczest­ni­czy­ło w nim 171 osób: 128 dele­ga­tów z 20 kra­jów, w tym 40 ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, 25 przed­sta­wi­cie­li insty­tu­cji kra­jo­wych i 18 człon­ków Rady Orga­ni­za­cyj­nej Pola­ków z Zagra­ni­cy; łącz­nie przy­je­cha­ło do Pol­ski 11 tys. osób. Zjaz­do­wi towa­rzy­szy­ły: I Zlot Mło­dzie­ży Pol­skiej z Zagra­ni­cy — 3 tys. osób (II Zlot odbył się w sierp­niu 1935, połą­czo­ny ze Zlo­tem Har­cer­stwa w Spa­le) oraz I Igrzy­ska Spor­to­we Pola­ków z Zagra­ni­cy (381 zawod­ni­ków i ich rodzi­ny, któ­re bra­ły udział w wyciecz­kach po kra­ju). Pod­czas uro­czy­sto­ści na Wawe­lu powo­ła­no Świa­to­wy Zwią­zek Pola­ków z Zagra­ni­cy (Świat­pol), któ­re­go pre­ze­sem został Wła­dy­sław Racz­kie­wicz, mar­sza­łek Sena­tu RP.

Cało­ścią zarzą­dza­ło MSZ. We wrze­śniu 1933 roku na cze­le zre­or­ga­ni­zo­wa­ne­go Depar­ta­men­tu Kadr MSZ sta­nął Wik­tor Tomir Drym­mer. Był to czło­wiek cał­ko­wi­cie pod­po­rząd­ko­wa­ny Józe­fo­wi Pił­sud­skie­mu. W jed­nym ręku zna­la­zły się zarów­no poli­ty­ka emi­gra­cyj­na rzą­du, jak i poli­ty­ka kadro­wa MSZ. Tak więc szyb­ko w War­sza­wie powstał plan reali­zo­wa­nia pol­skiej poli­ty­ki zagra­nicz­nej w opar­ciu o Polonię.

Wszyst­ko prze­bie­ga­ło­by dosko­na­le, tak jak zapla­no­wa­no w MSZ. Wszyst­kie dele­ga­cje mia­ły wstą­pić do Świat­po­lu i stwo­rzyć jed­ną świa­to­wą orga­ni­za­cję polo­nij­ną do reali­za­cji poli­ty­ki zagra­nicz­nej rzą­du sana­cji. W tej spra­wie jed­nak zabrał głos dzie­kan wydzia­łu pra­wa na Uni­wer­sy­te­cie Marqu­et­te w Mil­wau­kee. To co powie­dział jeden z waż­nych wte­dy lide­rów Polo­nii ame­ry­kań­skiej prze­szło do histo­rii jako cel dla wie­lu waż­nych posta­ci życia polo­nij­ne­go w USA.

        Fran­ci­szek Świe­tlik, uro­dzo­ny w Mil­wau­kee zna­ny w Ame­ry­ce praw­nik powie­dział wte­dy: “Jeste­śmy dum­ni z naszych przod­ków i zale­ży nam bar­dzo, by mło­da gene­ra­cja zacho­wa­ła w ser­cu miłość do wszyst­kie­go co pol­skie, ale jed­no­cze­śnie czu­je­my, że może­my dobrze przy­słu­żyć się Pol­sce, bio­rąc aktyw­ny i twór­czy udział w ame­ry­kań­skim życiu i kul­tu­rze. Im wyż­szy sta­tus osią­gnie­my w Ame­ry­ce jako Ame­ry­ka­nie, tym wię­cej chwa­ły i pożyt­ku przy­spo­rzy­my naro­do­wi pol­skie­mu, z któ­re­go wywo­dzą się nasze korzenie.”

To jego defi­ni­cja kim są ame­ry­kań­scy Pola­cy jest defi­ni­cją obo­wią­zu­ją­cą do dziś. Jeste­śmy Ame­ry­ka­na­mi pol­skie­go pocho­dze­nia i choć część z nas posia­da dwa pasz­por­ty: pol­ski i ame­ry­kań­ski może­my dalej słu­żyć Pol­sce tak jak robi­li to nasi przod­ko­wie w USA.

Spo­śród 40 dele­ga­tów żad­na oso­ba ani orga­ni­za­cja z USA nie wstą­pi­ła do Świat­po­lu. Dla­cze­go? Był to odłam Polo­nii nie tyl­ko naj­licz­niej­szy, ale i naj­bo­gat­szy oraz o skom­pli­ko­wa­nej struk­tu­rze spo­łecz­no-zawo­do­wej. Była to jedy­na Polo­nia posia­da­ją­ca ukształ­to­wa­ne, sil­ne eli­ty. Żyła tam licz­na i wpły­wo­wa war­stwa inte­li­gen­cji zawo­do­wej oraz sto­sun­ko­wo zamoż­ni han­dlow­cy. Było wie­lu duchow­nych, świec­kich i zakonnych.

