16-go Mar­ca. Żywot św. Cyry­la i Meto­de­go, Apo­sto­łów ludów sło­wiań­skich. (Żyli oko­ło roku Pań­skie­go 880)

Roz­le­głe kra­iny od morza Adry­atyc­kie­go i Czar­ne­go, pół­noc­ną Gre­cyę i aż do morza Bał­tyc­kie­go, a od Łaby aż w głąb Azyi zaj­mo­wa­ły w dzie­wią­tym wie­ku ludy sło­wiań­skie. Nawet w pół­noc­nych Wło­szech, w Bawa­ryi i nad morzem Pół­noc­nem miesz­ka­li Słowianie.

Połu­dnio­wym Sło­wia­nom, zamiesz­ka­łym w Gre­cyi, już Apo­stoł świę­ty Paweł opo­wia­dał Jezu­sa Chry­stu­sa i zało­żył sław­ne Biskup­stwa w Tes­sa­lo­ni­ce i Filip­pi, do któ­rych póź­niej listy pisał. Świę­ty Andrzej pra­co­wał tak­że nad nawró­ce­niem Sło­wian i puścił się aż tam, gdzie dziś leży mia­sto Kijów. Papież Kajus świę­ty, Męczen­nik, św. Hie­ro­nim, kil­ku cesa­rzy grec­kich i wie­lu zna­ko­mi­tych mężów było Sło­wia­ni­na­mi. Z tem wszyst­kiem naród sło­wiań­ski w głów­nych w sie­dli­skach swo­ich żył w głę­bo­kiej pogrą­żo­ny ciemnocie.

Dwaj bra­cia, Cyryl i Meto­dy, syno­wie zna­ko­mi­tej sena­tor­skiej rodzi­ny w Tes­sa­lo­ni­ce w Mace­do­nii, byli Apo­sto­ła­mi tych ludów. Dla wykształ­ce­nia uda­li się do wyż­szych szkół w Kon­stan­ty­no­po­lu. Cyryl tak się bystro­ścią umy­słu odzna­czał, że dostał zaszczyt­ny przy­do­mek „filo­zo­fa“,

reklama

Meto­dy zaś, prócz innych wia­do­mo­ści, uczył się malar­stwa. Tak uzdol­nio­nym mło­dzień­com sta­ła otwo­rem dro­ga do wyso­kich urzę­dów, ale oni gar­dząc świa­tem, poświę­ci­li się służ­bie Bożej: Cyryl przy­wdział suk­nię zakon­ną, a Meto­dy został kapłanem.

W roku 848 przy­by­li posło­wie od Cha­za­rów, miesz­ka­ją­cych na Kry­mie, do cesa­rza Micha­ła III, pro­sząc o chrze­ści­jań­skich kapła­nów, aby od nich mogli się nauczyć wia­ry chrze­ści­jań­skiej. Padł wybór na Cyry­la, albo­wiem jego pory­wa­ją­ca wymo­wa, głę­bo­ka nauka i wiel­kie cno­ty szcze­gól­nie go do tej misyi uzdol­nia­ły. Gotów dla uwiel­bie­nia Jezu­sa Chry­stu­sa i pozy­ska­nia Mu dusz ponieść nawet śmierć męczeń­ską, udał się z kil­ku towa­rzy­sza­mi do Cha­za­rów, nauczył się wkrót­ce ich języ­ka i cały ten naród nawró­cił. Powró­ciw­szy do Kon­stan­ty­no­po­la, przy­wiózł z sobą reli­kwie świę­te­go Kle­men­sa I, Papieża.

 

Świę­ci Cyryl i Metody

Nie­dłu­go posta­no­wił z bra­tem swo­im Meto­dym udać się do Buł­ga­ryi, gdzie już jeń­cy grec­cy zanie­śli byli zna­jo­mość wia­ry chrze­ści­jań­skiej. Jed­nak­że góro­wa­ło tu jesz­cze pogań­stwo, a w pogań­skim księ­ciu Bogo­ry­sie, któ­ry póź­niej mimo to się nawró­cił, potęż­ne­go zna­leź­li nie­przy­ja­cie­la. Meto­dy więc wyma­lo­wał Bogo­ry­so­wi na ścia­nie wiel­ki obraz, przed­sta­wia­ją­cy Sąd Osta­tecz­ny. Na jasnym obło­ku Pan Jezus sto­ją­cy z mocą wiel­ką i maje­sta­tem, oto­czo­ny zastę­pa­mi Anio­łów; po pra­wej stro­nie mnó­stwo ludzi, weso­ło patrzą­cych w Nie­bo, na któ­rem jaśniał krzyż i zło­te koro­ny; po lewej zno­wu tłum prze­ra­żo­ny, wylę­kły, jak­by się chciał w zie­mię zapaść, a z prze­pa­ści wychy­la­ją się ogni­ste smo­ki, strasz­ne potwo­ry, bucha­ją kłę­by ognia. Bogo­rys sły­sząc zna­cze­nie obra­zu, tak się prze­ra­ził, że z wie­lu dwo­rza­na­mi i pana­mi przy­jął Wia­rę świę­tą. Z oko­licz­no­ści tego obra­zu nazwa­li Sło­wia­nie Meto­de­go „Stra­cho­tą.“

Potem uda­li się bra­cia na Mora­wy, gdzie pano­wie łatwo przy­ję­li wia­rę, lecz lud ani słu­chać o tem nie chciał. Trud­no­ści te nie zra­zi­ły gor­li­wych misy­ona­rzy. Cyryl, czy­li jak go Sło­wia­nie zwa­li, Kiryłł, uło­żył sło­wiań­ski alfa­bet, zwa­ny kiry­li­cą, prze­ło­żył na język sło­wiań­ski Pismo świę­te i zapro­wa­dził litur­gię sło­wiań­ską. Mia­ło to ten sku­tek, że lud scho­dził się na nabo­żeń­stwo, słu­chał uważ­nie nauk i przy­jął Wia­rę świę­tą. Wpro­wa­dze­nie wszak­że języ­ka sło­wiań­skie­go do Mszy świę­tej nie uszło podejrz­li­wo­ści nie­miec­kich Bisku­pów. Oskar­ży­li więc świę­tych Bra­ci do Rzy­mu, jako­by naucza­li błę­dów here­tyc­kich. Obaj sta­wi­li się w Rzy­mie roku 876, gdzie ich Papież Adry­an II z wiel­ką czcią przy­jął. Po dłu­gich nara­dach język sło­wiań­ski wziął uro­czy­ste zatwier­dze­nie, a Cyryl i Meto­dy otrzy­ma­li świę­ce­nia Bisku­pie. Dla wątłe­go zdro­wia Cyryl nie mógł wra­cać do kra­in sło­wiań­skich. Umarł w Rzy­mie w klasz­to­rze, gdzie też jego reli­kwie spo­czy­wa­ją obok zwłok świę­te­go Kle­men­sa, umę­czo­ne­go na Kry­mie, a któ­re Cyryl wra­ca­jąc z misyi od Cha­za­rów, był z sobą przywiózł.

Meto­dy ode­braw­szy od Papie­ża peł­no­moc­nic­two i bło­go­sła­wień­stwo, wró­cił jako Biskup do Moraw. Teraz z całą gor­li­wo­ścią roz­wi­nął swą Apo­stol­ską czyn­ność tak­że i na Cze­chy, gdzie ksią­żę Borzy­wój i wie­lu z panów dało się ochrzcić. Stąd udał się na Węgry, gdzie go z chę­cią przy­ję­to. Budo­wał wszę­dzie kościo­ły, świę­cił kapła­nów, zakła­dał szko­ły. Mimo tru­dów usta­wicz­nie swe Biskup­stwo zwie­dzał, utwier­dza­jąc nowo­naw­ró­co­nych w wie­rze. Dyece­zya jego była roz­le­gła, gdyż roz­cią­ga­ła się na Mora­wy, wiel­ką część Czech, Austryę i Węgry, i to obu­dzi­ło zazdrość w Bisku­pach Sal­zbur­ga i Pasa­wy. Oskar­ży­li prze­to powtór­nie Meto­de­go u Papie­ża, że nie trzy­ma się zwy­cza­jów daw­nych Kościo­ła i nawet Mszę świę­tą odpra­wia w sło­wiań­skim języku.

Papież Jan VIII, chcąc spra­wę oną wyśle­dzić, wezwał Meto­de­go do Rzy­mu. Sta­nąw­szy przed Papie­żem, uspra­wie­dli­wił się Meto­dy przed licz­nem zgro­ma­dze­niem Bisku­pów i zyskał na nowo zatwier­dze­nie języ­ka sło­wiań­skie­go, a nawet został mia­no­wa­ny Arcy­bi­sku­pem Moraw. Papież to tyl­ko roz­po­rzą­dził, aby we Mszy świę­tej Ewan­ge­lię naj­przód po łaci­nie, a potem po sło­wiań­sku czy­ta­no. Zwy­czaj ten ist­nie­je do dzisiaj.

Wró­cił więc Meto­dy do swej Archi­dy­ece­zyi, resz­tę sił życia swo­je­go jej poświę­ca­jąc. — Umarł na sło­wiań­skiej zie­mi wśród wier­nych roku 885. Zwło­ki jego spo­czy­wa­ją obok reli­kwii świę­te­go Cyryla.