Według Kon­su­la Gene­ral­ne­go RP w Chi­ca­go, dr. Wacła­wa Gaw­roń­skie­go Polo­nia w USA liczy­ła w 1935 roku oko­ło 4 mln. i posia­da­ła bar­dzo ukształ­to­wa­ne eli­ty. 250 dzien­ni­ka­rzy i 90 cza­so­pism, wyda­wa­nych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i wywie­ra­ją­ca poważ­ny wpływ na bieg tutej­sze­go życia, ducho­wień­stwo, ponad 2.000 księ­ży i 6.000 Sióstr zakon­nych nauczy­cie­lek w 832 para­fiach, poza tym oko­ło 1.500 osób w zgro­ma­dze­niach zakon­nych i oko­ło 120 duchow­nych Kościo­ła Naro­do­we­go – ogó­łem oko­ło 10.000 osób.

Pozo­sta­ła inte­li­gen­cja, sta­no­wią­ca nie­speł­na 1% ogó­łu wychodź­stwa, licz­ba, któ­rej, jeśli do tej gru­py zali­czy­my leka­rzy, den­ty­stów, apte­ka­rzy, adwo­ka­tów, inży­nie­rów, nauczy­cie­li, muzy­ków, urzęd­ni­ków, prze­my­słow­ców i część kup­ców, sta­no­wić będzie oko­ło 30.000 osób. To rów­nież wiel­kie orga­ni­za­cje (ZNP 300.000 człon­ków, ZPRK 170.000 i Zwią­zek Polek – 60.000 człon­kiń), któ­re obej­mu­ją razem oko­ło 500.000 osób.

Cele zało­żo­ne przez MSZ nie zosta­ły w peł­ni zre­ali­zo­wa­ne a aspekt kie­ro­wa­nia poli­ty­ką polo­nij­ną zza biur­ka w War­sza­wie nie przy­niósł zakła­da­ne­go zwy­cię­stwa. Pró­by naucza­nia Polo­nii co to jest „pol­ska racja jako naj­wyż­sza war­tość” przez dyplo­ma­cję sana­cyj­ną ugrzę­zły na nie­ro­zu­mie­niu Polo­nii. Całe dzie­je wychodź­stwa pol­skie­go poka­zu­ją, że „umie­jęt­ność sta­wia­nia pol­skiej racji sta­nu na naj­wyż­szym miej­scu” ist­nia­ła już na wie­le lat przed powsta­niem nie­pod­le­głe­go pań­stwa pol­skie­go. Postu­lat „nie­pod­le­głe­go pań­stwa” sta­wiał pierw­szy Kon­gres Naro­do­wy Pol­ski w 1910 r. Na rzecz nie­pod­le­gło­ści dzia­ły: Wydział Naro­do­wy, Komi­tet Obro­ny Naro­do­wej, Sokół Pol­ski, Pol­ska Rada Naro­do­wa, cza­so­pi­smo dla Ame­ry­ka­nów „Free Poland”, i „Błę­kit­na Armia” gen. Hal­le­ra — gdzie w ogrom­nej więk­szo­ści byli to ochot­ni­cy z USA. Jed­nak naj­więk­szym osią­gnię­ciem pol­skiej myśli nie­pod­le­gło­ścio­wej w Ame­ry­ce były sło­wa i czy­ny ame­ry­kań­skie­go pre­zy­den­ta Tho­ma­sa Woodro­wa Wil­so­na, któ­ry w 13tym punk­cie swe­go pro­gra­mu na kon­fe­ren­cję wer­sal­ską powiedział:

” Nale­ży stwo­rzyć nie­za­wi­słe pań­stwo pol­skie, któ­re win­no obej­mo­wać tery­to­ria zamiesz­ka­ne przez lud­ność nie­za­prze­czal­nie pol­ską, któ­re­mu nale­ży zapew­nić swo­bod­ny i bez­piecz­ny dostęp do morza i któ­re­go nie­za­wi­słość poli­tycz­ną i gospo­dar­czą oraz inte­gral­ność tery­to­rial­ną nale­ży zagwa­ran­to­wać trak­ta­tem międzynarodowym”.

To był naj­więk­szy suk­ces pol­skie­go lob­bin­gu w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, któ­ry przy­niósł nam nie­pod­le­głość. Było to moż­li­we tyl­ko w wyni­ku wypra­co­wa­nia tezy 13go punk­tu, któ­ry for­mo­wał się na wie­lu kon­fe­ren­cjach, sej­mach Polo­nii ame­ry­kań­skiej, któ­re mia­ły miej­sce w wie­lu ame­ry­kań­skich mia­stach na prze­ło­mie lat 1910–1918. To tam dora­sta­ła pol­ska myśl nie­pod­le­gło­ścio­wa i tam powsta­wał 13ty punkt pro­gra­mu Pre­zy­den­ta Wil­so­na. Nie­zmier­ne waż­ne były też roz­mo­wy Igna­ce­go Pade­rew­skie­go z Pre­zy­den­tem Wil­so­nem. Czas sobie to w koń­cu uświa­do­mić i nie zamil­czać wkła­du Polo­nii ame­ry­kań­skiej w pro­ce­sie powsta­wa­nia pań­stwa polskiego.