 

Nauka moral­na

Ksią­żę buł­gar­ski, Bogo­rys, zatwar­dzia­ły poga­nin, prze­ląkł się Sądu Osta­tecz­ne­go, któ­ry mu świę­ty Meto­dy na obra­zie przed­sta­wił. Porzu­cił ulu­bio­ne swe bogi, a zdał się na miło­sier­dzie Boga praw­dzi­we­go, aby go spra­wie­dli­wość Jego nie potę­pi­ła na wie­ki. I my tam kie­dyś sta­nie­my, dla­te­go czę­ste roz­wa­ża­nie tej okrop­nej chwi­li jest dla każ­de­go zbawiennem.

Na odgłos trą­by Archa­nio­ła powsta­ną wszy­scy z swych gro­bów, począw­szy od Ada­ma aż do pomar­łych w owym dniu znisz­cze­nia i zgro­ma­dzą się w doli­nie Józa­fa­ta. Wte­dy Anio­ło­wie odłą­czą dobrych od złych, jako pasterz odłą­cza kozły od owiec. (Mat. 13). Dobrych posta­wią po pra­wi­cy, złych po lewi­cy. Odłą­czą wte­dy ojca od syna, mat­kę od cór­ki; nie będzie tam wten­czas ani róż­ni­cy sta­nu, ani płci, ani wie­ku. Roz­łą­cze­nie to strasz­nem będzie, bowiem na wie­ki. Na któ­rą stro­nę się sami dosta­nie­my? na któ­rą nasi rodzi­ce, krew­ni, przy­ja­cie­le? — Pod­czas kie­dy roz­łą­cze­ni stać będą w wiel­kiem ocze­ki­wa­niu, otwo­rzą się Nie­bio­sa, morze świa­tła roz­le­je się po świe­cie, Anio­ło­wie zstą­pią z Nie­ba, nio­sąc narzę­dzia Męki Jezu­sa Chry­stu­sa: powro­zy, łań­cu­chy, płaszcz szkar­łat­ny, koro­nę cier­nio­wą, trzci­nę, krwią prze­sią­kłą suk­nię i włócznię.

Potem uka­że się „znak Syna czło­wie­cze­go“, to jest krzyż, któ­ry naj­przed­niej­sze duchy nie­bie­skie nieść będą. Pochód ten zakoń­czą Che­ru­bi­ni i Sera­fi­ni z Maryą Kró­lo­wą, usta­wią się w sze­ro­kie koło i cze­kać będą na odwiecz­ne­go Sędzie­go, któ­ry wśród ich koła zasię­dzie. Cóż za prze­ra­ża­ją­cy widok dla złych, a nawet dobrzy z drże­niem na to przy­pa­try­wać się będą!

Wresz­cie uka­że się sam odwiecz­ny Sędzia, Jezus Chry­stus i zasię­dzie do Sądu. Dobrych powo­ła do Nie­ba, złych strą­ci do pie­kła. Nie będzie On wten­czas tak łagod­nym i pokor­nym, jak kie­dy przy­szedł świat odku­pić, lecz spra­wie­dli­wym Sędzią, uka­że się w całym Maje­sta­cie, w całym bla­sku Boskiej chwa­ły. Uka­że się zaś Jezus Chry­stus na to w całym bla­sku, aby potę­pie­ni widzie­li, kogo utra­ci­li, kogo prze­śla­do­wa­li i obra­ża­li. Wołać wten­czas będą: „Góry przy­wal­cie nas! Pagór­ki przy­kryj­cie nas!“ Ale nic im to nie pomo­że. — Ach, sta­raj­my się, aby­śmy sta­nę­li po pra­wi­cy i usły­sze­li owe słod­kie sło­wa: „Pójdź­cie bło­go­sła­wie­ni Ojca Mego, otrzy­maj­cie Kró­le­stwo wam zgo­to­wa­ne od zało­że­nia świa­ta.“ (Mat. 25, 34).

 

Modli­twa

Wszech­mo­gą­cy, wiecz­ny Boźe, któ­ry nas przez bło­go­sła­wio­nych Bisku­pów i Wyznaw­ców Two­ich, a naszych Patro­nów Cyry­la i Meto­de­go do jed­no­ści wia­ry chrze­ściiań­skiej powo­łać raczy­łeś, daj nam, pro­si­my, aby­śmy ich uro­czy­sto­ścią teraz się wese­ląc, za przy­czy­ną ich zasług do wiecz­nej doszli chwa­ły. Przez Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry kró­lu­je w Nie­bie i na zie­mi po wszyst­kie wie­ki wie­ków. Amen.