W mar­cu 1941 roku do sąsia­du­ją­cej ze znów neu­tral­ny­mi Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi, wciąż gościn­nej Kana­dy przy­by­ła pol­ska misja wer­bun­ko­wa. Misja rekru­ta­cyj­na Pol­skich Sił Zbroj­nych w USA i Kana­dzie mia­ła miej­sce w latach 1941–42 i zosta­ła prze­pro­wa­dzo­na na zle­ce­nie gen. Wła­dy­sła­wa Sikor­skie­go, po jego wizy­cie w Ame­ry­ce, gdzie był entu­zja­stycz­nie wita­ny przez śro­do­wi­ska polo­nij­ne i na tej pod­sta­wie zakła­dał, że rekru­ta­cja zaowo­cu­je napły­wem ochot­ni­ków do Pol­skich Sił Zbroj­nych w Wiel­kiej Brytanii.

Misja oka­za­ła się fia­skiem. Polo­nia ame­ry­kań­ska wycią­gnę­ła wnio­ski z doświad­czeń Błę­kit­nej Armii. Mimo gory­czy i bólu, poczu­cia moral­nej krzyw­dy, Polo­nia ame­ry­kań­ska zawsze popie­ra­ła i popie­ra wol­ną i suwe­ren­ną Pol­skę. Przy­kła­dem tego mogą być dzia­ła­nia Polo­nii w 1944 roku i utwo­rze­nie w Buf­fa­lo Kon­gre­su Polo­nii Ame­ry­kań­skiej (KPA).

W okre­sie zim­nej woj­ny, w cza­sie sta­nu wojen­ne­go, sta­rań o wej­ście Pol­ski do NATO oraz dzia­ła­nia na rzecz roz­miesz­cze­nia wojsk ame­ry­kań­skich w Euro­pie Cen­tral­nej i Wschod­niej KPA odgry­wał klu­czo­wą rolę lobbingową.

Dzie­więć milio­nów pod­pi­sów pod pety­cją popie­ra­ją­cą wnio­sek wstą­pie­nia Pol­ski do NATO mia­ło swo­ja wagę. Zabra­kło jed­nak odpo­wied­nie­go koor­dy­no­wa­nia wspól­nych dzia­łań Polo­nii ame­ry­kań­skiej i pol­skiej dyplo­ma­cji, aby mieć w oso­bie Pre­zy­den­ta Sta­nów Zjed­no­czo­nych przy­ja­cie­la „spra­wy pol­skiej” w okre­sie II woj­ny światowej.

Mar­gi­na­li­za­cja udzia­łu Polo­nii w życiu poli­tycz­nym i spo­łecz­nym nie słu­ży Pol­sce a tym bar­dziej pol­skiej racji stanu.

Do pro­mo­cji stra­te­gicz­nych inte­re­sów Pol­ski w USA potrze­ba dobrze prze­my­śla­nej, dłu­go­ter­mi­no­wej stra­te­gii, opar­tej na szcze­rej chę­ci współ­pra­cy z Polo­nią. Wyni­ki badań Insty­tu­tu Pia­sta z Michi­gan potwier­dza­ją obraz Polo­nii nowo­cze­snej, wykształ­co­nej, zamoż­nej oraz dum­nej ze swo­je­go pocho­dze­nia. Wyda­je się, że Polo­nia dys­po­nu­je poten­cja­łem, któ­ry może nie tyl­ko pomóc wspie­rać stra­te­gicz­nie pol­skie inte­re­sy w Waszyng­to­nie, ale rów­nież pomóc zmie­niać obraz Pol­ski w oczach prze­cięt­ne­go Ame­ry­ka­ni­na. Do tego potrzeb­na jest jed­nak ponad­par­tyj­na wizja współ­pra­cy z Polo­nią, tą libe­ral­ną i kon­ser­wa­tyw­ną w kra­ju nad Wisłą. Trak­to­wa­nie Polo­nii jako dru­go­rzęd­nej war­to­ści jest w inte­re­sie tych, któ­rym na rękę jest osła­bie­nie nasze­go kraju.

Kury­er Pol­ski odro­dził się we wrze­śniu 2020, aby znów jed­no­czyć Polo­nię wokół „pol­skiej spra­wy” i uła­twić pol­skim wła­dzom nawią­za­nie kon­tak­tów na pozio­mie, kul­tu­ry, eko­no­mii i poli­ty­ki. Naszym celem jest zbu­do­wa­nie plat­for­my łącz­no­ści mię­dzy Polo­nią a Pol­ską. Musi­my się przede wszyst­kim lepiej się poznać, żeby roz­po­cząć budo­wę glo­bal­nej sie­ci połą­czeń mię­dzy Pol­ską i Polonią.

Wal­de­mar Biniecki,

Kury­er Pol­ski, Milwaukee